Roman z "Na Wspólnej" został oddny do domu dziecka. "Ojciec nie machał. Stał i długo patrzył"

Widzowie poznali i pokochali Waldemara Obłozę dzięki rolom dwóch Romanów: Kurskiego w "Miodowych latach" i Hoffera w "Na Wspólnej". Nie każdy wie, że w dzieciństwie chory ojciec aktora musiał oddać go do domu dziecka. "Tak cierpiał po śmierci mamy, że nie nadążał za wszystkimi sprawami" - wspominał.

Roman Obłoza urodził się 19 sierpnia 1959 roku w Gołychłąkach, wsi położonej w województwie mazowieckim. Przyszedł na świat w katolickiej rodzinie jako najmłodsze z pięciorga dzieci. W beztroskich zabawach w małym gospodarstwie, w którym dorastał, towarzyszyły mu dwie siostry i dwóch braci. Sielanka skończyła się, gdy Roman miał sześć lat. Wtedy bowiem zmarła jego matka w wieku zaledwie 41 lat i życie całej rodziny bezpowrotnie się zmieniło. 

Zobacz wideo "12 lat temu nie miałam nawet pokoju, gdzie mogłabym nakarmić dziecko". Posłanka o nowym pomyśle Hołowni w sejmie

Roman Obłoza trafił do domu dziecka

Tata aktora został więc sam z piątką dzieci. Robił co mógł, żeby jak najlepiej wychować swoje pociechy i zaspokoić ich wszystkie potrzeby. Pomagali krewni, a starsze dzieci opiekowały się młodszymi. Niestety zdiagnozowano u niego nowotwór, choroba postępowała, a on tracił siły. Rodzina znalazła się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Z tego powodu opiekę nad Romanem na jakiś czas przejęła babcia Zofia. Gdy skończył 11 lat, a jego starszy brat 13 - zdecydowano, że na jakiś czas trzeba oddać chłopców do domu dziecka. Tak też się stało. 

"Tata tak cierpiał po śmierci mamy, że nie nadążał za wszystkimi sprawami. Szczególnie za dwoma małymi braćmi, urwisami. Wtedy starsza siostra i ciocia podjęły heroiczną decyzję, by ojcu ulżyć, a mnie i brata posłać do domu dziecka. Ale tylko na chwilę..." - wspominał w programie Dzień Dobry TVN.

Zamiast na chwilę, trafił tam na trzy lata

Tata odprowadził Romana i jego starszego brata na przystanek, z którego mieli pojechać do domu dziecka w Płocku. "Kiedy autobus podjechał, ojciec nas ucałował i powiedział: No to z Bogiem chłopaczki. Łza po policzku mu popłynęła. Jezu, nie! Przecież to miało być inaczej, nie miało być tak smutno. Pamiętam, że ojciec nam nie machał, stał i długo za nami patrzył" - dodał aktor. Dom dziecka miał być dla chłopców rozwiązaniem tymczasowym, mieli w nim spędzić kilka miesięcy. Zostali jednak na trzy lata. 

"To był duży dom dziecka w Płocku i to był mankament, bo wszystko tam było anonimowe. Wychowywaliśmy się prawie sami. Wychowawcy nie wiedzieli najważniejszego, czyli co się tam dzieje pod osłoną nocy. Tam działała mentalność stada i trzeba było przebijać się jak w stadzie" - wspominał jakiś czas temu na łamach "Faktu". 

Po trzech latach opuścił dom dziecka

Trzy lata później serialowy Roman opuścił dom dziecka i zamieszkał w internacie przy szkole średniej, w której się uczył. Było to Liceum Zawodowe przy Zakładach Mechanicznych "Ursus". Odwiedzał schorowanego już mocno tatę i wspierał, jak potrafił. Nie miał pretensji o to, że oddał go do domu dziecka, wie, że wtedy było to najlepsze rozwiązanie. Mężczyzna wkrótce zmarł. Obłoza kilka razy zdawał do szkoły teatralnej, w końcu trafił do ogniska teatralnego Jana i Haliny Machulskich przy Teatrze Ochota w Warszawie. W 1985 roku ukończył filię Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.