1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

24 miesiąc: Nocne życie

Czy siłą spokoju można pokonać bezsenność dwuipółlatka - sprawdza Magda Szczypiorska-Mutor.
A Krzyś popatrzył za nim czule i powiedział sam do siebie: - Poczciwy, głupi Miś.

Była pierwsza w nocy. Odłożyłam książkę, przytuliłam Jasia i zamknęłam oczy, udając, że śpię. Jaś odczekał chwilę przytulony do mojego boku, potem podparł się w łokieć i po kilku minutach bacznej obserwacji moich zamkniętych oczu, ostrożnie

usiadł na łóżku.

- No, najeście śpi - trzeźwo podsumował sytuację.

Powstrzymałam się, żeby nie parsknąć śmiechem, i spod półprzymkniętych powiek obserwowałam, jak z ukochanym misiem Edwardzikiem wygramolił się z łóżka, po drodze sprawdzając, czy tata też jest unieszkodliwiony. Usłyszałam tupot nóżek na podłodze - Jaś pomaszerował do swojego pokoiku.

- A tejaz, Edwajdziku, ugotowam ci kolację - zaanonsował. Po łomotach i serii brzdęków zorientowałam się, że rozstawia swoją kuchenkę i wyjmuje garnuszki.

- Jajecnica cy omlecik? - spytał szarmancko.

Nie dosłyszałam odpowiedzi Edwarda, za to wyraźnie dotarła do mnie zapowiedź Jasia:

- To idę po jajecko.

I odgłosy dreptania po schodach na dół. Jęknęłam, widząc oczyma wyobraźni rozsmarowane na schodach "jajecka". Usiadłam na łóżku, gotowa zdecydowanie zaprotestować, kiedy powstrzymał mnie mąż, który też tylko udawał, że śpi.

- Nie ma jajeczek - szepnął dumnie. - Ostatnie dałem Luckowi na kolację.

Z kuchni dobiegł nas jęk zawodu, a potem trzask lodówki, odgłosy szperania w kredensie i mozolne wspinanie się po schodach na górę.

- Ufff - wyznał Edwardzikowi zasapany Jaś - będzie owsianka.

Po kwadransie szczękania garnuszkami i upartych perswazji ("No, jedz, ty niedźwiedziu"), przyprószony płatkami owsianymi

Jaś powrócił

do naszego łóżka. Po chwili wahania ułożył się wygodnie na tacie, pokręcił się, pokręcił i mrucząc coś do siebie, zasnął. Mąż na chwilę otworzył oczy, z gracją zdmuchnął sobie z twarzy płatki i też zasnął.

Nocne wędrówki Jaś uprawiał mniej więcej od tygodnia. Były dosyć urozmaicone, ale zawsze zaczynały się około pierwszej w nocy. Zastanawialiśmy się, co z tym fantem zrobić. Wprawdzie Julcia, kiedy była mniej więcej w wieku Jasia, też budziła się w nocy, ale różne metody, które sprawdzały się w jej przypadku, na Jasia nie działały. Teraz było podobnie - obudzoną w środku nocy Julkę zatrzymywało w łóżku i szybko usypiało śpiewanie kołysanek, głaskanie po główce albo krótka bajeczka, w najgorszym razie łagodna perswazja. Poza tym Julcia za żadne skarby nie wyszłaby w nocy z łóżka bez któregoś z nas.

Jaś jest zupełnie inny. Po zastanowieniu oparliśmy się pokusie dreptania za nim, sterowania zabawą tak, by jak najszybciej znalazł się w łóżku, czy nakłaniania go do spania. Wiedzieliśmy, że to nic nie da, a nie chcieliśmy , by Jaś miał poczucie, że czegoś wymagamy, potem kapitulujemy, a on i tak robi, co chce. Daliśmy mu spokój i

próbowaliśmy przeczekać.

Umawialiśmy się z nim na jeden rozdział "Puchatka" w udawany sen. Jaś cenił sobie chwile nocnej niezależności i wcale nie zapraszał nas do swoich eksperymentów.

Często o pierwszej w nocy któreś z nas jeszcze nie spało i wtedy przeczytanie Jasiowi jednego rozdziału nie było kłopotliwe. Ale zdarzało się i tak, że spaliśmy co najmniej od dwóch godzin i chociaż byliśmy w stanie się obudzić i dyskretnie czuwać nad Jasiem, dopóki nie wróci do łóżka, to głośne czytanie o problemach Kłapouchego było ponad nasze siły. Na takie okazje mieliśmy w sypialni magnetofon z kasetą z historiami o Puchatku. Wystarczyło wcisnąć guzik i pogrążyć się w błogim letargu.

Niestety czasami Jaś budził się w nocy z problemem wymagającym natychmiastowego rozwikłania.

- Mamo! - podnosił się gwałtownie - Cy syjeny nosą staniki?

Albo nagle oświadczał:

- Wies, mamo, ja nie psepadam za spaniem.

Po pjostu śkoda casu.

Faktycznie, nie przepadał. Wieczorne usypianie trwało ostatnio godzinami. Julka najlepsze zabawy wymyślała wieczorem i cały mój misterny plan stopniowego wyciszania brał w łeb, kiedy Julcia w przypływie nagłej sympatii do brata proponowała ochoczo:

- Jasiek, robimy balet?

- Taaak! - ryczał radośnie Jaś i o żadnym wyciszaniu nie było już mowy.

Po akrobacjach odbywała się gonitwa, tak kierowana przeze mnie, że kończyła się w kąpieli, gdzie ich ulubioną rozrywką było polewanie się nawzajem znienacka lodowatym prysznicem. Tak wyciszonym dzieciom czytałam kolejno po fragmencie wybranej przez każde z nich książeczki, a potem...

- Mamo,

ja się boję zasnąć

- jęczała Julka.

Bała się zasnąć od tygodnia, od kiedy w szkole Kasia z piątej klasy opowiedziała dzieciom, jak "narzeczony jej siostry powiesił się w łazience na klamce, a potem straszył ją stukając komodą". Po kilku długich rozmowach ("A co to znaczy powiesił się?", "Jak to straszył?") przekonaliśmy Julkę, że Kasia z bliżej nieznanych przyczyn wymyśla głupie historie. W końcu Julka przestała bać się chodzić sama do łazienki, ale ani na chwilę nie chciała zostać sama w pokoju. Kilka nocy mąż spędził na materacu przy jej łóżku, trzymając ją przez sen za rączkę.

Coś z Julci strachów udzieliło się Jasiowi, który oświadczał: "Nie mogę zasnąć, bo się boję". Gdy pytaliśmy, czego się boi, odpowiadał zniecierpliwiony: "oj, cego, cego - po pjostu się boję".

Wieczorem, po długim usypianiu zdarzało się, że ja zasypiałam koło niego, a kiedy budziłam się po kilku kwadransach, okazywało się, że Jaś właśnie bawi się dźwigiem albo przebiera Edwardzika. Kiedy wreszcie zasnął, budził się około pierwszej i zaczynał nocne życie od sakramentalnego:

- Pocytaj mi Puchatka.

Czasem siadał przed swoim regałem, wyciągał książki i w skupieniu oglądał obrazki. I tak noc w noc.

Nie powiem, nowe zwyczaje Jasia były dosyć kłopotliwe, ale metoda spokojnego przeczekiwania dawała dobre rezultaty. Powtarzaliśmy, że

noc jest do spania,

a nie do zabawy, i my właśnie idziemy spać, a Jaś dołączał do nas, kiedy skończył przebierać Edzia albo budować most. Robienie z tego problemu przedłużałoby tylko nocne wygłupy i niepotrzebnie wszystkich denerwowało. Postanowiliśmy zadbać o to, co istotne - zapewnić Jasiowi bezpieczeństwo i ustalić ważne zasady. Po nocnej eskapadzie do kuchni w poszukiwaniu "jajecków" zamontowaliśmy wysoką bramkę na schodach i Jaś mógł wędrować tylko po piętrze, gdzie było bezpiecznie. Wiedział, że zakazane były dwie rzeczy - próby sforsowania bramki oraz wchodzenie do pokoju Julki - i przestrzegał umowy.

Pozostaje nam tylko czekanie, aż mu się znudzi - myśleliśmy sobie każdej kolejnej nocy. I nagle, mniej więcej po dziesięciu dniach, tradycyjnie o pierwszej, Jaś obudził nas intrygującym pytaniem:

- Tato, cy anioły fjuwają na benzynę?

I natychmiast zasnął z powrotem. Naprawdę.

Więcej o: