1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

23 miesiąc: Domowe przedszkole

Ostatnio często spotykam się z Markiem i Amelką. My się bawimy, a nasze mamy marudzą i jęczą, że są zmęczone.
Ciągle mówią, że mają dosyć, chcą iść do kina, zapisać się na jogę, zrobić prawo jazdy, wyjść z domu bez dzieci. Czyli bez nas. Uważam, że to niezbyt taktowne tak narzekać przy nas, ale sama widzę, że jak Mama gdzieś sobie wyjdzie, to potem ma lepszy humor.

Jęczały i marudziły, aż w końcu postanowiły, że będą się nami wymieniać. To znaczy jednego dnia przez trzy godziny będzie się nami zajmować moja Mama, a reszta mam będzie mogła sobie gdzieś pójść. W następnym tygodniu mama Marka zostanie z nami, a potem będzie kolej na mamę Amelki.

Na pierwszy raz

umówiły się u nas.

To było bardzo zabawne. Pierwsze dziesięć minut minęło całkiem przyjemnie. Ale potem zadzwoniła Ewa, mama Marka i zapytała, czy z Markiem wszystko w porządku. Z Markiem było wszystko w porządku, przynajmniej na razie. Mama budowała nam pałac z klocków, Amelka lulała misia, ja kopałam piłkę, a Marek bawił się samochodzikiem. Wtedy Ewa zadzwoniła drugi raz dowiedzieć się o Marka, a moja piłka akurat trafiła Marka w głowę i on zaczął płakać. Ewa usłyszała to przez telefon i bardzo się zdenerwowała.

Moja Mama zajęła się płaczącym Markiem, a w tym czasie Amelka zawędrowała aż do kuchni i zajęła się miską Lucka, to znaczy wywaliła z niej jedzenie i smarowała nim ścianę, a miskę założyła sobie na głowę. Chciałam jej tę miskę zabrać i Amelka się przewróciła i zaczęła płakać, więc Mama zostawiła spokojnego już Marka i przytuliła Amelkę. To mnie trochę rozzłościło, bo to w końcu moja Mama, więc odepchnęłam Amelkę i zaczęłam wdrapywać się na Mamę. Wtedy znowu zadzwoniła mama Marka, żeby spytać, czy Marek już nie płacze. Mama powiedziała, że Marek już nie płacze, płacze Amelka i Julka. A potem wyciągnęła z kontaktu wtyczkę od telefonu i zaproponowała, że będziemy się bawić w różne zwierzątka. Tylko okazało się, że Amelka gdzieś się zapodziała.

Mama się zdenerwowała i szybko przeszukała całe mieszkanie - okazało się, że Amelka jest w łazience i

wrzuca do sedesu mydła,

gąbki i puder Mamy, a potem własnoręcznie je wyławia. Kiedy Mama myła Amelkę i ratowała sedes przed zapchaniem, my z Markiem wcale nie mieliśmy zamiaru bawić się w zwierzątka. Rzucaliśmy klockami w okno i to było bardzo dziwne, bo te klocki znikały.

Mama nakryła nas, kiedy w pudle już prawie nie było klocków. Wyjrzała przez okno i okazało się, że wszystkie leżą na chodniku przed domem obok jednego pana z laseczką, który trzymał się za głowę i z namysłem przyglądał się mojej Mamie. Wtedy zadzwonił dzwonek przy drzwiach i Lucek zaczął strasznie szczekać i Marek rozpłakał się ze strachu.

To była nasza sąsiadka, do której zadzwoniła Ewa, mama Marka, z pytaniem, co się stało z naszym telefonem i czy Marek przypadkiem nie płacze.

Moja Mama rozejrzała się po domu i powiedziała, że Marek nie płacze i wszystko jest w porządku. Sąsiadka popatrzyła na wrzeszczącego Marka z pewnym powątpiewaniem, potem na moją Mamę, a potem na Amelkę do połowy zanurzoną w sedesie i zapytała, czy może w czymś pomóc. Moja Mama zapewniła ją, że wszystko jest w absolutnym porządku. I sąsiadka poszła.

Wtedy Mama zebrała nas wszystkich w jednym pokoju (akurat nikt nie płakał),

włączyła nam muzykę,

którą bardzo lubię i i powiedziała, że teraz się pogimnastykujemy i potańczymy, ale znowu zadzwonił dzwonek. Mama zrobiła bardzo dziwną minę i tępo zapatrzyła się w ścianę. Lucek znowu zaczął szczekać, a Marek zrobił podkówkę. Mama pobiegła do drzwi, podziękowała sąsiadce (bo to była ona), która pozbierała nasze klocki, i zanim Marek zdążył się na dobre rozbeczeć, już była z powrotem.

I zrobiło się bardzo fajnie - tańczyliśmy, podskakiwaliśmy i robiliśmy śmieszne miny, a potem rysowaliśmy takimi śmiesznymi kredkami dla maluchów i jak Ewa i Dominika przyszły po Marka i Amelkę, to okazało się, że wszyscy spędzili te trzy godziny bardzo przyjemnie. No, może poza moją Mamą.

W następnym tygodniu zostaliśmy wszyscy u Ewy. Najpierw było mi smutno, kiedy żegnałam się z Mamą, a potem było nudno, bo Ewa strasznie się bała, żeby nic nam się nie stało, więc nic ciekawego nie mogliśmy robić, nawet wdrapywać się na parapet i wspinać się po półkach na książki. Ewa położyła się z nami na materacu i czytała nam książkę o kocie w butach. Było nawet fajnie, tylko Ewa była tak zdenerwowana i przestraszona, że nie czułam się tam zbyt dobrze.

Fajniej było w następnym tygodniu u Dominiki, która zamknęła wszystkie drzwi i okna, wysypała nam na dywan mnóstwo zabawek i prawie w ogóle

się nie wtrącała. Z każdym następnym spotkaniem

coraz lepiej nam szło.

Nasze mamy umawiały się na spacery w parku i razem zastanawiały się, w co się z nami bawić i co robić, żeby np. Amelka nie grzebała w sedesie. Zaczęło nam się to podobać. Ewa też nie dzwoniła już co pięć minut, moja Mama nie traciła głowy, kiedy któreś z nas płakało albo jadło mydło, a Dominika wymyślała różne fajne zabawy. Chodziły do tego swojego kina, na tę jakąś jogę i robiły prawo jazdy czy coś podobnego. Moja Mama zaczęła się częściej uśmiechać, śpiewać przy zmywaniu i robić pyszne kolacje dla siebie i dla taty, mniej burczała i nie złościła się o byle co.

Tata powiedział, że bardzo mu się to podoba i że może umówić się z tatusiami Marka i Amelki, żeby w sobotę lub niedzielę zabierali nas wszystkich do zoo albo do teatrzyku. Tylko że naszych tatusiów musiałoby być trzech na jeden taki wyjazd, bo jeden na pewno by z nami wszystkimi oszalał. Mamy są jednak odporniejsze.