1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

19 miesiąc: Jesteśmy na wczasach

Od dwóch tygodni mieszkamy przy ogromnej piaskownicy, która z jednej strony kończy się gigantyczną wanną. Tata powiedział mi, że ta piaskownica to plaża, a wanna to morze. Jesteśmy tu na wakacjach. Właściwie bardzo mi się podobają te wakacje, naprawdę.
Fajnie było też przed wyjazdem, chociaż mama ciągle mówiła, że oszaleje. Najpierw zrobiła listę. Bardzo długą. W domu wyrosły sterty różnych rzeczy. Mama skróciła listę o połowę. A potem tata jeszcze o połowę. Stert zrobiło się mniej. Później mama pakowała te rzeczy do plecaka, a kiedy tylko na chwilę się odwróciła, ja wyjmowałam je z powrotem i miałyśmy świetną zabawę, to znaczy ja miałam. I Lucek, nasz pies, który wywlekał moje zabawki i zanosił je do swojego koszyka.

Kiedy wreszcie wiadomo było, co bierzemy, rodzice zaczęli się zastanawiać, czym pojechać. Ja bardzo nie lubię jeździć samochodem, robi mi się niedobrze i chcę wysiadać. Mama też nie lubi, ale tata powiedział, nie możemy zostać na miejscu bez samochodu. Więc w końcu postanowili, że

pojedziemy pociągiem

z małym plecaczkiem i moim fantastycznym nowym czerwonym nosidłem, takim dla dużych dzieci. A bagaże zawiezie naszym samochodem dziadek. Bardzo się ucieszyłam, że pojedziemy pociągiem - mama czytała mi książkę o lokomotywie, a tata bawił się ze mną kolejką, ale nigdy nie widziałam prawdziwego, dużego pociągu.

Cieszyłam się z wyjazdu, chociaż trochę mnie to wszystko niepokoiło. Nasz dom zaczął wyglądać inaczej niż zwykle, jakoś tak pusto. Wcale mi się to nie podobało. Moje łóżeczko, większość zabawek i książeczek, fotelik do jedzenia - to wszystko miało zostać w domu. A najgorsze, że Lucek z nami nie jedzie. Tata powiedział, że Lucek męczyłby się na plaży w taki upał, szczekałby na ludzi i robił kupy na piasku, więc dzień przed naszym wyjazdem Lucek ze swoim koszykiem, miskami i gumową rybką pojechał do babci.

Z podróży niewiele pamiętam, bo głównie spałam, chociaż najpierw dokładnie obejrzałam z tatą cały pociąg i porozmawiałam ze wszystkimi, którzy siedzieli w naszym przedziale. Było gorąco, więc mama wzięła do plecaczka strasznie dużo soczków. To dobrze, bo bardzo chciało mi się pić. Mama wzięła też takie specjalne wilgotne ściereczki, którymi przecierała mi buzię, rączki i nóżki.

Kiedy w końcu dojechaliśmy na miejsce, dziadek już na nas czekał z naszymi rzeczami. Zjedliśmy obiad i poszliśmy zobaczyć tę ogromną piaskownicę. Była naprawdę imponująca, chociaż trochę straszna. Ale zaraz pierwszego dnia zbudowałam z tatą piękny zamek z mokrego piasku, a z mamą robiłam babki i tunele.

A następnego dnia

kąpałam się w morzu.

Tuż przed wyjazdem rodzice kupili mi taką śmieszną kamizelkę do pływania, nie dmuchaną, bo mogłaby się przedziurawić, tylko wypchaną czymś takim, co nigdy nie tonie. Tata trzymał mnie za rączki, a ja machałam nóżkami i strasznie głośno piszczałam. Bardzo mi się też podobało skakanie przez fale z mamą i tatą i rzucanie kolorową dmuchaną piłką (kiedy zmęczyły mi się nóżki, tata brał mnie na barana), i grzebanie w mokrym piasku tuż nad brzegiem morza. Właściwie wszystko mi się bardzo podobało, oprócz dwóch rzeczy: kapelusza na głowie i smarowania takim tłustym mleczkiem. Kapelusz to ohydna rzecz - ja po prostu nie znoszę mieć niczego na głowie, a tu musiałam nosić to paskudztwo przez cały czas. Oczywiście ciągle zdejmowałam go z głowy, a mama albo tata ciągle mi zakładali z powrotem. Ja wrzeszczałam "Nie! Nie!" i uciekałam ile sił w nogach, a oni ciągle tłumaczyli mi, że na słońcu trzeba mieć kapelusz. Ciekawe tylko, dlaczego oni nie mieli. W końcu udało mi się ściągnąć tę ohydę, podeptać i wrzucić do wody. Zanim rodzice się zorientowali, kapelusz trochę się namoczył i potem był jakiś taki krzywy i nie mieścił się na głowie. Niestety, to był tylko chwilowy sukces - zaraz poszliśmy do sklepiku i tata kupił mi nowy kapelusz. Wprawdzie był o wiele ładniejszy i lepiej siedział na mojej głowie, ale kapelusz to kapelusz - ohyda.

Drugi

koszmar tych

wakacji to smarowanie. Moja mama jest naprawdę szalona - smaruje mnie tym ohydnym mleczkiem przed wyjściem z domu i jeszcze z pięćdziesiąt razy na dworze, a szczególnie wtedy, kiedy wychodzę z wody. Wprawdzie sami też się ciągle smarują czymś takim, tylko z trochę innej buteleczki, ale to marne pocieszenie.

No i jeszcze nie bardzo mi się podoba ta moja kamizelka. To znaczy ona sama jest bardzo ładna i nawet lubię ją zakładać do kąpieli. Ale czasem rodzice już naprawdę przesadzają i kiedy siedzimy nad samą wodą, muszę mieć ją na sobie cały czas. To mnie naprawdę złości, więc wściekam się i wściekam, ale wszystko na nic. Powoli zaczynam rozumieć, że z tym kapeluszem, mleczkiem i kamizelką po prostu nic się nie da zrobić. To tak jak z fotelikiem samochodowym, którego nie znoszę - po prostu muszę w nim siedzieć i koniec. Mama i tata są nieubłagani i choćbym nie wiem jak wrzeszczała, to i tak nic to nie da. Trudno. Za to znalazłam sobie kolegę w tym nieszczęściu - Jaś jest trochę ode mnie starszy i też musi nosić kapelusz, kamizelkę i smarować się tym paskudztwem z niebieskiej buteleczki. Lubię Jasia - ma fajne pomysły. Na przykład wylał całe wiaderko wody na jedną panią, która leżała na plaży i ta pani tak śmiesznie podskakiwała. Nasi rodzice też się zaprzyjaźnili i często chodzimy wszyscy razem na spacery.

Na początku trochę tęskniłam za naszym domem i nie mogłam się przyzwyczaić, że mieszkamy gdzie indziej, ale teraz coraz bardziej mi się tu podoba, naprawdę, zwłaszcza od kiedy Jaś pokazał mi, jak wdeptuje się kapelusz w błoto i jak się rozpina kamizelkę. To naprawdę fajny kolega.