1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Jak karmiły nasze mamy

Ciotki i starsze sąsiadki dopytują się, czy karmię piersią albo czy JESZCZE karmię (Kamilka ma cztery miesiące). Pewnie dlatego, że w latach 70. wiele kobiet nie karmiło piersią albo karmiło krótko. Moja mama podobno miała za chude mleko! Inne kobiety z jej pokolenia twierdzą, że nie miały pokarmu. Bardzo proszę o komentarz w tej sprawie.
Otóż w latach 70. był wymóg karmienia co trzy godziny z sześciogodzinną przerwą nocną. Uniemożliwiało to dopasowanie produkcji mleka do indywidualnych potrzeb dziecka. Częste karmienie jest bardzo ważne szczególnie w pierwszym okresie, kiedy laktacja ma się dopiero ustabilizować.

Nie dość, że nie pozwalano przystawiać dzieci do piersi tak często, jak one się tego domagały, to jeszcze opóźniano pierwsze karmienie. Po porodzie drogami natury przynoszono malucha do karmienia powiedzmy po 12 godzinach, więc była szansa na pobudzenie laktacji, ale po cesarskim cięciu mama dostawała dziecko często dopiero w trzeciej czy piątej dobie po porodzie! Przez ten czas karmiono je butelką, więc potem nie umiało ssać piersi i denerwowało się, że leci po trochu i za wolno. A pierś "nie wiedziała", że trzeba wzmóc produkcję, bo nie miała prawidłowego sygnału od dziecka. Mama również się denerwowała i jedynym ratunkiem wydawała się butla.

Sprawę utrudniało mleko w proszku, którym wówczas dokarmiano dzieci - krowie, niemodyfikowane (zwane niebieskim od koloru pudełka). Maluch trawił je znacznie dłużej, więc rzadziej domagał się piersi, które wobec mniejszego popytu zmniejszały produkcję. I rzeczywiście nie miał szans się najeść. Do tego dochodziła zła technika ssania (skutek picia przez smoczek), która przeszkadzała dziecku w wyssaniu odpowiedniej ilości mleka i wprowadzała, że się tak wyrażę, pierś w błąd.

Nawet jeśli maluch dobrze ssał i potrafił się najeść, to następnego karmienia domagał się przed upływem trzech godzin (mleko kobiece trawi się przecież krócej). Mamie nie wolno było jednak przystawić go wcześniej, więc płakał, oboje się denerwowali, a gdy w końcu mijały owe trzy godziny, po paru łykach usypiał ze zmęczenia w ramionach mamy. Po chwili drzemki budził się, żeby się najeść do syta, a tu trzeba było czekać kolejne trzy godziny! Takie to są źródła ówczesnej teorii o nagminnym wśród kobiet niedoborze pokarmu. A że przyczyna większości kłopotów tkwi w błędnych praktykach na oddziałach położniczych i reżimie godzinowym, tego niestety, jeszcze nie rozumiano.

Więcej o: