Samochód, wakacje, nowa pralka. Czy za 500+ (800+) można sobie pożyć?

Ludzie widzą sąsiadów żyjących z 500+ i wściekają się, że samochody wymieniają za świadczenia. Ja nie znam rodziców, którzy - zakładając, że mają nawet troje dzieci - nie pracują zawodowo, a i tak na wszystko ich stać.

Pieluchy na tydzień: 50 zł. Popularny lek do inhalacji: 57 zł. Godzina zajęć na basenie: 60 zł. Treningi piłki nożnej: 260 zł miesięcznie. Zajęcia teatralne lub plastyczne w domu kultury: ok. 250 zł miesięcznie. Wizyta z dzieckiem u dentysty: 250 zł. Lekcja angielskiego: 80-120 zł, zależy od miasta. Logopeda, psycholog - na wizytę na fundusz czeka się po kilka, kilkanaście miesięcy - prywatnie ok. 120 zł. Wyposażenie do nauki (książki, przybory szkolne, zeszyty, pomoce edukacyjne) ok. 60 zł miesięcznie.

"Na ulicy starszy pan wyliczał, ile 500+ dostaje za wszystkie dzieci"

500+ (800+), jeśli rodzice rozdysponowują te pieniądze na potrzeby dziecka, wystarczy miesięcznie na basen i może na angielski, albo na pieluchy, kurtkę dla dziecka i leki, kiedy zachoruje. W ostatnich dwóch latach pieniądze ze świadczenia coraz częściej są wydawane na to, aby ogrzać mieszkanie i na to, aby mieć co zapakować dziecku do śniadaniówki.

500 zł to nie jest duża kwota w stosunku do całości wydatków na dziecko. Na pewno nie są to pieniądze, dzięki którym można rzucić pracę i dostatnio żyć. Nie można. Nie rozumiem, skąd to przekonanie, że rodziny z 500+ żyją jak lordowie i że jak kobieta narodzi dzieci, to już nic nie musi robić, bo kasa leci i lekko się żyje. Mama czworga świetnych dzieciaków powiedziała mi kiedyś, że na ulicy starszy pan wyliczał jej, ile 500+ dostaje za wszystkie dzieci.

'W każdym z 27 państw Unii przewidziane są świadczenia wspomagające rodziny z dziećmi. W 20 państwach, w tym w Polsce, zasiłki przyznawane są wszystkim rodzicom bez względu na wysokość dochodu''W każdym z 27 państw Unii przewidziane są świadczenia wspomagające rodziny z dziećmi. W 20 państwach, w tym w Polsce, zasiłki przyznawane są wszystkim rodzicom bez względu na wysokość dochodu' Fot. Marta Dudzińska / Agencja Wyborcza.pl

Jak co roku Centrum im. Adama Smitha oszacowało, ile kosztuje wychowanie dziecka w Polsce. W 2022 r. koszt wychowania jednego dziecka do osiągnięcia osiemnastego roku życia wyniósł 265 tys. złotych, a dwójki dzieci - 439 tys. złotych.

80 proc. wszystkich kosztów związanych z wychowaniem to żywność, mieszkanie, edukacja, transport. Utrzymanie i kształcenie dzieci pochłania ok. 30 proc. budżetu rodziny. To sporo, dlatego przy ocenie zdolności kredytowej pary pracownicy banków uwzględniają, czy i ile rodzina na dzieci. Im więcej dzieci w rodzinie, tym zdolności kredytowe rodziców słabsze.

Dzięki 500+ dzieci jeżdżą na obozy, kolonie, zielone szkoły. Dlaczego to ludzi boli?

Świadczenie wychowawcze 500+ nie spełniło swojej najważniejszej roli. Nie rodzi się u nas więcej dzieci. Jest wręcz odwrotnie. 2022 rok zakończył się z dramatycznym wynikiem ledwo przekraczającym 300 tys. urodzeń, a trendy wskazują na dalszy spadek. Dla porównania, w 2017 r. w Polsce urodziło się 402 tys. dzieci. W ciągu pięć lat liczba urodzeń w Polsce spadła aż o 25 proc. To bardzo dużo.

Młodzi ludzie po prostu wiedzą, że 500+ nie sprawi, że zapewnią dzieciom dobry życiowy start. To po prostu nie jest możliwe. Pieniądze ze świadczenia - jak zresztą czytamy w ustawie wprowadzającej do programu Rodzina 500+ - mają częściowo pokryć wydatki związane z wychowywaniem dziecka. I tak też to wygląda.

500 plus nie zachęciło Polek do rodzenia, ale sprawiło, że rodzinom z dziećmi żyje się lepiej, szczególnie tym uboższym. Jeśli wierzyć temu, co deklarują ludzie w ankietach, w ostatnich latach pieniądze z 500+ idą głównie na opłacanie bieżących rachunków, tak deklarował co szósty rodzic w badaniu BIG InfoMonitor. Polacy w badaniu mówili też o tym, że odkąd pobierają świadczenie wychowawcze, przestało im brakować na podstawowe potrzeby: jedzenie, ubrania, obuwie. Dzięki 500+ dzieci jeżdżą na obozy, kolonie, zielone szkoły.

Przepite 500+. Zamiast gotówki opłacenie dziecku żłobka

Nie wiadomo, jakie kwoty ze świadczenia dorośli wydają na używki: alkohol, papierosy, narkotyki. Niestety nie ma żadnych badań, które mówiłyby o tym, w jakiej mierze pieniądze są przepijane lub marnotrawione. Nie ma wątpliwości, że tak się zdarza. W każdym społeczeństwie są dorośli, którzy przez swoje uzależnienie są ludźmi, którym nie można ufać i na których nie można polegać. I to oczywiste, że zamiast dawać im co miesiąc gotówkę, trzeba pomóc ich dzieciom.

Wczytując się w ustawę dotyczącą programu Rodzina 500+ znajdziemy informację o tym, że w kryzysowych sytuacjach, kiedy pieniądze są ewidentnie marnotrawione przez rodziców np. na alkohol, gotówka zostanie rodzinie odebrana. A dzieci świadczenie otrzymają w formie rzeczowej (żywność, przedmioty szkolne) lub zostaną za 500+ opłacone usługi: kursy, żłobek, nauka języka. Po to rozwiązanie sięga się u nas jednak bardzo rzadko. A szkoda. Według raportu Najwyższej Izby Kontroli z 2019 roku zaledwie 0,01 proc. świadczeń wypłacano w formie rzeczy lub usług dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych.

Niemieckie Kindergeld to 250 euro na każde dziecko

Na temat 500+ przeczytałam tonę artykułów, często w kontekście, że nas na takie rozdawnictwo nie stać, że na takie "prezenty" mogą pozwolić sobie tylko zamożne państwa.

Świadczenia wychowawcze w krajach UE są jednak czymś oczywistym. To nie powinien być temat, który rozgrzewa dyskusję do czerwoności i dzieli ludzi. W każdym z 27 państw Unii przewidziane są świadczenia wspomagające rodziny z dziećmi. W 20 państwach, w tym w Polsce, zasiłki przyznawane są wszystkim rodzicom bez względu na wysokość dochodu. W Niemczech i we Francji świadczenia te są najwyższe. Dla przykładu, niemieckie Kindergeld to 250 euro na każde dziecko.

W siedmiu państwach zasiłki zależne są od wysokości dochodu rodziców. W Bułgarii, Chorwacji, Czechach, Rumunii, Słowenii, na Cyprze i we Włoszech obowiązuje próg dochodowy.

W całej UE nie ma państwa, w którym przyrost naturalny byłby na tyle wysoki, aby zapobiec kurczeniu się populacji. Coraz większy odsetek osób starszych w społeczeństwach obciąża systemy opieki społecznej, wpływa na spowolnienie wzrostu gospodarczego. Dlatego polityka rodzinna w Europie jest dzisiaj bardzo ważna i skierowane na dzieci. Ekonomiści, politycy i socjologowie po prostu widzą w dzieciach interes: to olbrzymi ludzki potencjał, bo całe społeczeństwa polegają na dzieciach, ale nie wszyscy te dzieci wychowują.

"Całe społeczeństwo polega na dzieciach, ale nie wszyscy te dzieci wychowują"

"Dlaczego ja mam utrzymywać gromadę dzieci ludzi, których na te dzieci nie stać?"

"Ludzie widzą sąsiadów żyjących z 500+ i wściekają się, że muszą zapieprzać na Grażynę, Zdzicha i ich dzieciarnię".

'Spotkałam osobę, która wiodąca życie singla, wyzywała dzieci od darmozjadów, kaszojadów, bachorów, na które nie będzie płacić ze swoich podatków złamanego grosza''Spotkałam osobę, która wiodąca życie singla, wyzywała dzieci od darmozjadów, kaszojadów, bachorów, na które nie będzie płacić ze swoich podatków złamanego grosza' Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

To zaledwie dwa komentarze z tysięcy, które czytamy w sieci, jako odpowiedz na propozycję waloryzacji świadczenia, aby zamiast 500 zł wypłacić rodzicom 800 zł. W końcu, skoro jest inflacja, to normalne, że państwo waloryzuje świadczenia. Tak robią inne państwa. Podwyższają świadczenia, aby ochronić ludzi przed skutkami inflacji.

Prof. Nancy Folbre, amerykańska ekonomistka twierdzi, że dzieci to dobro publiczne. Jeżeli mamy dzieci, które zostają dobrze wychowane na obywateli, na pracowników, to one wchodzą w system pod tytułem rynek pracy i w system emerytalny, który jest w dużej mierze systemem repartycyjnym i powodują, że te osoby, które pracowały i nie miały dzieci, są utrzymywane przez dzieci rodziców, którzy wykonali wysiłek, wychowali i zainwestowali w potomstwo.

"Całe społeczeństwo polega na dzieciach, ale nie wszyscy te dzieci wychowują. Ja nie rozumiem akurat takiego zdziwienia osób, które mówią, 'dlaczego my mamy łożyć na cudze dzieci'. Uważam, że wszyscy za dzieci powinni płacić" - mówiła w naszej rozmowie dr hab. Anna Zachorowska-Mazurkiewicz z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Darmozjady, kaszojady i bachory. Utrzymujcie sobie sami

Wciąż mam przed oczami sytuację sprzed siedmiu lat, kiedy ruszał program Rodzina 500+. Spotkałam osobę, która wiodąc życie singla, wyzywała dzieci od darmozjadów, kaszojadów, bachorów, na które nie będzie płacić ze swoich podatków złamanego grosza, bo tylko krzyczą na placach zabaw i rysują kredą po chodnikach. Uważała, że skoro narobiliśmy sobie dzieci, to mamy je sobie sami utrzymywać, a nie wyciągać łapy po kasę. Było w tej rozmowie sporo agresji.

Słuchałam tego wówczas jako matka malutkich dzieci. Byłam tak pochłonięta obowiązkami przy dzieciach, tym, aby była zdrowe, zadbane, najedzone, wyspane, szczęśliwe, dopieszczone, że nie miałam pary i energii, aby wdawać się w dyskusję. Od jakiegoś czasu ta osoba jest chora. Zależna od silnych pielęgniarek, sprawnych rehabilitantów, dziewczyny sprzątającej jej mieszkanie, syna sąsiadki, który przynosi zakupy. Bez pomocy innych ludzi nie poradziłaby sobie. To inni ludzie - czyjeś dzieci - sprawiają, że spokojnie może wracać do zdrowia.

"Jestem człowiekiem i żyję wśród ludzi" - to tytuł książki, który pamiętam z dzieciństwa. Jestem człowiekiem, bo rozumiem, że dobrze, rozsądnie i mądrze wydane pieniądze na dzieci to też moja sprawa. Jeśli im będzie żyło się lepiej, wszyscy na tym skorzystamy.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.