Zakopany wstyd polskich rodziców: Chcą odejść bez pozostawienia adresu

- Wyobrażają sobie, jakby wyglądało ich życie bez dzieci. Chcą odejść bez pozostawienia adresu. W skrajnych przypadkach pojawiają się myśli samobójcze. Wypaleni rodzice częściej sięgają po przemoc wobec dzieci - o wypaleniu rodzicielskim mówi psycholog, dr Konrad Piotrowski.

Joanna Biszewska: Wypalić można się w pracy, w związku. A jako rodzic?

Dr Konrad Piotrowski, psycholog, kierownik Centrum Badań nad Rozwojem Osobowości na Uniwersytecie SWPS w Poznaniu: Bardzo ciężko jest ludziom przyznać się do tego, że rodzicielstwo zupełnie ich wyczerpuje i nie daje satysfakcji. To jest temat tabu.

Społeczne oczekiwania wobec rodziców są bardzo wysokie. Słyszą, że rodzicielstwo to źródło rozwoju, satysfakcji.

Kiedy ktoś mówi nam, że nie może mieć dzieci, bardzo współczujemy. Myślimy sobie, "jakie to przykre, jaka to strata". Mamy w głowach obraz wyidealizowanego rodzicielstwa.

A bywa różnie. Czasami jest pięknie, czasami czujemy, że nie dajemy rady.

Rodzicielstwo wymaga bardzo wielu decyzji, dużej elastyczności, łączenia najróżniejszych wątków: dzieci, relacji romantycznej, zakupów, rachunków, kariery, porządków itd.

Rodzic powinien też wiedzieć, jak rozmawiać z dziećmi, jak okazywać szacunek, jak budować relacje oparte na zaufaniu, jak rozwiązywać konflikty. A przecież nie każdy z nas rodzi się z doskonałymi kompetencjami rodzicielskimi. Dla niektórych ludzi może okazać się to zbyt trudne i na dłuższy dystans wykańczające.

Kiedy nam się coś nie udaje, czujemy, że zawodzimy, poddajemy się. Z rodzicielstwa nie ma ucieczki.

Dlatego powinniśmy mówić o tym, że są wśród nas dorośli, dla których rodzicielstwo okazało się silnie i trwale stresujące, trudne, przekraczające ich możliwości radzenia sobie ze stresem.

Co czują wypaleni rodzice?

Zauważają, że z czasem stają się gorszymi rodzicami, nie takimi, jakimi chcieli być, ale też nie takimi, jakimi jeszcze jakiś czas temu byli. Często myślą, że kiedyś byli dobrymi rodzicami, ale już nie są. Brak im cierpliwości, empatii, nie czują satysfakcji. Są rozczarowani i sobą, i dzieckiem.

Rodzicielstwo staje się na tyle wyczerpujące, że dorosły dystansuje się, ogranicza emocjonalny kontakt z dziećmi. Przestaje się z dziećmi bawić, spędzać wspólnie czas, rozmawiać. Wykonuje przy dzieciach podstawowe obowiązki: szkoła, jedzenie, ubieranie.

Wypalenie rodzicielskie, a wcześniej przewlekły stres rodzicielski, mogą prowadzić do depresji, co oczywiście jeszcze bardziej pogłębia trudności całej rodziny.

W Polsce żyje dużo wypalonych rodziców?

Mamy całą armię rodziców, którzy doświadczają różnego rodzaju problemów ze zdrowiem psychicznym ze względu na silne wypalenie rodzicielskie.

Z badań, które prowadzę od kilku lat, wynika, że około 8-9 proc. rodziców doświadcza ekstremalnego wypalenia, a dalsze 30 proc. wypalenia na wysokim poziomie. Odsetek silnie wypalonych rodziców jest częstszy wśród młodych rodziców i tych, którzy mają pod opieką dzieci poniżej siódmego-ósmego roku życia. Dwa lata pandemii także pogłębiły ten problem.

Według literatury dotyczącej wypalenia rodzicielskiego, w Polsce jest 8 proc. wypalonych rodziców, co jest jednym z najwyższych wskaźników na świecieWedług literatury dotyczącej wypalenia rodzicielskiego, w Polsce jest 8 proc. wypalonych rodziców, co jest jednym z najwyższych wskaźników na świecie Fot. Albert Zawada / Agencja Wyborcza.pl

Co się takiego dzieje z ludźmi, że rodzicielstwo jest dla nich tak trudne?

Jeszcze 40 lat temu dorośli nie musieli w tak dużym stopniu zabiegać o głęboką, emocjonalną więź z dziećmi. To nawet nie było zalecane. Wręcz przeciwnie, powstawały książki, nawet psychologiczne, z których rodzice dowiadywali się, żeby nie przytulać dzieci, nie nagradzać, nie chwalić nadmiernie, bo dzieci wpadną w samozachwyt, a to je "popsuje".

Zalecano, żeby wychowywać z dystansem, do posłuszeństwa, z jasną hierarchią. Dla rodziców to było łatwiejsze, bo nie wymagało szczególnych kompetencji emocjonalnych i społecznych.

A kiedy dzieci były niegrzeczne, dorośli srogo je karcili.

100 lat temu z dziećmi można było robić rzeczy, które nam się dziś nie mieszczą w głowach. Sześciolatki pracowały w kopalniach, w Londynie małe dzieci spuszczano na linie do komina, żeby czyściły sadze. Przemoc wobec dzieci była powszechna. Obraz życia wiejskich dzieci mamy opisany w "Janko Muzykancie".

Kilkadziesiąt lat temu prawie wszyscy dorośli zgodziliby się z tym, że każde dziecko powinno, od czasu do czasu, dostać w skórę, żeby wyrosnąć na dobrego człowieka. Było bardzo duże przyzwolenie na przemoc wobec dzieci. Ono wciąż jest, ale już nie takie jawne.

Chodzi o to, że wymagania względem rodziców bardzo się zmieniły?

Kiedyś dziecko miało być posłuszne, nie kaprysić, nie powinno dyskutować nadmiernie, nie kontestować reguł rodzinnych. Miało być ciche, spokojne i przymilne. Niektórzy lubią powtarzać, że kiedyś dzieci miały do dorosłych szacunek. Ale to nie był szacunek, to był strach.

Dzisiaj rodzice w większości wiedzą, że dzieci potrzebują bliskości. Mimo że ze swoich domów wynieśli różne wzorce, starają się sprostać wymaganiom. I pewnie nie zawsze to się udaje. Stąd frustracja?

Społeczne wymagania wobec rodziców są dzisiaj rzeczywiście duże. Kiedy dziecko ma jakieś kłopoty np. w przedszkolu czy szkole, zazwyczaj zakłada się, że to wina rodziców, bo za mało spędzają z dzieckiem czasu, bo pozwalają oglądać bajki, bo są za mało uważni, bo za dużo pracują, bo niewystarczająco często rozmawiają itd. Rzecz w tym, że w dzisiejszym świecie trudno to wszystko pogodzić, a jeszcze trudniej wszystko robić na sto procent.

Znam to uczucie i wiem, że też rodzice sami dla siebie stwarzają nierealne standardy. Rywalizują między sobą, krytykują się wzajemnie. Każdy chce w oczach innych wypaść na tego idealnego.

Dlatego często rodzice, którzy przestają sobie radzić, nie proszą o wsparcie i zrozumienie. Bo kiedy mówią, że jest im ciężko, że czują się przytłoczeni, zazwyczaj dostają połajanki. Słyszą, że nie powinni mieć dzieci, skoro nie potrafią się nimi zająć.

Nie ma miejsca w rodzicielstwie na słabości?

Niestety niewiele, a powinno być. Kiedy mamy przed sobą trudny egzamin, długo się do niego przygotowujemy, uczymy, korzystamy z pomocy innych, którzy lepiej się na tym znają. Z rodzicielstwem jest podobnie.

Żeby dziś być dobrym rodzicem, trzeba się do tej roli przygotować. Mieć wsparcie, najlepiej też być osobą empatyczną, inteligentną emocjonalnie. Trzeba umieć radzić sobie ze stresem, bo rodzicielstwo takiego stresu prawdopodobnie dostarczy.

Brzmi to trochę tak, że do roli rodzica trzeba mieć kompetencje.

Rodzicielstwo wymaga rozwoju i pracy nad sobą. Dzieci są różne i trzeba umieć się do nich dopasować. Niektóre są nieśmiałe, inne wręcz przeciwnie, wszędzie ich pełno. To wymaga od rodzica odpowiedniego reagowania.

Rodzice wracają po pracy do domów i muszą radzić sobie w roli psychologa, pedagoga, nauczyciela, logopedy, rehabilitanta, koordynatora zabawy.

Niektórzy tego nie wytrzymują i szukają ucieczki. Uciekają w alkohol lub w inne używki. W skrajnych przypadkach mogą się pojawić trudności: problemy ze snem, depresja. Nie bez powodu silnie wypaleni rodzice częściej doświadczają myśli samobójczych. Sięgają po przemoc wobec dzieci. Nie tylko fizyczną, lecz także słowną, emocjonalną.

Jak to wygląda?

Nie pomagają dzieciom, kiedy one są smutne, zrozpaczone, przestraszone. Zachowują się w sposób opryskliwy, wywołują u dzieci poczucie winy. Mówią do dzieci rzeczy, których potem żałują. Przebywanie w domu z rodziną nie sprawia im radości.

Czasami żałują tego, że w ogóle zdecydowali się na dziecko lub dzieci. Wyobrażają sobie, jakby wyglądało ich życie bez dzieci, chcą odejść bez pozostawienia adresu.

I zdarza się, że tak robią.

W sytuacjach ekstremalnych można też oddać dziecko do placówki opiekuńczej, można porzucić dzieci. Ale nawet tak drastyczne decyzje nie sprawią, że przestaje się być rodzicem. Zawsze ktoś na tym ucierpi, nie ma łatwej drogi wyjścia.

Co musi się wydarzyć, aby wypalić się jako matka, ojciec?

Mamy już wiele badań, dzięki którym wiemy, że wypalenie to nie jest przypadkowa sprawa. Pojawia się w przypadku pewnych cech, np. perfekcjonizmu i niskiej stabilności emocjonalnej.

Dotyka często ludzi, którzy nie potrafią radzić sobie ze stresem. Także tych, którzy wynieśli z rodzinnych domów różne traumy albo kiedy nadmiar obowiązków przekroczył ich możliwości.

Kiedy rodzic jest wewnętrznie skonfliktowany, rozchwiany, to po kilku latach rodzicielstwa może czuć się wypalony, kompletnie wycieńczony, nie radzić sobie ze sobą, krzyczeć na dzieciKiedy rodzic jest wewnętrznie skonfliktowany, rozchwiany, to po kilku latach rodzicielstwa może czuć się wypalony, kompletnie wycieńczony, nie radzić sobie ze sobą, krzyczeć na dzieci Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Wyborcza.pl

Większość rodziców w kryzysie chce się ratować. Co robić?

Wyjściem jest praca nad sobą i nad swoim rodzicielstwem. Nie ma alternatywy. Dzieci to nie rzeczy, nie możemy ich oddać, przekazać komuś i sobie odejść, tak jak z pracy, która przestaje satysfakcjonować.

Kiedy rodzic wypisuje się z rodzicielskich obowiązków, porzuca dzieci albo oddaje je na wychowanie komuś innemu, zazwyczaj spotka się z dezaprobatą. Dlatego najlepiej zadbać o siebie w taki sposób, aby wypalenie rodzicielskie nie stało się naszym udziałem.

To co zrobić, aby nie dopuścić do tak beznadziejnej sytuacji?

Przygotować się do roli matki lub ojca. Jeśli ktoś czuje, że ma kłopoty ze zdrowiem psychicznym, to powinien porozmawiać o swoim stanie z psychologiem czy z psychiatrą. Po pojawieniu się dziecka - częściej dotyczy to kobiet - przybędzie sporo obowiązków i wielka odpowiedzialność. To trzeba wiedzieć, być przygotowanym na to, że czasami będzie potrzebne wsparcie z zewnątrz. 

Rzadko potrafimy przyznać się do tego, że nosimy w sobie traumy. Wolimy udawać, że wszystko u nas ok.

Jeśli ktoś ma za sobą trudne historie rodzinne i pomimo tego, że jest już dorosłym człowiekiem, wciąż myśli o tym, jak bardzo został zraniony w dzieciństwie, bo ojciec pił, a matka była zaniedbująca, powinien się tym zajęć, może na psychoterapii, zadbać o swoje zdrowie psychiczne. Bo kiedy pojawią się dzieci, będzie na to już za późno.

Często zdarza się tak, że rodzicielstwo miało być plastrem na własne problemy, a okazało się, że jeszcze bardziej obnażyło słabości, lęki, traumy?

Tak, to możliwe. Kiedy rodzic jest wewnętrznie skonfliktowany, rozchwiany, to po kilku latach rodzicielstwa może czuć się kompletnie wycieńczony, nie radzić sobie ze sobą, krzyczeć na dzieci.

I nie jest to ani wina dzieci, ani - być może - wina rodzica. Jednak odpowiedzialność za dzieci jest zawsze po stronie rodzica, który powinien pochylić się nad sobą i chcieć sobie pomóc, dla dobra dzieci.

Ludzie często mają dzieci, bo rodzina naciskała, bo partner czy partnerka postawili warunek, że albo dzieci, albo rozstanie. Nie zawsze, ale często źle to się kończy. Rodzice, którzy zaczynają żałować posiadania dzieci, częściej mają za sobą takie doświadczenie.

Tym bardziej że serwuje się nam - chociażby w reklamach - bajkowy obraz rodziny. A rzeczywistość jest inna. Nie ma czasu na pieczenie z dziećmi babeczek, a gdy mieszamy zupę, często nad nią płaczemy z bezradności.

Rodzicielstwo jest piękne, ale pod warunkiem, że zaakceptuje się to, że ono jest też trudne, że nie dostarcza nam codziennie satysfakcji. To trochę jak z relacją partnerską. Jeśli ktoś oczekuje, że będzie z drugim człowiekiem przez wiele lat i zawsze będzie romantycznie i słodko, to raczej nie ma szans na to, że ta wizja się spełni.

Coraz częściej związek romantyczny i rodzicielstwo porównuje się do pracy. To jest coś, o co musimy się starać, coś, co wymaga od nas energii, czasami wymaga robienie czegoś, na co wcale nie mamy ochoty. Myślę, że to dobry pierwszy krok: chcieć być rodzicem, ale też mieć świadomość, że to nie jest proste.

Dr Konrad Piotrowski jest psychologiem, pracuje na Uniwersytecie SWPS w Poznaniu. W pracy naukowej zajmuje się tematyką perfekcjonizmu, rozwoju tożsamości i trudności w realizowaniu roli rodzicielskiej. Jest kierownikiem naukowego projektu "Wypalenie rodzicielskie w pierwszych latach realizowania roli rodzica. Od czego zależy, jak się rozwija i jakie ma konsekwencje?".

Światowa Organizacja Zdrowia wpisała wypalenie zawodowe do Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-11. Ludzie zawodowo wypaleni mogą zgłosić się do psychiatry.

Wypalenie rodzicielskie od zawodowego różni się tym, że na wypalenie rodzicielskie żaden lekarz nie przepisze zwolnienia. Temat wypalenia rodzicielskiego po raz pierwszy w literaturze pojawił się w 2017 r. W Instytucie Badań Psychologicznych (IPSY) UCLouvain w Belgii przeprowadzono badania, które wykazały, że odsetek wypalonych rodziców w 42 krajach waha się pomiędzy 2 a 12 proc. w populacji. Według literatury dotyczącej wypalenia rodzicielskiego w Polsce jest 8 proc. wypalonych rodziców, co jest jednym z najwyższych wskaźników na świecie.

Rodzice mogą odczuwać emocjonalne wyczerpanie, często cierpią na bezsenność, mają poczucie, że bycie rodzicem jest wykańczające. Czują, że w roli rodzicielskiej dotarli do kresu swoich możliwości. Przebywanie z dziećmi nie sprawia im przyjemności, nie mają sił, aby okazywać dzieciom miłość, czują emocjonalny dystans do swoich dzieci, chcieliby móc nie być rodzicem.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.