Są u nas szpitale przyjazne rodzicom. Nie wierzycie? Wasze listy

W ramach akcji Szpital Przyjazny Rodzicom prosiliśmy Was o wysyłanie do nas listów w których opiszecie swoje pobyty w szpitalu z dziećmi. Publikujemy niektóre z waszych wypowiedzi. Jak się okazuje, są u nas szpitale, w których jest miejsce dla rodziców i dla ich poczucia bezpieczeństwa i komfortu. Piszecie o tych szpitalach, które zasługują na wyróżnienia.

Sale są myte codziennie jednorazowymi mapami

Z chęcią podzielę się pozytywną historią pobytu w szpitalu z dzieckiem. W Szpitalu Uniwersytetu Medycznego przy Żwirki i Wigury w Warszawie. Szpital jest świeżo otwarty, przeniesiony z Litewskiej, na razie funkcjonuje tylko kilka oddziałów, w tym Hematologia, której jesteśmy gościem od tygodnia.

Oddział został otwarty w zeszłym roku, we wtorek 7 grudnia i tego dnia właśnie zostaliśmy przyjęci. Szpital jest bardzo nowoczesny, ma zintegrowany system informacji o pacjentach, od razu z rejestracji zostaliśmy skierowani na oddział.

Nowy Szpital Pediatryczny Warszawskiego Uniwersytetu MedycznegoNowy Szpital Pediatryczny Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

Wszystkie sale są dwuosobowe, w każdej są dwa rozkładane łóżka dla rodziców, świeża pościel, okno od sufitu do podłogi, w sali dla małych dzieci konsola z wanienką, przewijakiem. Na oddziale jest pokój socjalny dla rodziców z wielką nowoczesną lodówką, łazienka z prysznicem, kuchnia.

Drzwi otwierają się automatycznie, nie trzeba za nie ciągnąć, wszędzie są kamery, system informowania, gdzie jest lekarz, gdzie pielęgniarka. Sale są myte codziennie jednorazowymi mapami, salowe nie muszą używać wiadra z wodą. Łóżeczka, pompy, sale zabaw, wszystko jest nowe i nowoczesne, personel jeszcze wciąż się tego uczy, nie wszystko jest w pełni doposażone, ale widać ogromny potencjał i komfort rodzica przebywającego z dzieckiem jest wyjątkowo dobry.

Aga

Rodzice nie muszą spać na podłodze

Od maja kilkakrotnie przebywałam z moim trzyletnim synkiem w Chorzowskim Centrum Pediatrii i Onkologii na oddziale nefrologii celem diagnostyki choroby nerki. Z całego serca polecam ten oddział, komfort zarówno dla dzieci jak i rodziców. Pełne wyposażenie aneksu kuchennego, sale chorych czyste, na każdej sali łazienka z prysznicem i toaletą, łóżka dla dzieci duże i wygodne, rodzice nie muszą spać na podłodze. Personel pielęgniarski uprzejmy, pomocny i życzliwy z odpowiednim podejściem do pacjenta. Lekarze to anioły. Pani Profesor Hyla Klekot to wspaniały człowiek, który ma odpowiednie podejście do rodziców, jak i pacjentów.

Jednak z tego szpitala nie polecam oddziału chirurgii ogólnej w którym lekarze absolutnie nie mają podejścia do pacjenta jak i rodzica, są ordynarni i bezczelni. Sale są ciasne, wąskie, małe. Brak możliwości nawet zagotowania wody. Rodzice śpią na podłodze która zresztą jest brudna, w każdym kącie oddziału brud. Do tego toaleta na korytarzu i jeden prysznic na cały oddział. W piątym miesiącu ciąży spędziłam 5 dni i nocy siedząc na krześle lub spiąć na podłodze. Sala była szeroka na 4 kroki, znajdowały się w niej 4 łóżeczka. Podczas mojego pobytu było 4 pacjentów i 4 osoby dorosłe. Oczywiście przy wypisów wystawiono fakturę do zapłacenia za mój pobyt i moje korzystanie z wody i prądu. Porażka.

Magdalena

Wiele zawdzięczam tym wspaniałym kobietom

W lutym 2014 roku moja nowo narodzona córka przebywała na oddziale neonatologicznym w szpitalu im. Jana Pawła II w Zamościu. Gdy przeszła z inkubatora do zwykłego łóżeczka zaproponowano mi pobyt z Nią w ,pokoju matki z dzieckiem.  Były to dwuosobowe pokoje z wygodnymi łózkami dla mam, stanowiskiem do kąpieli i pielęgnacji maleństwa oraz płatną TV. Do tego dostawałyśmy trzy razy dziennie pyszne posiłki. Pokój był płatny (ok 10-20 zł za dobę), jednak uważam że za taki komfort i wyżywienie jest to śmieszna cena.

Szpital Przyjazny RodzicomSzpital Przyjazny Rodzicom Fot. BURGER EAST NEWS Fot. BURGER EAST NEWS

Co do opieki położnych i pielęgniarek - rewelacja. Przez pierwszy dzień panie cały czas przychodziły do mnie i do córki - wiedziały, że to moje pierwsze dziecko - wszystko tłumaczyły i pokazywały z sercem na dłoni, pomogły w nierównej walce o karmienie piersią, mimo tego że córka po wyjściu z inkubatora miała z tym ogromny problem i przez kilka godzin nie chciała jeść. Pielęgniarki nie wcisnęły jej butelki z sztucznym mlekiem dając jej szanse na błyskawiczne wyzdrowienie i wyjście ze stanu krytycznego.

Z łezką w oku wspominam ten oddział, wiele zawdzięczam tym wspaniałym kobietom i dr.Orjanik, a mianowicie życie i zdrowie mojego dziecka.

Anita

Chore dziecko oprócz lekarstw potrzebuje poczucia bezpieczeństwa

Szpital Bielański w Warszawie z pewnością zasługuje na miano Szpitala Przyjaznego Rodzicom. Byłam w tym szpitalu z dzieckiem dwukrotnie: po praz pierwszy, gdy miał 18 miesięcy i po raz drugi, gdy dziecko miało 7 lat.

Pierwsza wizyta była dla mnie szczególnie trudna: pierwsze dziecko, zapalenie krtani, konieczność robienia inhalacji. Personel szpitala był bardzo otwarty na potrzeby małych dzieci i ich rodziców. Każdy rodzic miał do dyspozycji do spania rozkładaną dwuosobową sofę i dziecko mogło zamiast w szpitalnym łóżeczku spać z rodzicem. Dla wszystkich było jasne, że chore dziecko potrzebuje oprócz lekarstw poczucia bezpieczeństwa, ciepła i miłości, a to może mu dać tylko bliskość z rodzicem. Nikt nas nie dręczył porannymi pobudkami o 6 rano - pielęgniarki dyskretnie przychodziły rano, mierzyły gorączkę, podawały leki i można było spać dalej. Wystarczyło, żeby złożyć łóżko do momentu obchodu.

Drugi pobyt w szpitalu miał miejsce prawie rok temu, w trakcie Świąt Bożego Narodzenia. Tak jak poprzednio, spotkaliśmy się z bardzo ciepłym, ludzkim traktowaniem ze strony całego personelu szpitala. Miałam do swojej dyspozycji samodzielny pokój z łóżkiem dla dziecka, łóżkiem dla siebie, stolikiem i fotelem. Wszystko pomalowane w ciepłych, przyjaznych dla dziecka barwach. W pokoju była również łazienka, co jest bardzo istotne w kontekście roznoszenia się wirusów.

Personel znowu zachowywał się bardzo dyskretnie i przyjaźnie. Trafiliśmy do szpitala w nocy - lekarka po krótkie rozmowie zasugerowała mi, że spokojnie mogę iść spać - jak przyjdą wyniki badań i będzie w nich coś niepokojącego, to mnie obudzi i mi wszystko wyjaśni, jeżeli wszystko będzie - to mogę spać do rana - i tak też się stało. Polecam ten szpital wszystkim rodzicom.

Monika

Spodziewałam się utraty podmiotowości

Fot. LAURENT/GLUCK EAST NEWS

Jako mama dwójki synów miałam okazje zwiedzić wszystkie warszawskie szpitale dla dzieci. W większości z nich warunki pozostawiały wiele do życzenia, jednak najgorszy był brak podstawowych umiejętności komunikacyjnych personelu.

Kiedy trafiłam po raz kolejny do szpitala z dwójką dzieci, odwodnienie z powodu infekcji rotawirusowej, spodziewałam się dokładnie tego samego co zwykle - utraty podmiotowości od razu po przekroczeniu progu oddziału, pogardliwo - paternalizująco - obojętnego podejścia personelu i trudnych do zniesienia warunków (w tym sanitarnych).

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się że na oddziale pediatrycznym szpitala na Madalińskiego w Warszawie czeka na mnie zupełnie inny świat. Przede wszystkim w momencie przyjęcia dzieci powitała nas pani ordynator. Wyszła do nas, przedstawiła się, podała rękę i poinformowała jakie będą następne kroki. Szok! Zachowanie podstawowych zasad kultury, bycie potraktowanym jak dorosły w pełni władz umysłowych

Czekałam aby dowiedzieć się gdzie tkwi haczyk. I nie doczekałam się, haczyka nie było - ten sam standard okazał sie obowiązywać na całym oddziale. lekarze przedstawiali się z imienia i nazwiska, udzielali pełnych informacji, umawiali się i dotrzymywali słowa lub informowali o zmianach. Na atmosferę wpływ miało też na pewno otoczenie - wyremontowane, dwuosobowe sale z rozkładanymi łóżkami dla rodziców i czystymi, nowymi łazienkami, kuchenka, w której można było zjeść, pokój socjalny itd.

Wyszłam po tygodniu, po raz pierwszy w życiu wpisując pochwalna laurkę w coś w rodzaju księgi pacjentów. Zapytałam też panią ordynator skąd ta różnica - odpowiedź którą dostałam potwierdziła moje przypuszczenia. To nie warunki, to nie pieniądze - to takie a nie inne podejście, taki a nie inny zespół, który został w odpowiedni sposób dobrany i pokierowany.

Chociaż cała sytuacja miała miejsce kilka lat temu (chyba trzy) nadal jestem bardzo wdzięczna i wspominam ten jeden jedyny szpital jako wyjątkowy. Bardzo dziękuję za opiekę i mam nadzieję że jeżeli coś się od tamtego czasu zmieniło, to tylko na lepsze:-)

Karolina

Dziękujemy za wszystkie nadesłane przez Was listy. Więcej o akcji Szpital Przyjazny rodzicom czytajcie w tekście Gazety Wyborczej "Walczymy o szpitale przyjazne rodzicom"

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.