Jak mieć udane święta? [WASZE SPOSOBY]

Sielankowe święta oznaczają choinkę, dużo uśmiechu, rodzinną atmosferę i pyszne jedzenie. Okazuje się jednak, że w święta nie brakuje okazji do sprzeczek, często jesteśmy zmęczeni i pełni irytacji. Użytkowniczki forum emama dyskutują o sposobach na udane święta, a ich pomysły mają wielkie szanse na powodzenie!

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia i jak co roku pojawia się nadzieja, że będzie to czas wyjątkowej bliskości: za oknem puszysty biały śnieg, w domu unoszący się aromat piernika i choinki, w tle kolędy, a my, rodzinnie, gramy z dziećmi w gry planszowe, sączymy kompot z suszu, a radosny uśmiech nie schodzi nam z ust. Grudzień upływa nam pod znakiem świątecznej krzątaniny, zakupowego szaleństwa, mniej lub bardziej dokładnego sprzątania, roszad towarzyskich i decyzji, kogo zaprosić, do kogo pojechać i co komu kupić.

Święta, święta i po świętach

Potem przychodzi Wigilia. Do stołu siadamy zmęczeni, z bólem kręgosłupa od stania nad garnkami i deską do krojenia, tudzież od taszczenia po schodach ciężkiej choinki, dzieci zdecydowanie odmawiają konsumpcji karpia i śledzika, goście skwaszeni, rodzinne animozje ożywają ze zdwojoną siłą.

Kolejne dwa dni świąt mijają na jedzeniu i wpatrywaniu się w telewizor, jeszcze jedne święta z filmem "Kevin sam w domu", tylko przerwy reklamowe jakby jeszcze dłuższe... Panie narzekają na swoją wagę, panowie wzdychają, dzieci znudzone pomimo stosu nowych zabawek. I już? To by było na tyle?

Nasze oczekiwania - karmione przez świąteczne dekoracje ulic, sklepów i miejsc pracy, nieśmiertelne "Last Christmas" w radio i radosną ekscytację potomków ćwiczących swe jasełkowe role - są tak wielkie, że trudno uniknąć rozczarowania. Jeśli na dodatek żywimy przekonanie, że wszystko musi być idealne - prawdopodobieństwo rozczarowania gwałtownie wzrasta.

Wszystkiemu winne mamy?

Internautki z forum emama zastanawiają się, jak sprawić, żeby święta były udane i żeby uniknąć kolejnego zawodu. Dyskusję rozpoczyna kocianna, która zadaje na forum pytanie: "Komu udają się sielankowe święta?". Następnie opisuje swoje święta: "Zawsze bym chciała, żeby w Wigilię i Boże Narodzenie wszystko było na tip-top, jak w filmie. Nie umiem odpuścić swojej wizji, ma być tak, a nie inaczej, i już. Zwykle działam pod presją czasu. Zawsze się kłócę z mężem i prawie-że-odwołuję święta. Potem szczęśliwa, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, zasiadam do wigilijnego stołu, ale jestem tak zmęczona, że nie dotrwam do Pasterki".

"W moim rodzinnym domu było tak samo" - kontynuuje. "Mama nabijała nam kieszenie mandarynkami i wyganiała na sanki, żebyśmy się jej pod nogami nie plątali, a my zawsze w Wigilię doznawaliśmy największych szkód w bójkach - stłuczone okulary, rozkwaszony nos, podarte spodnie od kombinezonu... Ojciec zawsze wyjadał z lodówki albo z garów na kuchni i zawsze za to obrywał".

Najbardziej nerwowe dni w roku?

Czytając wypowiedzi innych internautek, nie sposób nie odnieść wrażenia, że ten wyidealizowany obraz świąt ma niewiele wspólnego z naszymi świętami z dzieciństwa. Staramy się podarować dzieciom wspaniałe wspomnienia z rodzinnych świąt, często jednak powtarzając zachowania naszych matek, które - jak wynika z wielu relacji naszych forumowiczek - pracowały ponad siły, po czym zmęczone i podirytowane siadały do wigilijnego stołu, a atmosfera była daleka od beztroskiej.

Mysz1978 tak wspomina rodzinne święta: "Odkąd pamiętam, Wigilia i obydwa dni świąt były najbardziej nerwowymi dniami w roku. Mama w kuchni, mega podenerwowana - i jak już przychodziło do wieczerzy, to była padnięta i już o 21:00 szła spać. Taki typ - wszystko musiało być perfekcyjne i już. Denerwowała ją nasza powolność i to, że nam musiała wszystko pokazywać palcem, bo nie czytaliśmy w jej myślach".

Podobne wspomnienia ma internautka o nicku kobieta_z_północy, która uważa, że to, czy święta są sielankowe, czy nie, zależy wyłącznie od nastawienia uczestników. Wspomina, że despotyzm jej mamy, która planowała niemal wszystkie szczegóły dotyczące świąt i nie akceptowała wizji innych niż jej własne, prowadził do irytacji i zmęczenia. "Z drugiej strony pozostali dorośli nie byli w stanie załagodzić nieco sytuacji i tak się siedziało w ciężkiej atmosferze wzajemnych wyrzutów i odmierzania godzin do prezentów" - wspomina.

Rodzina, nie porządek!

Obserwując współczesne mamy małych dzieci i dzisiejsze rodziny, można jednak zauważyć, że dążenie do perfekcji w zakresie przygotowań świątecznych nie jest już tak powszechne jak kiedyś. Coraz więcej osób rezygnuje z gruntownych porządków: mycia okien i sprzątania we wszystkich szafkach i szufladach, o trzepaniu dywanów chyba nikt już nie pamięta. Nierzadko rezygnujemy też z przygotowywania 12 potraw na wigilijny stół, dzielimy się przygotowaniami z innymi członkami naszych rodzin, rozdzielając obowiązki i nie spędzając tygodnia w kuchni.

Kupne uszka do barszczu dla wielu współczesnych rodziców przestają być rzeczą nie do pomyślenia. Coraz częściej dochodzimy do wniosku, że lepiej być mniej zmęczonym, ale szczęśliwszym i że właśnie to, a nie dom wysprzątany niczym u Perfekcyjnej Pani Domu, jest gwarancją udanych świąt w gronie rodziny. Potwierdzają to internauci we wspomnianej dyskusji. "Święta mam, odkąd je sama urządzam, bardzo przyjemne" - pisze aandzia43.

Znaleźć swoją wizję

Lady-z-gaga przyznaje, że miała podobne odczucia do tych, o których pisze kocianna, dopóki nie pozbyła się przyzwyczajeń z rodzinnego domu. "Jak się połapałam, że to nie moja wizja, odnalazłam swoją . I jest nią zdrowy dystans. Nauczyłam się czerpać radość ze świąt, nawet ze świadomością, że są jakieś nieposprzątane szuflady w domu, że buraczki do obiadu pochodzą z warzywniaka, a nie ucierałam ich samodzielnie, itp. Do pewnego momentu byłam jak moja matka - w święta zawsze skonana, zawsze wściekła na domowników o jakieś duperele. Z latami jestem mniej perfekcyjna, ale szczęśliwsza".

Inguszetia_2006 zdradza swój sposób na sielankę: "Sprzątaczka przed świętami, najlepiej dzień przed Wigilią i składkowe święta. Każdy coś przynosi. Nie wnikam, czy sam to zrobił, czy kupił w hotelu na garmażu. Zapewniam dach nad głową, zastawę stołową i dekor elegancki, a oczekuję pomocy kelnerskiej".

Z dziećmi święta są lepsze

Nie bez znaczenia dla naszych oczekiwań względem świąt są dzieci - bycie rodzicem sprawia, że zaczyna nam się bardziej chcieć: ma być jeszcze bardziej sielankowo, magicznie i niepowtarzalnie. Nareszcie będziemy mieć czas dla siebie, żeby zacieśniać więzi i nadrabiać chwile, które umykają nam w tygodniu spędzonym w pracy i w przedszkolu czy szkole. Wielu rodziców przyznaje, że odkąd mają dzieci, znowu lubią święta i poprzedzającą je krzątaninę. Wspólne pieczenie pierników, śpiewanie kolęd i dekorowanie świątecznego drzewka to w wielu dzisiejszych rodzinach coś tak oczywistego, jak kiedyś kilkudniowe sesje gotowania i sprzątania.

Babsee napisała na forum emama: "Staram się wychodzić z założenia, że dzieciaki robią wszystko wolno, strasznie bałaganią, ale mają ubaw po pachy, np. piekąc ze mną pierniczki - trwa to 4 godziny, zamiast jednej i wszędzie jest syf. Ale ich mina....bezcenna. To samo z choinką. Nastawiam się psychicznie, że będzie bałagan, że potłuką bombki, ale trudno - włączam kolędy, 'robię atmosferę' i ubieramy - jest wesoło, chociaż wszędzie pętają się łańcuchy i leżą potłuczone bombki".

"Nie drę się na męża i dzieci"

Internautka deafult pięknie opisuje to, jak bardzo święta zyskują na tym, że ma córkę i mimo że sama ma wiele zastrzeżeń do własnej mamy, nie zniechęca się do Wigilii i świąt: "Skupiam się na radości, jaką mamy we dwie z córką z przygotowywania wspólnie wigilijnych dań, choinki, dekorowania stołu, itd. Przez to, że robimy to razem, śmiejąc się i gadając, jest to raczej zabawa niż robota. Bez mojej córki w ogóle w święta nie kiwnęłabym palcem.... A ukoronowaniem wigilijnej sielanki jest dla mnie spacer późnym wieczorem z córką i wszystkimi naszymi psami po cichym, ośnieżonym lesie. Dlatego bezśnieżne święta tracą dla mnie cały swój urok".

Dzoaann dorzuca gotowe rozwiązanie na udane święta: "Gdy zdałam sobie sprawę, że dzielę się opłatkiem z zaciśniętymi zębami i marzę tylko, by to się skończyło, a ja w końcu pójdę do łóżka, to stuknęłam się w głowę. Od tamtej pory każde święta są luźniejsze i spokojniejsze. Może i mam kupne śledzie na stole i niesprzątnięte za szafą, ale siedzę spokojnie i z uśmiechem. Nie drę się na męża i dzieci. Receptą na sielankowe święta jest postawienie na to, na czym ci zależy: na czystości w domu i cudownym żarciu, czy na spokoju i radosnej atmosferze?".

Może więc pora odpowiedzieć sobie szczerze na to pytanie i cieszyć się świętami. Udanymi, oczywiście!

Całą dyskusję na forum emama można przeczytać tutaj.

Więcej o: