Zabawne powiedzonka naszych dzieci, które rozbawiły nas do łez

Poziom słowotwórstwa najmłodszych często wykracza poza możliwości poznawcze i kreatywność dorosłych. Dzieci niejednokrotnie potrafią zaskoczyć nas abstrakcyjnym nazewnictwem prostych zjawisk, sytuacji, przedmiotów. Zdania zasłyszane z ust dorosłych przefiltrowują przez swoją dziecięcą logikę i właśnie wtedy powstają najpiękniejsze "kwiatki" i powiedzonka, które rodzice zapamiętują na zawsze. Kilkoro z nich podzieliło się z nami zwrotami ukutymi przez ich pociechy.

Paulina, mama 5-letniego Kostka

Każdy zły czy dobry bohater bajki musi mieć jakąś charakterystyczną dla siebie sentencję, hasło, które rzuca w dość przewidywalnych momentach. "Karramba" zwykł mawiać Don Pedro, czyli szpieg z Krainy Deszczowców. "Hakuna matata"? Chyba nie ma osoby, która by tego nie znała. Mam podejrzenie, że gdyby wpleść w jakiś scenariusz słowa Kostka, które już wrosły w naszą rodzinę i zastępują każdorazowo "do licha" (lub jakikolwiek wyraz zdziwienia lub rozczarowania), to spokojnie mogłyby się wkraść do mowy potocznej niczym cytaty z z kultowych filmów. "Na łysą łasicę" wzięło się znikąd. Przynajmniej ja tak uważam, ale pewnie się mylę. Wzięło się z głowy Kostka, która jakoś - przypadkowo lub nie - połączyła ładnie brzmiące ze sobą słowa i powstało "na łysą łasicę", która chyba nigdy mi się nie znudzi. 

Dorota, mama 5-letniego Pawła

Paweł ma obsesję na punkcie dinozaurów, więc sporo o nich rozmawiamy, czytamy. W końcu w tym kontekście pojawili się ludzie, pierwsi ludzie. Tłumaczyłam mu więc, kim byli jaskiniowcy (na tyle, na ile umiałam), kim jest homo sapiens itd. Przy tym "homo sapiens" zawiesił się na dłużej i zapytał, czy nazywa się tak, "bo tak strasznie sapie?". Trafił w punkt! 

Bartek, tata 10-letniego Ignasia

Sprawa jest prosta. Uwielbiamy z młodym uczyć się przysłów, ale dosłownie uczyć się - siadamy do słownika, szukamy i zapamiętujemy. Lubimy posługiwać się nimi każdego dnia, wtrącać w co drugie zdanie, zastępować nimi zwykłe zdania. Ja wolę, jak pasują do kontekstu, Igiemu nie przeszkadza, jeśli tylko się rymują lub nawiązują do jakiegoś słowa jego rozmówcy. Zawsze uważałem przysłowia za domenę ludzi w wieku moich dziadków, ale strasznie mi to imponowało, gdy dziadkowie lub ich znajomi rzucali poetyckie "baju baju - będziesz w raju" czy trafne "chłopa korcem nie mierzą". 

Ignacy zaczął w końcu tworzyć słownik własnych powiedzonek. Pierwsze z nich były uroczo dziecinne, może za bardzo między oczy, ale to zupełnie zrozumiałe. Nie mogłem uwierzyć, jak niedawno pokazał mi swój słownik. Było w nim kilka hitów, które sobie przywłaszczyłem i których używam. "Solą głowy nie umyjesz" przywołuje sytuację, kiedy to młodsza siostra Ignasia rozsypała worek soli i znaczna część tej soli utknęła jej we włosach. Jednak jestem przekonany, że można używać tego przysłowia, nie znając kontekstu. "Chodził Ignaś do szkoły, rozbolały go giczoły" - przysłowie używane tylko przez Igiego. Wielokrotnie próbował nas nim przekonać, że chodzenie do szkoły niczego dobrego mu nie przyniesie. W pandemii nie padło ani razu. "Jak kciuk do wazonu" oznacza, że coś pasuje jak ulał. Na tym skończę - żeby poznać resztę przysłów, trzeba poczekać na publikację słownika. 

Julita, mama 6-letniej Mai

Majka zaczęła dość szybko mówić i od początku każde nowo słowo zasługiwało na miejsce w pamiętniku. Trzymam go głęboko w szafie, bo zamierzam dać go córce, jak już będzie na tyle duża, żeby docenić to, że przez tyle lat notowałam jej mądrości. Pierwsze strony to same "lolo" (czyli "samolot") i "pep" (czyli "chleb"). No ale zaczęło się dziać dopiero, gdy pojawiły się pierwsze pytania. Podam kilka przykładów: "Dlaczego nie kupisz mi lodów? Przecież są zielone!" - dodam, że chodziło o lody pistacjowe, a zielony w jej świecie oznaczał coś zdrowego. "Dlaczego każesz mi spać? Mój zegar biologiczny jeszcze nie tyka" - śmieję się, że chyba musieliśmy wtedy rozmawiać o powiększeniu rodziny. Zegar biologiczny był i pozostał jedynym, którego Majka się słucha. 

Weź udział w konkursie Kinder Chocolate i wygraj niespotykaną nagrodę

Dzieci na każdym kroku zaskakują nas swoją pomysłowością. Potrafią mówić szczerze i trafiać w sedno sprawy. Jeśli twoje dziecko zaskoczyło cię jakimś powiedzonkiem - a na pewno było tak nieraz - zgłoś je do konkursu. Wystarczy, że kupisz opakowanie Kinder Chocolate, zarejestrujesz się na stronie i podzielisz się złotą myślą twojej pociechy. Do wygrania są plakaty ze zdjęciem i powiedzonkiem dziecka oraz wiele ciekawych nagród rzeczowych. Dodatkowo spośród wszystkich uczestników zostanie wybranych 12 zgłoszeń, które w przyszłym roku trafią na limitowaną edycję opakowań Kinder Chocolate.