1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Podróż

- Jedzie pociąg z daleka - bul, bul... - śpiewała kaczka Katastrofa, bulgocząc soczkiem jabłkowym. Niedawno odkryła, że jeśli dmucha się w rurkę, zanurzoną w soczku, rozlega się miły bulgot.
- Katastrofciu - poprosił Pan Kuleczka - nie bulgocz tak. To nieelegancko.

- Gancko, gancko, elegancko - bul, bul - zaśpiewała Katastrofa.

Jechali pociągiem na wakacje.

Już bardzo długo: chyba z piętnaście minut. Katastrofa zdążyła na razie spróbować jabłka, cukierków, gumy i chipsów. Teraz zachciało jej się pić, więc Pan Kuleczka piąty raz sięgał do koszyka z zapasami. Całe szczęście, że w przedziale byli sami, bo wiedział, że nie wszyscy lubią takie żywe i głodne kaczuszki. Pies Pypeć wyglądał przez okno, a mucha Bzyk-Bzyk się bawiła:rozpędzała się trochę i odbijała od szyby, bzycząc z zadowoleniem.

- Daleko jeszcze? - spytała Katastrofa.

Pan Kuleczka chrząknął. Nie wiedział, co powiedzieć.

- Daleko - zdecydował się w końcu. - Ale bliżej, niż było.

Katastrofa przez chwilę zastanawiała się nad tą odpowiedzią. Wreszcie powiedziała po prostu:

- Aha.

Wtedy właśnie Pypeć zawołał:

- A ja widzę krowę!

Katastrofa podskoczyła do szyby i odbiła się od niej jak Bzyk-Bzyk. Zdążyła jeszcze zobaczyć dwie nogi i ogon i krowa zniknęła.

- Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej?! - obraziła się Katastrofa.

- Powiedziałem od razu - tłumaczył Pypeć - ale tu jest inaczej... U nas w domu można sobie oglądać drzewo za oknem przez cały dzień, a tutaj widok strasznie szybko się zmienia.

- Ojej - przerwała mu Katastrofa - zobaczcie, ile bocianów!

Rzeczywiście, teraz w oddali widać było zieloną łąkę, a na niej biało-czerwone bociany.

- I nie znikają! - cieszył się Pypeć.

- Nie! - bzyczała Bzyk-Bzyk.

Jeden z bocianów rozwinął skrzydła, oderwał się od ziemi i poleciał przez chwilę w tę samą stronę co pociąg.

- On nam macha! - wołała Katastrofa i też machała swoimi maleńkimi skrzydełkami. - Hurra!

Bociany w końcu jednak zniknęły, ale pojawiło się miasteczko pełne domków z czerwonymi dachami.

- Jak byłem mały, miałem kolejkę elektryczną i takie same malutkie domki - powiedział Pan Kuleczka. I opowiedział im, jak jego pociąg jeździł w małym tunelu, stawał na małej stacji i mijał małe szlabany. Potem jechali obok drogi i ścigał się z nimi jakiś samochód, a oni wołali:

- Szybciej, panie maszynisto!

Potem się okazało, że samochód musi się zatrzymać przed prawdziwym dużym szlabanem, a oni nie muszą, więc skakali z radości, że wygrali wyścig. Potem mijali las i zobaczyli, jak krąży nad nim jakiś ptak. Pan Kuleczka powiedział, że może to myszołów, może jastrząb, a może nawet orzeł. Potem było całe stado koni, potem wielka maszyna na polu, potem kolorowe napisy na płocie, potem machały im dzieci...

A potem Pan Kuleczka zdjął walizkę i powiedział, że czas wysiadać.

- Jak to!? - krzyczała Katastrofa - Przecież dopiero wsiedliśmy!

- Nie! - bzyczała Bzyk-Bzyk - Nie!

- Zostańmy jeszcze... - prosił Pypeć.

Pan Kuleczka nie dał się przekonać. Kiedy w końcu wyszli i stali już na peronie, Katastrofa zmarszczyła czoło i powiedziała:

- Ale musi pan obiecać, że z powrotem pojedziemy dalej!