1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Smutek

Smutno mi coś dzisiaj - powiedziała nagle spod okna kaczka Katastrofa. Za oknem wielka chmura wyglądała tak, jakby się zaraz miała rozpłakać. Katastrofa wyglądała nie lepiej.
-A co się stało? - Pan Kuleczka odłożył śrubokręt. Reperował właśnie z Pypciem swoją ulubioną lampkę.

Pypeć wychylił głowę spod stołu. Szukał tam nakrętki, która przed chwilą gdzieś się zapodziała.

- Właściwie to nic - powiedziała grobowym głosem Katastrofa. - Tylko tak sobie myślę, po co to wszystko.

Pypeć ledwo zdążył uskoczyć przed śrubokrętem, który sturlał się ze stołu.

- Jakie "wszystko"? - zapytał zdumiony Pan Kuleczka.

- No, wszystko - wyjaśniła Katastrofa. - Po co tak ciągle tylko się śpi, ubiera, je, myje zęby i w ogóle.

- Przecież ty nie masz zębów! - zauważył spod stołu Pypeć. Teraz szukał nakrętki i śrubokrętu. Chyba wpadły pod kanapę.

Pan Kuleczka patrzył na Katastrofę, jakby widział ją pierwszy raz w życiu. Potem podszedł i delikatnie wziął ją na ręce. Nawet się nie awanturowała.

- Katastrofciu - powiedział łagodnie. - Smutno ci?

- Mhm - potwierdziła Katastrofa.

- I wydaje ci się, że nic nie ma sensu? - upewnił się Pan Kuleczka.

- Właśnie. A skąd pan wie? - trochę zdziwiła się Katastrofa.

Pan Kuleczka nie odpowiedział, tylko zastanowił się przez chwilę.

- Myślę - powiedział wreszcie - że to jak z tą naszą lampką. Nie można świecić bez prądu.

- I bez wtyczki - dodał Pypeć, wychodząc spod stołu ze śrubokrętem. Nakrętka leżała głębiej. Widział ją, ale nie mógł jej łapą dosięgnąć.

- I bez wtyczki - zgodził się Pan Kuleczka.

- I bez nakrętki - dodał jeszcze Pypeć.

Pan Kuleczka nie zdążył potwierdzić, bo Katastrofa zawołała przestraszona:

- Zaraz, zaraz! Chce mnie pan podłączyć do prądu? Ja nie jestem żadną lampką! I sam pan mówił, że prądem nie wolno się bawić!

Pan Kuleczka najpierw trochę się zdziwił, a potem powiedział:

- Oczywiście, że nie wolno. W ogóle nie o to mi chodziło.

- Całe szczęście - uspokoiła się trochę Katastrofa. - W takim razie o co?

Pan Kuleczka uniósł do góry palec:

- Powiedzcie mi, kiedy się ostatnio przytulaliśmy, ale tak porządnie?

Zapadło milczenie.

- Właśnie - powiedziała Katastrofa. - Dawno, dawno temu. Chyba w zeszły czwartek.

Pypeć nic nie powiedział. Właśnie próbował dosięgnąć nakrętki śrubokrętem. Już jej prawie dotknął.

- A więc - ogłosił Pan Kuleczka - dziś mamy wieczór przytulania!

Pypeć krzyknął. Trochę z radości, ale bardziej ze strachu, bo nakrętka, którą w końcu ruszył śrubokrętem, ożyła i z bzykiem wyleciała spod kanapy!

- To Bzyk-Bzyk! - zawołała Katastrofa, a Pypeć się zawstydził.

Okazało się, że prawdziwa nakrętka była cały czas we wtyczce, więc Pan Kuleczka raz dwa skończył naprawę, zgasił górne światło i zapalił lampkę. Smutna chmura za oknem zniknęła, lampka świeciła ciepłym światłem, a oni wszyscy przytulali się przez cały wieczór. Żeby im było jeszcze przytulniej, owinęli się niedrapiącym kocem.

- Myślę, że smutek ucieka od przytulania tak jak ciemność od lampki - powiedziała Katastrofa. - No, może czasem trochę wolniej - dodała po namyśle.