1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Skojarzenia

Pan Kuleczka, pies Pypeć i kaczka Katastrofa bawili się w skojarzenia. Mucha Bzyk-Bzyk latała wkoło nich, żeby przypadkiem o niej nie zapomnieli.
- Wysokie - powiedział Pypeć, bo była akurat jego kolej.

- Góry! - zawołała natychmiast Katastrofa.

- Dobrze! - pochwalił Pan Kuleczka.

- Niech pan nie mówi "dobrze", tylko co jest wysokie - powiedziała Katastrofa. - Bo pan przegra!

Pan Kuleczka podrapał się po muszce.

- Wysokie... Hmm - zamruczał. - Wiem! Mniemanie!

- Nie ma żadnego wysokiego mniamania! - rozzłościła się Katastrofa.

- Ależ jest - bronił się Pan Kuleczka. - To znaczy, że się coś szanuje... No, lubi.

Katastrofa nie wyglądała na przekonaną.

- Nie można mówić takich słów, których reszta nie rozumie! - powiedziała.

- Bzyk-bzyk - zabzyczała Bzyk-Bzyk, która właśnie przelatywała między nimi.

- Chyba że się jest Bzyk-Bzyk - dodał Pypeć.

Katastrofa najpierw zmarszczyła brwi, ale potem się roześmiała.

- Uwaga! - zawołała. - Teraz ja! Słodkie!

- Lenistwo! - natychmiast zawołał Pan Kuleczka.

- Ciasto! - krzyknął równocześnie Pypeć.

- Ciasto... - powtórzyła Katastrofa rozmarzonym głosem. Z wrażenia zapomniała nawet nakrzyczeć na Pana Kuleczkę, że znowu wymyśla jakieś niestworzone rzeczy.

- Wiecie co? - powiedział Pan Kuleczka - Przecież możemy upiec ciasto!

- Placek! - zawołał Pypeć.

- Z jabłkami! - dodała nadzwyczaj zgodnie Katastrofa.

Po chwili już byli w kuchni. Mąka, jabłka, cukier i jajka zaczęły fruwać wokół jak zaczarowane. Pypeć odnalazł przepis w książce kucharskiej, Katastrofa przyturlała tortownicę, a Bzyk-Bzyk bardzo się starała, żeby nie przeszkadzać.

Prawie jej się udało. Właściwie tylko raz był kłopot, jak wpadła do mąki i wyglądała jak muszy duch. Nie można jej było umyć, bo Pan Kuleczka powiedział, że z wody i mąki zrobiłoby się ciasto, a nikt nie chciał Bzyk-Bzyk w cieście. Na szczęście Pypeć wpadł na pomysł, żeby ją delikatnie otrzepać pędzelkiem i rzeczywiście - Bzyk-Bzyk z białej zrobiła się normalnie czarna.

Ciasto wyszło świetnie. Jabłka były soczyste, a wierzch chrupki. Pod spodem trochę się przypaliło, ale nawet Katastrofa nie narzekała.

- Ale mieliśmy dobhe skohaszenie - powiedział trochę niewyraźnie Pypeć, połykając przedostatni kawałek. - Mniam, mniam.

- To się dopiero nazywa słodkie lenistwo! - dodał Pan Kuleczka.

- A ja myślę - powiedziała jeszcze Katastrofa - że to właśnie było wysokie mniamanie.