Mama kilka godzin po porodzie myślała, że umiera. Personel zignorował powszechny i groźny objaw

Tahnee Haynes to mama, której życie już nigdy nie będzie wyglądało tak samo. Gdyby lekarze nie zbagatelizowali jej objawów, gdyby nie musiała czekać 11 dni na diagnozę, gdyby ktoś jej uwierzył, że nie cierpi na zwykłe migreny... Niestety, opieka medyczna zawiodła.

Ta historia mogła zdarzyć się każdej kobiecie. Dlatego Tahnee Haynes zdecydowała się opowiedzieć, co ją spotkało w rozmowie z australijskim serwisem Honey.nine. Gdy szła do szpitala rodzić, nie przypuszczała, z czym przyjdzie jej się zmierzyć. Była zdrowa, ciąża przebiegała podręcznikowo. Jednak po porodzie zaczęła doświadczać bólu głowy. Bardzo silnego, wręcz araliżującego.

Miałam potworny ból głowy… Myślałam, że mam tętniaka mózgu. Spojrzałam na męża i powiedziałam: „Kocham cię i kocham naszych chłopców". Pamiętam tylko, że rozglądałam się po pokoju i krzyczałem, że zaraz umrę.

Jak zareagowali lekarze, gdy pacjentka im zaczęła sygnalizować swoje dolegliwości? 

Nic z tym nie robili. Musiałam po prostu położyć się na boku i mieć tylko nadzieję i modlić się, że to nie był mój czas, by odejść,

W końcu lekarze zlecili tomografię komputerową. Gdy ta nie wykazała nic niepokojącego, stwierdzili, że Haynes cierpi na zespół popunkcyjny. Czyli przypadłość, którą stwierdza się u pacjentów poddanych znieczuleniu zewnątrzoponowemu. Wysłano ją więc na kolejne badanie - bardzo inwazyjne - wkłucie lędźwiowe. Musiała po nim leżeć na wznak. Ta pozycja tylko nasilała uporczywe dolegliwości. 

Spojrzałam na położoną i powiedziałam, że chyba umieram. A ona odparła: "Tahnee, wydaje mi się, że jesteś po prostu przestraszona, próbowałaś słuchać muzyki medytacyjnej?".

Personel medyczny lekceważył objawy kobiety. Przez ponad tydzień świeżo upieczona mama straszliwie cierpiała, lecz nikt nie wierzył w jej ból. Jak sama opowiadała w cytowanej już rozmowie, "do dziś miewa koszmary z tego powodu". Po dziewięciu dniach została wypisana ze szpitala. Na swoją przypadłość dostała tabletki przeciwbólowe.Tymczasem w chwili wyjścia z placówki ból był tak silny, że Haynes ledwo była w stanie się poruszać. Mąż nosił ją na rękach, a prawa strona ciała jej drętwiała. 

Nie mogłam podnieść ręki. Nie mogłam mówić, nie miałam widzenia peryferyjnego. Moja mama spojrzała na mojego męża i powiedziała: "ona chyba ma wylew".

W końcu, cztery dni po wypisie, zlecono rezonans magnetyczny, który wykazał, że Tahnee Haynes nie jest "po prostu przestraszona", lecz cierpi na zespół odwracalnego skurczu naczyń mózgowych. Schorzenie rzadkie i słabo opisane w literaturze medycznej. Technik wykonujący MRI od razu polecił jej udać się na oddział ratunkowy. Tam czekała kilka godzin na spotkanie z lekarzem, który wcześniej odsyłał ją z kwitkiem, ponieważ jego zdaniem pacjentka miała zwykłe migreny. Zdecydowano, że trzeba ją zabrać do większego szpitala. Stan Haynes szybko się jednak pogarszał, więc mąż nie chciał czekać na transport medyczny. Zawiózł żonę sam. 

Choć nie mógł o tym wiedzieć, była to słuszna decyzja, czas liczył się najbardziej. Zwykle zespół odwracalnego skurczu naczyń mózgowych przebiega łagodnie, czasem skutkuje poważnymi komplikacjami, których doświadczyła właśnie Haynes. Okazało się, że przeszła pięć udarów niedokrwiennych. Co więcej, ryzyko kolejnych nie zniknęło. Na tym złe wieści się jednak nie skończyły. Prawdopodobieństwo, że następny poród spowodowałby kolejny poważny udar, jest tak duże, że Haynes nie będzie mogła mieć więcej dzieci. 

Traumatyzujący pobyt w szpitalu, 11 dni bez diagnozy, pięć udarów nie pozostały bez wpływu. Choć od opisanych zdarzeń minęły ponad dwa lata, Haynes zmaga się do dziś z komplikacjami neurologicznymi i psychicznymi. Doświadczyła zespołu stresu pourazowego, wiotczeją jej mięśnie, opadają usta, ma problemy z mówieniem. Żyje w ciągłym lęku przed kolejnym udarem.

Jeśli matka skarży się na ból, musisz się temu przyjrzeć, nie możesz tego po prostu zlekceważyć. Jeśli odpowiedź nie pojawia się po pierwszym badaniu, wykonaj kolejne. Kobiety zasługują, aby otrzymać opiekę medyczną, na którą zasługują. Zasługują, aby ich nie lekceważyć. Żadna inna kobieta nie powinna przejść przez piekło, którego doświadczyłam. 

Liczne badania wykazują dysproporcję w leczeniu bólu kobiet i mężczyzn. Dolegliwości kobiet są zwykle leczone mniej agresywnie niż mężczyzn. Ból kobiet jest częściej bagatelizowany przez lekarzy, podczas gdy mężczyźni otrzymują stosowną opiekę szybciej. 

Zobacz wideo 6 najczęstszych przyczyn bólu głowy
Więcej o: