Poród rodzinny a koronawirus. Jak pandemia wpłynęła na przebieg najważniejszego wydarzenia w życiu rodziny?

Zakazu porodów rodzinnych w szpitalach nie było. Mimo to w marcu w wstrzymano je ze względu na bezpieczeństwo rodzących i personelu medycznego. Ministerstwo zdrowia opublikowało też zalecenia. Jeśli przyszłym rodzicom bardzo zależało na rodzinnym porodzie, ojciec dziecka musiał dostarczyć aktualny wyniku testu PCR w kierunku COVID-19.

Poród rodzinny a koronawirus

Jeszcze w kwietniu – czyli miesiąc po ogłoszeniu pandemii – ówczesny minister zdrowia Łukasz Szumowski zapytany o możliwość przywrócenia porodów rodzinnych powiedział, że odgórnego zakazu nigdy nie było. Podkreślił też, że szpital jest w stanie zapewnić odpowiednie warunki - odizolowania jednej rodziny od drugiej - nie ma przeciwwskazań do porodów rodzinnych. Sytuacja wyglądała nieco inaczej. Wstrzymanie porodów rodzinnych ze względu na koronawirusa zalecało Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników. Szpitale nie wpuszczały nikogo na porodówkę, a poród rodzinny nie wchodził w grę.

WIĘCEJ NA TEN TEMAT: Porody rodzinne. Tak, ale pod warunkiem, że przyszły tata zrobi sobie test w kierunku COVID-19 za 600 zł

Poród rodzinny a koronawirus – relacja młodej mamy

Jak to jest rodzić podczas pandemii opisała dla edziecko.pl  Agnieszka Rutkowska, mama dwóch synów, Filipa (2,5 l.) i Michała (7 m.). Mąż zawiózł ją na porodówkę 14 marca, czyli pierwszego dnia z zakazem porodów rodzinnych.

Na izbie przyjęć zaskoczył mnie spokój i cisza. Byłam jedyną oczekującą na przyjęcie. Mąż nie mógł podejść ze mną do recepcji, postawił tylko moje rzeczy na wejściu i został grzecznie, acz stanowczo wyproszony. Formalności na wejściu minęły w miłej atmosferze, Pani uspokajała, że jeśli będzie brakować jakiegoś ważnego dokumentu, to mąż będzie mógł to dowieźć. Przejście do sali porodowej było już w asyście położnej, która niosła wszystkie moje rzeczy i pomogła z ich rozpakowaniem.

- opowiada Agnieszka.

Zobacz wideo Tatiana Okupnik wspomina trudny poród.
Na porodówce też było zaskakująco spokojnie, nie dało się odczuć żadnego podenerwowania ze strony personelu, a innych pacjentek nie widziałam do czasu przeniesienia na oddział poporodowy. Tam, w sali dwuosobowej, poznałam dziewczynę, która zdążyła jeszcze urodzić w ostatni dzień porodów rodzinnych, więc towarzyszył jej mąż, ale od tamtej pory już go nie widziała. Nie rozmawiałyśmy jednak za wiele o tym zakazie i nowych zasadach, bardziej skupiałyśmy się na kondycji dzieciaków i przyjemnych tematach. Mierzono nam codziennie po kilka razy temperaturę. Maseczek ani strojów ochronnych nikt nie nosił.

- dodaje młoda mama.

Mój mąż, Kamil zobaczył dziecko w dniu wypisu, wcześniej widział zdjęcia i filmiki ze szpitala. W dniu wypisu przyjechał po nas, ale nadal nie mógł wejść do szpitala nawet tylko po to, by pomóc przy pakowaniu. Kamil przekazał fotelik samochodowy w drzwiach do szpitala pani z recepcji, która potem pomogła mi wyjść z dzieckiem i rzeczami. Więc pierwsze spotkanie i buziaczki były już na zewnątrz szpitala.

- relacjonuje Agnieszka.

CAŁY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ TU: Jak wygląda samotny poród w czasie epidemii? Opisuje mama ośmiotygodniowego dziecka

Więcej o: