Fundacja Rodzić po Ludzku: "Wciąż zmusza się kobiety, aby rodziły w maseczkach"

Dwie na pięć kobiet podczas porodu doświadcza upokorzenia. Ktoś na nie krzyczy, wyśmiewa się, nie respektuje ich potrzeb czy praw. - Nadal w niektórych szpitalach kobiety zmusza się do tego, aby rodziły w maseczkach - mówi Joanna Pietrusiewicz, szefowa fundacji Rodzić po Ludzku.

Joanna Biszewska: Pod koniec wakacji na rynku w Cieszynie kobiety czytały historie porodowe matek z całej Polski. Było to moce przeżycie dla wszystkich uczestników wydarzenia. Skąd taki pomysł, aby cieszynianie słuchali o porodach?

Joanna Pietrusiewicz, Fundacja Rodzić po Ludzku: Od lat monitorujemy opiekę okołoporodową i widzimy, że bardzo różnie dzieje się w polskich miastach i miejscowościach. Dlatego zaprosiłyśmy do współpracy kobiety z całej Polski, dla których opieka okołoporodowa i rodzenie po ludzku jest ważne. Nazywamy je strażniczkami. Działają lokalnie, prowadzą inicjatywy edukacyjne, interwencyjne.

Wydarzenie w Cieszynie było inicjatywą jednej z naszych strażniczek, Olgi Vitos. Pokazało, to że w mniejszych miejscowościach kobiety budzą się i zaczynają mówić o swoich dobrych i niedobrych doświadczeniach porodowych, wchodzą w debatę publiczną. W Cieszynie kobiety opowiadały o tym, co dobrego ich spotkało podczas porodów, ale też o samotności, bólu - to były świadectwa różnych porodów. A świadectwa są zawsze poruszające.

Trudno opowiadać o intymnych historiach publicznie. Trzeba dużej odwagi, aby się otworzyć.

Kobiety przerywają milczenie. Ich głos ma ogromną moc. O porodach nie mówi się już tylko cicho, szeptem, przy stole.

Kiedy czytam różne komentarze od czytelniczek naszego serwisu, to widzę, że jest wśród nich coraz więcej opowieści o dobrych porodach. Młode mamy piszą, że czuły się w szpitalach zaopiekowane i bezpieczne.

Wiele kobiet doświadcza bardzo dobrej opieki okołoporodowej. Według mnie za mało wciąż mówimy o tych dobrych doświadczeniach porodowych. Statystycznie trzy kobiety na pięć dobrze wspominają swój poród. Niestety, wciąż prawa kobiet na oddziałach położniczych są łamane.

W jaki sposób?

Większość szpitali w Polsce przestrzega obowiązujących regulacji, ale wciąż znam jeden szpital, w którym personel karze rodzić kobietom w maseczkach. Kobiety nie chcą tam rodzić, bo dwie na pięć kobiet podczas porodu doświadcza upokorzenia.

Wciąż wiele placówek nie wpuszcza osób towarzyszących, szpitale nie otwierają się na porody rodzinne. Nadal w wielu miejscach rodzina dzieci hospitalizowanych nie ma swobodnego dostępu do dzieci.

Dzięki serwisom społecznościowym, kobiety coraz więcej i odważniej opisują swoje doświadczenia porodowe. Głos kobiet jest słyszalny. To pokazuje, że jest w nas ogromna potrzeba, aby o swoich porodach opowiadać.

I bardzo dobrze, że kobiety mają odwagę mówić o porodach. W Cieszynie o porodach mówiły kobiety w różnym wieku. Były młode dziewczyny, które niedawno urodziły, ale też kobiety dojrzałe, dla których nasz temat jest ważny, bo będzie dotyczył ich wnuczek.

Statystycznie trzy kobiety na pięć dobrze wspomina swój poród. Niestety, wciąż prawa kobiet na oddziałach położniczych są łamaneStatystycznie trzy kobiety na pięć dobrze wspomina swój poród. Niestety, wciąż prawa kobiet na oddziałach położniczych są łamane Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

Ostatnio znana aktorka dość szczegółowo opisała swój poród, między innymi wspomniała o tzw. mężowskim szyciu, że trudno znosiła ten moment. Internauci naskoczyli na nią, że za bardzo się uzewnętrznia. Jakby to był jakiś temat tabu.

To są ważne tematy i bardzo dobrze, że kobiety potrafią już pisać, np. o rutynowym nacinaniu krocza podczas porodu. Gdyby kobiety nie przemówiły 25 lat temu w ramach akcji "Rodzić po ludzku", to myślę, że mielibyśmy zupełnie inną sytuację. Kiedy ruszałyśmy z akcją, też wywoływałyśmy oburzenie, wiele głosów chciało nas uciszyć w debacie publicznej.

Nie udało się.

I dalej będziemy odkrywać kolejne obszary opieki okołoporodowej, z którymi jest nam trudno, które nas ranią i bolą. I nie ma innej drogi niż mówienie o tym. Nie zmieni się rzeczywistości, jeśli temat nie pojawi się w przestrzeni publicznej. Skoro środowisko lekarskie milczało, ktoś inny musiał wpłynąć na jakość opieki okołoporodowej i mówić, czego potrzebujemy, co nam się podoba czy nie.

Czasami to jest trudne. Kobiety otwarcie piszące, czy mówiące o tym, że nie są zadowolone z tego, jak przebiegały ich porody, często etykietuje się jako te roszczeniowe.

Do naszej fundacji wpływa sporo skarg od kobiet doświadczających złego traktowania podczas porodów. To są wyważone i sprawiedliwe uwagi. Kobiety z jednej strony piszą o tym, co było dla nich trudne, z czego były niezadowolone, a z drugiej wskazują, co było dobre, potrafią docenić sytuacje i osoby, które o nie zadbały. Widzą, że opieka w szpitalach nie jest jednolita. Widzą, że są osoby, które się bardzo dobrze nimi zajmują, ale są też takie, które zaniedbają obowiązki, czy po prostu źle traktują kobiety.

Brak poszanowania intymności i godności ludzkiej w sytuacji, kiedy człowiek jest bezbronny i zależny od innych, to traumatyczne przeżycia. Szkoda, że wciąż obecne na polskich porodówkach.

I o tym kobiety do nas piszą, odnoszą się do poszczególnych elementów standardów okołoporodowych, które nie zostały uszanowane podczas ich porodów. Kwestia braku komunikacji w skargach kobiet przebija się najbardziej.

Kobieta idzie do szpitala z planem porodu, a podczas akcji porodowej ktoś jej mówi, że ma się kłaść i rodzić w pozycji horyzontalnej. To jest ten brak komunikacji?

Nie. To jest wykorzystywanie swojej przewagi w sytuacji porodu i to jest łamanie prawa. Analizuję skargi, które do nas docierają. Mam takie poczucie, że, nawet jeśli doszłoby do złamania jakiegoś prawa, ale ktoś z rodzącą porozmawiałby o tym później, wytłumaczyłby, dlaczego tak się wydarzało, albo w innych momentach zadbał o jej potrzeby, to być może kobiety nie pisałyby skarg. Wówczas miałyby poczucie, że mimo że nie wszystko poszło, jak sobie zaplanowały, to w innych momentach zostało im to wynagrodzone.

W sytuacji, kiedy kobieta doświadczyła złamania prawa, a dodatkowo jeszcze ktoś był wobec niej arogancki, nieprzyjemny, to po porodzie zostaje poczucie skrzywdzenia.

W ramach Fundacji Rodzić po Ludzku od kilku lat, kobiety po porodach, mogą wziąć udział w akcji "Głos matek ma moc zmiany". Młode mamy wypełniają ankietę, dzięki temu na bieżąco monitorujecie, jak przebiegają porody w polskich szpitalach.

Każdego roku tysiące kobiet wypełnia naszą ankietę. Ich opinie wpływają bezpośrednio na ranking szpitali, który tworzymy. Cały czas widzimy, że są ruchy między pozycjami na liście rankingowej. To pokazuje, że opinie rodzących mają naprawdę ogromne znaczenie. Wiemy, że kobiety przy wyborze szpitala kierują się naszym rankingiem.

Kilka lat temu znane Polki bardzo często rodziły w prywatnych szpitalach. Od jakiegoś czasu czytam, że aktorki, piosenkarki wybierają państwowe szpitale. Chwalą warunki, opiekę, atmosferę. Dobrze wypowiadają się o szpitalu w Piasecznie, czy warszawskich porodówkach na Kasprzaka, na Karowej. To jakiś trend?

Trudno ocenić, czy to jest trend związany ze zmianą, z przejściem ze szpitali prywatnych do publicznych. Ja bym to rozumiała w taki sposób, że kobiety coraz odważniej mówią o swoich doświadczeniach porodowych, nie wstydzą się, nie boją się opowiadać. Znane Polki mówią o dobrej opiece, bo chcą nagrodzić te miejsca, w których, ich zdaniem, opieka była bardzo dobra.

"Celebrytki" rodzą najczęściej w Warszawie, chwalą warszawskie szpitale. A w małych miejscowościach, są wyróżniające się placówki?

W naszym rankingu w czołówce bywają bardzo różne szpitale. I te duże, i te mniejsze. To nie jest tak, że prowadzą tylko i wyłącznie szpitale prywatne czy szpitale z dużych miast. Przez jakiś czas numerem jeden był u nas mały szpital w Kamiennej Górze, albo w Malborku, w Ostrowi Mazowieckiej. Bardzo wysoko kobiety oceniają Centrum Medyczne na Żelaznej w Warszawie i Gdańskie Uniwersyteckie Centrum Kliniczne. Nasz monitoring jest bardzo czuły na zmianę. Jedna osoba z personelu medycznego może zmienić koloryt danego szpitala. To oznacza, że trzeba cały czas pilnować jakości.

Od początku istnienia Fundacji Rodzić po Ludzki prezeską jest Joanna PietrusiewiczOd początku istnienia Fundacji Rodzić po Ludzki prezeską jest Joanna Pietrusiewicz Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Fundacja Rodzić po Ludzku  w tym roku obchodzi 25-lecie działalności. Od początku istnienia Fundacji prezeską jest Joanna Pietrusiewicz. Fundacja prowadzi regularny monitoring warunków panujących na oddziałach położniczych i walczy o kolejne reformy. Działaczki fundacji kilka lat temu otrzymały Nagrodę Światowej Organizacji Zdrowia za szczególny i innowacyjny wkład w rozwój działań na rzecz poprawy zdrowia. Otrzymaną nagrodę Fundacja przeznaczyła na prowadzenie, aktualizację i rozbudowę portalu GdzieRodzic.info. Jest to aktualna baza wszystkich oddziałów położniczo - ginekologicznych i noworodkowych w naszym kraju. Fundacja stworzyła też specjalną elektroniczną ankietę dla mam. Dzięki niej możliwy jest stały monitoring opieki okołoporodowej w aż 400 placówkach w Polsce. Wyniki ankiety jasno wskazują, gdzie istnieje potrzeba podjęcia interwencji. Pokazują, gdzie łamane jest prawo i gdzie Fundacja powinna skierować swoje kolejne kroki.

Więcej o: