Nowe standardy okołoporodowe wzbudzają wiele emocji. "Najbardziej szokuje, że kobieta kobiecie wilkiem"

Nasz artykuł o nowych standardach opieki okołoporodowej w Polsce wzbudził wiele emocji wśród czytelniczek. Wiele z nich twierdzi, że zasady te w praktyce nie są w ogóle respektowane. Wybraliśmy dla was najciekawsze argumenty.

Kilka dni temu pisaliśmy o nowych standardach okołoporodowych, które weszły w życie 1 stycznia 2019 roku. Podstawowe zmiany, które wprowadził Standard Organizacyjny Opieki Okołoporodowej (SOOO), to:

  • likwidacja obowiązkowej hospitalizacji po 41. tygodniu ciąży,
  • doprecyzowanie przepisów tak, aby pacjentka wybrała swoją położną jeszcze przed porodem,
  • większy nacisk na karmienie piersią oraz łatwiejszy dostęp do kobiecego mleka dla wcześniaków (banki mleka kobiecego),
  • dziecko po porodzie nie będzie karmione mlekami modyfikowanymi bez wiedzy matki,
  • prawo rodzącej do jedzenia i picia w czasie porodu za zgodą osoby sprawującej nad nią opiekę,
  • zobowiązanie szpitali do monitorowania jakości opieki okołoporodowej (z uwzględnieniem oceny satysfakcji kobiet).

Poród w domu. Czym różni się od tego w szpitalu?

Wciąż jednak brak zmian w kwestii dostępu rodzących do znieczulenia zewnątrzoponowego (zzo). W nowym dokumencie nadal nie ma gwarancji jego otrzymania - o jego podaniu decyduje lekarz.

Post na profilu facebookowym Gazeta.pl, nawiązujący do naszego artykułu, wzbudził wiele emocji wśród kobiet. Zdecydowana większość zgodnie stwierdziła, że warunki, w jakich Polki muszą rodzić, pozostawiają wiele do życzenia. Wśród wielu negatywnych komentarzy pojawiły się też jednak, co prawda nieliczne, pozytywne.

Standardy są, ale tylko na papierze

Większość komentujących nie przebierała w słowach, krytykując warunki, które panują obecnie w polskich placówkach położniczych. Internautki w swoich wypowiedziach podkreślały przede wszystkim, że co prawda pewne procedury i zasady opieki okołoporodowej istnieją, ale nie są one respektowane w praktyce.

Dobrze powiedziane w zakończeniu artykułu: przepisy może i są dobre, ale nie są przestrzegane i pewnie jeszcze długo nie będą. Personel nadal mentalnie jest w PRL. Nadal promuje się restrykcyjną, eliminacyjną dietę matki karmiącej, brutalnie masuje piersi, co, o ile wiem, jest zakazane lub olewa matkę z problemem. Nie daje się noworodków po cesarskim cięciu do "kangurowania" ojcom i stosuje mnóstwo innych, prehistorycznych procedur. Jeszcze długo nic się nie zmieni.
Wątpię, że coś się zmieni. Trzeba by personel do Niemiec wysłać, żeby się nauczyli obchodzić z pacjentami.
Strach pomyśleć, gdzie się trafi, jak rodzi się państwowo. Nie wiem, jak ludzie pracujący w służbie zdrowia mogą być tak bezmyślni i bezduszni. Jakim sposobem ukończyli szkolenia czy studia z takim poziomem inteligencji i kultury osobistej? Zakaz do wykonywania zawodu w przypadku wielu lekarzy powinien być jak najszybciej, w porę, aby skrzywdzili jak najmniej osób. Takie sprawy trzeba nagłaśniać.

Kobieta powinna zrozumieć kobietę

Wśród komentarzy pojawiły się również i takie, w których internautki zwracały uwagę na to, że poród już sam w sobie jest ciężkim, a czasami wręcz traumatycznym przeżyciem. Tym bardziej kobieta powinna zrozumieć drugą kobietę i podejść do niej jak najbardziej po ludzku i wyrozumiale.

Czytam te komentarze i zimne dreszcze mnie przechodzą. Największymi wrogami kobiet są jednak inne kobiety. Zero zrozumienia, zero empatii, zero ludzkich odruchów.
Najbardziej szokuje, że kobieta kobiecie wilkiem (mowa oczywiście o położnych).

Historie czytelniczek

Nasz artykuł skłonił również niektóre kobiety do dzielenia się własnymi, podobnymi doświadczeniami okołoporodowymi. Duża część z nich była negatywna.

Mnie wyzywali przy pierwszym porodzie, a ordynator powiedział: zamknij mordę. Przy drugim było lepiej, ale panie uważały, że więcej udaję. Prawdę mówiąc rodziłam sama. One raz na 40 minut przychodziły, popatrzyły, rzuciły tekstem: wciąż się drzesz, ciszej, nie przesadzaj itp. Dopiero, jak główkę było widać, to przyszły (...).
Ja natomiast usłyszałam inny tekst. Nie był skierowany do mnie, bo do 19-letniej dziewczyny, która rodziła łóżko obok, bo na sali porodowej były dwa łóżka. Położna wypaliła do niej z tekstem, że ma się zamknąć i cieszyć, że nie jest przywiązana, bo za ich czasów wiązali do łóżek.  Ja jestem odporna na ból i mnie położna wręcz namawiała, żebym sobie krzyknęła, bo będzie mi lżej. Z tym, że ja miałam opłaconą położną, a ta dziewczyna nie. Straszne jest to, że w dzisiejszych czasach za odrobinę empatii trzeba sobie zapłacić (i to niemało)!!!

Pojawiły się również i pozytywne oceny, w których internautki chwaliły warunki, w jakich przyszło im rodzić.

Ja trafiłam dobrze, mam super wspomnienia (ciąża i poród na NFZ). Ale wiem, że wcale tak dobrze wszędzie nie ma. W końcu 'to tylko poród, nie ty jedna, nie ostatnia, przestań się użalać nad sobą, co ty wiesz o rodzeniu?!'. Czy papier coś zmieni? Nie wierzę.
Ja rodziłam w publicznym szpitalu z malutkim oddziałem położniczym. Fantastyczna opieka, zarówno położnych, jak i lekarzy, sprawiły, że podczas mojego bardzo, bardzo ciężkiego porodu nie stała się żadna tragedia. I to prawda, że ton całemu oddziałowi nadawał świetny, bardzo ludzki pan ordynator. Jednak pomimo świetnej opieki, bardzo dobrego taktowania i wsparcia, to był pierwszy i ostatni poród w moim życiu. Nigdy świadomie nie zdecydowałabym się na powtórkę.
Poród porodowi nierówny. Ta samo, jak lekarz lekarzowi. Swój, mimo bólu, wspominam rewelacyjnie. Niesamowita położna, dwie przesympatyczne studentki i lekarz Syryjczyk, który potrafił tak poprowadzić poród z humorem, że cała akcja przebiegła w wesołej atmosferze. A było to prawie 18 lat temu.

Problem jest ci bliski? Chcesz podzielić się z nami swoją historią? Napisz na edziecko@agora.pl, najciekawsze historie opublikujemy i nagrodzimy książką.

Jeśli chcesz wesprzeć WOŚP z Gazeta.pl, KLIKNIJ TUTAJ. W tym roku zbieramy na zakup sprzętu dla szpitali dziecięcych.

Więcej o: