Nauczyciel: Rodzice myślą, że jak zapiszą dzieci do szkół prywatnych, to ominą ich problemy

Joanna Biszewska
- Jesteśmy grupą zawodową, której nie ufa rząd, nie ufają nam rodzice, często nie ufają nam też dzieci, bo przecież słyszą jaka narracja wokół nas panuje. To jest tragedia nie tylko dla nas, bo wybraliśmy sobie taki kawałek chleba, ale też dla uczennic i uczniów. Ale o tym się nie mówi - o kryzysie wśród nauczycieli mówi polonista Kacper Uss.

Joanna Biszewska: Ile lat pracujesz w zawodzie?

Kacper Uss, nauczyciel w LXVII Liceum Ogólnokształcącym im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego oraz Społecznej Szkole Podstawowej STO nr. 11: Pięć.

Czyli jesteś na początku swojej drogi zawodowej.

Patrząc na średni wiek nauczycieli, to zdecydowanie jestem juniorem wśród kadry pedagogicznej.

Od starszych można się dużo nauczyć?

Wejście w pewne środowisko, które ma jasno ustaloną hierarchię to spore wyzwanie.

Trudne?

Nigdy nie powiem, że to, że kadra nauczycielska w szkołach jest leciwa, jest dla mnie - jako młodego nauczyciela - czymś złym. Doświadczenie zawodowe starszych ode mnie nauczycielek i nauczycieli to masa wiedzy i doświadczeń, żal z tego nie korzystać.

A nie masz czasami ochoty się zbuntować?

To chyba naturalne dla każdego człowieka, że ma potrzebę wchodzenia w dialog z zastanymi zasadami.

A jakie zasady, Tobie, jako młodemu nauczycielowi języka polskiego trudno dzisiaj w szkole zaakceptować?

Bardzo przeszkadza mi nieufność wobec urządzeń elektronicznych. Trudno mi zrozumieć, dlaczego nie traktuje się telefonu jako skutecznego narzędzia do pozyskiwania informacji i zabawy wiedzą. Przestrzeń internetu jest tym, do czego musimy się odwoływać, bo to naturalne miejsce dla dzisiejszego młodego człowieka.

Niedawno uczniowie w moim liceum realizowali projekt edukacyjny w mediach społecznościowych. Niektóre tik-toki dotyczące sarmatyzmu lub mitologii greckiej zobaczyło ponad czterdzieści tysięcy ludzi! Nowoczesne technologie mogą zrewolucjonizować szkolnictwo, nie chciałbym, abyśmy się na nie zamykali.

W szkołach brakuje nauczycieli, o kryzysie wśród kadry nauczycielskiej słyszymy od kilku lat. Młodzi ludzie po studiach nie garną się do pracy w szkołach.

Wystarczy wejść na bank ofert pracy dla nauczycieli w Warszawie. Od kilku lat ogłoszeń nie ubywa, mam wrażenie, że jest ich coraz więcej. Znam sporo osób, które po studiach zaczęły pracować w szkole, ale szybko z tej pracy zrezygnowały. Doszły do wniosku, że to jest walka z wiatrakami, do tego praca jest słabo płatna.

Nieco inaczej sytuacja wygląda w małych miastach i miejscowościach. Tam znalezienie pracy w szkole, to jest niemal chwycenie Pana Boga za nogi. Bo to jest jednak stabilna praca w sferze budżetowej, wiele osób to ceni.

'Zapominamy o tym, czym jest edukacja. Jako nauczyciele musimy zdawać sobie sprawę, po co uczyć, czego uczyć i jak uczyć. Problem polskiej szkoły polega na tym, że na wszystkie te pytania można sobie odpowiedzieć jednym słowem''Zapominamy o tym, czym jest edukacja. Jako nauczyciele musimy zdawać sobie sprawę, po co uczyć, czego uczyć i jak uczyć. Problem polskiej szkoły polega na tym, że na wszystkie te pytania można sobie odpowiedzieć jednym słowem' Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Wyborcza.pl

A zawód nauczyciela to przecież misja.

Nieco ironicznie podchodzę do kwestii powołania, choć nie widzę siebie w innym miejscu niż szkoła. Nie wydaje mi się, żeby to patetyczne hasło o misyjności zawodu nauczyciela pasowało do zupełnie niepatetycznej, często wulgarnej i brutalnej rzeczywistości naszego świata.

W szkole, jak i w innych firmach, motywacja jest decydującym elementem określającym naszą pracę. Jasne, można bardzo długo mówić starszym i tym młodym nauczycielom, że ich praca ma znaczenie. Ma, nie da się tego ukryć, czasem większe, czasem mniejsze, zależnie jakiego przedmiotu uczymy i jakimi ludźmi jesteśmy. Ale nie da się przez trzydzieści lat wmawiać komuś, że powinien żyć z poczucia misji. Wychodzę z pracy i zderzam się z brutalną rzeczywistością.

Jak np. w tym miesiącu, kiedy nauczyciele dostali niższe wypłaty.

Do tego dochodzi też narracja o tym, że my jako nauczyciele praktycznie nic nie robimy, bo przychodzimy na lekcje, pijemy kawkę, wychodzimy po kilku godzinach i mamy spokój w domu.

Nie żyję za długo, ale już jako uczeń spotykałem się z tą narracją i ona do tej pory jest prowadzona. Nie wiem, czy wynika to ze złej woli, czy z braku świadomości.

"W szkołach w ogóle nie uczą. Przyzwyczaili się do tego, że dom jest filią szkoły i że nie muszą nic robić oprócz sprawdzianów" - to jeden z tysięcy komentarzy, jakie czytamy pod tekstami o nauczycielach.

Nie przeczę, można być nauczycielem, który przyjdzie i nic z dziećmi nie zrobi. Tak samo, jak można być urzędnikiem, który przyjdzie i zbędzie petenta, i wytwórcą jedzenia, który go nie wytworzy. Z tym że to jest po prostu zły pracownik, niezależnie od fachu, w którym funkcjonuje.

Większość nauczycieli zdecydowanie nie podchodzi w ten sposób do swojej pracy. Nie współpracowałem nigdy z takim człowiekiem, a kilka szkół w mojej krótkiej karierze już zwiedziłem.

Finanse są bardzo ważną, ale nie są jedyną motywacją, która zachęca ludzi do pracy.

Szkoła coraz częściej idzie w stronę motywacji negatywnej, którą jako nauczyciel uważam za najgorszą z możliwych motywacji.

Rozumiem, że atmosfera w szkołach jest fatalna?

Zapominamy o tym, czym jest edukacja. Jako nauczyciele musimy zdawać sobie sprawę, po co uczyć, czego uczyć i jak uczyć. Problem polskiej szkoły polega na tym, że na wszystkie te pytania można sobie odpowiedzieć jednym słowem.

Jakim?

Egzamin. Najpierw egzamin ósmych klas, potem matura. Jeżeli tak patrzymy na edukację, to rzeczywiście nie wydaje się to dość skomplikowane.

Ale tak właśnie wygląda edukacja u nas w kraju. Motywacją uczniów jest to, że jak się będą uczyć, to dostaną dobre stopnie, a dzięki temu, według nich, zdadzą egzaminy. A chciałoby się uświadomienia tego dawnego umiłowania mądrości, które w każdym z nas naturalnie jest.

Znajomy nauczyciel opowiadał mi, że dziecko w szóstej klasie po otrzymaniu jedynki z kartkówki bało się, że w przyszłości nie zda matury. To pokazuje, że presja na wyniki jest olbrzymia.

Stwarzają ją też nauczyciele.

Wydaje mi się, że w tej chwili jedną z ról nauczyciela jest to, aby uświadomić ludzi, że matura to nie jest edukacja. Matura to jest tylko jeden z elementów, a cała praca skupia się na zdecydowanie bardziej złożonych kwestiach.

Ale tylko nieliczni się tym przejmują. Teraz najważniejsze w polskim szkolnictwie jest np. to, aby kuratorzy mieli wgląd w to, co robią i mówią nauczyciele na lekcjach.

To tylko jeden z elementów chaosu. Problem polega na tym, że tak naprawdę od dawna w szkole nikt nie wie, co nas czeka.

Matura 2023 roku będzie nowym egzaminem. W grudniu miały pojawić się przykładowe arkusze egzaminacyjne, które Centralna Komisja Egzaminacyjna nam udostępnia, abyśmy mogli przygotowywać uczniów. Zachęcam do próby znalezienia tych arkuszy na stronie CKE. Jest połowa stycznia, nadal ich nie ma i nie będzie w najbliższym czasie.

Za to jest masa pomysłów na dalsze zmienianie szkoły, np. reforma prawa oświatowego, tzw. lex Czarnek.

Lex Czarnek to jest taki jasny sygnał dla nas, nauczycieli: nie ufamy wam, więc wprowadzimy zwiększony nadzór, lepiej pracujcie w sposób taki, jaki chcemy. I teraz rodzi się absurdalne pytanie, w jaki sposób my mamy pracować?

Nawet jeżeli chciałbym być bardzo grzecznym nauczycielem i pracować tak, jak oczekuje ode mnie tego władza, to nie wiem, jak ta moja praca miałaby wyglądać, bo komunikaty, które do nas docierają są chaotyczne i sprzeczne, nawet to nie jest jasno określone.

Ciężko mi też uwierzyć w to, że uda się kuratorom rzeczywiście nadzorować to, co dzieje się w szkołach. Chyba nawet nie ma tylu ludzi, żeby taki zakrojony na szeroką skalę nadzór prowadzić, to po raz kolejny może okazać się działanie stricte nastawione na słupki wyborcze.

Społeczność nauczycieli, jak każda zresztą u nas duża grupa zawodowa jest podzielona na różne obozy polityczne, ale większość z nas jest zaniepokojona tym, że ogranicza się naszą autonomię, która jest bardzo ważna w sensie dydaktycznym.

Uczniowie lubią nieszablonowych, twórczych nauczycieli z energią. Kiedy nauczyciel jest fajny, to od razu dzieci chcą się uczyć jego przedmiotu. Szkoda, że są pomysły, aby odebrać nauczycielom autonomię.

Indywidualny charakter nauczyciela ma ogromny wpływ na kształtowanie jednostki, na przebieg całego procesu edukacyjnego, dydaktycznego i wychowawczego. I jakkolwiek bylibyśmy negatywnie motywowani przekazem, że jeżeli nie będziemy pracować tak, jak chce ministerstwo, to poniesiemy konsekwencje takiej pracy, to się to nie uda. Można strachem wywołać figurę sztucznego człowieka-nauczyciela, tylko po co? Uczniowie w to nie uwierzą.

'Uczniowie widzą, że bezustanne zmiany w edukacji nie prowadzą ich do nabywania wiedzy praktycznej. Oni często mówią nam o tym, że nie uczą się w szkole nowych umiejętności, które pozwolą im odnaleźć się na rynku pracy i rozumieć otaczającą ich rzeczywistość. Wiedzą i czują, że tkwią w sferze, która nie przygotowuje ich do życia''Uczniowie widzą, że bezustanne zmiany w edukacji nie prowadzą ich do nabywania wiedzy praktycznej. Oni często mówią nam o tym, że nie uczą się w szkole nowych umiejętności, które pozwolą im odnaleźć się na rynku pracy i rozumieć otaczającą ich rzeczywistość. Wiedzą i czują, że tkwią w sferze, która nie przygotowuje ich do życia' Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Czytam dyskusje nauczycieli w sieci. Ostatnio są o tym, że chaos wokół waszej pracy odbiera resztki sił. Jest aż tak źle?

Bycie nauczycielem jest trudne nie tylko ze względu na pieniądze, ale jest trudne ze względu na to, że cały czas jesteśmy bombardowani nowymi reformami. Co chwila zmieniają się wytyczne odnośnie kanonu lektur i egzaminów.

Oczekuje się od nas, że przygotujemy uczniów do nowej matury, tylko nikt nie daje aktualnych wskazówek, jak w ogóle ta matura będzie wyglądać. Mamy dostosowywać się do zmian, ale nie dostajemy wytycznych i wsparcia. Szkolenia, które pojawiają się od czasu do czasu, i które mają nam pomóc w pracy, organizują przede wszystkim instytucje i organizacje pozarządowe, a środki na finansowanie uczestnictwa w nich są mocno ograniczone.

Nie macie wsparcia, ani też zaufania.

Jesteśmy grupą, której nie ufa rząd, nie ufają nam często rodzice, bo trochę inaczej patrzą na edukację niż my. Nie ufają nam też uczniowie, bo przecież słyszą jaka narracja wokół nas panuje. To jest tragedia nie tylko dla nas, bo wybraliśmy sobie taki kawałek chleba, ale też dla uczennic i uczniów. Ale o tym się nie mówi.

Skoro nauczyciele mają dość i nie wiedzą, o co w szkole chodzi, to co mogą czuć sami uczniowie?

Uczennice i uczniowie, zwłaszcza ci ze szkół średnich nie są ślepi. Oni bardzo chętnie przyglądają się temu, co dzieje się w polityce, są świadomi tego, jaki chaos panuje w sektorze edukacji.

Zastanawiają się nad tym, jak będzie wyglądała ich nieszczęsna nowa matura. Pytania o maturę zadają nam uczniowie od początku roku szkolnego. Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć im tak, żeby poczuli się bezpiecznie, bo sami nie zostaliśmy wystarczająco na ten temat poinformowani.

Uczniowie widzą, że bezustanne zmiany w edukacji nie prowadzą ich do nabywania wiedzy praktycznej. Oni często mówią nam o tym, że nie uczą się w szkole nowych umiejętności, które pozwolą im odnaleźć się na rynku pracy i rozumieć otaczającą ich rzeczywistość. Wiedzą i czują, że tkwią w sferze, która nie przygotowuje ich do życia.

Chyba żaden inny resort nie jest reformowany tak często jak resort edukacji. I pomimo tylu zmian jest chyba coraz gorzej.

Nie da się stworzyć dobrej szkoły bez zmotywowanego nauczyciela i porządku związanego z tym, czego i jak mamy uczyć. A żeby ten porządek był, musimy w końcu ustalić ramy podstawy programowej i egzaminów, a nie wykreślać, zależnie od widzimisię ministra, lekturę tę, czy inną. Niech w szkole w końcu zapanuje porządek, a nie bezustanna zmiana, bo niewiele osób to wytrzyma.

Spokoju raczej nie będzie. W zanadrzu nowa matura, po sieci krąży petycja w sprawie odwołania ministra edukacji, szkoły pewnie czekają kolejne kwarantanny, lekcje zdalne. Nie widać, żeby szkoły ruszyły w stronę ładu.

Zapominamy o tym, że siła społeczeństwa polega na jednoczeniu się. Dopóki myślimy, że ja jako jednostka niczego nie jestem w stanie zmienić, to każda władza może robić, co tylko jej się podoba, niezależnie od tego, jaką władzę będziemy mieli.

Rodzice często myślą, że jak zapiszą dzieci do szkół prywatnych, to ominą ich problemy związane z kolejnymi zmianami w edukacji, bo szkoła prywatna zachowa autonomię i przygotuje ich dzieci do dorosłego, świadomego życia.

Pracuję w szkole publicznej i społecznej, pracowałem w szkole prywatnej. Edukacja prywatna ma ten minus, że dzieci i rodzice traktowani są często jak klienci. A zasady rynku powodują to, że chcemy zaspokajać potrzeby klienta. I często te potrzeby nie idą w parze z tym, na co powinniśmy zwracać uwagę podczas edukacji.

Podasz przykład?

Dopóki uczniowie będą mieli oceny bardzo dobre i celujące, dyrekcja i nauczyciele nie spotkają się z niezadowoleniem rodzica. Czy to znaczy, że proces edukacyjny przebiega dobrze? Nie, to znaczy, że oceny praktycznie nie dają żadnych informacji zwrotnych, a to na nich, ze względu na brak innych narzędzi, muszą bazować rodzice kontrolując przebieg nauki.

Można stawiać szóstki i niczego nie uczyć, najważniejsze, że wszyscy będą zadowoleni. To może być pułapka, która pojawia się w przypadku szkół prywatnych. Poza tym, w szkołach prywatnych obowiązuje ta sama podstawa programowa i te same egzaminy. Wybór prywatnej placówki dla dzieci to jest furtka, która pewne problemy rozwiązuje, ale też stwarza inne.

'Lex Czarnek to jest taki jasny sygnał dla nas, nauczycieli: nie ufamy wam, więc wprowadzimy zwiększony nadzór, lepiej pracujcie w sposób taki, jaki chcemy. I teraz rodzi się absurdalne pytanie, w jaki sposób my mamy pracować?''Lex Czarnek to jest taki jasny sygnał dla nas, nauczycieli: nie ufamy wam, więc wprowadzimy zwiększony nadzór, lepiej pracujcie w sposób taki, jaki chcemy. I teraz rodzi się absurdalne pytanie, w jaki sposób my mamy pracować?' Fot. Franciszek Mazur / Agencja Wyborcza.pl

Bez względu na to, czy mamy dzieci w szkołach publicznych, prywatnych czy społecznych planowane zmiany w szkolnictwie dotkną wszystkich tak samo. Co by cię dzisiaj jako nauczyciela psychicznie wzmocniło?

Chciałbym, aby przestano nas traktować, jako tych, którzy muszą mieć nad sobą bacik kuratora, bo inaczej będą robili rzeczy nieodpowiedzialne.

Rodzice was wspierają?

Coraz częściej słyszę od rodziców, że chcieliby, abyśmy robili to co potrafimy.

Czyli?

Uczyli dzieci i wspomagali ich w tej nauce i nie oglądali się na to, co wymyśla ministerstwo. Rodzice widzą i rozumieją, że sprowadzanie edukacji do problemu tego, czy pójdziemy na takie, a nie inne przedstawienie teatralne, to moment, w którym bardziej uprościć problemów edukacji już się chyba nie da.

Weźmiesz się w tym roku szkolnym solidnie za "Kazania sejmowe" Piotra Skargi?

Cała zabawa z przerabianiem tego typu lektur polega na tym, że brakuje na to czasu. System edukacyjny jest na tyle przeciążony najróżniejszymi treściami, że wiele tekstów, jak wspomniane "Kazania...", przerabia się w sposób, który nie zapada w pamięć nikomu. Nie ma w szkole czasu, żeby przerobić tak złożony tekst, żeby wydobyć z niego jakąkolwiek zapadającą w pamięć wartość dla ucznia.

Uczniowie w szkołach siedzą niejednokrotnie od ósmej do szesnastej, są przemęczeni i muszą serwowaną im wiedzę traktować selektywnie. To naprawdę nie działa w ten sposób, że jeżeli wrzucimy dużo pozycji do kanonu lektur, to dużo uczniów nauczymy. Zarzucenie ich nadmierną ilością informacji powoduje tylko, że ich mózgi pewne fakty po prostu odrzucają.

Kacper Uss: Doktorant literaturoznawstwa w Szkole Doktorskiej UKSW, nauczyciel języka polskiego w LXVII Liceum Ogólnokształcącym im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego oraz Społecznej Szkole Podstawowej STO nr. 11. Publikuje wiersze, teksty prozatorskie, krytyczne i naukowe.

Więcej o: