Do jakiej szkoły wrócą dzieci? "Znowu będą pytać, czy mogą iść do toalety, napić się wody"

Joanna Biszewska
- W dużej mierze to rodzice chcą sprawdzianów, ocen, chcą mieć dowody tego, że dzieci się uczą i mają dobre stopnie. Nie rozumieją, że nie o to chodzi w uczeniu się i rozwijaniu - o tym, że szkoła w obecnym kształcie to system przemocowy mówi dr Mikołaj Marcela, autor poradników na temat edukacji, wykładowca Uniwersytetu Śląskiego.

Joanna Biszewska: Cieszysz się, że od września wszyscy uczniowie rozpoczną tradycyjną naukę w szkołach?

Dr Mikołaj Marcela, pisarz, wykładowca, nauczyciel: Nie. Cieszyłbym się gdyby wracały do szkoły, która pozwalałaby im się uczyć i rozwijać. W obecnym kształcie to instytucja przemocowa.

Aż tak jest źle?

Szkoła chce, żeby uczniowie się uczyli, ale sama nie lubi się za bardzo uczyć. I nie mówię tu o podnoszeniu kompetencji cyfrowych. Raczej o czymś znacznie bardziej fundamentalnym: wiedzy na temat tego, jak uczy się ludzki mózg i jak działa ludzka psychika.

Kiedy rozmawialiśmy w zeszłym roku szkolnym, podczas jednego z lockdownów, miałeś nadzieję, że nauczanie zdalne pokaże, w jakim kierunku mogłaby zmieniać się szkoła? Coś się ruszyło? Czy dzieci wrócą do starej, dobrej pruskiej szkoły?

Mam wrażenie, że szkoła cały czas tkwi w tym samym miejscu, w którym była 200 lat temu. Jeśli coś się zmieni, to będzie zależało od indywidualnych decyzji nauczycieli i dyrektorów szkół.

Kropla drąży skałę.

Część dyrektorów i nauczycieli wyciągnie wnioski z doświadczenia, jakim była zdalna edukacja, podążą za zmianami. To będą ci sami nauczyciele, którzy już byli innowatorami, wprowadzali ciekawe rozwiązania przed pandemią i oni też, mam wrażenie, najwięcej nauczyli w czasie pandemii.

Ale też, dla niektórych nauczycieli i dyrektorów, pandemia była doświadczeniem, które trzeba przeczekać i przetrwać. Tak jak uczniowie muszą przetrwać szkołę, tak oni musieli przetrwać pandemię, żeby wrócić do tego, co było wcześniej.

Bezpiecznie jest opierać się o sprawdzone metody.

Znam osoby, które prowadziły szkolenia dla nauczycieli w zeszłym roku szkolnym. Najwięcej pytań było o to, jak podczas lekcji zdalnych nadzorować pytania ustne albo jak sprawić, aby uczniowie nie ściągali w czasie sprawdzianów online. Niekoniecznie o to, jak w ciekawy sposób angażować uczniów w lekcje.

Chyba nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do szkoły, które sprawdza, nadzoruje, pilnuje, ocenia.

To dotyczy nie tylko nauczycieli, ale i rodziców, którzy często wymuszają pewne rozwiązania, bo chcą mieć oceny, chcą sprawdzianów, chcą mieć jakieś dowody tego, że dzieci się uczą i mają dobre stopnie. Nie rozumieją, że w uczeniu i rozwijaniu wcale nie chodzi o to, aby siłą wkładać wiedzę do głowy.

A o co chodzi?

O to, żebyśmy w szkole rozwijali się zgodnie z własnymi potrzebami, a nie o to, żeby grupa dorosłych decydowała, czego i kiedy ja mam się uczyć jako dziecko, co mam czytać, co jest dla mnie dobre, a co jest dla mnie złe.

Jeśli chodzi o czytanie, to sprawa jest prosta. Jest obowiązkowy kanon lektur, w tym roku nawet zmieniony, będzie jeszcze więcej Sienkiewicza. Uczniowie są rozliczani z tego, czy przeczytali lektury.

Szkoła to instytucja ideologiczna, która ma w bardzo określony sposób kształtować człowieka i formować na potrzeby państw. Tak było, jest i będzie tak długo, jak zachowamy obecny model szkoły.

Ta partia, która akurat rządzi państwem, wykorzystuje szkołę w jej obecnej formie, do tego, żeby tworzyć takich obywateli, jacy według tej partii powinni być. I wykorzysta do tego wszystkie mechanizmy w szkole, które wymuszą posłuszeństwo i narzucają określony światopogląd, wierności określonym treściom.

Między innymi dlatego potrzebujemy zupełnie innego modelu szkoły, bardziej demokratycznego i bardziej otwartego na potrzeby uczniów i też takiego, który pozwoliłby dzieciom realizować się i odkrywać swój potencjał. Dzisiaj szkoła w ogóle tego zadania nie realizuje.

'Szkoła chce, żeby uczniowie się uczyli, ale sama nie lubi się za bardzo uczyć. I nie mówię tu o podnoszeniu kompetencji cyfrowych. Raczej o czymś znacznie bardziej fundamentalnym: wiedzy na temat tego, jak uczy się ludzki mózg i jak działa ludzka psychika''Szkoła chce, żeby uczniowie się uczyli, ale sama nie lubi się za bardzo uczyć. I nie mówię tu o podnoszeniu kompetencji cyfrowych. Raczej o czymś znacznie bardziej fundamentalnym: wiedzy na temat tego, jak uczy się ludzki mózg i jak działa ludzka psychika' Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta

Jest plan, aby zwiększyć kontrole kuratorów oświaty, szczególnie w placówkach prywatnych. Jak dyrektor nie będzie szedł po linii programowej, może zostać zwolniony. To byłby kolejny krok ku temu, aby zmniejszyć autonomię szkół.

Szkoła nigdy nie była i nie jest instytucją autonomiczną. Zarówna ta publiczna, jak i ta prywatna. Powinniśmy pracować nad tym, aby zapewnić autonomię dyrektorom szkół i nauczycielom. Ale dzieje się zupełnie na odwrót. Mam też wrażenie, że teraz dyrektorzy szkół i nauczyciele, mogą się poczuć dokładnie tak, jak uczniowie w szkołach. Mają nad sobą człowieka i ministerstwo, które zaczyna działać na takim poziomie zarządzania, jak działają szkoły w stosunku do uczniów, czyli stosując nieustany nadzór, kontrolę, sprawdzanie wszystkiego, ograniczanie jakiejkolwiek decyzyjności, wprowadzanie konieczność pytania o wszystko.

Nawet o to, czy można wyjść do toalety. To oczywiście w przenośni, ale uczniowie o to akurat muszą pytać.

Dziecko w szkole musi zapytać o to, czy może wstać, żeby pójść do toalety, czy może się napić wody, musi w ogóle poprosić o głos, żeby móc się odezwać. I tak przez 12 lat uczymy się, że nie mamy głosu, nie mamy wpływu na to, jacy nauczyciele nas uczą, nie możemy zmienić klasy, jeśli nam się coś nie podoba, nie możemy wybrać tematów, które nas interesują i których chcielibyśmy się nauczyć. Chcemy być szanowani, chcemy żyć w państwie demokratycznym, tylko nikt nas tego nie uczy.

Oddolne środowiska edukatorów od lat działają ku temu, aby szkoła stała się bardziej przyjaznym miejscem dla dzieci. Nie tylko instytucją, która uczy rywalizacji i posłuszeństwa.

Myślę, że paradoksalnie, jednym z pozytywów obecnego ministerstwa jest to, że ich pomysły są na tyle radykalne, że my wszyscy w końcu zobaczymy, że szkoła zawsze była miejscem przemocowym, tylko nie dostrzegaliśmy tego, bo było to przypudrowane i rozwodnione. A teraz mamy koncentrat tego, czym może być szkoła. Bardzo wielu ludzi to przeraża i dlatego dzisiaj możemy w ogóle rozmawiać o tym, dlaczego powinniśmy zlikwidować model szkoły, który mamy i wprowadzać zupełnie inne rozwiązania.

Dla wielu uczniów nauczanie zdalne okazało się lepszym rozwiązaniem niż tradycyjna nauka w szkole. Brak szkoły wyszedł im na dobre.

Zwłaszcza tym uczniom, które mają problem z odnalezieniem się w szkole. Dzieciaki mogły się wyspać, nie musiały wstawać o świcie, budziły się trzy minuty przed lekcją, a jak trzeba było, to mogły jeszcze dospać i udać, że mają zepsutą kamerkę.

Teraz posypią się na ciebie gromy, że namawiasz do tego, aby "wychowywać bezstresowo" i z takim podejściem doczekamy się pokolenia "nieudaczników".

Szkoła nie liczy się z naszymi naturalnymi potrzebami i to jest bardzo duży problem.

Myślisz, że nauczanie zdalne byłoby lepsze dla uczniów?

Chciałbym, żeby jedno było jasne. Nie jestem zwolennikiem wyłącznie nauczenia zdalnego i cyfrowej edukacji, to nie jest rozwiązanie problemów szkoły. Jestem za to zwolennikiem uczenia zdalnego, jako formy ucieczki od obecnego modelu szkoły, która jest pod wieloma względami instytucją przemocową, kontrolującą i utwierdzającą nierówności społecznej.

Ale dla niektórych uczniów tradycyjna szkoła jest wybawieniem. Wychodząc do niej, odcinają się od przemocy w domu, często jedyny ciepły posiłek, który jedzą, to ten w szkole. Podczas nauki zdalnej tego nie mieli.

Szkoła dla uczniów z zaburzonych rodzin jest ucieczką, ale też jest miejscem, w którym utwierdzają się w przekonaniu, że są mniej zdolni i mniej inteligentni od tych dzieci, które mogą liczyć na wsparcie rodziców i które wywodzą się z lepiej uposażonych środowisk.

Uczniowie z mniej uprzywilejowanych rodzin w szkole czują się gorsi od innych, właśnie dlatego, że przychodzą z niższym poziomem kompetencji i dlatego, że dla nich nauka jest cięższa. Żyją w przekonaniu, że są gorsi od innych ludzi.

Szkoła mogłaby być dla nich furtką do innego życia.

Ale nie jest, bo wspiera różnice klasowe i społeczne. W szkole zakładamy, że wszyscy mają robić to samo, w tym samym czasie, na tym samym poziomie. Nie bierze się pod uwagę tego, jakie są możliwości uczniów w danym momencie ich życia.

Nie mamy wpływu na to, w jakiej rodzinie się rodzimy i z jakim kapitałem finansowym, społecznym, kulturowym. Chciałbym, aby szkoła finansowana przez państwo, była miejscem, w którym dzieci mogą się rozwijać i uczyć niezależnie od kapitału, jakim dysponują ich rodziny. Do tego jednak niezbędne jest uwolnienie szkoły na przykład od odgórnie narzuconej podstawy programowej czy tyranii egzaminów centralnych. Potrzeba do tego autentycznie wolnej szkoły, w której każdy rozwija się we własnym tempie i samodzielnie wyznaczonym kierunku.

Rodzice, którzy czują się na siłach, zabierają dzieci ze szkół i organizują im edukację domową. To jest rozwiązanie?

Dla mnie każde rozwiązanie, które uwalnia dzieci od obecnego przymusowego modelu szkolnego, w którym dzieci nie mają nic do powiedzenia i są traktowane przedmiotowo, jest dobrym rozwiązaniem. Oczywiście ubolewam nad tym, bo edukacja domowa nie jest żadnym rozwiązaniem długoterminowym, chociażby z perspektywy społecznej.

To, co mogłoby pomóc?

Finansowanie ze środków publicznych różnych modeli szkół (demokratycznych, Montessori czy waldorfskich), w tym szkół autorskich i mikroszkół tworzonych przez rodziców. Tak, żeby każde dziecko mogło sobie wybrać taki model szkoły, w którym chce się uczyć i w którym czuje się dobrze. I aby rodzice nie musieli za to dodatkowo płacić.

Chodzi mi o to, aby państwo nie utrzymywało ze środków publicznych jednego modelu szkoły, który jest przestarzały i szkodliwy pod każdym możliwym względem: ekonomicznym, społecznym, kulturowym.

Ale przecież jest sporo dzieci, które bardzo dobrze odnajdują się w modelu szkoły, który znany od lat.

To niech taka szkoła funkcjonuje dla tych dzieci, które lubią konkurować i czują się w tym dobrze. Byle tylko nie zmuszać wszystkich do nauki właśnie w takim modelu.

My od pokoleń jesteśmy przyzwyczajeni do pruskiego modelu szkoły, jest nam najbliższy. Tak się uczyli nasi rodzice, my się tak uczyliśmy, teraz chcemy, aby i nasze dzieci tak się uczyły.

To się pomału zmienia. Nie musi nastąpić kumulacja, aby coś się rozsypało i powstało nowe. Zmiany społeczne następują skokowo, na skutek rozmaitych wydarzeń, może nawet takich jak pandemia.

'Szkoła to instytucja ideologiczna, która ma w bardzo określony sposób kształtować człowieka i formować na potrzeby państw. Tak było, jest i będzie tak długo, jak zachowamy obecny model szkoły''Szkoła to instytucja ideologiczna, która ma w bardzo określony sposób kształtować człowieka i formować na potrzeby państw. Tak było, jest i będzie tak długo, jak zachowamy obecny model szkoły' Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta

W swojej najnowszej - według mnie rewolucyjnej książce - "Selekcje. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwa i świat" piszesz, że szkoły to więzienia, na które dzieci zostają obowiązkowo skazane, ze względu na swój wiek, że uczniowie traktowani są jak szczury, które uczą się pokonywać korytarze na czas. Piszesz też, że szkoła jest gorsze od więzienia, bo zmusza młodych ludzi do poświęcania jej całego czasu i energii, i że lekcje to selekcje. Kto ukończy je ze słabym wynikiem lub odmówi w nich udziału, w dużym stopniu wypada ze społecznej gry. Piszesz także o tym, że system edukacji w dużej mierze przyzwyczaja człowieka do siedzenia bez ruchu i słuchania w skupieniu i jest to bardziej humanitarna wersja klęczenia za karę. To się czyta jak horror.

Musimy podnosić poziom społecznej świadomości i to robimy. Powinniśmy mieć na uwadze, że naprawdę bardzo dużo zależy od nauczycieli, dyrektorów szkół i od rodziców. Zresztą jest coraz więcej szkół w Polsce, które rezygnują z dotychczasowego systemu oceniania, rezygnują z ocen cząstkowych, zamiast ocen nauczyciele wprowadzają informację zwrotną w postaci opisowej. Są szkoły, które zmniejszyły ilość sprawdzianów, albo nawet takie, które w ogóle je wyeliminowały. Dużo zależy od nas.

Nie będzie tak, że przyjdzie minister i rozwiąże wszystkie problemy?

Jedyne co by mogło teraz pomóc, to minister, który zapewnia autonomię, wsparcie i prowadzi dialog, rezygnuje z narzędzi przymusu, stawia się w pozycji współrzędnej. To by pewnie zmieniło klimat, jeśli chodzi i o dyrekcje szkół i o nauczycieli, może przełożyłoby się to na relacje z uczniami.

Jesteś też za tym, aby zlikwidować ministerstwo edukacji?

Zamiast tego mogłaby powstać instytucja, która jest poza zasięgiem tych, którzy są u władzy i która tworzy warunki, a nie narzuca, nie kontroluje i nie zmusza do robienia czegokolwiek. Można podpatrzeć Finów, jak oni poradzili sobie ze swoim systemem edukacji.

Dziś, w dobie, w której nauka zdalna stała się czymś, od czego być może wcale tak łatwo się nie uwolnimy - bardziej niż kiedykolwiek wcześniej - potrzebujemy zupełnie innego myślenia o edukacji. Musimy jednak wiedzieć, że, każda indywidualna decyzja, która jest podejmowana, każdy drobny czyn, to jest coś, co albo prowadzi do zmiany, albo utwierdza dotychczasowy stan rzeczy. Pamiętajmy o tym, nikt nas nie zbawi.

Mikołaj MarcelaMikołaj Marcela fot: materiały prasowe

Mikołaj Marcela jest autorem poradników „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku", „Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem", wydanego wraz z Anitą Janeczek-Romanowską „Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start" i z Zytą Czechowską „Jak nie zgubić dziecka w sieci?". W swojej najnowszej książce "Selekcje. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwa i świat" zaprzecza temu, że szkoła rozwija w dzieciach zaradność, niweluje nierówności społeczne i przyczynia się do postępu świata. Według autora książki jest dokładnie na odwrót. To szkoła prowadzi społeczną selekcję, już kilkulatków dzieląc na lepszych i słabszych. To ona czyni świat coraz gorszym miejscem do życia i to również przez nią najczęściej zapominamy, kim jesteśmy.

Więcej o: