Egzamin ósmoklasisty. "Zmagają się z aspiracjami swoimi i rodziców. Okoliczności się zmieniły, ale oczekiwania nie"

W tym roku szkolnym w szkole spędzili 38 dni. Większość czasu uczyli się zdalnie. Ale na egzaminach ósmoklasisty nie mają taryfy ulgowej. Liczyć się będzie każdy punkt. - Wszyscy mieli problemy, wielu uczniów sobie nie radziło, również psychicznie, nie wszyscy też otrzymali wsparcie - mówi polonistka przygotowująca dzieci do egzaminów.

Egzamin ósmoklasisty to egzamin centralny, pierwszy tak ważny test wiedzy w życiu uczniów. Od wyników testów zależeć będą ich dalsze losy. Punkty uzyskane na egzaminie mają wpływ na rekrutację do szkół ponadpodstawowych. Im więcej punktów, tym większe szanse na dostanie się do wymarzonej szkoły średniej.

"Nie ma taryfy ulgowej, że pandemia, że zdalna, że dzieciaki są wymęczone siedzeniem w domu"

Egzamin ósmoklasisty - dokładnie tak samo jak w latach poprzednich - w tym roku potrwa trzy dni. Uczniowie napiszą test z języka polskiego, matematyki i języka obcego. Ponad 90 proc. uczniów wybrało język angielski.

- Mam wrażenie, że ja bardziej stresuję się egzaminem syna niż on sam. Zrobiliśmy, co w naszej mocy. Młody od kilku miesięcy ma korepetycje z polskiego, matematyki i angielskiego. To, że prawie dwa lata uczy się zdalnie, rzutuje nie tylko na jego kondycję psychiczną, lecz także wiedzę. A egzaminy są bezwzględne. Nie ma taryfy ulgowej, że pandemia, że zdalna, że dzieciaki są wymęczone siedzeniem w domu. Liczą się punkty, w tym przypadku system się nie myli - mówi tata ósmoklasisty z miasta wojewódzkiego.

System oceniania tegorocznych testów egzaminacyjnych będzie taki sam jak w latach poprzednich.

- W systemie elektronicznym nie ma takiej możliwości, aby coś odpuścić. Zapewne będzie jak w poprzednich latach, będzie liczył się każdy punkt. W tym roku ze względu na pandemię uczniom trudniej było zdobyć dodatkowe punkty rekrutacyjne, choćby za działalność pozalekcyjną czy konkursy. Niektórzy mają poczucie, że coś im uciekło. W dodatku nie było klasycznych dni otwartych, na co niektórzy też narzekają - zauważa polonistka z wrocławskiej podstawówki. Według nauczycielki dzieci przed egzaminem są przerażone.

- Sporo uwagi musiałam poświęcić na wyjaśnienie im wszystkiego, co wiąże się z egzaminem. Uczniowskie wyobrażenia konsekwencji słabych wyników - na podstawie rozmów prywatnych, informacji z mediów - zawsze mnie przerażają. Tym bardziej teraz. Dotyczy to szczególnie uczniów ambitnych, z dobrymi wynikami. Zmagają się z aspiracjami swoimi i rodziców. Okoliczności się zmieniły, ale oczekiwania nie. Dla wielu uczniów niedostanie się do wybranego liceum będzie tragedią. Trudno im wytłumaczyć, że to nie koniec świata, że szkołę można zmienić. A w tej niewymarzonej też osiągnie się dobre wyniki, można się rozwijać, jeśli się pracuje - przekonuje polonistka.

- Moim uczniom powtarzam, aby napisali egzamin na swoim poziomie - dodaje. Odnoszę jednak wrażenie - w ubiegłym roku też je miałam - że łatwiej było to dzieciom uświadomić, gdy pracowało się z nimi w szkole, a nie zdalnie. W marcu w szkole przeprowadziliśmy dla chętnych egzamin próbny - przyszli wszyscy, uczniowie bardzo tego potrzebowali - zauważa nauczycielka.

'Nie ma taryfy ulgowej, że pandemia, że zdalna, że dzieciaki są wymęczone siedzeniem w domu. Liczą się punkty, w tym przypadku system się nie myli''Nie ma taryfy ulgowej, że pandemia, że zdalna, że dzieciaki są wymęczone siedzeniem w domu. Liczą się punkty, w tym przypadku system się nie myli' Fot. Robert Robaszewski / Agencja Gazeta

Liczyć się będą tylko punkty. A to zaburza system uczenia się

Mama tegorocznej ósmoklasistki mówi, że od kilku tygodni najczęściej spotyka córkę w kuchni, kiedy wchodzi po posiłki. Godzinami siedzi zamknięta w pokoju i się uczy. Chce dostać się do bardzo dobrego warszawskiego liceum, a tam nikogo nie interesuje pandemia. Testy zdane poniżej 96 punktów dyskwalifikują kandydatów. Dostaną się ci, którym testy pójdą znakomicie.

- Gdyby nie pandemia córka mogłaby zdobyć dodatkowe punkty za wolontariat. Ale nie miała takiej możliwości. Chciałam jej dać dodatkowe lekcje z polskiego, ale jak zaczęłam szukać dobrej polonistki, to okazało się, że wzięłam się za to za późno. Żadna z nauczycielek nie miała już wolnej godziny. Nie martwię się o jej matematykę i angielski, jest z tych przedmiotów rewelacyjna, jeśli coś pójdzie nie tak, to na polskim - martwi się mama uczennicy z Warszawy.

Wynik egzaminu wyrażany procentowo wpływa na przyjęcie ucznia/uczennicy do wybranej szkoły ponadpodstawowej. Za trzy egzaminy można dostać w sumie 100 punktów. Prace egzaminacyjne ósmoklasistów zostaną sprawdzone przez egzaminatorów, a wyniki przysłane do szkół przez okręgowe komisje egzaminacyjne.

Mikołaj Marcela, nauczyciel, pisarz, autor kilku książek o edukacji, w tym poradnika, który ukaże się na początku czerwca ("Jak nie zgubić dziecka w sieci? Rozwój, edukacja i bezpieczeństwo w cyfrowym świecie"),  mówi wprost, że końcowe egzaminy ósmoklasistów są niesprawiedliwe:

- Nie jest ważne to, że tegoroczny egzamin odbędzie się po wielu miesiącach zdalnej nauki. Liczyć się będą tylko punkty. A to zaburza system uczenia się. Tak długo, jak najpierw wyniki testu ósmoklasisty decydują o zakwalifikowaniu się do szkoły ponadpodstawowej, a potem wyniki matury decydują o zakwalifikowaniu się na studia, tak długo w szkołach uczniowie się nie uczą, a przygotowują się do egzaminów - uważa Marcela.

Z każdym kolejnym tygodniem nauki zdalnej było im coraz trudniej

W tym roku egzamin ósmoklasisty - podobnie jak w poprzednim - odbędzie się w reżimie sanitarnym. Wymagania egzaminacyjne zostały nieznacznie okrojone, a termin wyznaczono nieco później niż w ubiegłych latach. Uczniowie dzięki temu zyskali więcej czasu na przygotowanie się do egzaminów.

- Niektórzy się intensywnie uczyli, niektórzy pomału odpuszczali. Niektórym przestało zależeć. Dużo trudniej było uczniów przygotować, a im się nauczyć tego, co potrzebne. Dzieciaki nie są pewne swojej wiedzy i umiejętności. Dowód? Zaproponowałam sprawdzian z lektur. Odwykłam od widoku uczniów zakuwających na przerwie, a tu szok. Wszyscy coś powtarzają, przeglądają notatki, przepytują się nawzajem. Na lekcji zaczynam z nimi rozmawiać o lekturach. Poruszenie. Dobra uczennica wściekła, że nie piszemy, bo ona chciała sprawdzić, co umie. A ustnie to nie to samo - opowiada polonistka z wrocławskiej podstawówki, która zwraca też uwagę na to, że nie wszyscy uczniowie mieli w swoich domach warunki do nauki, borykali się z różnymi problemami:

- Uczniowie mi mówią, że z każdym kolejnym tygodniem nauki zdalnej było im coraz trudniej, że mieli dość, przyznają, że nie pracowali tak, jak od nich oczekiwano. Mieli swoje problemy. Po powrocie do szkół dałam im szansę wypisania się na ten temat. Wszyscy mieli problemy, wiele z uczniów nie radziło sobie, również psychicznie, nie wszyscy otrzymali potrzebne wsparcie. Mam nadzieję, że uwierzą w siebie i na egzaminie napiszą przynajmniej na swoim poziomie. Że nie przeszkodzi im w tym stres. A jak będzie? To już nie zależy ode mnie. Naturalnie trzymam za wszystkich kciuki i mimo wszystko spokojnie czekam na wyniki.

Mama tegorocznej ósmoklasistki doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wynik egzaminu jej córki zdecyduje o tym, do jakiej dostanie się szkoły.

- Uważam, że w obecnej sytuacji nie powinniśmy uzależniać przyszłości dzieci od jednego egzaminu. Tym bardziej że w tym roku różnice w edukacji są olbrzymie. Nie wszystkie szkoły poradziły sobie ze zdalnym nauczaniem, a te, które sobie radziły i tak musiały większość pracy przerzucić na uczniów i ewentualnie rodziców. My córce pomagaliśmy, odpytywaliśmy ją, koordynowaliśmy jej naukę. Chociażby na tej zasadzie, że, pomiędzy jedną pracą domową a drugą, zabierałam córkę na spacer, aby zaczerpnęła świeżego powietrza. Mam koleżanki, które nie miały na to czasu, mają dużo pracy, młodsze dzieci, chorych rodziców, nie ślęczały z dziećmi nad lekcjami. Nie wszyscy uczniowie w tym roku mają równe szanse. Maturę można poprawić, egzaminu ósmoklasisty nie - zauważa mama dziewczyny z Warszawy.

Mikołaj Marcela uważa, że - chociażby ze względu na sytuację w edukacji dwóch ostatnich pandemicznych lat - najlepiej byłoby w ogóle zlikwidować egzaminy centralne i pozostawić wybór formy rekrutacji szkołom ponadpodstawowym i uniwersytetom.

'Uczniowie mi mówią, że z każdym kolejnym tygodniem nauki zdalnej było im coraz trudniej, że mieli dość, przyznają, że nie pracowali tak, jak od nich oczekiwano. Mieli swoje problemy. Po powrocie do szkół dałam im szansę wypisania się na ten temat. Wszyscy mieli problemy, wiele z uczniów nie radziło sobie, również psychicznie''Uczniowie mi mówią, że z każdym kolejnym tygodniem nauki zdalnej było im coraz trudniej, że mieli dość, przyznają, że nie pracowali tak, jak od nich oczekiwano. Mieli swoje problemy. Po powrocie do szkół dałam im szansę wypisania się na ten temat. Wszyscy mieli problemy, wiele z uczniów nie radziło sobie, również psychicznie' Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

- Rekrutacja to złożony problem, który wiąże się z tym, jak obecnie zorganizowana jest edukacja w Polsce i jaki model szkoły funkcjonuje w jej ramach.

Zacięta rywalizacja o miejsca w najlepszych szkołach ponadpodstawowych nie wiąże się wyłącznie z chęcią otrzymania edukacji na jak najwyższym poziomie - bardzo często czynnikiem decydującym jest to, jak szkoła przygotowuje do matury i na jakie studia można się po niej dostać

By rozbroić cały ten mechanizm, konieczne byłoby rozmontowanie obecnego modelu szkoły, sztucznego podziału na przedmioty, niepotrzebnej podstawy programowej oraz edukacji bazującej na ocenach, sprawdzianach i testach, których celem jest motywowanie uczniów do takiego przerabiania materiału, by byli jak najlepiej przygotowani na egzaminy - mówi autor poradników o edukacji. I dodaje:

- Odwołanie testu ósmoklasisty w tym roku byłoby na pewno jakimś wyłomem w systemie, czymś, co podważyłoby naszą niezachwianą wiarę w sens tego typu egzaminów. Musielibyśmy znaleźć jednak nowe, inne rozwiązanie, choć obawiam się, że poszlibyśmy po linii najmniejszego oporu, czyli kryterium decydującym o przyjęciu do szkoły byłaby średnia. A to jak z deszczu pod rynnę - porównuje Marcela.

Ogólnopolskie wyniki egzaminu ósmoklasisty będą ogłoszone 2 lipca. Tego samego dnia swoje wyniki poznają też uczniowie. Przystąpienie do egzaminu ósmoklasisty jest warunkiem ukończenia szkoły podstawowej. Egzaminów nie można nie zdać, ale im lepszy osiągnie się wynik, tym większa pula punktów kandydatów.

O zakwalifikowaniu ucznia do wybranej szkoły średniej zadecydują przeliczone na punkty wyniki uzyskane z egzaminu klas ósmych, oceny ze świadectwa, dodatkowe osiągnięcia np. tytuł finalisty lub laureata konkursu przedmiotowego, osiągnięcia w ramach działalności społecznej (np. udokumentowana działalność ucznia jako wolontariusza). Dodatkowe punkty można zdobyć za świadectwo z wyróżnieniem.

Na stronach internetowych szkół średnich publikowane są informacje o tym, jakie były w ubiegłych latach progi punktowe do poszczególnych klas, tzn. ile punktów rekrutacyjnych miał uczeń, który z najgorszym wynikiem dostał się do szkoły. Dla przykładu: jeśli próg w ubiegłym roku wynosił np. 120, oznacza to tyle, że przyjęci kandydaci mieli 120 lub więcej punktów, a ci poniżej tego progu musieli szukać miejsca w innych klasach lub szkołach.