Uczniowie wypisują się z lekcji religii. Ks. Mądel: Przygotowanie nauczycieli pozostawia wiele do życzenia

Coraz więcej uczniów rezygnuje z katechezy. Powody ich decyzji komentuje ks. Krzysztof Mądel. "To już kolejna fala. Pierwszą wywołała 'deforma' minister Zalewskiej, która zlikwidowała gimnazja" - ocenia.

Raport religijności Polaków z 2019 zobrazował, że uczniów uczęszczających na religię z roku na rok jest coraz mniej. Na jednej z grup na Facebooku zrzeszającej młodzież szkolną z całej Polski opublikowaliśmy post skierowany do licealistów. Zapytaliśmy w nim, jakie były motywacje osób, które podjęły decyzję o rezygnacji z katechezy. Na nasze pytanie odpowiedziało koło 250 osób, podając różne argumenty. Wśród nich znalazły się między innymi: ubogi program nauczania, uwagi dotyczące ubioru, komentowanie bieżącej sytuacji politycznej przez katechetów lub próba przekazywania własnych poglądów uczniom. Powody rezygncji uczniów z religii omówiliśmy z polskim jezuitą księdzem Krzysztofem Mądelem.

Czy rola religii w szkole zmieniła się na przestrzeni lat? Co na nią wpłynęło?

Kolosalną zmianą, wciąż nieoswojoną, było wprowadzenie religii do szkół przez rząd Tadeusza Mazowieckiego przed 30 laty. Premier zlecił to ministrowi oświaty ad hoc, po prywatnej rozmowie z papieżem, minister Stelmachowski szybko wydał rozporządzenie, które 3 sierpnia 1990 weszło w życie i ledwie miesiąc później, 1 września katecheci zaczęli pracę w szkołach, najpierw bezpłatnie, z czasem odpłatnie.

Ta zmiana nie była konsultowana z episkopatem, nie było też żadnych konsultacji społecznych, czy choćby debaty w Sejmie, więc nikt nie był na nią przygotowany, ani szkoły, ani katecheci, którzy wcześniej pracowali przy parafiach, ani sama młodzież i rodzice.

Wprawdzie temat powrotu religii do szkół pojawił się w trakcie rozmów przy Okrągłym Stole, ale tak naprawdę, jak wiele rzeczy w Polsce, powrót katechezy do szkół był "wielką improwizacją" i poniekąd wciąż nią jest, bo przygotowanie nauczycieli religii pozostawia wiele do życzenia i wyraźnie odstaje od przygotowania innych nauczycieli.

Katecheci muszą się legitymować stopniem magistra z teologii, a merytoryczny nadzór nad nimi sprawuje wydział katechetyczny kurii biskupiej, nie minister oświaty czy kuratorium, co w praktyce oznacza, że dyrektor szkoły tylko w ograniczonym stopniu zarządza pracą swoich katechetów, nie ma bowiem możliwości bezpośredniej oceny ich pracy dydaktycznej.

A jaki był skutek dla dzieci i młodzieży wprowadzenia religii do szkół?

O ile przed tą zmianą w katechezie uczestniczyły wyłącznie te dzieci, które chciały w niej uczestniczyć, o tyle po wprowadzeniu religii do szkół nauczaniem tego przedmiotu objęci zostali niemal wszyscy uczniowie. Zabrakło więc katechetów, przy seminariach duchownych na szybko tworzono kolegia nauczycielskie, żeby katecheci stopniowo mogli uzupełnić swoje wykształcenie, dość często stawali się nimi z konieczności nauczyciele języka rosyjskiego, bo po 1989 roku już nikt nie chciał się go uczyć, a przekwalifikować się na teologa było im łatwiej niż na lektora języka angielskiego.

Przed tą zmianą dzieci uczyły się w salkach katechetycznych na terenie swojej parafii, i oni, i rodzice znali swoich katechetów. Zazwyczaj byli nimi księża pracujący w tej parafii. Po wprowadzeniu religii do szkół ten familiarny kontekst parafii zniknął, religia stała się jednym z przedmiotów, a katecheta stał się jednym z wielu nauczycieli, często osobą świecką, uzupełniającą dopiero swoje przygotowanie zawodowe, a jeśli księdzem czy siostrą zakonną, to już niekoniecznie z parafii ucznia, zatem osobą obcą.

Rodzice z dnia na dzień praktycznie stracili kontakt z katechetami swoich dzieci, bo kiedy szli do szkoły na wywiadówkę, to rozmawiali z wychowawcą klasy, a z katechetą tylko wtedy, gdy im na tym bardzo zależało i udało się go znaleźć.

Mówię o zmianach sprzed 30 lat, bo uważam, że one wciąż wpływają na stan obecny. Religia trafiła do szkół bez przygotowania, wciąż jest tą samą katolicką katechezą, którą kiedyś przekazywano w przykościelnych salkach, czyli wtajemniczeniem religijnym, a nie wykładem o religii, więc coraz bardziej wymagający i coraz bardziej zróżnicowani światopoglądowo uczniowie z niej rezygnują.

W jaki sposób powstają podręczniki do religii? Ich tematyka jest ujednolicona we wszystkich szkołach w kraju?

Pierwszym i długo jedynym kompletnym programem nauczania katechezy w szkole średniej i podstawowej, z podręcznikami dla ucznia i podręcznikami metodycznymi dla katechetów, był program stworzony przez jezuitów pod kierunkiem nieżyjącego już o. Jana Charytańskiego, powstawał tuż po Soborze Watykańskim II, w latach 70. zeszłego wieku i do dziś jest aktualizowany. Episkopat autoryzował ten program, później także inne, ale biskupi w swoich diecezjach nie musieli go stosować, jeśli ktoś z miejscowych księży opracował własny podręcznik. Nawet, gdy był skierowany tylko do jednej klasy, to z reguły biskup właśnie ten podręcznik polecał, czasem uznając inne za niewskazane.

Zalecenia programowe episkopatu są dość ogólne, ściśle związane z etapami wtajemniczenia chrześcijańskiego dziecka, które w określonym wieku przystępuje do kolejnych sakramentów, a przygotowuje się także do małżeństwa w życiu dorosłym. Ponadto uczniowie poznają Biblię i historię Kościoła, zatem nauczyciel teoretycznie mógłby każdą jednostkę lekcyjną zrealizować inaczej, w oparciu o własne źródła, ale w praktyce większość katechetów ogranicza się do tego, co proponuje podręcznik polecony przez biskupa. Ewentualnie ustala on z rodzicami jaki podręcznik wybierze i potem traktuje jego treść jak jazdę obowiązkową. 

Nie jest to dopasowane do doby internetu i ebooków . Episkopat powinien opracować zróżnicowany, wielowariantowy minimalny zakres programowy i zadbać o to, żeby uczeń i nauczyciel mieli łatwy dostęp do różnych źródeł, dostosowanych do zdolności i zainteresowań dziecka i możliwości technicznych.

Czy katecheta może poruszać na lekcji religii kwestie dotyczące ubioru, wyglądu, ról społecznych? Jeśli tak w jakim kontekście? Rozmawiałam z licealistką, której katechetka powiedziała, że "kobiety powinny nosić spódnice do kostek i skupić się na pracach domowych, gotowaniu". Mogła pozwolić sobie na takie uwagi?

Katecheci, jak sądzę, nie mają żadnego kursu savoir-vivre, więc jeśli z domu rodzinnego wynoszą karczemne maniery, to uczeń musi się z nimi konfrontować, wszak przywołane przez panią zachowania nie mają nic wspólnego z wykładem katechezy, a wiele z brakiem kultury osobistej tej katechetki. Katecheza jest specyficznym przedmiotem, bo dotyczy religii, a religia w każdym swym przejawie chce być nośnikiem wartości, pod tym względem jest bardziej ambitna niż sztuka czy literatura, chce sięgać po wartości ponadczasowe.

Jeśli jednak ten ambitny program zderzy się z ułomnymi realiami, rzeczonym brakiem kultury osobistej katechety, albo jego zacietrzewieniem politycznym, albo fanatyzmem religijnym, to konflikt gotowy i uczeń stoi tu na straconej pozycji, bo nie potrafi jeszcze odróżnić ułomności swego nauczyciela od programu nauczania.

Często rodzice też tego nie potrafią, to znaczy nie potrafią upomnieć katechety, gdy ten próbuje wtłoczyć dzieciom coś, co w ogóle nie jest przedmiotem katechezy, a jedynie jego własną idiosynkrazją, lękiem, uwikłaniem. Nadzór szkolny powinien w takich wypadkach natychmiast reagować, a jeśli tego zabraknie, rodzice natychmiast powinni poskarżyć się w kurii biskupiej, a gdy i to nie pomaga, zostaje ostatnia deska ratunku - media, gdy prasa opisze wybryki katechety, biskup natychmiast go upomni, a jeśli trzeba odwoła.

Czy kwestie polityczne mogą być poruszane na lekcji religii? W jakim kontekście?

Tylko w zakresie edukacyjnym, informacyjnym, nigdy jako agitacja polityczna. Katecheta zgodnie z programem powinien przybliżyć uczniom zasady katolickiej nauki społecznej, to część doktryny Kościoła mocno oparta na etyce Arystotelesa, św. Tomasza oraz encyklikach papieży, poczynając od "Rerum novarum" Leona XII 1891 roku, ale w takim wykładzie chodzi o zasady, dobro wspólne, personalizm, teorię sprawiedliwości, denontykę obywatelską i zawodową, i bioetykę, nie analizuje się tam jednak programu partii politycznych, co najwyżej wspomina o świętych zaangażowanych w sprawy społeczne, ale wspomina się o nich nie dlatego, że mieli jakieś poglądy polityczne, tylko dlatego, że żyli świątobliwie.

Czy wpajanie uczniom własnych poglądów politycznych jest naruszeniem?

Katecheta nigdy nie powinien niczego narzuć, ale jeśli uczniowie zapytają go o poglądy w określonej sprawie, może je ujawnić, przede wszystkim jednak powinien uzasadnić swoje stanowisko, bo sama opinia niczego nie uczy, ważna jest umiejętność uzasadnienia tej opinii i opinii przeciwnych, ukazania wartości, jakie za tymi uzasadnieniami stoją, a także różnych sposobów realizacji tych samych wartości w pluralistycznym społeczeństwie.

Partie polityczne z reguły proponują tylko jedno rozwiązanie, często robią to agresywne. Nauczyciel, który postąpi tak samo, zamykając oczy na horyzont wartości, jest bezużyteczny, wręcz groźny. Jeśli na przykład powie, że utożsamia się ze stanowiskiem jakiejś partii np. w sprawie aborcji, ale jednocześnie nie wyjaśni uczniom, że poglądy deklarowane przez polityków bywają fasadowe, a proponowane rozstrzygnięcia prawne mogą być realizowane (lub nie) na wiele różnych sposobów, o czym jasno mówi historia problemu, to nie nauczy niczego, uczniowie mają prawo mu nie ufać.

W ostatnim roku odnotowano wzrost uczniów rezygnujących z lekcji religii. Co, zdaniem księdza, mogło się do tego przyczynić?

To już kolejna fala. Pierwszą wywołała "deforma" minister Zalewskiej, która zlikwidowała gimnazja i przywróciła etapy kształcenia sprzed reformy Buzka z 1999 r., doprowadziło to do takiego zatłoczenia podstawówek, że dyrektorzy zaczęli prosić biskupów o zmniejszenie liczby godzin katechezy, bo dzieci nie mieściły się w szkołach. Prawie żaden z biskupów na to się nie zgodził, ale lekcje katechezy, w których uczestniczy coraz mniej uczniów, wypadały wtedy bardzo późno, więc tym chętniej kolejna grupa uczniów z nich rezygnowała.

Obecna fala rezygnacji ma jednak inną przyczynę, nie strukturalną, a ściśle ideową, wielu rodziców, a chyba część młodzieży czuje się osaczona przez nazbyt gorliwych katolików, chodzi o niespodziewane podważenie kompromisu aborcyjnego przez TK, hałaśliwą propagandę polityczną w TVP, notorycznie łączoną z symbolami religijnymi, ale także skandale pedofilskie i finansowe z udziałem duchownych. Wszystko to budzi silne emocjonalne reakcje, antagonizuje rodziny jak nigdy dotąd, a to z kolei przekłada się na codzienne wybory, także te szkolne.

Czy uczestnictwo w Strajku Kobiet może być egzekwowane przez księdza na religii?

Oczywiście, że nie. Pomijając wszystko, przesłanie Strajku Kobiet nie sprowadza się do aborcji czy wymiany elit politycznych, w Strajku uczestniczą przecież także osoby, które sprzeciwiają się aborcji, ale nie chcą, żeby prawo kwestionowało czyjąkolwiek podmiotowość. Nie godzą się również z tym, żeby umowa społeczna w arcyważnej kwestii bioetycznej była zmieniana ad hoc bez udziału społeczeństwa i to nie w Sejmie, ale wadliwym trybunale, którego orzeczenia w każdej chwili mogą być podważone przez wszystkie instancje państwa. Jeśli nauczyciel religii omawia z uczniami bieżące spory aksjologiczne, musi odsłonić wszystkie ich aspekty, w tym także ich historię. Nie może postępować jak niedojrzały polityk, który żongluje argumentami, nikogo nie słucha i często w ogóle nie rozumie problemu, który chce rozwiązać. Nauczyciel powinien uczyć analizy, wskazywać źródła oraz błędy niedbałych syntez.

Ksiądz Krzysztof Mądel jest polskim jezuitą, filozofem, teologiem moralistą, publicystą, grafikiem i malarzem. Obecnie sprawuje funckję kapelana w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. Duchowny jako dziecko sam padł ofiarą molestowania o czym opowiedział w wywiadzie udzielonym dla portalu gazeta.pl.

Zobacz wideo Jakie objawy w ciąży mogą niepokoić? Kiedy udać się do lekarza? "To newralgiczny moment"
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.