Pedagog: Analfabetyzm informacyjny rodziców wyklucza dzieci z edukacji zdalnej

- Kiedy uczniowie wrócą do nauki stacjonarnej, szkoły powinny zapewnić im zajęcia korekcyjno-wyrównawcze, po to, aby wyrównać poziom. Ministerstwo już powinno mieć pomysł na to, co zrobić, aby uczniowie po powrocie do szkół nabyli umiejętności i wiedzę, którą im uciekła podczas zdalnego nauczania - o tym, z jakich najczęściej powodów uczniowie są wykluczeni z edukacji zdalnej, mówi pedagog, dr Marta Majorczyk.

Joanna Biszewska: Zamożne rodziny stworzyły dzieciom zaplecze do nauki w domu. Dzieci z uboższych domów tracą podczas nauki zdalnej. Nie mają dobrego sprzętu i szybkiego internetu, który obsługuje wszystkie aplikacje. 

Pedagog, dr Marta Majorczyk: W idealnych warunkach rodzice przygotowali dla dzieci komputery, zadbali o to, aby sprzęt miał najnowsze oprogramowanie, aby w domu był szybki internet. Ich dzieci mają swoje pokoje, optymalne warunki do tego, aby uczyć się w domu. W dużych miastach dostawcy internetu zapewniają wysokiej jakości połączenia, w małych miejscowościach, zdarza się, że dopiero niedawno doprowadzono światłowód. W wielu domach prędkość internetu spada, kiedy kilka osób próbuje pracować online w tym samym czasie.  

Jakość połączenia online wyklucza uczniów z edukacji zdalnej.  

Z pomocą mogłyby przyjść szkoły, gminy, ministerstwo. Tak się nie dzieje. Ministerstwo edukacji, decydując się w październiku na ponowne przejście na nauczanie zdalne, powinno zagwarantować najbardziej potrzebującym uczniom bezpłatny internet, po to, aby wszyscy uczniowie mieli takie same szanse edukacyjne. 

Wiadomo ilu uczniów, jest dzisiaj wykluczonych z edukacji, tylko dlatego, że ich co chwila wyrzuca z lekcji, zrywa im się połączenie, nie mogą się zalogować?  

Po wiosennej nauce zdalnej, podczas wakacji, szkoły z pomocą pedagogów powinny zebrać takie dane. Oszacować, ilu uczniów ma kłopoty ze sprzętem i szybkim łączem. To powinno być zliczone i ustalone, którzy uczniowie potrzebują pomocy. Jeśli zależy nam na tym, aby nie stwarzać sytuacji wykluczenia, powinniśmy wyjść naprzeciw uczniom i im pomóc.  

Wykształceni rodzice siądą z dziećmi i wytłumaczą matematykę, biologię. Pomogą w językach. Jeśli są uważni i mają czas, wyposażą dzieci w wiedzę. Ale nie wszyscy rodzice są w stanie wesprzeć merytorycznie dziecko.  

Nie wykluczam, że wykształcenie rodzica ma wpływ na to, jak dziecko radzi sobie podczas edukacji zdalnej, ale poziom kultury pedagogicznej rodzica też ma znaczenie. Jeżeli rodzice chcą dla swoich dzieci lepiej, niż oni mieli, to zrobią wszystko, żeby faktycznie tak było.  

Jeśli rodzic - nieważne czy z tytułem profesora, wyższym czy z wykształceniem zawodowym - ma świadomość tego, że dużo zależy od niego, to podejdzie, sprawdzi, spróbuje wytłumaczyć. Wiadomo, że nie zrobi tego tak, jakby to zrobił nauczyciel, ale ma możliwości. W internecie nie tylko znajdzie strony internetowe z wyjaśnieniem tematu, filmy edukacyjne, porady od innych rodziców, jak sobie w takiej sytuacji poradzić. Nauczyciele mogą podsyłać dodatkowe materiały, linki, z których uczniowie będą zdobywać informacje. Telewizja publiczna też mogłaby zaproponować ciekawe programy edukacyjne.  

Były takie próby podczas wiosennej edukacji zdalnej.  

Nie o takich programach mówię. Program edukacyjny powinien być ciekawy, wykorzystujący zabawę, bardzo dobrze merytorycznie przygotowany, coś na stylu kultowych programów: "Przybysze z Metaplanety", "Pan Tik-Tak", "Domowe przedszkole", "5-10-15", "Teleranek".  

Uczniowie ze starszych klas szkół podstawowych, licealiści, zazwyczaj świetnie poruszają się w sieci, ci młodsi nie mają jeszcze wprawy. Podczas nauki zdalnej często potrzebują pomocy dorosłego. To oczywiste, że nie wszyscy rodzice znają się na oprogramowanych, aplikacjach, itd. Często nie ma ich nawet w domu, kiedy dzieci mają lekcje online, bo pracują.  

Analfabetyzm informacyjny rodziców, dziadków wyklucza dzieci z edukacji zdalnej. Dziadkowie bardzo często opiekują się wnukami, kiedy rodzice dzieci są w pracy, zdarza się, że tworzą rodzinę zastępczą dla dzieci odebranych rodzicom. W rodzinnych domach dziecka, w których jeden wychowawca ma pod opieką kilkoro dzieci, nie ma możliwości, aby każdemu dziecku z osobna stworzyć optymalne warunki do nauki zdalnej. Rodziny, które mają problemy z zapewnieniem nowoczesnych technologii dzieciom, powinny otrzymać dodatkowe, techniczne wsparcie.  

Kiedyś dzieci nie chodziły do szkoły, bo chorowały, starsi uczniowie bywali na wagarach, ostatnio najczęstszą przyczyną nieobecności uczniów na lekcjach jest brak połączenia z internetem.  

I wychowawcy, nauczyciele powinni reagować. Kontaktować się z uczniami, którzy nie logują się na lekcje, ustalać, dlaczego są nieobecni, czy to są problemy techniczne, czy może inne trudności, o których szkoła powinna wiedzieć. Jeśli uczeń ma problemy z logowaniem się, ze słabym łączem, kiepskim sprzętem, nauczyciele powinni pomóc. Przesłać uczniowi zadania z lekcji, ustalić co powinien przygotować.  

Nauczyciele tak robią. Dzwonią do rodziców, wysyłają mailami informacje o tym, co było na lekcjach, proszą o prace domowe. Tak można się uczyć przez chwilę, ale - kiedy taka sytuacja trwa tygodniami - to chyba trudno mówić, że jest to edukacja.  

Dlatego, kiedy uczniowie wrócą do nauki stacjonarnej, szkoły powinny zapewnić uczniom zajęcia wyrównawczo-korekcyjne, po to, aby wyrównać poziom, uzupełnić braki.

Szczególną uwagę trzeba skierować na uczniów, którzy przejdą z edukacji wczesnoszkolnej do czwartej klasy, w której pojawia się nauczanie przedmiotowe, oceny, więcej wymagań i oczekiwań, bo zwiększa się liczba nauczycieli, z którymi będą pracować uczniowie. Dodatkowe zajęcia powinni mieć też uczniowie pierwszych klas, po to, aby nie mieli problemów w drugiej klasie z czytaniem, pisaniem czy liczeniem. Takie zalecenia, o wyrównywaniu wiedzy wśród uczniów po miesiącach edukacji zdalnej powinny płynąć odgórnie: od dyrektora, z ministerstwa. Ten ostatni powinien mieć pomysł na to, co zrobić, aby uczniowie po powrocie do szkół nabyli umiejętności i wiedzę, która im uciekła podczas zdalnego nauczania.  

'W dużych miastach dostawcy internetu zapewniają wysokiej jakości połączenia, w małych miejscowościach, zdarza się, że dopiero niedawno doprowadzono światłowód. W wielu domach prędkość internetu spada, kiedy kilka osób próbuje pracować online w tym samym czasie''W dużych miastach dostawcy internetu zapewniają wysokiej jakości połączenia, w małych miejscowościach, zdarza się, że dopiero niedawno doprowadzono światłowód. W wielu domach prędkość internetu spada, kiedy kilka osób próbuje pracować online w tym samym czasie' fot: jb

Wszystko pewnie spadnie na barki nauczycieli. To oni będą prowadzić zajęcia wyrównawcze, to oni będą inwestować swój czas w dodatkową pracę z uczniami.  

W Polsce co kilka lat dochodzi do reformy systemu edukacji i wciąż, według mnie, kwestia liczby tygodniowych godzin pracy nauczyciela nie została właściwie uregulowana i opłacona. Czas pracy nauczyciela  powinien dzielić się na "czas przy tablicy" podczas lekcji (pensum dydaktyczne), na czas pracy pedagogicznej  z uczniem/uczniami wymagającymi indywidualnego podejścia oraz na przygotowanie się do lekcji, sprawdzanie prac uczniów (czas w pokoju nauczycielskim). Wszystko w ramach ośmiogodzinnego dnia pracy. Tak pracują nauczyciele w kilku krajach europejskich. Oczywiście za wypracowane nadgodziny należy się wynagrodzenie.

Jak pani podejrzewa, w jakiej kondycji uczniowie wrócą do szkół po feriach?  

Sytuacja, w której znajdują się dzieci od marca, wpływa na wszystkie aspekty ich rozwoju. To, że siedzą w domach, mają ograniczony kontakt z rówieśnikami, nie uprawiają sportów, ma wpływ na ich stan psychiczny i emocjonalny. Czują się osamotnieni, rodzice albo są zapracowani, albo tracą pracę. Frustracje dorosłych wpływają na dzieci, które boją się o rodziców, czasami wstydzą się tego, że rodzina ma kłopoty finansowe lub inne. W społeczeństwie jest nie tylko większy poziom frustracji, ale też zachowań agresywnych, dzieci częściej doświadczają przemocy domowej. Proszę pamiętać, że niektóre dzieci straciły w tym czasie bliskie sobie osoby, które umarły na Covid-19 lub inną chorobę, są odseparowane od rodziców, którzy pracują w służbie zdrowia. Stan, w jakim przyszło nam funkcjonować, ma wpływ na zdrowie psychiczne dorosłych, a dwa razy większy na dzieci.

Musimy reagować.  

Czasami wystarczy, kiedy nauczyciel porozmawia z uczniem, powie dobre słowa, czasami potrzebna będzie realna pomoc. Rolą nauczyciela jest nie tylko dydaktyka, czyli kształcenie i przekazywanie wiedzy, ale również kwestie wychowawcze, udzielanie pomocy pedagogicznej, zaopiekowanie się uczniem w trudnej sytuacji, zgłoszenie osobom, które zajmują się w szkole pomocą psychologiczną, że uczeń ma problemy. Też poinformowanie ucznia, gdzie może znaleźć fachową pomoc, z kim porozmawiać. To jest bardzo ważne.  

Ważne, żeby po powrocie dzieci do szkół nie pędzić od razu z materiałem. Nie to będzie najważniejsze.  

Pozwolić, aby pewne emocje uczniów wybrzmiały, miały ujście. Nie trzeba pędzić, można się na chwilę zatrzymać. Bardzo ważna będzie uważność, nie tylko dla nauczycieli, lecz dla nas wszystkich. Zamiast patrzeć "spod byka" na matkę, która jest sfrustrowana, wystarczy podejść do niej, porozmawiać z nią, zapytać "Sąsiadko, chcesz porozmawiać?". Nie oceniać, nie krytykować.  

Dr Marta Majorczyk: pedagog, neuropsycholog, doradca rodzinny z poradni psychologiczno-pedagogicznej przy uniwersytecie SWPS, wykładowca akademicki. Autorka kilkudziesięciu artykułów o tematyce edukacyjnej i rodzinnej. 

Więcej o: