500 plus dla nauczycieli. "Chętnie skorzystam, bo nie mam drukarki"

Nauczyciele dostaną bon na 500 zł na sprzęt do pracy zdalnej. Nauczycielka: "Ja bym prosiła nie upokarzać nas żadną jałmużną. Nauczyciele - tak jak i reszta pracujących ludzi w tym kraju - powinni przede wszystkim godnie zarabiać".

„Każdy nauczyciel będzie miał możliwość zrefinansowania 500 zł kosztów sprzętu elektronicznego niezbędnego do nauki zdalnej” - czytamy na stronie kancelarii premiera.

- Na wsparcie pracy zdalnej przez nauczycieli przeznaczamy dodatkowy bon na zakup akcesoriów komputerowych do pracy zdalnej - 500 złotych - mówił premier Mateusz Morawiecki, ogłaszając w środę nowe obostrzenia.

Pod uwagę będą brane wydatki poniesione przez nauczycieli od początku tego roku szkolnego. Nauczyciele mają składać wnioski u dyrektora szkoły, a ich rozpatrzeniem prawdopodobnie zajmie się organ prowadzący, czyli gmina lub powiat nadzorujący pracę szkoły.

Więcej: "Bon dla nauczycieli. Od kiedy? Gdzie złożyć wniosek? "Zwrot poniesionych nakładów finansowych nastąpi najdalej w grudniu"

"Te 500 zł prosimy zamienić na ulgi podatkowe"

„500 zł na kamerkę” - tak o bonie mówią i piszą od środy nauczyciele.

Kiedy na profilu Związku Nauczycielstwo Polskiego pojawiła się informacja o jednorazowym 500 plus dla nauczycieli, ludzie opublikowali tysiące komentarzy. Na co pójdą pieniądze? Na kamerki, drukarki, dodatkowe dyski, słuchawki.

"A ja chętnie skorzystam, bo nie mam drukarki" - czytamy.

Z dyskusji pedagogów dowiadujemy się też, że wielu z nich komputery i akcesoria do pracy zdalnej już ma. Z własnej kieszeni skompletowali sprzęt, zanim rozpoczął się rok szkolny:

"Doinwestowaliśmy domowy internet, gdyż obawialiśmy się spóźnionej reakcji rządu. Te 500 zł prosimy zamienić na ulgi podatkowe za kupno sprzętu, internet i prąd".

- czytamy na profilu ZNP.

"Ministerstwo edukacji zmarnowało siedem miesięcy. To przykre i frustrujące"

O sfinansowanie sprzętu do nauki zdalnej dla nauczycieli środowisko oświatowe apelowało od marca. Był to jeden z postulatów Związku Nauczycielstwa Polskiego i Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, skupiającej kilkadziesiąt tysięcy dyrektorów z całej Polski.

- Rząd dostrzegł problem, o którym mówimy od marca. Aby pracować zdalnie trzeba mieć sprzęt, a przecież nauczyciele nie mają służbowych laptopów, a często swoich prywatnych też nie. Tyle tylko, że ta kwota pokryje jedną piątą ceny laptopa!

To frustrujące, bo ten bon nie rozwiązuje problemu. Wiosną nauczyciele musieli stworzyć sobie miejsce pracy w domu i ponosili koszty z tym związane, a teraz sytuacja ma wyglądać podobnie. Widzimy, że ministerstwo edukacji zmarnowało siedem miesięcy. To przykre i frustrujące 

- mówi nam Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego.

"Nie mogę narzekać na to, że szkoła zostawiła nas samym sobie. Tak nie jest"

- Proszę przyjść do mojej szkoły i zobaczyć jakimi komputerami dysponuje placówka. To nie jest sprzęt, na którym można swobodnie i bez zakłóceń prowadzić zajęcia online - mówi nauczycielka z dużej warszawskiej podstawówki, która opowiada, jak w tym roku w jej szkole dyrekcja poradziła sobie z nauczaniem zdalnym:

- Nie mogę narzekać na to, że szkoła zostawiła nas samym sobie. Tak nie jest. W szkole mamy około 60 komputerów, każdy nauczyciel może z nich korzystać. Szkoła dokupiła do wszystkich komputerów kamery. Teraz w każdej sali lekcyjnej jest jeden komputer. Nauczyciel może wybrać sobie salę i prowadzić lekcje zdalne ze szkoły. W salach jesteśmy sami, jest cicho i bezpiecznie. W szkole mamy informatyka, który pracuje stacjonarnie, pomaga nam, kiedy potrzebujemy zainstalować jakiś program potrzebny do pracy. W tym roku mamy zatem alternatywę. Wiem, że to zasługa naszej dyrektorki - mówi nam polonistka z Warszawy.

"Rząd nie przygotował szkół na drugi lockdown i ponowne zamknięcie"

Rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego zauważa, że nie wszystkie szkoły są przygotowane na czas nauczania zdalnego. Często nie mają sprzętu dla nauczycieli i pomysłu na to, co zrobić, aby tym razem nauka zdalna poszła sprawniej niż w minionym roku szkolnym.

- Rząd nie przygotował szkół na drugi lockdown i ponowne zamknięcie. Nie ma jednolitej platformy edukacyjnej do komunikacji, sprzętu i dostępu do darmowego internetu. Wypożyczanie sprzęt nauczycielom należy do rzadkości, bo jeśli nawet szkoły miały kilka laptopów, to w pierwszej kolejności trafiły one do potrzebujących uczniów. Jeśli nauczyciele nie mają swojego komputera, mogą prowadzić zajęcia online ze szkolnej pracowni - mówi nam Kaszulanis.

Obok kłopotów z wybrakowanym sprzętem, szkoły od marca borykają się z ogromem innych problemów. To. m.in. niedostosowania podstaw programowych i nieujednolicenie platform do e-lekcji. Dzisiaj wygląda to tak, że ci nauczyciele i uczniowie, którzy mają lepszy sprzęt, mogą realizować lekcje online.

- Wiceminister edukacji mówił w czerwcu, że w wakacje będą szkolenia 30 tysięcy nauczycieli ze zdalnego nauczania. Nic nam o nich nie wiadomo. Na zapowiedziach się skończyło. Nie ma też jednolitej platformy edukacyjnej do kształcenia, która bardzo ułatwiłaby codzienny kontakty nauczycieli z uczniami i byłaby bezpieczna. Jedyną dobrą wiadomością jest fakt, że wzrosły kompetencje nauczycieli, którzy mają już doświadczenie w świecie online. Ale akurat w tym nie ma żadnej zasługi MEN - zauważa rzeczniczka ZNP.

"Politycy będą mogli głosić, że wspierają nauczycieli w trudzie pracy zdalne"

- Od marca uczę zdalnie z domu. Nikt mi nie zwróci za prąd, eksploatację laptopa, za internet. Ze szkoły możemy pożyczać tablety. Niektórzy moi koledzy się na nie skusili. Nie dało się na nich pracować. Małe, bez myszki, nie dawały rady z prezentacjami dla uczniów.

Co ja sobie kupię za bon o wartości 500 zł? Pewnie dodatkowy dysk, bo mi laptop już ledwo zipie, odkąd gromadzę na nim wszystkie materiały potrzebne do pracy z uczniami

- mówi nauczycielka, która uczy w klasach IV - VIII w stołecznej podstawówce.

Nauczyciel z krakowskiego liceum nie wie jeszcze, na co konkretnie przeznaczy środki, kiedy je otrzyma. Bardziej martwi go to, że szkoły w Polsce to tonące statki:

- W mojej opinii, 500 zł "na sprzęt" do nauczania zdalnego, to kolejna próba rozmycia odpowiedzialności za zapaść szkolnictwa. Taka kwota wystarczy co najwyżej na uzupełnienie prywatnego sprzętu, bez którego zdalne nauczanie nie mogłoby funkcjonować. Natomiast, jak wskazują działania rządu w wielu dziedzinach, politycy będą mogli głosić, że wspierają nauczycieli w trudzie pracy zdalnej - mówi pedagog i gorzko podsumowuje:

- Mamy zapaść edukacji, mamy kryzys zarządzania oświatą.

Wielu nauczycieli, którzy wypowiedzieli się na profilu ZNP, zgadza się z moim rozmówcą, że bon 500 zł nie uzdrowi szkół.

Jedna z nauczycielek napisała:

"Nauczyciel zawsze pracował i będzie pracował w domu - czy jest zdalne, czy nie. Specyfika pracy jest taka, że chyba już wszyscy mają komputery w domu i zapewne nie tylko komputery, bo i skanery, drukarki itp... Ja bym prosiła nie upokarzać nas żadną jałmużną. Nauczyciele - tak jak i reszta pracujących ludzi w tym kraju - powinni przede wszystkim godnie zarabiać. A dawanie dodatkowego 500+ dla jakiejś grupy zawodowej znów ma nastawiać jednych przeciw drugim".

'Nie mogę narzekać na to, że szkoła zostawiła nas samym sobie. Tak nie jest. W szkole mamy około 60 komputerów i każdy nauczyciel może z nich korzystać. Szkoła dokupiła do wszystkich komputerów kamery. Teraz w każdej sali lekcyjnej jest jeden komputer. Nauczyciel może wybrać sobie sale i prowadzić lekcje zdalne ze szkoły''Nie mogę narzekać na to, że szkoła zostawiła nas samym sobie. Tak nie jest. W szkole mamy około 60 komputerów i każdy nauczyciel może z nich korzystać. Szkoła dokupiła do wszystkich komputerów kamery. Teraz w każdej sali lekcyjnej jest jeden komputer. Nauczyciel może wybrać sobie sale i prowadzić lekcje zdalne ze szkoły' Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

"Bony niczego nie zmienią"

O braku polityki edukacyjnej mówi dr hab. Grzegorz Mazurkiewicz, prof. UJ z Instytutu Spraw Publicznych na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Według pedagoga w sytuacji załamanie systemu edukacyjnego wywołanego fatalnymi decyzjami ostatnich pięciu lat i koniecznością reagowania na COVID-19 trudno oczekiwać czegoś innego niż chaotycznych i w związku z tym nie najlepszych decyzji.

- Nie powiem, żeby nie dawać nauczycielom bonów, tylko one niczego nie zmienią. Pytanie, które w ostatnich tygodnia nam się nasuwa, jest takie, czy jeszcze jesteśmy w stanie uratować system edukacji? Myślę, że tak, ale trzeba się cofnąć kilka kroków, zastanowić i zacząć od początku. Dojrzały system edukacyjny wykorzystuje spójną myśl, uzgodnione wcześniej strategie i rozwiązania, odwołuje się do akceptowanych wartości. Czy z ludźmi u władzy coś takiego może się wydarzyć? Reset i współpraca wszystkich środowisk, raczej nie jest możliwa, ale chyba nie mamy prawa nie próbować - podsumowuje Mazurkiewicz.

Powinno cię również zainteresować: Nauka zdalna w lockdownie. Jest rozporządzenie. Świetlice będą otwarte