Zdalne lekcje za katar? "W nosie zakręciło albo zakaszle i wypad do domu"

Na początku września rodzice dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym z wielką ulgą, ale też z niepokojem wysłali dzieci do placówek. Jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego otrzymali od dyrekcji informacje o tym, że dzieci przeziębione, z kaszlem, katarem mają zostać w domach. Wydaje się to zupełnie racjonalne zalecenie podczas pandemii COVID-19. Okazuje się jednak, że bywa nadinterpretowane. Dzieci, które kichną są odsyłane do domów.

Lekcja zdalne za zwykły katar

Nasz artykuł "Ukrywają na lekcjach, że mają katar. Chodzą wydmuchać nos do łazienki" wzbudził wśród czytelników wielkie emocje. Z komentarzy użytkowników pod tekstem i z wiadomości e-mail, które dostała redakcja wynika, że problem pojawia się w naprawdę wielu szkołach. Uczniowie, którzy z taką radością i tęsknotą wrócili do placówek, muszą się pilnować. Nie mogą nawet kichnąć czy kaszlnąć.

Sam doświadczyłem tej sytuacji, gdy syn zakasłał i odchrząknął, po czym został zawleczony do dyrektora, sprawdzono mu temperaturę i mimo tego, że była w normie kazano mu wracać do domu

- opowiada jeden z ojców.

Moje dziecko przez ostatnie 4,5 roku ma wieczny katar od września do maja i czerwca. Pierwszy pojawił się, gdy miała 3 miesiące życia. Katar trwa nieprzerwanie 3 miesiące, zbiera jej się woda w uszach, ma okresowy niedosłuch, przerost migdałka , który udało się wreszcie wyciąć. Katar i kaszel towarzyszą przez 8-9 miesięcy w roku. Czy powinnam ją izolować od przedszkola przez ten czas?

- dopytuje ironicznie pewna mama i kontynuuje:

Jeżeli historia medyczna potwierdza, że dziecko ma taką skłonność i nikomu nie udało się ustalić przyczyny, a faktem jest, że nigdy nie przechodzi to w coś poważniejszego ani nie zaraża? Może ktoś zastanowiłby się nad sensem tej paniki. Może warto dać ludziom rzeczywisty dostęp do testów. Moje dziecko ma siedzieć w domu, a sanepid nakazuje pozostawić przedszkole otwarte, mimo że rodzice innego dziecka oboje są zarażeni, dziecko chodziło do przedszkola, ale nikt go nie testował

- podaje przykład poirytowana sytuacją kobieta.

A inna zwraca uwagę jeszcze na coś innego:

37,2 to gorączka? Przecież dzieci mają fizjologicznie wyższą temperaturę i mieści się ona w granicach 35,7-38 stopni. Wszystko powyżej to zdecydowanie gorączka.
Zobacz wideo Powrót do szkół. „Mam poczucie, że ostatnie miesiące zostały zmarnowane”

"Kompletna paranoja"

Przypomnijmy, że pediatrzy uważają, że 8-12 przeziębień w roku to dla kilkulatków norma. Ale nikt o tym nie pamięta, każdy katar jest potencjalnie groźny. Sytuacja w szkołach budzi więc niepokój. Nie jest w żaden sposób uregulowana. Dyrekcje placówek oświatowych dostały zezwolenie na wprowadzanie swoich zasad i indywidualne decydowanie o każdym przypadku. Co oczywiście ma sens, jednak pedagodzy obawiają się przejąć odpowiedzialność za zdrowie wszystkich na terenie szkoły:

Powstały liczne procedury, staramy się je wdrażać, ale nie wszystkie są możliwe do  wyegzekwowania w tak dużej zbiorowości. W razie kontroli jest się do czego przyczepić

- tłumaczyła w rozmowie z edziecko.pl Beata, nauczycielka z podwarszawskiej szkoły.

CAŁĄ ROZMOWĘ MOŻNA PRZECZYTAĆ TUTAJ: W szkole absurd goni absurd. Nauczycielka: Uczniowie izolowani podczas lekcji, w świetlicy spotykają się ze wszystkimi

I nauczyciele, i rodzice po prostu się boją:

Przerażające do czego doprowadzono. Do kompletnej paranoi. Niedługo zakaszleć nie będzie można, bo cię wygonią z pomieszczenia. Idziemy w bardzo złym kierunku, mam nadzieję, że się ludzie opamiętają.

- komentuje internauta.