"Ukrywają na lekcjach, że mają katar. Chodzą wydmuchać nos do łazienki"

Kichające i kaszlące dzieci są odsyłane z przedszkoli i szkół do domów. Do placówki mogą wrócić, ale bez kataru. Mama trojga dzieci: - Biorąc zwolnienie na każde kichnięcie i katarek dziecka, mogę pożegnać się z pracą. Pediatra: Wciąż w środowisku medycznym podtrzymywane jest stanowisko, iż sam katar to nie powód do siedzenia w domu.

"U mojego dziecka w szkole średniej, jak tylko ktoś kichnie czy smarknie, od razu wzywają rodzica po odbiór dziecka. A jak nadrobić potem zaległości? Szkoły zaczynają popadać w paranoje. Rozumiem, ma dziecko temperaturę, jest osłabione, ma zielony katar, mokry kaszel - siedzi w domu. Ale nie, zdrowe kichnie raz, bo w nosie zakręciło albo zakaszle i wypad do domu. Co będzie za tydzień, dwa? Całymi klasami nie będą chodzić, bo będzie zimno na polu? Wejdą do szkoły z zimna to każdemu z nosa poleci przy zmianie temperatur"

- to jeden z tysiąca komentarzy, które możemy czytać w serwisach społecznościowych pod postami na temat posyłania dzieci do szkoły z katarem. 

Można przyprowadzać tylko dzieci zdrowe

Na początku września rodzice dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym otrzymali od dyrektorów placówek informacje o tym, że dzieci przeziębione, z kaszlem, katarem mają zostać w domach.

„W sytuacji, gdy dziecko przejawia objawy infekcji górnych dróg oddechowych, konieczna jest jego izolacja. Jest to standardowa procedura ostrożnościowa związana z trwającym stanem epidemii” - czytaliśmy w mailach od dyrektorów szkół. W tym roku szkolnym w szkołach i przedszkolach panuje żelazna zasada: można przyprowadzać tylko dzieci zdrowe.

Za chwilę okaże się, że większość dzieci będzie klasę powtarzać przez katar

Rodzice boją się, że jak przyjdzie im brać zwolnienie na każdy katar u dziecka czy pokasływanie, to szybko stracą pracę. Pracująca mama trojga dzieci w wieku czterech, siedmiu i dziewięciu lat mówi nam:

- Jak tak dalej pójdzie i przy trójce dzieci w wieku szkolno-przedszkolnym będę musiała brać zwolnienia na każde ich kichnięcie i katarek, to mogę pożegnać się z pracą.

Inne mamy opowiadają, jak wygląda sytuacja w szkołach ich dzieci.

Mama drugoklasisty: - Już w pierwszym tygodniu września dostałam ze szkoły syna telefon, że mam go zabrać do domu, bo pociąga nosem i kilka razy kichnął. Dla świętego spokoju zostawiłam syna w domu na kilka dni. Nie dzwoniłam do przychodni, bo wiem, że miał po prostu katar, żadnych innych objawów. Nie chciałam zawracać lekarzom głowy i zabierać terminy dzieciom naprawdę potrzebującym porady.

Mama uczennicy piątej klasy: - Jestem przyzwyczajona do tego, że dzieci od września do kwietnia mają katar i pokasłują. Córka od połowy września tradycyjnie pociąga nosem. Dokładnie czyści nos przed wyjściem do szkoły. Boi się, że jak ktoś zauważy, że ma katar, to zostanie odesłana do domu. Mówi mi, że wszystkie dziewczyny z jej klasy wychodzą do łazienki, jak chcą wysmarkać się. Ukrywają się z katarem, bo nie chcą siedzieć w domu.

Już w pierwszym tygodniu września dostałam ze szkoły syna telefon, że mam go zabrać do domu, bo pociąga nosem i kilka razy kichnąłJuż w pierwszym tygodniu września dostałam ze szkoły syna telefon, że mam go zabrać do domu, bo pociąga nosem i kilka razy kichnął fot: shutterstock/Syd Production

Mama drugoklasistki: - Córka tylko pokasływała. Nie miała gorączki ani żadnych innych objawów. Dla bezpieczeństwa zostawiłam ją na trzy dni w domu. Wróciła do szkoły na dwa dni. Teraz ma katar. Znowu zostawiłam ją w domu, bo nie chcę, aby nauczyciele do mnie dzwonili, że córka ma katar i proszą o odbiór dziecka ze szkoły. Chodzi do szkoły w kratkę, a ja dzwonię do jej koleżanek i ich rodziców i wypytuję, co było na lekcjach, żeby nadrobić z córką zaległości. 

Mama licealistki: - Córka w tym roku rozpoczęła naukę w szkole średniej. W drugim tygodniu złapała przeziębienie, siedziała w domu. Nie znała jeszcze na tyle nowych koleżanek z klasy, aby do nich dzwonić i pytać się, co było na lekcjach. Kiedy wróciła do szkoły, okazało się, że połowy klasy nie ma na zajęciach. Siedzą z przeziębieniem w domach. A to dopiero wrzesień. Co będzie kiedy sezon grypowy rozpocznie się na dobre w październiku, listopadzie? - zastanawia się mama 14-latki ze stolicy i dodaje:

- Nie popadajmy w paranoję, bo za chwilę okaże się, że większość dzieci będzie klasę powtarzać z powodu kataru.

Przeziębieni uczniowie, którzy nie chodzą do szkół, nie mają formalnej możliwości zdalnej nauki. Nawet przebywanie ucznia na kwarantannie nie zagwarantuje, że w tym czasie będzie uczył się zdalnie. Nie ma ku temu podstaw prawnych, a szkoły nie mają pieniędzy i pracowników, aby każdemu „siedzącemu w domu” uczniowi zapewnić naukę zdalną. Nauka zdalna jest zarezerwowana dla dzieci przewlekle chorych i z orzeczeniem z poradni o potrzebie kształcenia indywidualnego, a nie dla dzieci przeziębionych. 

Kaszlą, bo nie chce im się siedzieć na lekcjach

Nauczycielka ze szkoły podstawowej z woj. dolnośląskiego opowiada nam, że pociąganie nosem i pokasływanie dla niektórych stało się sposobem na to, aby nie siedzieć w szkole.

- Zdarza się, że uczeń celowo kaszle, by go rodzic zabrał ze szkoły. To działa, bo nikt nie chce w szkole ryzykować. Idą do domów i są zadowoleni. Obserwuję też, że rodzice nie do końca wiedzą, jak mają postępować. Przedstawiają mi objawy przeziębienia dziecka w e-dzienniku i oczekuje mojej decyzji, czy mogą puścić dzieci do szkoły. A skąd ja mam to wiedzieć? Tylko zdrowe dziecko może wejść do szkoły, niech decyduje lekarz. Oczywiście dzięki teleporadzie. To przecież absurd - uważa pedagog. 

Inna nauczyciela ze szkoły średniej z przerażaniem myśli o tym, co będzie się działo, kiedy naprawdę przyjdzie nam się zmierzyć z sezonem przeziębień:

- Teraz pogoda nam sprzyja, ale gdy zacznie się na dobre sezon przeziębieniowo - grypowy i co chwila nieobecni będą uczniowie i nauczyciele z powodu zwolnień, to normalne systematyczna praca będzie nierealna, a przed nami i przed naszymi uczniami perspektywa egzaminu maturalnego. To na pewno nie będzie normalny rok.

Według relacji nauczycielki ze szkoły podstawowej z Warszawy są rodzice, którzy celowo nie zgłaszają przeziębionych dzieci do lekarza, bo boją się, że będą musiały zostać na domach.

- Wczoraj zmroziła mnie matka rozmawiająca na boisku z inną. Opowiadała, jak dzień wcześniej oddawała kaszlące dziecko do przedszkola. „Powinnam pójść do lekarza. Ale jeszcze mi znajdzie jakąś koronę”.

W sieci rodzice wymieniają się sposobami na to, jak ukryć przed nauczycielami, że dziecko ma katar. Jedna z mam radziła: "Psiknij dziecku przed wyjście do szkoły do nosa krople na udrożnienie, przejdzie kontrolę przy wejściu do szkoły bez problemu".

"W środowisku medycznym podtrzymywane jest stanowisko, iż sam katar to nie powód do siedzenia w domu"

Pediatrzy uważają, że 8-12 przeziębień w roku to dla kilkulatków norma. Rodzice dzieci do 14. roku życia mogą pozostawać na zasiłku opiekuńczym przez 60 dni w ciągu roku kalendarzowego. Jednak biorąc pod uwagę to, że dzieci w sezonie jesienno-zimowym, tj. mniej więcej do września do kwietnia, chorują dużo, trudno przez cały ten czas izolować je od rówieśników.

W czasach sprzed pandemii dzieci z delikatnymi objawami przeziębienia chodziły do przedszkoli i szkół. Takie sytuacje były często tolerowane. Kiedy kilka lat temu opublikowaliśmy tekst "Zbijają gorączkę, nie odbierają telefonu. Jak rodzice przemycają chore dzieci do przedszkola i czym to grozi?", rodzice w dyskusji w komentarzach pod artykułem podzielili się na dwa obozy. Jedni uważają, że ze względu na dobro innych dzieci przeziębione i zasmarkane dzieci nie powinny uczęszczać do placówek, inni to zwolennicy zimnego chowu i hartowania dzieci na wzór skandynawski. Uznają zasadę, że dzieci muszą na co dzień stykać z różnymi drobnoustrojami, inaczej nie nabiorą odporności.

Wielokrotnie na łamach naszego portalu pytaliśmy lekarzy pediatrów o to, czy posyłać dzieci z katarem do przedszkoli i szkół. Dr Bartosz Pawlikowski pediatra, a także specjalista w dziedzinie dermatologii i wenerologii w naszym tekście „Z katarem do przedszkola? Pediatra: Katar to nie powód do zatrzymania dziecka w domu” mówił, że katar to nie powód zatrzymania dziecka w domu. Tym bardziej że może być alergiczny. Dopóki nie wystąpią inne objawy infekcji, dziecko może uczęszczać do przedszkola czy szkoły. Jeśli do kataru dołączą się inne objawy, np: gorączka, bóle mięśni, apatia-wówczas należy zostawić dziecko w domu.

Wróciłam do dr. Pawlikowskiego z pytaniem, czy w czasach pandemii powinniśmy być wyczuleni na nawet najdrobniejsze objawy infekcji kataralnej. Według lekarza nie jest to konieczne.

- Wciąż w środowisku medycznym podtrzymywane jest stanowisko, iż sam katar to nie powód do siedzenia w domu. Dopiero wystąpienie innych, dodatkowych objawów powinno skłonić rodziców do obserwacji dziecka w warunkach domowych. Najprościej będzie, kiedy wymienię je w punktach. Na miejscu rodziców zastanowiłbym się nad tym, czy zaprowadzić dziecko do przedszkola, kiedy zaobserwują, że u dziecka występuje:

- Gorączka 37,2’C/38’C. To temperatura ciała, która bezwzględnie wskazuje na konieczność pozostawienia dziecka w domu.

- Wymioty i/lub biegunka. Jeśli wystąpią, należy zatrzymać dziecko w domu na około dobę po to, aby obserwować rozwój objawów. Jeśli jest to incydent, dziecko następnego dnia może pójść do przedszkola

- Wysypka. Rodzice znają swoje dziecko i wiedzą, czy wysypka może być objawem alergii, czy choroby zakaźnej. W przypadku przyczyny alergicznej odprowadzamy malucha do przedszkola.

- Senność, zmęczenie. Dzieci zwykle cichną przed rozwinięciem się w pełni objawów choroby lub w przypadku odzyskiwania sił po chorobie. Jeśli obserwujemy u dziecka takie objawy, to dobrze jest odczekać dzień lub dwa na całkowite wyzdrowienie.

- Ból głowy/ucha. Kiedy dziecko zgłasza ból w obrębie głowy, należy udać się do lekarza. Taka lokalizacja bólu dekoncentruje i może oznaczać początek zapalenia ucha lub zatok o ciężkim przebiegu. Pobyt w domu pozwoli uniknąć powikłań - radzi pediatra z Łodzi.

'Dzieci muszą na co dzień stykać z różnymi drobnoustrojami, inaczej nie nabiorą odporności''Dzieci muszą na co dzień stykać z różnymi drobnoustrojami, inaczej nie nabiorą odporności' fot: shutterstock/maxbelchenko

Zaświadczenia o alergiach są bez sensu

Rodzice dzieci, które mają charakterystyczne objawy dla kataru siennego objawiającego się kichaniem, wyciekaniem z nosa wodnistej wydzieliny, łzawieniem oczu, zasypują od początku września lekarzy prośbami o wydanie zaświadczenia, że dziecko jest alergikiem i nie zaraża. Medycy na swoich profilach społecznościowych przekonują, że takie zaświadczenie na mają sensu.

Aleksander Biesiada, lekarz rodzinny na Twitterze pisał: „Zaświadczenie wystawione rano - po południu może nie mieć żadnej wartości, bo uczeń po prostu złapie infekcję. Chcesz się dostać do lekarza z chorym dzieckiem? Nie zapychaj kolejki w celu uzyskania bzdurnego zaświadczenia! Rodzice - nie dajcie się! Dyrektorzy - opamiętajcie się”.

"Rodzice, dyrektorzy, pomyślcie... Co Wam dają te zaświadczenia? Gwarancję? Czego? Jaki to ma sens?" - pyta na Twitterze prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, krajowy konsultant do spraw medycyny rodzinnej.

Powinno cię również zainteresować:

Koronawirus u dzieci. Lekarze ostrzegają przed niespecyficznym objawem

Zasiłek opiekuńczy nie został przedłużony. Co dalej z opieką na dziecko?

Koronawirus u dzieci. Dwa najważniejsze objawy, które odróżniają COVID-19 od grypy