Nauczycielka ze szkoły podstawowej: Mamy pięć minut na to, aby coś wypić, zjeść

Nauczyciele pracują bez przerw, nie wypada im odmawiać dyżurów ani zastępstw. Biorą wychowawstwa, bo gdyby się nie godzili, klasy zostałyby bez opiekunów. Niektórzy pracują na dwa etaty, bo uczą w klasach, które przejęli od nauczycieli, którzy odeszli. Inni wędrują od szkoły do szkoły, aby wyrobić etat. Problemy w szkołach będą się tylko pogłębiać.

- We wrześniu spotkaliśmy się w składzie odchudzonym o pięć osób. Jedna z moich koleżanek zdecydowała się na wcześniejszą emeryturę. Dwie inne, jak tylko osiągnęły wiek emerytalny, przestały pracować. Kolejnych dwóch nauczycieli odeszło z naszej podstawówki uczyć do szkół średnicach. Doszły trzy nowe nauczycielki, ale brakuje matematyków. Ci matematycy, którzy zostali, od września pracują na półtora lub nawet dwa etaty. Wakat matematyka dyrektorka rozdysponowała na tych nauczycieli, którzy zostali w szkole. Uczą swoje klasy i dodatkowo dostali w spadku po kolegach po dwie, trzy nowe. Zaczynają pracę o 8.00 i pracują bez przerwy do 16.00 -  o sytuacji w dużej, warszawskiej szkole podstawowej opowiada nauczycielka języka polskiego.

Pięć tysięcy nauczycieli nie wróciło do pracy po wakacjach

Średnia wieku nauczycieli w roku szkolnym 2018/2019  - według "Głosu Nauczycielskiego" - to 44 lata. Średnia ta będzie z każdym rokiem większa. Zwłaszcza w szkołach branżowych i technikach, które posiłkują się emerytowanymi nauczycielami. Młodzi inżynierowie najczęściej wybierają inną pracę niż tę w szkole. Na pewno nie przyciągają do zawodu pensje.

Przed wrześniem więcej nauczycieli niż w latach poprzednich skorzystało ze świadczeń kompensacyjnych. To rodzaj świadczenia przedemerytalnego dla nauczycieli i wychowawców. Przysługuje tylko do osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego lub uzyskania prawa do wcześniejszej emerytury. W czerwcu 2019 roku świadczenie kompensacyjne pobierało 12 200 osób. W tym roku było ich 13 500. Jest to rekordowy wzrost wypłacanych świadczeń. Do tej pory rok do roku nauczycieli odchodzących wcześniej ze szkoły przybywało w tempie 2-3 proc. Na tegoroczny, dziesięcioprocentowy wzrost złożyło się kilka czynników, m.in. obawa przed zakażeniem. (za Dziennik Gazeta Prawna).

Związek Nauczycielstwa Polskiego od kilku tygodni informuje, że ok. pięciu tysięcy nauczycieli nie wróciło do pracy po wakacjach. Część przeszła na emeryturę, świadczenie kompensacyjne, urlop dla poratowania zdrowia.

Od ubiegłego roku rośnie liczba godzin ponadwymiarowych z powodu braku nowych nauczycieli chętnych do pracy. W ten sposób dyrektorzy radzą sobie z brakami kadrowymi. Ma to związek z niskimi zarobkami nauczycieli i dużą odpowiedzialnością, jaka się wiąże z pracą w szkoleOd ubiegłego roku rośnie liczba godzin ponadwymiarowych z powodu braku nowych nauczycieli chętnych do pracy. W ten sposób dyrektorzy radzą sobie z brakami kadrowymi. Ma to związek z niskimi zarobkami nauczycieli i dużą odpowiedzialnością, jaka się wiąże z pracą w szkole Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Wędrujący, objazdowi, latający

Luki w kadrach to nie jest tegoroczny problem. Powstał po wprowadzeniu reformy likwidującej gimnazja w 2017/2018 r. Wielu nauczycieli odeszło wówczas z zawodu, bo żeby zapewnić sobie etat musieliby pracować w kilku placówkach. Nie wszystkim to pasowało. Nadal wielu nauczycieli pracuje w kilku szkołach. W branży mówi się o nich „wędrujący”, „objazdowi”. W 2018 roku Najwyższa Izba Kontroli wyliczała, że nauczycieli wędrujących są ponad 54 tysiące.

Prezeska zarządu szkół społecznych ze stolicy tłumaczy, dlaczego tak wielu nauczycieli pracuje w kilku szkołach.

 - Po reformie edukacji, czasami jest niemożliwe, aby wygenerować dla nauczyciela cały etat w jednej szkole. Odkąd jest osiem klas podstawówki, a gimnazja zlikwidowano, nauczyciele np. fizyki, chemii muszą pracować w kilku miejscach. W dużych szkołach, w których jest więcej niż po dwie, trzy klasy w roczniku, to nie problem, ale w tych mniejszych placówkach już tak. W naszej szkole społecznej jest nieco ponad 250 uczniów, fizyki w VII i VIII kl. mamy po cztery godziny tygodniowo, w sumie to osiem godzin w tygodniu. To samo z chemią. Z tych przedmiotów mamy nauczycieli dochodzących. W ich przypadku największy problem mamy z tym, aby dostosować nasze plany lekcji do ich dyspozycyjności. A musimy to robić, bo nie ma nauczycieli przedmiotów ścisłych, którzy zgodzą się pracować na pół etatu tylko w jednej szkole.

Czasami, żeby zapewnić nauczycielowi etat, praktykujemy łączenie przedmiotów. Nauczycielowi biologii dokładamy przyrodę w czwartek i geografię -  w ten sposób w małych szkołach tworzy się etaty dla nauczycieli - mówi nam działaczka ze stowarzyszenia szkół.

Nauczycielka z 30-letnim stażem ze szkoły podstawowej z dużego miasta ma nadzieję, że "objazdowi” nauczyciele we wszystkich swoich szkołach pracują w warunkach reżimu sanitarnego.

- Wielu nauczycieli z mojej szkoły pracuje jeszcze w kilku innych placówkach. Boimy się, że coś stamtąd przyniosą. Nasza szkoła jest niewielka, mamy zaledwie 250 uczniów, a mamy nauczycieli, którzy pracują w szkołach, w których uczy się po 800 uczniów. Tam są tłumy. Zapewniają nas, że tam też wszyscy dbają o bezpieczeństwo.

Obok objazdowych są jeszcze nauczyciele "latający” - tak o sobie mówi polonistka ze stolicy:

- Dzieci wszystkie zajęcia mają w jednej klasie, tylko na informatykę idą do innego pomieszczenia. Podczas przerw nie wychodzą na korytarz, zostają w klasie, a z nimi dyżurujący nauczyciel. Na każdej przerwie dyżurujemy z dziećmi w klasach, mamy dosłownie pięć minut na to, aby coś zjeść, wypić herbatę, iść do swojej szafki po materiały potrzebne do lekcji w kolejnej klasie. To jak maraton, bez chwili odpoczynku. Dyżury na przerwach nie są płatne, można odmówić, ale raczej nikt tego w mojej szkole nie robi.

Największy kryzys zacznie się z sezonem grypowym

32-letni nauczyciel ze szkoły średniej tylko w jednym tygodniu miał 135 minut dyżuru podczas przerw między lekcjami. Według niego dostaje tak dużo dyżurów, bo jest młody i nie nie jest w grupie narażonej na ciężki przebieg COVID-19, stanowiącej tzw. grupę wysokiego ryzyka.

- Oprócz tego, że jestem nauczycielem, to mam też dom i dwoje malutkich dzieci poniżej czwartego roku życia. Zastępstwa są płatne, to jest w porządku, ale w tym roku nie ma opcji, aby odmówić. Już we wrześniu jest tych zastępstw dużo, a co będzie się działo za miesiąc, dwa, kiedy na dobre zacznie się sezon przeziębień? W mojej szkole nauczyciele 50+ w obawie o swoje zdrowie odmawiają angażowania się z dodatkowe zajęcia i dyżury podczas przerw. To my, młodzi musimy się tym zająć. Dyżury i inne obowiązki nie są płatne. W skali tygodnia moim rekordem jest 135 min dyżurów na przerwach – mówi nam nauczyciel, tata dwojga małych dzieci.

Nauczycielka ze szkoły podstawowej z miasta wojewódzkiego jest przekonana, że najcięższy czas dla nauczycieli zacznie się za kilka tygodni, kiedy co drugi nauczyciel będzie na zwolnieniu z katarem i przeziębieniem.

- To, co nam szczególnie przeszkadza w tym roku, to brak przerw. Spędzamy je z uczniami w salach. Trudno odciąć się i zresetować umysł. O obawach zakażenia nikt w szkole głośno nie mówi. Sama obawiam się rwanej pracy w tym roku szkolnym. Teraz pogoda nam sprzyja, ale gdy zacznie się sezon przeziębieniowo - grypowy i co chwila nieobecni będą uczniowie i nauczyciele z powodu zwolnień lub kwarantanny, to normalna, systematyczna praca będzie nierealna, a przed nami i przed naszymi uczniami perspektywa egzaminu maturalnego. To na pewno nie będzie normalny rok - uważa nauczycielka ze szkoły średniej.

2800 zł brutto. Pensja początkującego nauczyciela

- Od ubiegłego roku rośnie liczba godzin ponadwymiarowych z powodu braku nowych nauczycieli chętnych do pracy. W ten sposób dyrektorzy radzą sobie z brakami kadrowymi. Ma to związek z niskimi zarobkami nauczycieli i dużą odpowiedzialnością, jaka się wiąże z pracą w szkole - mówi nam Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP.

Płace pedagogów - po tegorocznych 6 proc. podwyżkach - zaczynają się od 2800 zł brutto. Tyle wynosi też płaca minimalna. Zarobki nie zachęcają więc do podjęcia pracy w szkole czy przedszkolu.

Według Kaszulanis nauczyciele coraz częściej rezygnują z zawodu i albo szukają zatrudnienia poza oświatą, albo przechodzą na emeryturę.

- Brak nowych nauczycieli i odejścia tych doświadczonych sprawiają, że na stronach kuratorów jest bardzo dużo ofert pracy dla nauczycieli. Wakatów byłoby jeszcze więcej, gdyby nie godziny ponadwymiarowe, które dyrektorzy przydzielają swoim pracownikom, by lekcje mogły się w szkołach odbywać.

- Pracuję w liceum w dużym mieście. Nasze szkoła powstała na bazie zlikwidowanego gimnazjum i być może dlatego nie ma wśród nas emerytów, ale duża grupa jest po pięćdziesiątce, na szczęście bez poważnych chorób współistniejących.

W tym roku szkolnym nie było od nas odejść ani na świadczenie kompensacyjne, ani na emeryturę i urlop zdrowotny z obawy przed COVID-19. W naszej szkole wirus nie jest największym problemem. W wyniku reformy edukacji rok temu przyjęliśmy 16 klas pierwszych, to młodzież z podwójnego rocznika. Od dwóch lat większość z nas pracuje na półtora etatu. Gdybyśmy nie brali dodatkowych godzin, to nie miałby kto w naszej szkole uczyć. Od kilku lat nie mieliśmy w szkole żadnego praktykanta. Przyczyną są oczywiście niskie, niekonkurencyjne zarobki - uważa pedagog.

Zarówno w przypadku godzin ponadwymiarowych, jak i godzin doraźnych zastępstw wynagrodzenie wypłaca się według stawki osobistego zaszeregowania nauczyciela, z uwzględnieniem dodatku za warunki pracy. 

Za wychowawstwo 300 zł miesięcznie brutto

- Pracuję w szkole od 10 lat. Co roku dyrektorka prosiła mnie, abym objęła wychowawstwem klasę. Nie chciałam. Za dodatkowe 300 zł miesięcznie musiałabym wyrzec się wolnego czasu. To nieustanne użeranie się z rodzicami, mnóstwo dodatkowych obowiązków, wolałam nie mieć 300 zł niż do późnych godzin wieczornych odpisywać rodzicom na maile. W tym roku sytuacja była już podbramkowa, wiedziałam, że nie mogę odmówić dyrektorce, bo klasa zostałaby bez wychowawczyni. Zgodziłam się tylko dlatego, że wiem, że dyrektorce zależy na dzieciach i też dlatego, że dostałam dobrą klasę i nie przewiduję większych problemów z dziećmi i ich rodzicami - mówi nam polonistka ze szkoły podstawowej.

Inna nauczycielka ze szkoły średniej zauważa:

- Pracy jest bardzo dużo, a jeśli przyjmiemy, że w klasie jest 30 uczniów, a dodatek za wychowawstwo to 300 zł brutto, to rachunek jest prosty 10 zł na miesiąc za ucznia. Brutto, oczywiście. Nie ma wielu chętnych. Naszej dyrekcji jakoś udało się znaleźć wychowawców do nowych klas pierwszych. Coraz częściej słychać narzekania wychowawców na pretensje rodziców o kwestie ideologiczne. W uproszczeniu: jednym za mało np. żołnierzy wyklętych, innym za mało edukacji seksualnej. To dodatkowy czynnik stresogenny. Parę lat temu te tematy nikogo nie interesowały.

Rzeczniczka ZNP przyznaje, że wychowawstwo jest odpowiedzialnym i trudnym zadaniem, które państwo wycenia bardzo nisko, płacąc nauczycielom za pełnienie tej funkcji jedynie 300 zł miesięcznie. Dlatego też nauczyciele - szczególnie ci młodzi - niechętnie podejmują się pełnienia tej funkcji.

Dodatek za wychowawstwo jest drugim najpopularniejszym dodatkowym składnikiem wynagrodzenia nauczycieli. Przyznawany jest nauczycielom w związku z pełnieniem funkcji wychowawcy klasy lub oddziału przedszkolnego.

47 godzin w tygodniu - tyle przeciętnie pracują nauczyciele

Praca nauczyciela to nie tylko prowadzenie lekcji, przygotowywanie lekcji, prowadzenie innych zajęć, sprawdzanie prac. Te stałe obowiązki - jak wynika z badania Instytutu Badań Edukacyjnych - zajmują nauczycielom ok. 35 godzin tygodniowo.

Dodatkowe, stałe obowiązki nauczycieli to opiniowanie programu, opracowywanie karty indywidualnych potrzeb uczniów, przygotowywanie planów działań wspierających, praca w zespołach przedmiotowych i zespołach wychowawczych, prowadzenie obserwacji i pomiarów pedagogicznych, rady pedagogiczne, spotkania z rodzicami, tworzenie planu lekcji, dyżury na przerwach, imprezach klasowych, przygotowywanie uczniów do olimpiad.

Z opublikowanego kilka lat temu raportu z badań “Czas pracy i warunki pracy w relacjach nauczycieli" Instytutu Badań Edukacyjnych wynika, że nauczyciel pracuje przeciętnie 46 godzin tygodniowo. Wraz z pozostałymi obowiązkami to prawie 47 godzin w tygodniu.

Wszyscy nauczyciele wypowiadający się w tekście prosili o zachowanie anonimowości.

Powinno cię również zainteresować:

Nauczycielka: Podejrzliwie obserwujemy kaszlących

Nauczyciele odchodzą ze szkół. Nie chcą "przyjmować na twarz żali i frustracji rodziców"

Od redakcji:

Ten rok szkolny jest trudny, zarówno dla nauczycieli, uczniów jak i rodziców. Tym bardziej cenimy listy od Naszych Czytelników. Zwracacie w nich uwagę na problemy w szkole, którymi warto się dzisiaj zająć i o których trzeba głośno mówić i pisać. Zachęcamy, przede wszystkim nauczycielki i nauczycieli, aby pisali do nas, odzywali się i pokazywali, z czym na co dzień boryka się dzisiaj polska szkoła. Bo oprócz pracy w warunkach reżimu sanitarnego jest jeszcze wiele innych palących tematów, o których warto pisać i rozmawiać. Po to, aby szkoła była przyjaznym miejscem i dla nauczycieli, i dla uczniów. Czekamy na Wasze listy pod adresem edziecko@agora.pl