Nauczyciel ze Szwecji: Pracujemy od połowy sierpnia. Mało kto wyraża niepokój

- Dla dziecka, dzień w szkole, to nie tylko zachowanie rutyny. Dla wielu uczniów to możliwość zjedzenia jedynego, ciepłego posiłku - Tomasz Góral, nauczyciel wychowania fizycznego, który pracuje i mieszka od 15 lat w Sztokholmie, opowiada o tym, jak funckjonują szwedzkie szkoły od marca.

Joanna Biszewska, serwis eDziecko.pl: W Szwecji też jest taka nerwowa atmosfera w związku z rozpoczęciem roku szkolnego?

Tomasz Góral, od dziewięciu lat nauczyciel wychowania fizycznego w szwedzkim liceum sportowym Solna Gymnasium w Sztokholmie: Z małymi wyjątkami, nic się od marca nie zmieniło. Pewne zarządzenia są wprowadzone, ale to nie są rzeczy, o których człowiek myśli, że ograniczają swobody życiowe czy możliwości prowadzenia normalnego życia.

Wirusolodzy przestrzegają przed modelem szwedzkim.

Szwecja też jest podzielona. Mamy zwolenników Andersa Tegnella, który jest głównym epidemiologiem i decyduje, jak Szwecja postępuje z pandemią, ale i jego przeciwników. Jest cała rzesza ludzi, którzy patrząc na to, co się dzieje w innych krajach i co czytają w mediach, uważają, że Szwecja jest totalnie szalona.

A pan jak myśli?

Pod koniec marca dostałem kilkanaście telefonów od znajomych z Polski. Pytali, co za eksperyment Szwecja robi na ludziach.

I co pan im odpowiadał?

Szwecja jest inaczej zorganizowana niż Polska. Szwedzi są na co dzień bardzo powściągliwi, nie ma takiej otwartości i bliskości jak u nas. Tutaj utrzymywanie dystansu społecznego to codzienność.

W Szwecji jest bardzo mało dużych miast.  Malmö, trzecie miasto co do wielkości Szwecji, jest odpowiednikiem naszego Torunia. Ludzie żyją w niewielkich miasteczkach, średnio po 60 - 70 tys. mieszkańców. Zagęszczenie ludności, sposób, w jaki Szwedzi żyją, sprzyja temu, aby nie panikować, tylko nauczyć się żyć z wirusem.

Wszyscy to musimy zrobić.

Na początku pandemii premier Szwecji Stefan Lofven wygłosił historyczne orędzie. Powiedział, że walka z epidemią będzie trwała miesiącami, jak nie latami. Na pewno umrą tysiące, ale musimy się solidarnie zgodzić na pewne rozwiązania, które będą dopasowane do tego, jak ludzie żyją w Szwecji. I tak jest do tej pory.

W szkołach w Szwecji nie ma obostrzeń, ale są przypomnienia. Żeby myć ręce, trzymać między sobą dystansW szkołach w Szwecji nie ma obostrzeń, ale są przypomnienia. Żeby myć ręce, trzymać między sobą dystans fot: Tomasz Góral

Czyli jak to wygląda dzisiaj w praktyce?

Wszędzie są plakaty, naklejki przypominające o tym, żeby myć ręce, trzymać dystans. Są osłony pleksi w sklepach. W restauracjach są wyizolowane bufety. Płyny do dezynfekcji rąk są na każdym kroku, ale nie ma obowiązku noszenia maseczek.

Szwedzi są zdyscyplinowani?

Bardzo. Dlatego tutaj nie ma odgórnych nakazów, co ludzie powinni robić. Mamy za to sporo rekomendacji. Jeżeli ktoś może i woli pracować w domu, pracuje w domu. Jeżeli ktoś nie musi używać komunikacji miejskiej, nie używa. Wzrosła sprzedaż rowerów. Samochodów też więcej jeździ. Kilka razy zdarzyło mi się jechać autobusem i był pusty albo prawie pusty.

A u pana w szkole. Jakie są nastroje wśród nauczycieli.

Mieliśmy socjalne rozpoczęcie roku szkolnego dla nauczycieli. W szkole, w której pracuję, jest zatrudnionych prawie 70 pedagogów. Spotkanie mieliśmy na świeżym powietrzu, nie w budynku. Normalnie się odbyło, wszyscy przyszli.

Szkoły w Szwecji ruszyły w połowie sierpnia.

Mamy za sobą już trzy tygodnie nauki. Szkoły podstawowe nigdy też nie były zamykane. Niektóre prywatne podstawówki, podjęły decyzję, żeby przejść na nauczanie online. W zeszłym roku szkolnym podstawówki były przygotowane do ewentualnego zamknięcia, ale to się nie wydarzyło. Głównie z tego względu, że dzieci do 12 roku życia nie mogą zostawać same w domu. Dziadkowie nie mogliby się nimi opiekować, z uwagi na to, że są w grupie ryzyka. Z dziećmi musieliby zostawać rodzice. A to spowodowałoby, że część personelu medycznego, ludzie pracujący w transporcie, policji itd. musieliby brać wolne. Efektywność walki z pandemią byłaby obniżona.

Poza tym, w Szwecji zawsze myśli się o socjalnych aspektach pewnych decyzji. Wiemy dobrze - tak samo w Polsce, jak i tutaj - że dla dziecka, dzień w szkole, to nie tylko zachowanie rutyny. Dla wielu uczniów to możliwość zjedzenia, jedynego, ciepłego posiłku. Też możliwość przebywania z ludźmi, do których może się odezwać, którym można zaufać. W domach dzieci mają różne warunki. Nie każdy dom jest pełen troski i ciepła.

Nie w każdym domu są też dla dzieci ciepłe posiłki.

W Szwecji podjęto decyzję o tym, aby szkół podstawowych nie zamykać, po to, aby wszystkim dzieciom dać gwarancje normalnego życia. Tym bardziej że obiady dla wszystkich dzieci w szkołach są za darmo i wszyscy je jedzą. Nawet szkoły, które były zamknięte i przeszły na system online, proponowały możliwość odbioru obiadu dla dziecka.

W Szwecji rok szkolny rozpoczął się w połowie sierpnia. Wśród uczniów nie ma obowiązku noszenia maseczekW Szwecji rok szkolny rozpoczął się w połowie sierpnia. Wśród uczniów nie ma obowiązku noszenia maseczek fot: Tomasz Góral

Pan pracuje w liceum sportowym, szkoły średnie w Szwecji przychodziły od marca na nauczanie zdalne. Trudno było przestawić się nauczycielom na system online?

My pracujemy online non stop, od lat wspieramy się rozwiązaniami typu Teams. Dla nas przejście na nauczanie zdalne nie było szokiem, wszystko działało. Nauczyciele mają służbowe komputery, iPady, dostęp do technologii. Wszyscy uczniowie mają szkolne laptopy z dostępem do pakietu Office oraz z innymi potrzebnymi programami.

Od połowy sierpnia wróciliśmy normalnie do pracy do szkolnych budynków. W poniedziałki, wtorki i czwartki do południa mamy treningi, połowa uczniów ze szkoły jest wówczas w hali, na boisku, w budynku szkolnym nie ma tłoku. W środy klasy maturalne mają nauczanie online i zostają w domu, a w piątki drugie klasy zostają w domu. Pierwsze klasy, z uwagi na to, że rozpoczęcie liceum nie jest łatwe, chodzą we wszystkie dni tygodnia do szkoły.

A są w Pana szkole obostrzenia?

Obostrzeń nie ma, ale są przypomnienia. Żeby myć ręce, trzymać między sobą dystans. Na stołówce jest tak jak zawsze, uczniowie chodzą na posiłki klasami. Jest płyn do dezynfekcji przy wejściu na stołówkę, rozłożenie jedzenia na bufecie jest inne. Zachowano większa przestrzeń, tak, aby uczniowie, którzy idą po jedzenie, nie tłoczyli się między sobą.

Pańscy koledzy i koleżanki z pokoju nauczycielskiego boją się tego, że pracując, narażają swoje zdrowie na ryzyko?

Mamy w szkole prawie 750 uczniów i blisko 70 nauczycieli. Część z nas zrobiła sobie już testy. Tylko jedna moja koleżanka ma pozytywny wynik na antyciała.

Nie ma paniki?

Raczej nikt nie wyraża większego niepokoju. Wszyscy wierzymy, że dopasowaliśmy się z rutynami. Kiedy nie prowadzę lekcji, treningu, przebywam w pokoju trenerów. Jest nas czternastu nauczycieli WF-u i trenerów.

Każdy ma swoje miejsce, nic też nie zmienialiśmy w pokoju. Widujemy się codziennie, wszyscy wierzymy, że robiąc to, co robimy, damy sobie radę. Może też mylnie, to się dopiero okaże, ale uważamy się za ludzi, którzy nie należą do grupy ryzyka. Wszyscy jesteśmy między 35 a 45 rokiem życia. Zdrowi, wysportowani, aktywni.

Tomasz GóralTomasz Góral fot: archiwum prywatne

Tomasz Góral od 15 lat mieszka w Szwecji. Jest pedagogiem, nauczycielem wychowania fizycznego i trenerem szermierki. Absolwent Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie Mieszka w Sztokholmie, od dziewięciu lat uczy w liceum sportowym Solna Gymnasium. Prywatnie tata trojga dzieci (Tymon 12, Emma 3, Mia 2) oraz mąż Kariny, fizjoterapeutki, także absolwentki AWF w Warszawie.

Powinno cię również zainteresować:

Dziecko zakaziło się koronawirusem w szkole? Rodzic może wystąpić o odszkodowanie

Powrót do szkół. Co grozi dziecku, które nie przestrzega wymogów sanitarnych?

Tata w kolejce przed szkołą: Syn płakał, a ja byłem bezradny

Więcej o: