Rodzic o wrześniu: Po co otwierać na chwilę szkoły, aby zaraz je zamykać?

Rodzice nie wyobrażają sobie sytuacji, że we wrześniu wróci nauka zdalna. - Pracodawcy wcześniej czy później zaczną "dziękować" rodzicom, którzy będą musieli zostać z dziećmi w domach - mówi mama z Warszawy. Nie tylko my boimy się tego, że szkoły mogą nadal funkcjonować w systemie online. Rodzice z innych zakątków Europy mają podobne obawy. - Nikt nic nie wie, trzeba czekać - mówi tata z Londynu.

"Serio nie można opracować jakichś procedur, żeby dzieci w ograniczonej liczbie i czasie mogły być w szkole? I żeby to było relatywnie bezpieczne" - zastanawia się jedna z mam komentujących post Związku Nauczycielstwa Polskiego na temat nauki od września i proponowanych systemowych rozwiązań.

Inna mama dopowiada:

Jeszcze trochę siedzenia w domu i będzie dramat. Przecież to znęcanie się psychiczne nad dziećmi i młodzieżą. Co z rozwojem społecznym? Szkoła pełni bardzo ważną funkcję w tym zakresie - dzieci dostają po tych trzech miesiącach depresji i apatii w domu zasypywani mailami.

Szkoły będą otwarte? Dowiemy się z końcem sierpnia

W czerwcu premier Mateusz Morawiecki przekonywał, że powrót do stacjonarnej nauki we wrześniu jest pewny. W lipcu zapewniał o tym minister edukacji Dariusz Piontkowski.

Z wypowiedzi rządzących wynika, że prowadzone są przygotowania do stacjonarnej pracy szkół i placówek oświatowych. Jednocześnie trwają jednak prace nad udoskonaleniem narzędzi online do nauki zdalnej po to, by nauczyciele i dyrektorzy mogli z nich korzystać w ramach uzupełnienia tradycyjnych metod pracy.

Według słów wiceministra zdrowia Waldemara Kraski z końca lipca decyzja o tym, czy szkoły ruszą we wrześniu, zapadnie dopiero w drugiej połowie sierpnia. Wszystko będzie zależało od sytuacji epidemicznej pod koniec wakacji. A ta nie wróży najlepiej. Na całym świecie widać reaktywację koronawirusa. W Polsce w miniony weekend (25-26 lipca) ministerstwo zdrowia informowało o 1027 nowych potwierdzonych przypadkach koronawirusa, w czwartek 30 lipca padł rekord - 615 nowych przypadków. Lekarze przypominają w mediach, że jesienią, w sytuacji, kiedy wszyscy wrócimy do biur i szkół, epidemia COVID-19 nałoży się na sezonową grypę.

Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS kilka dni temu informował, że MEN i GIS przygotowały wstępne wytyczne epidemiologiczne dla szkół. Dotyczą one organizacji pracy szkoły i zasad higieny w placówkach.

Szkoły mają m.in. wdrożyć procedury szybkiego powiadamiania rodziców o ewentualnej infekcji dziecka. Jeśli uczeń będzie miał objawy zakażenia, będzie automatycznie izolowany. Rodzic będzie musiał odebrać dzieci z placówki.

Koronawirus. Kiedy szkoły otworzą drzwi dla wszystkich uczniów? Koronawirus. Kiedy szkoły otworzą drzwi dla wszystkich uczniów?  fot. AKK photo/Shutterstock.com (zdjęcie ilustracyjne)

"Z matematyki nie miała żadnych lekcji zdalnych, tylko wysyłane zadania do zrobienia"

Na Facebooku powstała grupa zrzeszająca rodziców i nauczycieli Strajk Rodziców i Nauczycieli - Nie dla zdalnej szkoły!.

Grupa liczy już ponad 40 tys. osób, została założona w celu ochrony dzieci, którym zabrano możliwość normalnego rozwoju wśród rówieśników i społeczeństwa.

Jeżeli mimo naszych starań rząd w oficjalnym stanowisku oświadczy kontynuację nauki zdalnej, wyjdziemy we wrześniu w całej Polsce na ulice

- piszą założyciele grupy.

"Mój syn zdaje maturę w przyszłym roku. Nie wiem, jak to będzie wyglądało. Córka druga klasa liceum. Z matematyki nie miała żadnych lekcji zdalnych, tylko wysyłane zadania do zrobienia. Nie stać mnie na podwójne korepetycje z głównych przedmiotów dla obojga. Dla mnie to będzie dramat, kiedy okaże się, że dzieci zostają w domach" - napisała jedna z mam na profilu grupy Strajk Rodziców i Nauczycieli - Nie dla zdalnej szkoły!. To jeden z setek komentarzy od rodziców, które możemy tam przeczytać.

Wszyscy rodzice dzieci w wieku szkolnym, z którymi rozmawiałam, boją się powrotu zdalnej edukacji. Nie wyobrażają sobie, jak przyjdzie im funkcjonować i pracować zawodowo w sytuacji, kiedy dzieci nie będą uczęszczały do placówek.

"W przypadku szkoły zdalnej nie będę miała możliwości zostać z córką w domu"

Magdalena z Warszawy jest mamą siedmiolatki, która w tym roku szkolnym idzie do pierwszej klasy. Opowiedziała mi o swoich obawach:

- Historie o dzieciach ślęczących całymi wieczorami nad lekcjami, o rodzicach umęczonych wsparciem w ich odrabianiu mrożą mi krew w żyłach. Czy my, rodzice Marysi pracujący na pełen etat, zasypani codziennymi obowiązkami będziemy mieć jeszcze siły, aby odrabiać z nią kilka godzin dziennie lekcje? - zastanawia się mama dziewczynki i kontynuuje:

- I w kontekście tych obaw naprawdę nie wyobrażam sobie nauki zdalnej. Z nieprzygotowanym do niej systemem, z naszą pracą etatową i wreszcie - co najważniejsze - z Marysią, która ląduje w zupełnie nowej dla siebie sytuacji. Ciągle mam w głowie historie matek z okresu pandemii, które opowiadały o tym, że nauczyciele różnymi kanałami (np. messenger, WhatsApp, mail) zasypywali dzieci pracami, które dzieci musiały wykonywać samodzielnie i przesyłać nauczycielom do oceny, że nie stanowili wsparcia dla tych dzieci, bo sami byli megazagubieni. Podziwiam rodziców, którzy mieli siłę stawić temu czoła. Wiem, że w przypadku szkoły zdalnej nie będę miała możliwości zostać z Marysią w domu i ewentualnie wspierać ją w ogarnianiu nauki zdalnej. A przecież ona tego wsparcia, choćby technicznego, bez wątpienia będzie potrzebować – mówi mama Marysi.

"Cały drugi semestr uczyłam się z synem wszystkich przedmiotów"

Ewa, mama trzecioklasistki z woj. mazowieckiego boi się powrotu zdalnej edukacji we wrześniu, bo wie, że nie wszyscy pracodawcy zgodzą się na pracę zdalną swoich pracowników.

- Jeżeli szkoły się zamkną, bo będzie np. w placówce ognisko koronawirusa, to pracodawcy wcześniej czy później zaczną "dziękować" rodzicom, którzy będą musieli zostać z dziećmi w domach. Mam wrażenie, że w dużych, międzynarodowych firmach jest zrozumienie sytuacji, jednak w małych firmach panuje przekonanie, że jak nie ma cię w biurze, to znaczy, że nie pracujesz - mówi.

Nauka zdalna. Pod koniec sierpnia ministerstwo edukacji podejmie ostateczną decyzje na jakich zasadach ruszą u nas szkoły po wakacjachNauka zdalna. Pod koniec sierpnia ministerstwo edukacji podejmie ostateczną decyzje na jakich zasadach ruszą u nas szkoły po wakacjach Archiwum prywatne, jb

Mama jedenastoletniego Jana z województwa świętokrzyskiego uważa, że kontynuacja nauki zdalnej doprowadzi do zapaści edukacji w Polsce.

 - Od znajomych, którzy mają dzieci w prywatnych szkołach, wiem, że tam nauczyciele radzili sobie z prowadzeniem lekcji online. Moje dziecko chodzi do państwowej podstawówki w małej miejscowości. Nie miało prawie żadnych lekcji zdalnych, bo nauczycielce nie wiedzieli, jak się do tego zabrać. Nikt ich nie przeszkolił. Nawet jak zapowiadali, że lekcja będzie, to w ostatniej chwili odwoływali i pisali na Librusie, że nie udało im się zalogować. Cały drugi semestr uczyłam się z synem wszystkich przedmiotów, po kilka godzin dziennie, szkoła nie zrobiła prawie nic - mówi mama piątoklasisty i podsumowuje:

 - Nie wyobrażam sobie, że moje dziecko nadal będzie skazane na samodzielną naukę w domu z podręcznikami. Podejrzewam, że już ma zaległości, które mogą się tylko pogłębiać. Jaka przyszłość czeka nasze dzieci?

"Non stop - podobnie jak w Polsce - mówi się w brytyjskich mediach o drugiej fali koronawirusa"

W swojej niepewności i strachu przed tym, jak będzie wyglądał wrzesień w szkołach nie jesteśmy osamotnieni. Kiedy rozmawiam z rodzicami mieszkającymi poza Polską, oni też mówią o tym, że "nikt nic nie wiem, trzeba czekać".

- Dzisiaj w Londynie mówi się o tym, że wraz z początkiem września dzieci wracają do szkół, ale sytuacja jest rozwojowa i w sierpniu wszystko może wyglądać inaczej. Nikt w tej chwili nie odpowie nam na pytanie, czy dzieci będą musiały np. nosić maseczki w szkołach. Dostaję bezpośrednio ze szkół synów informacje o tym, co może nas czekać po wakacjach. Ostatni mail był o tym, że dzieci będą musiały zachować metr odstępu od siebie. Oznacza to, iż jeśli klasa liczy 30 uczniów, to będzie podzielona na dwie grupy, aby każdy mógł siedzieć w osobnej ławce. Pewnie zmienią godziny nauki. Jak na razie wiemy, że nic nie wiemy - mówi mieszkający od prawie 20 lat w Londynie dziennikarz polskiego magazynu "Cooltura" Dariusz Zeller, tata trzech synów: 18-latka i 12-letnich bliźniaków. Tata chłopców zwraca uwagę na to, że w tak dużym mieście jak Londyn, olbrzymim problemem będą dojazdy dzieci do szkół.

- W autobusach, ze względu na epidemię, są limity pasażerów. Nie wyobrażam sobie, jak to będzie wyglądało, kiedy rano wszystkie dzieci spotkają się na przystankach i nie wsiądą do autobusów, bo kierowca będzie miał już komplet. W Londynie rzadko dzieci mają szkołę blisko domu, z reguły trzeba dojeżdżać. A moje bliźniaki mają fatalny dojazd do szkoły - mówi nam dziennikarz, który uważa, że sytuacja rodziców w Anglii niewiele różni się od tej w Polsce:

- Non stop - podobnie jak w Polsce - mówi się w brytyjskich mediach o drugiej fali koronawirusa, trudno wyrokować, jak zachowa się brytyjski rząd. Rodzice mogą tylko domyślać się i mieć nadzieję, że będzie dobrze i dzieci rozpoczął tradycyjną naukę po wakacjach. Współczuję dyrekcji i nauczycielom. Ci ludzie mają równie wielką niepewność. Nikt chyba nie jest pewny, czy dzieci pójdą od września do szkoły - mówi Polak z Londynu.

We Francji  - podobnie jak u nas - ostateczny plan działania szkół jesienią ma być przedstawiony pod koniec sierpnia.

- Założenie jest takie, że dzieci wrócą do tradycyjnej szkoły, ale ministerstwo edukacji bierze pod uwagę inne możliwości nauki, w tym zdalnie. Na razie jest spokój. Byliśmy kilka dni temu w nowej szkole syna, dyrektor przygotowuje się na normalną naukę w budynku. Nie wiemy jednak, co wydarzy się we wrześniu. Wszyscy są elastyczni i myślę, że będą wdrażać zmiany na bieżąco. Trzeba czekać. Wiem, że uczelnie w Paryżu przygotowują się na większość zajęć w systemie online – mówi Anna, Polka mieszkająca w Paryżu od 15 lat, mam sześcioletniego chłopca.

Pod koniec lipca Wiceminister Zdrowia Janusz Cieszyński w rozmowie z TOK FM przyznał, że najprawdopodobniej ostateczną decyzję o tym, czy dana szkoła w Polsce zostanie otwarta, podejmie jej dyrektor, który będzie w kontakcie z inspektorem sanitarnym.

W razie potrzeby dyrektor szkoły - po zasięgnięciu ewentualnej opinii kuratora oświaty - zdecyduje o zamknięciu placówki i przejściu na naukę zdalną. Dr Franciszek Rakowski ze współpracującego z rządem Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z "Głosem Nauczycielskim" powiedział, że pracuje nad scenariuszem, który zakłada otwieranie i zamykanie szkół w zależności od liczby osób zakażonych/zarejestrowanych w danym powiecie miejskim.

 - Liczba graniczna osób zakażonych jest jeszcze do określenia. Ale może być zbliżona do 50 przypadków na 100 tys. mieszkańców w powiecie. Jeśli więc mamy w danym powiecie 200 tys. osób, a liczba zakażonych przekroczy 100 osób, to zamykamy szkoły na kilka tygodni - powiedział dr Rakowski. Dodał, że jeśli liczba spadnie poniżej np. 10 osób na 100 tys. mieszkańców, to wtedy uczniowie wrócą do placówek. (Więcej na ten temat czytaj w tekście: "Jak będzie wyglądał powrót do szkoły? Są wstępne zalecenia GIS. Nie będzie masek ani pojedynczych ławek")

I tak wszyscy nauczyciele wylądują na kwarantannie, bo jakiś uczeń będzie miał dodatni wynik testu. Jeśli komukolwiek w szkole wyjdzie dodatni test, cała szkoła zostanie zamknięta do odwołania

 - prognozuje jedna z mam w dyskusji na profilu Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Według wyliczeń Organizacji Narodów Zjednoczonych w pierwszej połowie roku na skutek zamknięć szkół w ponad 160 krajach na całym świecie spowodowanych pandemią koronawirusa w domach zostało 1,5 mld dzieci.

To sytuacja nie do utrzymania na dłuższą metę. Według UNESCO pandemia COVID-19 oznacza globalny kryzys i wyzwanie bez precedensu w odniesieniu do edukacji, nauki, kultury oraz komunikacji społecznej i informacji.

Eksperci na całym świecie od początku pandemii przypominają, że pozbawienie dzieci i młodzieży otoczenia edukacyjnego wpłynie na ich wyniki nauczania, kompetencje społeczne, pogłębi nierówności społeczne. Dzisiaj jest oczywiste, że należy robić wszystko, aby szkoły funkcjonowały w tradycyjnej formie.

Wspólny scenariusz dla wszystkich szkół na świecie jest taki, aby zajęcia w szkołach odbywały się z poszanowaniem zasad dystansu społecznego. Wśród krajów europejskich największe doświadczenie nauki w budynkach w reżimie sanitarnym ma Dania. Tam dzieci wróciły do szkół już w połowie kwietnia. O tym, jak wówczas zorganizowano tam naukę, opowiadała nam na łamach naszego portalu Anita Jonson, Polka mieszkająca w Kopenhadze od 15 lat, mama dwóch synów: pięcioletniego i półtorarocznego w rozmowie "Mama z Danii: Wszyscy wiemy, że to niemożliwe, aby dzieci w szkołach nie zbliżały się do siebie".

Jak plan maja Duńczycy na wrzesień? Wróciłam z tym pytaniem do mamy z Kopenhagi. Jak się okazuje, również w Danii dopuszcza się możliwość, że w przypadku ogniska koronawirusa w szkolnym budynku, dyrektorzy szkół będą mogli zamykać placówki i wprowadzać naukę zdalną.

- Mój syn rozpoczyna naukę w szkole podstawowej w tym roku. Już w czerwcu otrzymaliśmy informacje ze szkoły na temat tego, jak będzie wyglądał pierwszy dzień w szkole po wakacjach. Będą mobilne umywalki, zwiększona higiena, czyli podobne warunki, w których dzieci uczyły się od połowy kwietnia. W Danii wielokrotnie podawano do wiadomości publicznej informacje o znikomym zagrożeniu rozprzestrzeniania się wirusa wśród dzieci. Mimo to zostawiono furtkę szkołom. W przypadku powstania w placówce ogniska koronawirusa, dyrektor szkoły może nałożyć dodatkowe obostrzenia, z nauką zdalną włącznie - mówi nam mama dwóch chłopców wychowujących się w Kopenhadze.

Powinno cię również zainteresować:

Powrót do szkoły we wrześniu. Kto będzie decydował o ewentualnym przejściu na naukę zdalną?

Szkoły nie są gotowe na rozpoczęcie roku? Szef ZNP: Szykujemy się na wojnę

Nauczycielka: Nauka zdalna nie jest załamaniem edukacji. Uczniowie ruszą do przodu

Więcej o: