Leczenie zębów uczniów w szkole. Stomatolog: Ja bym swojego dziecka nie wysłała do szkolnego dentysty

Szkoły od września zapewniają uczniom dostęp od opieki stomatologicznej. Jak działa? Rodzic: Pierwsze dwie wizyty i plomby wypadły. Teraz wolę zapłacić i mieć spokój. Wkurza mnie, że skąpi się na dzieci.

Obowiązek objęcia uczniów opieką stomatologiczną nakłada na samorządy ustawa o opiece zdrowotnej nad uczniami, która weszła w życie w połowie września 2019 r. Zgodnie z jej zapisami w każdej szkole w Polsce powinien powstać gabinet stomatologiczny. Jeśli nie jest to możliwe, szkoła powinna podpisać porozumienie o objęciu opieką stomatologiczną uczniów z zewnętrznym gabinetem. Problem jednak polega na tym, że te gabinety muszą mieć kontrakt z NFZ.

W przypadku braku gabinetu dentystycznego w szkole lub innego stacjonarnego, który podpisałby ze szkołą umowę współpracy, do uczniów powinny przyjeżdżać dentobusy (mobilne gabinety znajdujące się w specjalnie dostosowanym środku transportu).

Leczenie zębów w dentobusie, Katowice, 2018Leczenie zębów w dentobusie, Katowice, 2018 Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

"Fundusz płaci za wypełnienie w ramach opieki szkolnej 60 zł. W gabinecie prywatnym trzeba zapłacić 120 zł"

Jak leczenie zębów uczniów w ramach ustawy wygląda w praktyce? Różnie z tym bywa. Nadal są szkoły, którym nie udało się nawiązać współpracy z żadnym z gabinetów stomatologicznych i mają problemy z realizacją postanowień ustawy.

Na szkolne gabinety stomatologiczne samorządy nie mają pieniędzy, a dentyści – ze względu na niską wycenę świadczeń oraz rozbudowaną biurokrację – nie garną się do podpisywania umów.

 Fundusz płaci za wypełnienie w ramach opieki szkolnej 60 zł. W gabinecie prywatnym za takie leczenie trzeba zapłacić 120 zł. Łatwo się domyśleć, że zęby uczniów leczy się najtańszymi materiałami i gabinetom się to zwyczajnie nie opłaca

- mówi nam stomatolog, która pracuje pod Warszawą w przychodni, która ma podpisaną umowę z jedną ze szkół. 

"Leczyć możemy tylko w obecności rodziców"

Wszystkie zabiegi w ramach szkolnej opieki stomatologicznej są bezpłatne. Aby dentysta mógł leczyć zęby dziecka potrzebna jest zgoda rodziców i ich obecność w gabinecie. A to jest problem.

Wychowawcy klas na zebraniach pytają rodziców, ilu z nich jest zainteresowanych leczeniem zębów dzieci w placówkach wskazanych przez szkołę. Nauczyciele muszą od opiekunów pobrać oświadczenia dotyczące leczenia.

Zgodnie z prawem rodzic musi się zgodzić na każdy zabieg wykonywany u niepełnoletniego dziecka. Nie ma możliwości, aby zęby dzieci leczyć w trakcie lekcji, bo po pierwsze nie miałby kto zaprowadzić uczniów do gabinetu, a po drugie nauczyciele mieliby problem ze zrealizowaniem podstawy programowej. Dlatego jeśli rodzice chcą leczyć zęby dzieci w ramach opieki szkolnej muszą sami zaprowadzić dziecko do wskazanego przez szkołę gabinetu.

 - Na pierwszą wizytę dziecko przychodzi z nauczycielem, ale bez obecności rodzica mogę zrobić tylko przegląd i opisać w jakim stanie są zęby, zaznaczyć, które wymagają leczenia. Indywidualne leczenie dzieci może odbywać się tylko przy rodzicach, opiekunach prawnych. Często jest tak, że uczniowie trafiają do nas tylko na przegląd, a potem rodzic nie może wziąć wolnego, nie ma czasu przyjść do gabinetu i na leczenie z dzieckiem już nie wraca. I mamy problem, bo placówki, które podpisały umowy, nie wywiązują się z leczenie, nie wykonują puli punktów przeznaczonych na medycynę szkolną – opisuje jak wygląda leczenie zębów uczniów w praktyce dentystka spod Warszawy.

Na naszym profilu społecznościowym zapytaliśmy rodziców o to, czy korzystają ze szkolnej opieki stomatologicznej. Ci, którzy wzięli udział w dyskusji, pisali, że nie. Bo albo szkole nie udało się nawiązać współpracy z żadnym z gabinetów, albo wolą leczyć zęby dzieci prywatnie.

Moje dziecko nie korzysta. Pierwsze dwie wizyty i plomby wypadły. Teraz wolę zapłacić i mieć spokój. Wkurza mnie tylko to, że fundusz skąpi na dzieci. Chociaż dzieciom powinny być zapewnione darmowe, lepsze plomby

"Szkoła córki ma umowę z jakąś placówką, ale z niej nie korzystamy. Chodzimy do innego dentysty. Na szczęście córka, lat prawie osiem, nie ma próchnicy, zęby zdrowe. Wizyty to przeglądy i lakowanie szóstek".

"Szkoła moich dzieci nie współpracuje z żadnym gabinetem, a i w naszej miejscowości stomatolog dziecięcy nie istnieje. Jeżdżę do innej miejscowości"  - czytamy wypowiedzi rodziców w dyskusji pod postem na temat opieki stomatologicznej w szkołach. 

Ortodontka z Lublina opowiedziała nam, dlaczego nie zgodziła się na leczenie zębów córki w gabinecie wyznaczonym przez szkołę:

 - Zęby córki leczymy w prywatnym gabinecie, bo wiem, że jakość usług na fundusz nie jest najlepsza. Poza tym bałabym się wysłać dziecko do gabinetu, którego nie znam, bez wiedzy, czy np. przestrzegają tam higieny, sterylizują narzędzia.

Jakie leczenie oferują gabinety, które współpracują ze szkołami?

Dokładnie takie samo, jakie gwarantuje fundusz zdrowia. Wykaz świadczeń ogólnostomatologicznych zawarty jest w rozporządzeniu ministra zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia stomatologicznego (Dz. U. z 2019 r. poz. 1199).

- Możemy leczyć zęby dzieci tylko tymi materiałami, które refunduje fundusz z podstawowego koszyka świadczeń. Są to niestety najgorsze materiały, np. wypełnienia amalgamatowe. W takiej sytuacji musimy ostrzec rodziców, mówimy, "możemy ząb wyleczyć, ale będzie czarna plomba". Żaden prywatny gabinet tego materiału od dawna już nie używa, nie ma gorszych materiałów niż amalgamat. Ja bym swojego dziecka na takie leczenie nie wysłała - mówi nam dentystka spod Warszawy, która poprosiła o zachowanie anonimowości.

Gabinet dentystyczny. Zdjęcie ilustracyjneGabinet dentystyczny. Zdjęcie ilustracyjne Fot. Agnieszka Wocal / Agencja Gazeta

Usługi w ramach świadczeń gwarantowanych mają określony standard. Jeśli chcemy, by lekarz założył dziecku lepszą plombę, wówczas musimy pokryć pełny koszt jej założenia.

Lekarz dentysta, sprawujący opiekę stomatologiczną nad uczniami jest zobowiązany do wykonania:

  • świadczeń ogólnostomatologicznych dla dzieci i młodzieży do ukończenia 18 roku życia,
  • profilaktycznych świadczeń stomatologicznych dla dzieci i młodzieży do ukończenia 19 roku życia.

Dentysta powinien współpracować z pielęgniarką środowiska nauczania i wychowania albo higienistką szkolną oraz dyrektorem szkoły w zakresie edukacji zdrowotnej i promocji zdrowia jamy ustnej oraz profilaktyki próchnicy zębów u uczniów.

- Nie chcę krytykować pomysłu rządu leczenia zębów w ramach opieki szkolnej. Dzięki temu więcej dzieci trafia do stomatologa na przegląd. Każda wizyta zaczyna się od badania lekarskiego stomatologicznego, które obejmuje również instruktaż higieny jamy ustnej - mówi nam dentystka.

Stan zębów polskich dzieci nie jest najlepszy

"U pięciolatka stwierdza się średnio około pięciu zębów z nieleczonymi ubytkami próchnicowymi, a odsetek dzieci w wieku pięciu lat bez próchnicy nie przekracza 20 procent" - alarmuje Ministerstwo Zdrowia.

Próchnicę ma też około 80 procent polskich 12-latków i 96 procent 18-latków. Przy takich statystykach nie dziwi więc, że Polska jest nie tylko jednym z państw o najwyższym występowaniu bezzębia w grupie 40+, lecz jest także w niechlubnej czołówce krajów o najwyższym wskaźniku próchnicy wśród dzieci w Europie.

Pomimo powszechności próchnicy, wciąż wiele osób na przeglądy chodzi nieregularnie, a na leczenie do dentysty zgłasza się zbyt późno. Węcej informacji w tekście: "Próchnica. Czym tak właściwie jest? Jak jej zapobiegać i co robić, kiedy już się pojawi?".

Powinno cię również zainteresować:

Więcej o:
Komentarze (133)
Leczenie zębów uczniów w szkole. Stomatolog: Ja bym swojego dziecka nie wysłała do szkolnego dentysty
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • bogucjusz

    Oceniono 39 razy 29

    Wyjumać katechetów, pieniądze przeznaczyć na dentystów i od razu poziom leczenia się podniesie.

  • Gość: dentystaniejestzly

    Oceniono 25 razy 23

    teraz rodzic musi byc obecny podczas leczenia u stomatologa, nie wolno leczyć podczas lekcji... Jak to możliwe, że zanim ktos wpadł na pomysł likwidacji gabinetów dentystycznych w szkolach, to chodziło sie regularnie na przeglądy cala klasą, a jesli ktos potrzebowali leczenia, to podczas lekcji pomoc dentystyczna przychodziła po niego do klasy i nieważne, czy byla wtedy matematyka, czy wf. Szło się do gabinetu. Bez obecności rodziców. I nie było mowy o tym, że nauczyciel nie zdążył z przerobieniem podstawy programowej - niejednokrotnie nauczyciel sam znajdował delikwenta i informował, że ma iść do gabinetu. Teraz, nie dosc, że rodzice na chodzenie do dentysty nie zawsze mają czas, terminy na NFZ pewnie kosmicznie odległe, a gabinety prywatne, choć oferują naprawdę świetną jakość, nie są dostępne dla ciągle jeszcze sporej grupy Polaków. Jak dochodzi do tego dosc powszechnie przeświadczenie, że nie warto leczyć mlecznych zębów, bo i tak wypadną, to nic dziwnego, że w buziach małych dzieci jest ruina....

  • dubitus

    Oceniono 25 razy 17

    A czemu nie napisaliście że wizyty u dentysty nie mającego kontraktu z NFZ to teraz średnio ok 70-80% tego co pacjent płaci na Zachodzie ,a zarobki nadal 2-3 krotnie mniejsze .Dentysta w Polsce chciałby zarabiać tyle co na Zachodzie i wcale go nie obchodzi że przeciętny pacjent nie ma na tak drogie leczenie pieniędzy .Przeanalizujcie Państwo status materialny polskich dentystów ,żyć nie umierać .

  • Gość: issa

    Oceniono 14 razy 14

    kiedy ja byłam dzieckiem to w szkolach byli dentysci obligatoryjnie. Na lekcje wchodziła pani higienistka, na całą klasę padał blady strach pt. "kto tym razem" a potem nieszczęśnik szedl do gabinetu z owa higienistką. Nie był potrzebny rodzic ani zgoda. Inna sprawa, że plomby były beznadziejne ale takie były wtedy wszystkie, takze gabinetach prywatnych.
    Kiedy do szkoły chodziły moje dzieciaki, lata 90-te, to też jeszcze dentyści byli w szkolach. "Opieka dentystyczna" zaczynala się od lakowania (zdrowych, oczywiście) zębów. W ten sposób moje dzieci nie miały potrzeby wstawiania plomb przez nastepne 20 lat. A potem też tylko małe i pojedyńcze ubytki gdzies tam....
    I bardziej chyba chodziłoby o to, żeby dzieciaki objąc profilaktyka a nie wstawianiem plomb i szukaniem dziur. Jesli zęby zostana odpowiednio zadbane to i dziur nie bedzie, pominawszy skrajnosci.

  • Gość: Jusek

    Oceniono 19 razy 13

    Są tacy, których nie stać a jak ktoś ma trójkę dzieci to może lecieć w grube tysiące. Dla niektórych dzieci szkolny dentysta to jedyna możliwość i lepiej taki niż żaden.

  • dymomierz

    Oceniono 14 razy 12

    tu nie chodzi aby wyleczyć ale aby leczyć.
    Jaki interes ma dentysta lecząc na NFZ i tracąc klientów?
    Przyjdzie Pani z dzieckiem prywatnie!

  • dublet

    Oceniono 14 razy 12

    Czyli wraca dziadostwo! Czekamy na braki leków i sprowadzanie wszystkiego do leczenia przez aptekę szwajcarską w Wawie, jak kiedyś...

  • my_kroolik

    Oceniono 26 razy 10

    Jeszcze pamiętam gabinety w szkołach z czasów komuny. Ci rzeźnicy zniszczyli mi tyle zębów, do ilu zdołali się dobrać, a cierpienia których tam doznałem, pamiętam po 40 latach. Kaczyński, to stary zgred, któremu czas się zatrzymał w czasach młodości. Jakby go zamrozili w czasach wczesnego Gierka i teraz odmrozili. Jak można pozwalać rządzić krajem dziadkom, których hasłem jest powrót do czasów ich młodości?!

  • spyderman2

    Oceniono 11 razy 9

    dlaczego tłuste pisowskie kocury i kolesie dudy nie leczą swoich dzieci w tym dziadostwie???

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX