Szkoły w Chinach. "Dzieci nie mogą mieć wolnego czasu, bo to nie jest edukacyjne"

Joanna Biszewska
- Osiemdziesięciu uczniów w klasie to norma. Dzieci dyscyplinuje się krzykiem i zastraszaniem. Nie motywuje się przez dobre słowo, tylko przez złe słowo. U nas jest kij i marchewka, w Chinach tylko i wyłącznie kij - o tym, jak funkcjonują szkoły podstawowe w Chinach, na co kładzie się nacisk i czego wymaga się od dzieci, opowiada Kamila Szuty, nauczycielka, która uczyła angielskiego w chińskiej szkole podstawowej.

Joanna Biszewska, serwis eDziecko.pl: W Chinach uczyłaś przez sześć lat języka angielskiego w państwowych szkołach podstawowych?

Kamila Szuty, nauczycielka, absolwentka chińskiego uniwersytetu w Shaanxi: Mieszkałam w Shaanxi, to prowincja w północno-środkowej części Chin. To jest tam, gdzie jest Terakotowa Armia.

Ilu uczniów miałaś zazwyczaj w klasie?

Sześćdziesięciu, zdarzało się, że nawet osiemdziesięciu.

Żartujesz?

Nie. Raz tylko miałam klasę z czterdziestoma uczniami, to był rarytas.

Ale na angielskim dzieci były dzielone na grupy?

Nie ma czegoś takiego jak dzielenie na grupy. Na lekcji pracowałam z całą klasą.

I wszędzie tak jest?

Wszędzie. Tylko szkoły prywatne, bardzo w Chinach prestiżowe, mają mniejsze klasy. Tam uczęszczają dzieci z wyższej klasy.

W szkołach nie ma też ogrzewania?

Działa tylko do południa. I nie jest to ogrzewanie, tylko klimatyzatory ustawione na ciepło.

Ile stopni jest zimą w klasach?

Czasami 12 stopni Celsjusza. Uczyłam w swetrze i w kurtce.

W Chinach dziecko to inwestycja.

Tak, i trzeba je wysłać do najlepszej szkoły.

A najlepsza szkoła to jest ta prywatna, czy to jest dobra państwowa?

Dla większości ludzi to dobra państwowa. Żeby się dostać do takiej szkoły, trzeba być zameldowanym w dzielnicy, w której mieści się szkoła. Chińczycy, których na to stać, zazwyczaj jeszcze przed zawarciem małżeństwa kupują mieszkanie w dzielnicy, w której są dobre szkoły.

Parlament Europejski krytykuje Polskę. Rezolucja przeciwko projektowi ustawy karzącej za edukację seksualną - zobacz wideo:

Zobacz wideo

W Chinach w szkołach na wszystko są procedury?

Tak. Jedną z takich procedur jest np. to, że wszystkie dziewczynki do szkoły średniej nie mogą mieć dłuższych włosów niż do ramion, a chłopcy muszą być ostrzyżeni na krótko. Wszystkie dzieci chodzą oczywiście w mundurkach.

Jak te mundurki wyglądają?

To zależy od szkoły. Każda szkoła ma swoje flagi, kolory. Zazwyczaj jest to bluzka i spodnie z ortalionu.

Ile czasu dzieci spędzają w szkole?

Dziecko, nawet to w pierwszych klasach podstawówki, kończy szkołę o 18:00. Lekcje zaczynają się zazwyczaj o 8.10, ale dzieci są w szkołach od 6.00 rano, bo chodzą na dodatkowe, poranne zajęcia. Chińczycy są przekonani, że dziecko, które nie chodzi na wszystkie dodatkowe zajęcia, nie jest dobrym dzieckiem.

Dzieci same chodzą do szkoły, czy są odprowadzane przez rodziców?

Rodzice ich podwożą i zostawiają pod bramą szkoły. Rodzic nie może wejść na teren szkoły.

Czyli rodzic nie chodzi po szkole, nie podgaduje nauczycieli, nie pyta się, "a co u mojego synka, co u córeczki?

Nie może.

Odstawia dziecko pod bramę szkoły i do widzenia.

Tak. Dziecko już samo wchodzi na teren szkoły, ma bardzo ciężki plecak, wszystkie podręczniki i zeszyty nosi ze sobą codziennie.

Nie ma szafek w szkołach?

Nie ma miejsca w szkołach na szafki.

Dzieci od 6.00 rano do 18.00 cały czas uczą się, czy mają dłuższą przerwę?

Po obiedzie, od południa do godz. 14.00 mają przerwę na spanie. Wtedy dzieci kładą głowy na ławkach i śpią.

Mają poduszki?

Mogą mieć. Chińczycy mają takie specjalne poduszki, do których wkłada się do środka ręce, opiera się na nich głowę i jest miękko. Jak są wąskie ławki, to jedno dziecko kładzie się na ławce, a drugie na złączonych dwóch krzesełkach.

W szkołach podstawowych w Chinach od południ do godz. 14.00 wszystkie dzieci muszą spaćW szkołach podstawowych w Chinach od południ do godz. 14.00 wszystkie dzieci muszą spać fot: shutterstock/Brandon Fike

I jak to wygląda? Pani o 12.00 mówi "teraz idziemy spać" i wszystkie dzieci zasypiają na ławkach na komendę?

Tak. I jest kompletna cisza w klasie.

A co wcześniej jedzą na obiad?

Ryż, makaron, typowo chińskie jedzenie. W szkołach nie ma żadnych sklepików, rodzice nie dają dzieciom do szkoły śniadaniówek. Wszyscy uczniowie jedzą to samo na stołówce.

Wszystkie dzieci jedzą to samoWszystkie dzieci jedzą to samo fot: shutterstock/humphery

Ok. 14.00 dzieci się budzą i co się dzieje? Jaki mają grafik?

Pierwsze zajęcia po przebudzeniu zaczynają się ćwiczeniami na oczy. Nauczyciel mówi "jeden, dwa trzy", dzieci zamykają oczy i masują powieki. To jest cała procedura ćwiczeń dla oczu, żeby dzieciom lepiej się czytało.

Zajęcia obowiązkowe trwają do godz.16:30, czasami do 17:10, później dzieci idą na świetlicę. To nie oznacza, że - tak jak u nas - na świetlicę idą się bawić. W Chinach jest takie założenie, że dzieci nie mogą mieć wolnego czasu, bo to nie jest edukacyjne. Na świetlicy dzieci nadal się uczą. Przychodzi do nich pani i pomaga odrabiać prace domowe.

Jedna Pani na osiemdziesięciu uczniów?

Tak.

Jak pracować w tak dużej grupie?

W Chinach jest taki model, że wszystko się po kilka razy powtarza. Tam nie ma pytań otwartych.

Co to znaczy?

Nie ma miejsca na kreatywność, odpowiedź zawsze ma być książkowa. Ucząc angielskiego, zadawałam pytanie "what is this?" i dzieci nie mogły odpowiadać, co chcą. Pokazywałam obrazek i wszystkie chórem musiały powiedzieć to samo, np. "this is a ball".

Po 18.00 rodzice odbierają wreszcie dzieci do domu.

I nadal nie mogą wejść na teren szkół. Czekają na dzieci pod bramą. Muszą być o konkretnej godzinie, bo nauczycielka odprowadza całą klasę pod bramę, w tym czasie rodzic musi przejąć dziecko.

A jak się spóźni?

Nie ma takiej opcji.

Co robią dzieci w domu po szkole?

Odrabiają prace domowe, mają ich bardzo dużo. Do 22.00-23.00 siedzą nad książkami. Spać idą o północy.

Co mają dzieci zadawane do domu. Czego muszą się uczyć?

Dużo na pamięć. Z chińskiego uczą się opowiadań na pamięć. Z matematyki robią zadania, podobnie jak u nas.

A po szkole mają jeszcze zajęcia dodatkowe, pozaszkolne?

Często tak. W Chinach hitem są zajęcia z obcokrajowcami i dzieciaki z lepszych rodzin są na takie zajęcia z angielskiego po szkole wożone.

Ale weekendy przeznaczają już na zabawę i dla rodziny?

Sobota i niedziela to nie jest czas dla rodziny, tylko czas na zajęcia dodatkowe. W weekendy dzieci się nadal uczą. Od małego mają wpajanie, że muszą mieć najlepsze oceny. Dobre oceny w szkole podstawowej to przepustka do szkoły średniej.

A jak wygląda system kształcenia w Chinach?

Sześć lat podstawówki, potem gimnazjum, trzyletnie liceum, matura w wieku 18 lat. Od tego, jak zdadzą maturę, zależy, na jakie pójdą studia. Szczytem marzeń rodziców jest to, aby dziecko wyjechało na studia do Europy.

Lubią polskie uniwersytety?

Bardzo. W Chinach wysoko są cenione Uniwersytet Warszawski i Jagielloński.

Porozmawiajmy teraz o systemie oceniania i o rywalizacji między uczniami. Czuje się napięcie?

Jakość pracy nauczyciela jest oceniana na podstawie wyników uczniów. Dobry nauczyciel to ten, którego uczniowie mają najwyższe noty z testów, sprawdzianów. Nauczyciele bardzo dużo wymagają.

A jak czują się z tym dzieci?

Od pierwszej klasy, w oczach rodzica i nauczyciela wynik testu na mniej niż 95 proc. to nie jest dobra ocena. Jak dziecko nie ma ze sprawdzianu 100 proc., to rodzic od razu zapyta: "gdzie zgubiłeś pięć punktów?". Wszystko musi być jak najlepiej. Od pierwszej klasy jest ogromne ciśnienie rodziców i nauczycieli na wyniki testów.

Co to za testy?

Dzieci wszystkiego uczą się na pamięć, stąd mają bardzo dobrą pamięć. Ćwiczą ją od najmłodszych lat. W ogóle Chińczycy są bardzo dobrzy w zdawaniu testów, doskonale opanowują techniki rozwiązywania testów np. z angielskiego. Tyle tylko, że potem umieją angielski w połowie. Doskonale rozwiązują testy, ale już niekoniecznie potrafią posługiwać się angielskim w praktyce.

Zabrakło kreatywności?

Gdyby w klasie, w której jest kilkudziesięciu uczniów, każdy chciał być kreatywny, powstałby wielki nieporządek. Dwa lata temu wróciłam z Chin do Warszawy, założyłam szkołę języka chińskiego, uczą w niej Chińczycy. Szkolę ich, jak uczyć dzieci przez zabawę. Tłumaczę, że u nas ważne jest to, żeby dziecku się podobało, żeby na zajęciach była kreatywność. A dla nich to już nie jest nauka.

Oni są przyzwyczajeni do tego, że nauka oznacza siedzenie przez 45 minut na lekcji i powtarzanie słówek. W Chinach żaden z uczniów na lekcji nie zada pytania "A dlaczego?". Jak pani z matematyki kończy coś tłumaczyć, zapyta, czy wszyscy zrozumieli. Dzieci jednogłośnie odpowiedzą: "zrozumieliśmy".

A co, jeśli dzieci nie zrozumiały? Nie wierzę, że kilkudziesięciu uczniów w klasie wszystko łapie w jednym momencie.

Mają świetlicę po godz. 16.00, tam nauczycielka ewentualnie wytłumaczy coś jeszcze raz. A jeśli dziecko nadal nie rozumie, to rodzic siedzi w domu z dzieckiem nad książkami dotąd, aż ono zrozumie.

W Chinach dzieci w szkole często przebywają od 6.00 rano do 18.00W Chinach dzieci w szkole często przebywają od 6.00 rano do 18.00 fot: shutterstock/jianbing Lee

Żal mi tych dzieci.

Po powrocie z Chin zaczęłam doceniać europejskie metody nauczania, np. Montessori, tak popularne teraz w Polsce.

Mam wrażenie, że w Chinach dzieci są wychowane na bezuczuciowych ludzi. Od małego wpaja się im, że muszą rywalizować i być najlepsi. Oni w tym gubią człowieczeństwo.

A w szkołach stawia się nacisk na pracę w małych grupach?

Raz jak podzieliłam 60 osób na 10 grup, to był taki harmider, że moja asystentka zaczęła mówić, że kto się odezwie, ten jest świnia. I dzieci dopiero po tych wyzwiskach zaczęły być cicho.

W Chinach to na porządku dziennym, że uczniów wyzywa się od świń?

Dzieci dyscyplinuje się krzykiem i zastraszaniem. Nie motywuje się przez dobre słowo, tylko przez złe słowo. U nas jest kij i marchewka, w Chinach tylko i wyłącznie kij.

Możesz wytłumaczyć to na przykładzie?

Już w przedszkolu dzieci podczas obiadu muszą wszystko zjeść. Jedzenie ma się nie marnować. Talerze muszą być puste. W szkole, od pierwszych klas, nauczyciele zadają bardzo dużo prac domowych. Myślę, że tak o 30 proc. więcej niż dziecko jest w stanie zrobić. Pani wie, że uczeń na da rady tego zrobić w jeden wieczór, ale zadaje tyle po to, aby dziecko "rozciągać".

A co jeśli dziecko nie zdoła tej pracy domowej odrobić?

To usłyszy, że jest głupie, że to było bardzo proste. I nauczyciel poda przykłady innych uczniów, którzy sobie poradzili z zadaniem. To taka "kultura twarzy".

Jak mam to rozumieć?

Chodzi o to, aby dziecko straciło twarz, zawstydziło się, było mu głupio przed całą klasą. Takie działanie ma motywować do tego, żeby uczeń starał się być jeszcze lepszy.

Jak jeszcze motywuje się dzieci do nauki?

W każdej klasie w szkole na ścianie wiszą wierszyki o tym, co dobry uczeń powinien robić. Uczeń przeczyta, że musi słuchać się nauczyciela, odrabiać prace domowe na czas, nie odzywać się, kiedy nie jest pytany.

W szkołach stosuje się kary fizyczne?

Coraz rzadziej. Pamiętam taką sytuację, kiedy nauczyciel, obcokrajowiec, naśladując zachowanie chińskiego nauczyciela, kazał zjeść uczniowi kredę. Miał przez to sporo nieprzyjemności.

W jakiej kondycji psychicznej są dzieci?

Nie są badane, bo zakłada się, że nie ma żadnego problemu. W mediach nie mówi się o złych rzeczach. Informacja, że dzieci w szkołach mają np. depresję, nie będzie nagłaśniania. Nie mówi się nic o samobójstwach dzieci.

W Chinach w klasach jest średnio 70 uczniówW Chinach w klasach jest średnio 70 uczniów fot: shutterstock/ humphery

W ogólnoświatowych testach umiejętności Chińczycy nokautują resztę świata. We wszystkim są najlepsi. Ostatnie Badanie PISA (Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów) pokazało, że np. są najlepsi na świecie z matematyki.

W szkołach od samego początku kładzie się ogromny nacisk na matematykę. Znam Chińczyków w Polsce, którzy studiują matematykę i oni bardzo się dziwią, dlaczego Polacy potrzebują tyle czasu, żeby rozwiązać jakieś zadania.

W Chinach nie ma czegoś takiego jak matematyka podstawowa i rozszerzona dobierana do predyspozycji uczniów. Tam wszyscy muszą uczyć się matematyki i opanować ją na najwyższym poziomie.

Jak to jest możliwe, aby wszyscy byli dobrzy z matematyki?

Myślę, że w dużej mierze to wynik ich pracowitości, to też zasługa ich języka. Chiński to język tonalny, w którym te same podstawowe dźwięki mogą odnosić się do bardzo różnych rzeczy w zależności od tonu, którym jest wypowiadany.

Nauka tego języka od dziecka uruchamia do pracy lewą i prawą półkulę mózgu, a to oznacza, że od małego mózg rozwija od razu dwie półkule.

W przypadku nauki języka polskiego czy angielskiego jest inaczej, jedna półkula zawsze będzie bardziej rozwinięta, a druga mniej. Pewnie dlatego też coraz więcej rodziców zapisuje dzieci na lekcje chińskiego czy gry na pianinie po to, aby od małego rozwijać dwie półkule. To daje na przyszłość większe predyspozycje intelektualne.

Polacy zapisują dzieci na język chiński?

Coraz częściej. Prowadzimy zajęcia już dla przedszkolaków. Mamy też zajęcia w szkolnych świetlicach. Rodzice mają coraz większą świadomość, że chiński otwiera dużo drzwi w przyszłości. Jestem przekonana, że w ciągu maksymalnie ośmiu lat język chiński wejdzie do polskich szkół jak angielski, francuski, hiszpański.

***

Nasza rozmówczyni Kamila Szuty przez sześć lat mieszkała w Państwie Środka. Uczyła tam języka angielskiego w szkole podstawowej, sama nauczyła się płynnie mówić po chińsku, co może potwierdzić ukończenie studiów magisterskich w języku chińskim na uczelni w Shaanxi. Na co dzień jest tłumaczem polsko-chińskim. Z edukacją jest związana od lat. Twórczyni autorskiej metody nauczania języka chińskiego dla dzieci. Od dwóch lat aktywnie wspiera edukację dzieci, prowadząc w Warszawie szkołę języka chińskiego Mei Mei

Więcej o:
Komentarze (108)
Szkoły w Chinach. "Dzieci nie mogą mieć wolnego czasu, bo to nie jest edukacyjne"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Agga

    Oceniono 75 razy 57

    To jest tresura w państwie totalitarnym. Nie zapominajmy o tym. Te dzieci od małego uczy się wypierać emocje. Są jak dobrze naoliwione roboty. To jest straszne.

  • wiceherszt

    Oceniono 41 razy 19

    Nie no, odkrywcze! W kraju zamieszkiwanym przez miliard i trzysta milionów ludzi klasy mają po 80 uczniów! Do tego jeszcze w Chinach, gdzie totalitaryzm wynaleziono już za cesarza Qin Shi Huang, w czasach, kiedy przodkowie Hitlera i Stalina, być może kilka kilometrów od siebie, podcierali tyłki brzozową korą...

    Po prostu sensacja. Droga redakcjo, w Chinach od "zarania dziejów" zawsze było mrowie ludzi. Taki klimat. Kilkaset milionów w czasach, kiedy "światowa populacja" ledwo dobijała do miliarda ludzi. I zawsze, od zarania dziejów, ta masa ludzi rządzona była za pomocą identycznego zamordyzmu, w przypadku którego zmieniały się tylko nazwy władców.

    Raz był to cesarz, innym razem "generalissimus" a jeszcze innym "pierwszy sekretarz. Efekt - zawsze ten sam. Koszary i oddychanie na komendę, Bo inaczej się nie dało. To znaczy nie, dało się. W sąsiednich Indiach zastosowano model "demokratyczny". Polegający na jeszcze większym przeludnieniu, ale połączonym z niewyobrażalnym syfem, analfabetyzmem i burdelem, świętymi krowami hasającymi gdzie popadnie, nadpalonymi trupami rytualnie wrzucanymi do rzek, gównem wylewającym się zewsząd i zmieszanym z toksycznymi odpadami.

    Wszystko to przy czynnym udziale miliarda trzystu milionów bosych i półnagich łapciuchów i stu milionów "bogaczy", którzy w zasadzie w niczym nie różnią się od zanikającej już, ale wciąż obecnej "zachodniej klasy średniej". Tak to wygląda, kiedy ma się przeludnienie, jeśli ma się tylko jedną planetę a nie pięć. Można sobie tylko wybrać, czy "tak jak w Chinach" czy "tak jak w Indiach".

  • Hanna Zdancewicz

    Oceniono 12 razy 12

    Nauka polskiego też wymaga czasu. Np. nieustannego powtarzania, że liczebniki w liczbie mnogiej mają rodzaj męskoosobowy i niemęskoosobowy. W klasie chińskiej jest więc sześćdziesięcioro dzieci, czyli chłopców i dziewczynek, a po lekcjach idą do świetlicy.Chyba, że, jak to wynika z artykułu, są tam szkoły wyłącznie męskie i po lekcjach wchodzą na dach, po prostu na świetlicę. Taki chiński zwyczaj. Ha.Z.

  • pferben

    Oceniono 21 razy 11

    Po przeczytaniu tego tekstu, przestaję wierzyć w coś takiego, jak uczucia wyższe u Chińczyków. Sorry, ale jeśli tam tak naprawdę jest, to oni nie wiedzą czym jest zabawa, przyjaźń czy miłość. To roboty, a nie ludzie.

  • wolny.kan.gur

    Oceniono 18 razy 10

    Społeczeństwo chińskie jest zorganizowane na wzór obozu koncentracyjnego o nieco lżejszym rygorze. Żaden wychowany w Polsce człowiek nie zniósł by tego przez tydzień. Chińczycy są tresowani od dziecka do absolutnego podporządkowania się hierarchii i do pewnych umiejętności sprawdzających się w warunkach obozowych. Efekt jest taki że oni nie mają żadnych zdolności kreatywnych. Postawić przed Chińczykiem otwarty problem którego rozwiązania nikt go wcześniej nie nauczył i ma je wymyśleć jest dla Chińczyka psychiczną torturą i może się skończyć chorobą psychiczną. Dlatego jestem spokojny że kto jak kto ale Chiny na pewno świata nie zdominują.

  • sokrates2.life

    Oceniono 15 razy 9

    Chiny to fabryka świata, również fabryka dzieci. Niestety, tak jak w przypadku wszystkiego innego, to puste i zbędne wytwory sztucznej cywilizacji. Wojsko. Terakotowa armia, dokładnie.

  • kamuimac

    Oceniono 71 razy 9

    Chiny wypuszczają dzięki temu wychowaniu do nauki rok w rok 300 tys inżynierów . I są technologicznie 50 lat do przodu przed polską. Mają swoje zaawansowane technologicznie marki . Polska ? Ma montownie i biedronki . Ale nie ważne że Polska jest biedna ważne że jest katolicka i że bombelki są zadbane

  • Gość: Kizak

    Oceniono 8 razy 8

    Kiedy dziecko ma się cieszyć dzieciństwem? Praca też do samej śmierci? O samobójstwach się nie mówi!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX