Składki na radę rodziców. "Wpłaty są nieobowiązkowe, dlatego my nie płacimy"

Na co idą pieniądze z funduszu rady rodziców? Najczęściej na wycieczki szkolne, nagrody dla uczniów, prezenty na Mikołaja. Ale zdarza się, że i na papier toaletowy i mydło do rąk. Nie wszyscy rodzice płacą jednak składki na radę rodziców. Dlaczego? Bo... nie muszą.

- Było 40 zł. Z racji, że część rodziców nie płaciła, podniesiono do 60 zł. W tym roku jest 80 zł, bo w ubiegłym nie płaciło więcej rodziców niż w poprzednim. Za rok będzie pewnie 100 zł i 20 proc. płacących. Pal licho "dobrowolność" tej opłaty, ale jak widać tylko naiwniacy będą płacić – żali się jedna z naszych czytelniczek w wątku na forum zatytułowanym "Podwyżka składki na radę rodziców. Błędne koło".

Nie wszyscy rodzice wpłacają konkretną, ustaloną z góry kwotę. Zdarza się, że dają tyle, ile mogą. Taką sytuację opisuje jedna z osób biorących udział w dyskusji na forum:

"U nas nie ma odgórnie ustalonej kwoty. Każdy chętny wpłaca, ile chce. To przecież dobrowolna składka. Wpłat jest sporo, a 10 proc. wraca do każdej klasy na dowolny cel. Klasa córki poszła z wychowawczynią na lody, u syna było to kino".

Składki na radę rodziców nie są obowiązkowe

Składki na radę rodziców wynoszą średnio ok. 10-15 zł na miesiąc. Z tych środków rodzice kupują pomoce dydaktyczne, artykuły papiernicze, nagrody dla uczniów, finansują udział w wycieczkach szkolnych. Wpłaty na radę rodziców są dobrowolne. Nie ma podstawy prawnej, aby przedszkole lub szkoła żądały od rodziców obowiązkowej wpłaty na rzecz rady rodziców. Oznacza to, że wpłata określonej sumy pieniędzy na konto szkoły jest uzależniona wyłącznie od dobrej woli rodziców.

Rodzic również ma prawo zdecydować o tym, jaką kwotą chce wesprzeć placówkę. W przewodniku Ministerstwa Edukacji Narodowej "Rady rodziców. Kompetencje i zasady działania" przeczytamy, że "rada nie może w żadnym przypadku ustalać jakichkolwiek obligatoryjnych opłat ani dla rodziców, ani innych osób (podmiotów) działających wokół szkoły. Może natomiast podejmować wszelkie działania zachęcające do wpłat. Niebagatelne znaczenie w takiej sytuacji ma wskazanie celu oraz argumentowanie zasadności jego realizacji".

Szkoły mogą zatem gromadzić pieniądze na odrębnym rachunku bankowym rady rodziców, ale wszystkie opłaty, które wpływają na to konto, są dobrowolne. Dzieci rodziców, którzy nie wpłacili składek, nie mogą spotykać sankcje, np. to, że nie dostaną świadectwa, nie pojadą na wycieczkę szkolną, nie otrzymają nagrody w szkolnym konkursie. Jeśli tak się stanie, rodzic może zgłosić się do dyrektora lub do kuratorium oświaty.

"Sama wszystko dziecku kupuję, składek nie płacę"

Problemem nie są same składki. Problemem są rodzice, którzy nie płacą i to nie dlatego, że nie mają. Ich argument, to fakt, że składka jest dobrowolna. Tylko dlaczego tak chętnie korzystają z tego, co jest finansowane z rady rodziców? Dlaczego mają najwięcej do powiedzenia, skoro nie płacą? Jeśli pieniądze z rady rodziców są rzetelnie rozliczane i wydatki są jawne, to dla mnie nie ma problemu z wpłacaniem składki. W przedszkolu płacę 200 zł, w podstawówce 90 zł, w liceum 200

- pisze na naszym profilu w serwisie społecznościowym jedna z mam.

Wtóruje jej inna matka:

"Składki na radę powinny być obowiązkowe, bo z reguły jest tak, że nie płacą ci, którzy najwięcej korzystają ze wszystkich zasiłków socjalnych. I ciągle wydaje się im, że im się wszystko należy, tylko dlaczego to ma być na koszt innych, przecież dzieci dostają 500+".

Dlaczego rodzice nie płacą składek? W naszej dyskusji na serwisie społecznościowym padają m.in. takie uzasadnienia:

"Nie płacę nic, bo po co. Sama wszystko dziecku kupuję".

Lub:

"Wpłata na radę rodziców jest nieobowiązkowa, dlatego my nie płacimy".

Lepiej pozyskiwać pieniądze z kiermaszów?

Ministerstwo Edukacji Narodowej w przewodniku "Rady rodziców" podpowiada, że składki na radę rodziców mogą pochodzić z "innych źródeł". Mogą to być wszelkie inicjatywy podejmowane przez rodziców wokół szkoły, np. kiermasze, aukcje, sprzedaż produktów wytwarzanych przez rodziców lub darowizny dla szkoły z przeznaczeniem na fundusz rady rodziców. W dyskusji na naszym forum wybrzmiewa jednak przekonanie, że "rodzicom nie zawsze chce się aktywne uczestniczyć w życiu szkoły".

- Brakuje chętnych do działania w radach rodziców, które to działanie dla większości ogranicza się do udziału w kilku spotkaniach i przegłosowaniu pomysłów. Już widzę tabuny chętnych rodziców do organizowania kiermaszu i imprez - czytamy w jednej z opinii.

Jedna z mam opisuje przykład z Wielkiej Brytanii. Tam środki na radę rodziców pozyskuje się najczęściej poprzez organizowanie np. kiermaszu:

- W UK w szkołach moich dzieci rada rodziców (PTA) nie zbiera składek, tylko organizuje "fundraisers", różne imprezy, przebieranki "za funta". Zbiera się czekoladki na loterię i tyle. I te pieniądze nie idą na prezenty dla nauczycieli, podstawowe przybory dla dzieci (swoich nie muszą mieć żadnych), ani na szafki. Pieniądze z rady doliczane są do kosztów wycieczek albo organizuje się za nie dodatkowe imprezy dla dzieci - wyjaśnia.

Na radę i na "kredkowe"

Kompletowanie wyprawki szkolnej w Kreślarzu przy ul. RejaKompletowanie wyprawki szkolnej w Kreślarzu przy ul. Reja fot. Anna Krasko/Agencja Gazeta

- Mój starszy syn chodzi piąty rok do podstawówki. Rada rodziców to 30 zł niezmiennie. W przedszkolu co roku kwota zwiększa się o 10 zł. Dwa lata temu zaczynaliśmy od 180 zł, teraz jest 200 - przeczytamy komentarz w dyskusji na naszym profilu w serwisie społecznościowym.

- A ja u mojej córki musiałam zapłacić 250 zł na radę i 100 zł kredkowego na cały rok... Co Wy na to? – pyta inna z dyskutujących osób.

Za pieniądze z funduszu rady rodziców najczęściej finansowane są: bilety do teatru, kina, filharmonii, eksperymenty robione przez dzieci na zajęciach, autokary na wyjazdy klasowe, prezenty na Mikołaja, na dzień dziecka, dzień kobiet, dzień chłopaka, na zakończenie roku szkolnego - tak wynika z setek wypowiedzi rodziców w dyskusji na naszym profilu.

Zdarza się jednak i tak, że składki z rady rodziców idą na środki czystości: papier toaletowy, mydło, papierowe ręczniki.

Rodzic nie musi wyposażać szkoły w środki czystości i artykuły biurowe

Dzieci w wieku przedszkolnym i te w zerówkach przedszkolnych lub przyszkolnych powinny mieć zapewniony dostęp do pomocy naukowych. Rodzic nie ma obowiązku wyposażania dziecka np. w środki higieniczne.

W przypadku uczniów szkół podstawowych dyrektorzy szkół mogą, za pośrednictwem wychowawców, zwrócić się do rodziców z prośbą o wsparcie materialne. Rodzice jednak nie mają obowiązku finansowania z własnej kieszeni środków higienicznych (papieru toaletowego, mydła do rąk) i artykułów biurowych (papieru do drukarki, kleju, nożyczek, dziurkaczy). O te materiały powinien zadbać organ prowadzący przedszkole lub szkołę (burmistrz, starosta).

W przewodniku ministerstwa przeczytamy, że "niedopuszczalna prawem jest sytuacja, w której środki rady rodziców są przeznaczane na elementarne potrzeby uczniów, takie jak: ławki, szafki itp.". Jeden z punktów przewodnika mówi o tym, że do zadań organu prowadzącego należy w szczególności:

Zapewnienie warunków działania szkoły lub placówki, w tym bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki. A także wyposażenie szkoły lub placówki w pomoce dydaktyczne i sprzęt niezbędny do pełnej realizacji programów nauczania, programów wychowawczo-profilaktycznych, przeprowadzania egzaminów oraz wykonywania innych zadań statutowych

Cały przewodnik "Rady rodziców. Kompetencje i zasady działania" tutaj.

Powinno cię również zainteresować: