Strajk nauczycieli: nauczyciel pokazał, jak zwykle wygląda jego dzień pracy. "Nie jest to próba skarżenia się"

Nauczyciel z jednego z warszawskich liceów opublikował na Facebooku post, w którym zdradził, jak wygląda jego dzień w pracy. "Chcę zwrócić uwagę osób, które głośno mówią, jakoby nauczyciele pracowali po trzy godziny dziennie, że to nie jest zgodne z prawdą" - zaznaczył.
Zobacz wideo

Post (na prośbę nauczyciela nie publikujemy go w całości) został udostępniony na Facebooku przez Jakuba Piątkowskiego - nauczyciela języka francuskiego, arabskiego i dyplomacji w warszawskim LXXV Liceum Ogólnokształcącym im. Jana III Sobieskiego. Ma przewrotną formę ironicznego ogłoszenia o pracę, która miałaby polegać na spędzeniu z nauczycielem kilku dni i towarzyszeniu w jego codziennych obowiązkach.

- Świetna propozycja dla wszystkich, którzy wciąż twierdzą, że jako nauczyciel pracuję po 3-4 godziny dziennie. Zapraszam do spędzenia ze mną tygodnia. Musisz jednak spełnić kilka wymogów, żeby wytrzymać moje tempo - napisał jego autor. Następnie wymienił wymagania, poza, rzecz jasna, odpowiednim wykształceniem i doświadczeniem. To m.in.: dyspozycyjność, dobra kondycja fizyczna ("Każdego dnia robię po mojej pięciokondygnacyjnej szkole sześć tysięcy kroków"), cierpliwość ("Jeśli spróbujesz krzyknąć na któregoś z moich uczniów, będziemy mieć do czynienia z jego/jej rodzicami") i mocny pęcherz ("Zazwyczaj do toalety biegnę na koniec dnia, czyli po 8/9 lekcjach. Wcześniej nie ma czasu, mimo że toalety są na przeciwko mojej sali").

To nie wszystko. Nauczyciel przypomina, że w jego zawodzie praca nie kończy się po opuszczeniu szkolnego budynku. - Po pracy razem siedzimy nad klasówkami, razem przed komputerem przygotowujemy lekcje, razem przygotowujemy sprawdziany, razem odpowiadamy na SMS-y i telefony rodziców, które potrafią zdarzać się do 22.00 albo i 23.00 - uprzedza autor posta. 

Czas wolny w grafiku nauczyciela

Piątkowski nie omieszkał napisać także o tym, co zwykle robi w czasie wolnym od pracy. - Piątkowy wieczór masz wolny, ale widzimy się w sobotę. Reforma i nowa podstawa spowodowała niemalże co tydzień szkolenia metodyczne więc przynajmniej 3-4 godziny musisz mieć. Przepraszam, ale w niedzielę też się widzimy, bo trzeba dokończyć sprawdzać to, czego nie zdążyliśmy w tygodniu i zaplanować lekcje na CAŁY tydzień, bo w tygodniu nie będzie czasu na szukanie nowych materiałów.

Jak widać, "oferta" nie należy do tych najbardziej atrakcyjnych. - Żeby tylko nie wypadła w tym tygodniu wycieczka! 24 godziny na dobę odpowiadasz za 30-tkę prawie pełnoletnich osób, które tylko czekają na możliwość, jak czmychnąć, kupić alkohol, spić się i robić głupstwa. Czy w nocy śpimy? To zależy - uprzedził. Na potwierdzenie swoich słów opublikował plan lekcji.

Pod postem pojawiła się masa komentarzy, wpis wciąż jest udostępniany. Wywód Piątkowskiego jednak nie wszystkim się spodobał. - Idąc na nauczyciela do szkoły publicznej, myślałeś, że będziesz pracował dwie godziny dziennie? Jeżeli praca w takiej szkole to za dużo, to może trzeba po prostu zacząć uczyć indywidualnie bądź w szkole prywatnej? - napisała jedna z internautek.

- Nie jest to próba skarżenia się na trudną pracę, bo każda praca jest trudna. Chcę jedynie zwrócić uwagę osób, które głośno mówią o tym, jakoby nauczyciele pracowali po trzy godziny dziennie, że stwierdzenie to nie jest zgodne z prawdą. Jestem nauczycielem z powołaniem, z pasją, który uwielbia swoją pracę i młodzież, z którą pracuje - powiedział nam Piątkowski. - My, nauczyciele z Warszawy i innych dużych miast i tak jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji, bo mamy szansę na godziny ponadwymiarowe, możemy pracować w szkołach językowych, czy dawać korepetycje, na co nie mają szans nauczyciele w szkołach wiejskich - dodał.