"Mam ochotę wklepać każdemu, kto zaczepia mojego syna. Najchętniej wszystkim obiłabym mordę" [LIST]

Nasza czytelniczka chciałaby obronić syna przed całym złem tego świata i własnym ciałem zasłonić go przed ciosami. Pokazuje jednak, że agresja to w tym wypadku bardzo zły kierunek.

Jak tylko mój syn się urodził i pierwszy raz położono mi go na piersi, poczułam, że strachu o niego już nigdy się nie pozbędę. Bardzo chciałabym go obronić przed całym złem tego świata, przed chuliganami, którzy skroją go na telefon, kibolami, którym w nocnym autobusie nie podejdzie jego wygląd, przed łebkami, którzy zaczepią go na ulicy z nudów i pobiją dla zabawy.

On ma dopiero 9 lat, a ja każdemu, kto go kiedykolwiek zaczepi, najchętniej prewencyjnie obiłabym mordę. Ale tego nie robię, powstrzymuję się, nie nakręcam. Tak jak wczoraj, kiedy siedziałam na boisku szkolnym.

Syn nie wiedział, że już jestem - grał z kolegami w piłkę. Patrzyłam, jak jakaś trójka chłopaczków ciągle go zaczepiała. On zupełnie nie reagował, traktował ich jak namolne muchy. Nic nie zrobił, kiedy złośliwie wykopali mu piłkę poza boisko, nie zareagował nawet, kiedy zabrali mu bluzę i poleciała gdzieś w krzaki. Kiedy specjalnie rzucili mu mocno piłkę w twarz, nie wytrzymałam.

Kiedy obserwowałam tę scenę, to aż we mnie się gotowało. Widziałam ten mechanizm przewagi sił, bezmyślnego prowokowania i tego, że pasywna postawa syna może z niego zrobić ofiarę. Gdy zobaczyłam, że moje dziecko ma łzy w oczach z bezsilności, nie wytrzymałam i ruszyłam to przerwać. Zachowałam się jednak zupełnie inaczej niż czułam się w środku.

Bo "wkurzony środek" chciał, żebym była agresywna, pokazała gówniarzom, gdzie jest ich miejsce. Zwłaszcza, że powitali mnie dość buńczuczną postawą. Uspokoiłam emocje i na spokojnie zapytałam, co się dzieje, czy mają jakieś zaszłości z moim synem, czy coś im zrobił, że tak się zachowują. Oczywiście niczego się nie dowiedziałam, trochę się może speszyli, że jakaś mama coś od nich chce.

Rozstaliśmy się w przyjaznych kontaktach, chociaż do konsensusu nie doszliśmy. Nie nakręciłam spirali agresji, następnego dnia nie przyszli z interwencją wkurzeni ojcowie chłopców, z którymi rozmawiałam. Ale było mi ciężko, bo to mój syn, dziecko moje.

Kiedyś skopała mnie w bramie starsza dziewczyna, do dziś, kiedy ją widzę na ulicy, rzucam pod nosem siarczystą wiązankę. I widzę, że z punktu widzenia rodzica czasami lepiej nie wiedzieć wszystkiego, właśnie po to, żeby się nóż w kieszeni nie otwierał. A syna poślę w swoim czasie na zajęcia ze sztuk walki, niech swój wewnętrzny spokój poprze świadomością siły i umiejętności.

Mama

***

Czy Twoje dziecko doświadczyło przemocy ze strony rówieśników? Jak na nią zareagowaliście? Opisz swoją historię. Na listy czekamy pod adresem: edziecko@agora.pl. Najciekawsze wypowiedzi opublikujemy i nagrodzimy książką.