Nauczycielu, czasy kija i marchewki przeminęły wraz z socjalizmem [LIST]

Ministerstwo zwala na kuratorium, kuratorium na rodziców, rodzice na nauczycieli, a nauczyciele na ministerstwo. Czy ta bezsensowna wojna musi trwać w nieskończoność? - zastanawia się nasz czytelnik.

Po przeczytaniu artykułu Natan popisał się wyobraźnią w pracy domowej. Zamiast pochwały - uwaga."Polski nauczyciel w czystej postaci", chcę przedstawić swój wniosek:

Przypadek 10-letniego Natana jest problemem, który niejednokrotnie powtarza się w aktach historii polskiej edukacji. Najprawdopodobniej dziecko zostało ukarane przez nauczyciela, który na swoich lekcjach wdraża tzw: ideę myślenia liniowego.

To najgorsze, co może pojawić się w czasie nauczania młodego człowieka, szczególnie od osoby, której najprawdopodobniej dzieci i rodzice okazują sporą dozę zaufania w tym zadaniu.

Ograniczenia, które pojawiają się na lekcjach nie tylko blokują dziecku zdolność samodzielnego myślenia i wyciągania wniosków, ale także kierują go na tylko jedno rozwiązanie lub jedną uznaną przez program nauczania "właściwą drogę". Czy zatem właściwym jest kierowanie się tylko jednym zmysłem, kiedy człowiek dysponuje zmysłami pięcioma?

Moim zdaniem nauczyciel powinien uświadomić młodego człowieka, że np. chodząc po linie, powinno się korzystać ze wszystkich swoich zmysłów. Oczywiście najważniejszymi zmysłami w tym przypadku jest zmysł wzroku (który ocenia, gdzie jest lina) oraz zmysł dotyku (który pomaga wyczuć linę pod nogą i ewentualnie ocenić jej napięcie). Jak wykorzystać inne zmysły? Zmysł czucia, smaku i węchu? To należy już do inwencji człowieka, który postanowił spacerować po tej linie. Może na przykład wyczuć swąd i zwrócić uwagę na to, że ktoś pod linę podstawił zapaloną świecę. Czy zatem nauczyciel lub co więcej jakiś program, który utrzymuje się w Polsce od czasów szkolnictwa pruskiego, powinien "zrzucić ucznia z liny" za to spostrzeżenie? Nie.

Bardzo ważną rolę odgrywają również rodzice. Osobiście znam z czasów, kiedy chodziłem do gimnazjum, przypadek osoby, której rodzice gorliwie wyznawali program nauczania oraz jedyną słuszność nauczyciela.

To zdolne dziecko, spotykało się nie tylko z krytyką i brakiem akceptacji innowacyjnych rozwiązań ze strony nauczyciela, lecz także własnych rodziców. W tym momencie warto dodać, że dziecko chodziło do dwóch szkół - do gimnazjum i do szkoły muzycznej 1-go stopnia. Można iść nawet dalej. Dziecko, które w czasie wolnym pisało swoją powieść, rysowało komiksy i tworzyło własną historię, co w młodym wieku doskonale potrafi kształtować inteligencję artystyczną i rozwijać inwencję twórczą, nie spotkało się z aprobatą nauczyciela i rodziców.

Prace te i pieczołowicie wykonane rysunki były niszczone, ponieważ dziecko "traci czas na bzdury, zamiast zająć się jedyną słuszną nauką. Nauką podyktowaną przez program". Ten fanatyzm, dotyczący programu, mogę nazwać z dzisiejszej perspektywy edukacyjnym barbarzyństwem.

Wiele zależy od rodziców i nauczyciela dziecka. To osoby, które powinny dziecku tylko wskazywać drogę. Inaczej zabijają w dziecku motywację do rozwoju własnej inwencji zarówno w przypadku mojego znajomego jak i Natana.

Polska edukacja wymaga wielu zmian, szczególnie na poziomie koordynacji pracy na zajęciach i ukierunkowania tej pracy na odpowiednie tory. Czasy kija i marchewki przeminęły wraz z socjalizmem. Dlaczego zatem nauczyciele nic z tym nie robią?

Dlaczego urzędnicy, którzy pomimo technologii i dostępowi do nowoczesnych rozwiązań nie mogą znaleźć lekarstwa na wszystkie choroby systemu?

Dlaczego w końcu rodzice, którzy spotykają się z takimi sytuacjami jak przypadek Natana (a wierzę, że takich przypadków jest o wiele więcej), nie apelują w tej sprawie do odpowiednich instancji?

Ministerstwo zwala na kuratorium, kuratorium na rodziców, rodzice na nauczycieli a nauczyciele na ministerstwo. Czy ta bezsensowna wojna musi trwać w nieskończoność i nie uda znaleźć się porozumienia? A przecież przez to zamknięte koło cierpią najmłodsi, wasze dzieci i przyszłość naszego narodu.

Piotr, 26 lat.

***

Macie podobne doświadczenia ze szkoły? To wasze dzieci padają ofiarami "podcinania skrzydeł przez polską edukację? A może uważacie, że uczniowie, tacy jak Natan, zasłużyli na uwagę, bo nie zastosowali się do konkretnych poleceń? Jesteśmy ciekawi waszej opinii - piszcie do nas na adres edziecko@agora.pl.

Powinno cię również zainteresować: Niestety, polska szkoła zabija kreatywność i logiczne myślenie [LIST]

Więcej o: