Polskie nastolatki w drogeriach z ekskluzywnymi kosmetykami. "Robią paragony na 800 zł"

Krzyczą, piszczą, wyciskają próbki kosmetyków, nakładają na siebie tony kremów, z ukrycia nakręcają rolki. Niektóre mają karty kredytowe matek. Robią zakupy na 800 zł. Potem matki wracają, proszą o zwrot. Hashtag "pokolenie Sephora" ma na TikToku ponad 300 mln wyświetleń.
Zobacz wideo

Lip glow od Diora (170 zł) jest symbolem przynależności do grupy. Nastolatki wydadzą na ten kosmetyk wszystkie oszczędności. Aby tylko w szkole wyciągnąć z kosmetyczki i maznąć usta. Lista pożądanych przez dziewczynki z tzw. pokolenia Sephora kosmetyków jest o wiele dłuższa. "Gadżeciarskie" kosmetyki, w pięknych opakowaniach coraz częściej zastępują dziewczynkom pluszaki, klocki Lego i puzzle.

Na toaletce jest lodówka na kosmetyki, piękna, różowa

"Sephora kids", lub "Sephora tweens" to trend wśród dziewczynek z pokolenia alfa, czyli tych urodzonych po 2010 r.  Dwunastolatki, ale też ich młodsze koleżanki, fascynują się branżą "beauty" i wolny czas spędzają w drogeriach.

Dla jednych pięknie opakowane kosmetyki do makijażu to trofea, gadżety, które trzeba mieć, aby nie wypaść z kręgu koleżanek, inne codziennie się malują i stosują kremy na zmarszczki, bo influencerki przekonują je, że dziesięć lat to wiek, aby zacząć stosować peptydy i retinal. Szacuje się, że dziewczynki z pokolenia alfa to grupa konsumencka, która odpowiada za 50 proc. wzrostu sprzedaży w segmencie pielęgnacji w minionym roku.

W pokoju jedenastolatki jest piękna toaletka w stylu glamour. Na mebelku równiutko poustawianie błyszczyki, ok. 10 sztuk: od najciemniejszego koloru różu do najjaśniejszego. Właścicielka toaletki ma też kilka toników do twarzy: niektóre na rano, inne na noc. Są też kremy z kwasem hialuronowym, balsamy do ciała z brokatem, kropelki samoopalające, które dodaje się do kremu, aby skóra miała wakacyjny "look".

Na toaletce jest też miejsce dla płynnego różu do policzków, tuszu do rzęs. A także dla lodówki na kosmetyki. Zgrabna, różowa, również w stylu glamour.

W lodówce dziewczynka trzyma kosmetyki, które lubią chłód np.: żelowe płatki i kremy pod oczy. Idolki z TikToka instruują właścicielkę toaletki, które kosmetyki powinny trafić do lodóweczki, a które można przechowywać w temperaturze pokojowej.

W plecakach, zamiast piórników, noszą po brzegi wypchane kosmetyczki

Wychowawczyni dziewczynek z piątek klasy z warszawskiej podstawówki na wywiadówce prosi rodziców, aby pogadali z córkami o tym, że nie wypada przychodzić do szkoły w pełnym makijażu. Tłumaczy, że skóra dziesięciolatek/jedenastolatek nie potrzebuje kosmetyków. Tym bardziej że uczennice gustują we fluidach i czerwonych szminkach.

Nie wiadomo, czy rodzice po wywiadówce mają pogadanki z córkami, bo następnego dnia małolaty i tak przychodzą do szkoły wymalowane. Jest duże prawdopodobieństwo, że malują się w szkolnej toalecie przed lekcjami. W plecakach często zamiast piórników noszą po brzegi wypchane kosmetyczki.

Zdjęcie poglądoweZdjęcie poglądowe fot: shutterstock/Solid photos

Dziewczynki z pokolenia alfa dzielą się na dwie grupy. Na to, które oszalały na punkcie kosmetyków i kupują je w ilościach hurtowych i na te, które nie złapały zajawki na szminki, kremy z witaminą C i bronzery. W klasach robią się podziały. Te wymalowane trzymają się razem, a te sauté, są "out".

Sieją spustoszenie

Umawiają się, że po szkole idą do drogerii. Od zasobów kieszonkowego zależy do której. Niektóre napadają na niedrogie sieciówki, inne uderzają do drogerii z wysokiej klasy kosmetykami.

Kompletnie tracą głowę przy półkach z kosmetykami w lawendowych opakowaniach, które są biznesem Millie Bobby Brown, aktorki znanej z serialu "Stranger Things" a także z filmów "Enola Holmes". Dziewczynki kochają też kosmetyki od Seleny Gomez, które zostały zaprojektowane tak, by każdego dnia wyrażać siebie.

Według brytyjskiego dziennika "The Guardian" ponad 20 proc. klientek drogerii to dziewczynki, które nie mają jeszcze trzynastu lat. Producenci kosmetyków szybko wyczuli, że na dzieciach i nastolatkach można zrobić świetny biznes. Podsuwają im kosmetyki, które mienią się brokatami i pięknymi opakowaniami. Dziewczynki - kiedy je widzą - wpadają w szał posiadania.

- Zdarza się, że są bardzo sympatyczne, kulturalne, uporządkowane, dobrze wychowane. Takie spokojne dziewczynki. Wiedzą dokładnie, po co przyszły, coś skomentują w stylu: "O, super, super, dobra, to biorę, fajnie, super". Płacą, dziękują i wychodzą.

Częściej jednak wpadają do sklepu taranem i chcą wszystko na raz. Od drzwi słyszymy: "O Boże, tu jest Drunk Elephant, tu jest Sol de Janeiro, tu jest Rare Beauty, o mój Boże, muszę to kupić, muszę wziąć, jest, o mój Boże!" - o tym, jak zachowują się nastolatki podczas zakupów, mówi Joanna, konsultantka w Perfumerii Sephora. I dodaje:

Rozwalają testery, robią bajzel. Nie mają żadnej refleksji, aby po sobie posprzątać. Przy stoisku z kosmetykami, które można ze sobą mieszać, wpadają w amok. Wyciskają krem pompką, dodają do tego olejki, kropelki brązujące, serum. Robią z kosmetyków tzw. "smoothie": to bardzo popularny trend, przyszedł do nas ze Stanów. Testery po wizytach nastolatek nie nadają się już do użycia. Nagrywają rolki, mimo że nie jest to dozwolone. Krzyczą, kiedy nagrywają wideo: "O my God, I’m at Sephora", I’m making smoothie from Drunk Elephant".

To jest trendy, to jest modne, to jest expensive

Płatki żelowe pod oczy w kształcie chmurek, z ekstraktem z kofeiny od Millie Bobby Brown kosztują ponad 100 zł. Płatki są hitem, dziewczynki pakują je do walizek, kiedy jadą na zieloną szkołę. Nastolatki inwestują też w płynne róże do policzków, ok. 130 zł. Muszą być te od Seleny Gomez, inne się nie liczą. Blendują się tak, że wyglądają, jak druga skóra.

W kosmetyczkach dziewczynek ważną pozycję zajmują też mgiełki z brokatem od znanej amerykańskiej marki bielizny, a także kropelki brązujące, te pożądane kosztują ok. 190 zł. Dziewczynki, którym bliżej do przedszkolaków niż do dorosłych kobiet, nie oszczędzają też na kremach przeciwzmarszczkowych.

Za zakupy płacą najczęściej gotówką. Nie zwracają uwagi na ceny. Kiedy ktoś zwraca im uwagę, że nie warto trwonić wszystkich oszczędności na przesadnie drogie kosmetyki, kwitują: "Nie obchodzi mnie to, jak to muszę mieć. To jest trendy, to jest modne, to jest expensive".

- Najczęściej płacą gotówką. Kupują jeden lub dwa kosmetyki, wydają od 200 do 400 zł. Zdarza się, że mają karty kredytowe matek czy babć. Wówczas pozwalają sobie na więcej. Nie patrzą na ceny, robią paragony na 800-900 zł. Po takich zakupach matki dziewczynek wracają do nas. Proszą o zwrot, chcą oddać kosmetyki. Tłumaczą, że umawiały się z córką/wnuczką, że może kupić sobie jeden błyszczyk, ale dziewczyna kupiła pięć produktów - mówi Joanna, konsultantka Sephory.

Ślepo zapatrzone w to, co mówią influencerki z TikToka

Nie trzeba kończyć medycyny, aby wiedzieć, że kosmetyki dla dorosłych kobiet, przeznaczone do skóry dojrzałej, nie nadają się i nie są potrzebne dzieciom. Dziesięć czy jedenaście lat to nie jest wiek na zapobieganie starzeniu się skóry. Ale dziewczynki myślą inaczej.

Kiedy Joanna, która pracuje w drogerii, mówi młodocianym klientkom, że nie powinny kupować kosmetyków z retinolem, tłumaczy im, że to kremy silnie stężone, że nieodpowiednio stosowane mogą nawet zaszkodzić dorosłym, śmieją się z niej. I odpowiadają: "O nie, nie, nie, nie obchodzi mnie to. Moja koleżanka stosuje, nic się jej nie dzieje. Muszę to kupić, muszę się tym smarować, bo mam 12 lat i moja skóra będzie wiotczała".

- Rozmawiam z dziewczynami, podpowiadam im, że skoro chcą dbać o skórę, najlepiej, aby zaczęły od kosmetyków nawilżających, delikatnych, tych ochronnych z filtrami UV. Mówię im, że zbyt mocnymi kosmetykami zaburzą warstwę ochronną skóry, że mogą mieć powikłania. Ale do nich rzadko coś dociera. Ja widzę ich reakcję na to, co mówię, z ich twarzy można wyczytać: "No dobra, pogadaj sobie". Ślepo są zapatrzone w to, co mówią i jak wyglądają influencerki z TikToka, tylko to się dla nich liczy - podsumowuje Joanna.

Zdjęcie poglądoweZdjęcie poglądowe fot: shotterstock/Iren_Geo

Szwedzi mówią dość

Szwedzi znaleźli sposób na to, aby dziewczynki nie kupowały bezrefleksyjnie kosmetyków dla dorosłych. Na początku tego roku, w popularnej w Szwecji sieci Apotek Hjärtat wprowadzono zakaz sprzedaży wybranych kosmetyków dzieciom poniżej 15. roku życia. Dziesięciolatki w Szwecji - jeśli nie towarzyszy im w sklepie dorosły - już nie kupią samodzielnie produktów przeciwstarzeniowych do pielęgnacji skóry z kwasami AHA, BHA, witaminą A (retinoidami) i witaminą C. Sieć Apotek Hjärtat podjęła taką decyzję jako pierwsza na świecie.

- Stosowanie zaawansowanej pielęgnacji, której celem jest redukcja zmarszczek, nie jest czymś, czego potrzebuje dziecko. Nie zgadzamy się na propagowanie niezdrowych zachowań i ideałów wśród nastolatek, chcemy ograniczać negatywne zjawiska – tłumaczyła CEO Apotek Hjärtat, Monika Magnusson na łamach brytyjskiego "The Guardian".

Czy zgadzasz się na to, aby twoja nastoletnia córka malowała się do szkoły?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.