Licealne drużyny A. "Biorą amfetaminę, żeby sprostać wymaganiom"

Joanna Biszewska
- Jest ci trudno, nie radzisz sobie, sięgnij po coś. Nastolatki nie muszą chodzić na imprezy, w ogóle nie muszą nawet wychodzić z domów, aby czegoś spróbować - o tym, czym są używki dla nastolatków i dlaczego po nie sięgają, mówi psycholożka, wykładowczyni na Uniwersytecie Medycznym w Warszawie, Magdalena Nowak.

Joanna Biszewska: Znana w kręgach młodzieżowych raperka, Young Leosia, mówi, że nastolatki już tak nie imprezują i nie piją, jak dawniej. Wolą siedzieć w domu i oglądać TikToka. Nie sięgną po alkohol z barku rodziców. Picie jest passe?

Magdalena Nowak, psycholożka, terapeutką pracująca z młodymi dorosłymi nadużywającymi alkoholu: Coś w tym jest. Młodzi piją mniej, ale nadal dużo. Nie sięgają po alkohol do barku rodziców, bo wiedzą, że rodzice zauważą. Alkohol zamówią sobie przez internet. Pandemia przyczyniła się do tego, że imprezy przeniosły się do sieci.

Siedzą w swoich pokojach z telefonami, piszą coś na grupach i popijają piwo?

Albo sięgają po marihuanę, LSD, ecstasy. Są oczywiście młodzi ludzie, którzy stronią od używek. Stwierdzają, że alkoholu spróbują dopiero po osiemnastce.

Niektórzy podpisują krucjatę i deklarują całkowitą abstynencję. Ale oni są w mniejszości. Więcej nastolatków sięga po używki, niż od nich stroni.

Rodzice narzekają, że pandemia bardzo zmieniła dzieci. Nie chce im się chodzić na imprezy, nie umawiają się po szkole ze znajomymi. Najlepiej czują się, kiedy siedzą w swoich pokojach.

Dużo młodych ludzi zgłasza się do terapeutów, psychiatrów. Odczuwają stany lękowe, trudno im jest utrzymać kontakty towarzyskie. Jeśli już gdzieś wychodzą, najczęściej umawiają się z jedną, dwiema osobami. Utrzymują kontakty towarzyskie, ale bardzo wąskie. Co nie oznacza, że nie mają na siebie wpływu. Mają. Rozmawiają na czatach, to tam namawiają się do pewnych rzeczy, wyznaczają trendy.

Jakie?

Jest ci trudno, nie radzisz sobie, sięgnij po coś. Nastolatki nie muszą chodzić na imprezy, w ogóle nie muszą nawet wychodzić z domów, aby czegoś spróbować.

Siedząc na TokToku w swoim pokoju, nie napiją się przecież wina z kolegami.

Wina akurat w ogóle nie piją. Najczęściej piwo albo wódkę. Siedzą na czatach, na messengerze, głównie na plikach tekstowych, nie pokazują swojej twarzy. Odpisują, coś komentują, ale to nie oznacza, że w tym czasie np. nie piją alkoholu. Nastolatki uważają, że multitasking mają opanowany do perfekcji.

Mogą w tym samym czasie uczyć się, czatować, coś popijać i jeszcze słuchać muzyki?

Tak im się wydaje. W ich pokojach toczy się całe ich życie. Rodzice idą spać, a oni się rozkręcają.

Skąd mają używki?

Wszystko można kupić w internecie. Paczka nie musi przychodzić do domu, trafia do paczkomatu. Rodzice o tym nic nie wiedzą.

Rozumiem, że kupią w internecie alkohol, wystarczy zaznaczyć, że ma się więcej niż 18 lat. Ale inne używki też?

Narkotyki można zdobyć na popularnych serwisach społecznościowych i portalach zakupowych.

Fot. Piotr Michalski / Agencja Wyborcza.pl

Kiedy rozmawia pani z młodzieżą o tym, dlaczego piją alkohol, biorą narkotyki, to co najczęściej mówią?

Sięgają po różne substancje uzależniające najczęściej po to, aby ułatwić sobie kontakty towarzyskie. Każdy człowiek ma biologiczną potrzebę bycia z innymi. Kiedy dzieci są bardzo małe, bawią się z rówieśnikami w piaskownicy, na placu zabaw. Ta potrzeba bycia z rówieśnikami nie zanika, kiedy dorastamy. Młody dorosły chce być blisko innych młodych dorosłych, chce należeć do jakiejś grupy.

Oni piją, ćpają, to ja też muszę, żeby mnie nie odrzucili?

Chcąc przynależeć do grupy, dostosowujemy się do tego, jak ta grupa funkcjonuje i działa. Zdarza się też tak, że nastolatki sięgają po substancje psychoaktywne, żeby się wyluzować i np. zacząć ciekawie pisać na messengerach. Przynależność do grupy często oznacza bycie aktywnym, atrakcyjnym i obecnym w sieci.

Świrują, kiedy nie zostaną do jakiejś grupy zaproszeni, albo kiedy ktoś ich wykluczy?

Sporo zrobią, aby dopasować się do grupy. Tak bardzo chcą przynależeć, że się dopasowują, podporządkowują temu, co mówi lider, bo w każdej grupie jest jakiś lider.

Zawsze można się przeciwstawić, powiedzieć, że się pasuje.

Bardzo dużo zależy od tego, jak nastolatki czują się w swoich rodzinach, czy mają wsparcie, poczucie bezpieczeństwa. Jeśli doświadczają przemocy, nie będą mieli odwagi, aby się przeciwstawić. Mówiąc o przemocy, nie mam na myśli, tylko przemocy fizycznej, ale też słowną. W rodzinach bardzo bogatych, na pozór świetnie sytuowanych, też może być przemoc, np. ekonomiczna.

Nastolatek sięgnie po używki, żeby odepchnąć od siebie trudne emocje.

I też po to, aby nie odstawać, uczestniczyć w grupach online’owych, dostawać zaproszenia na spotkania. Strach przed odrzuceniem jest wśród młodych ludzi potężny. Ten lęk został nawet nazwany syndromem FOMO.

(od red: FOMO pochodzi z języka angielskiego: Fear of Missing Out. Oznacza lęk przed odłączeniem, wypadnięciem z obiegu, strach, że nie będziemy na bieżąco i coś nas ominie. To poczucie wszechogarniającego lęku, że inne osoby w danym momencie przeżywają bardzo satysfakcjonujące doświadczenia, w których się nie uczestniczy).

Każdy z nas w jakimś momencie swojego życia poczuje się odrzucony, pominięty. Tego nie da się uniknąć.

Nie chcemy i nie lubimy przyjmować i przeżywać przykrych emocji. Kiedy zostajemy pominięci, wykluczeni z imprezy, czujemy się źle, jest nam przykro. W takim momencie różne substancje psychoaktywne pomagają zmniejszyć smutek. Sprawiają, że przykre emocje są stłumione. Ucieczka od problemów jest najczęstszą przyczyną sięgania po używki. Nie tylko wśród bardzo młodych ludzi, w ogóle.

Młodzież ma sporo obowiązków i nauki. Korepetycje, zajęcia dodatkowe, języki, ogrom prac domowych. Jak, w tak napiętym grafiku, wygospodarować czas na eksperymentowanie z używkami?

Zdarza się, że licealiści są doskonałymi uczniami, mają świetne wyniki, bo pomaga im w tym amfetamina. Rozmawiam ze studentami, wiem, że w renomowanych liceach całe grupy uczniów i uczennic lecą na tzw. amfie. Biorą, żeby sprostać wymaganiom. Oni o siebie mówią drużyny A.

To jest bez sensu.

Mam tego świadomość, ale niestety tak jest. W wielu szkołach średnich poziom jest nierealnie wysoki, wytyczne bardzo wyśrubowane. Uczniowie i uczennice, aby podołać, pomagają sobie narkotykami. Inaczej nie poradziliby sobie. Nie dlatego, że intelektualnie nie dają rady. Dają, są bardzo zdolni. Biorą, żeby utrzymać tempo.

Szkoły śrubują wyniki. A rodzice? Też tak cisną?

Myślę, że w wielu przypadkach tak może być. Będąc rodzicami, możemy bardziej lub mniej świadomie, powielać opresyjne schematy. Bo wychowaliśmy się w domu, w którym najważniejszy był czerwony pasek, albo od lat pracujemy w środowisku, w którym jest ogromna presja na sukces.

Ambicje rodziców kryją się pod zdaniem: "Bo ja chcę dla ciebie najlepiej".

To są puste słowa. Wielu rodziców zakłada, że ich dzieci nie mogą zejść poniżej pewnego poziomu. Prezentują wysoki poziom, są profesorami, zajmują bardzo wysokie stanowiska w firmie i na tej podstawie uważają, że ich dziecko nie może się uczyć w byle jakim liceum.

Ich dziecko, według nich, musi się uczyć w świetnym liceum, musi zdać na najlepsze studia. Musi to zrobić, po to, aby rodzice doskonale wypadli w oczach innych. W takich przypadkach to nie dzieci powinny chodzić na terapie, tylko ich rodzice.

Po to, aby się zatrzymać i zobaczyć w swoim dziecku człowieka, a nie "maszynkę" do dostarczania rodzinie sukcesów i splendorów.

Warto zadać sobie pytanie, czego się oczekuje od dziecka? Jak, jako rodzic, mogę wesprzeć swoje dziecko w tym, żeby wybrało dla siebie najlepiej. Jeżeli chce się uczyć języków, to niech pójdzie do takiej klasy, do takiego liceum, gdzie języki są premiowane. Ja bym raczej pytała dziecko, czego ono chce i podążała za dzieckiem, a nie za swoim wyobrażeniem o dziecku.

'W wielu szkołach średnich poziom jest nierealnie wysoki, wytyczne bardzo wyśrubowane. Uczniowie i uczennice, aby podołać, pomagają sobie narkotykami. Inaczej nie poradziliby sobie''W wielu szkołach średnich poziom jest nierealnie wysoki, wytyczne bardzo wyśrubowane. Uczniowie i uczennice, aby podołać, pomagają sobie narkotykami. Inaczej nie poradziliby sobie' fot. Dominik Sadowski / Agencja Wyborcza.pl

Wciąż naiwnie myślę, że kiedy jest się wystarczająco dobrym i czujnym rodzicem, to jest szansa, że to uchroni dzieci przed ryzykownymi zachowaniami, przed narkotykami, nałogowym piciem.

Oczywiście, to jest bardzo ważne, aby być blisko dzieci. Tylko pytanie, jak to zinterpretować? Mogę od święta wypić kieliszek wina, napić się alkoholu podczas spotkania ze znajomymi. Ale jeżeli alkohol w moim domu pojawia się często, bo zawsze ktoś wpadnie pogadać, albo codziennie wieczorem po pracy piję drinka, żeby się odstresować, to muszę mieć świadomość, że dzieci to wszystko widzą.

I może im się zakodować, że alkohol pije się za każdym razem, kiedy jest się zmęczonym, zestresowanym. I za każdym razem, kiedy się spotkają ze znajomymi, bo żadna impreza nie może się odbyć bez alkoholu. Rodzicielstwo uważności to relacje z dziećmi, ale też to, co robimy na oczach dzieci.

Co powinien zrobić rodzic, kiedy wyczuje, że 15-latek wrócił z kina, ale czuć od niego/od niej alkohol?

Zadbać o siebie i zadbać o dziecko. Nie krzyczeć, bo to niczego nie da. Nie wypytywać, a z kim, a gdzie, a ile. Usiąść, porozmawiać i zapytać, jak dziecku pomóc.

W idealnym scenariuszu nastolatek próbuje alkoholu, narkotyków, ale przychodzi do rodziców i komunikuje: "Spróbowałem, mam już to za sobą, nie bójcie się, nie idę w to dalej".

Tak zachowają się dzieci, które mają za sobą mądre rozmowy z dorosłymi. Nie sztuka powiedzieć do dzieci: "Nie wolno pić alkoholu, nie wolno brać narkotyków". Trzeba pokazać, że życie bez uzależnień jest lepsze. Lżej nam się żyje, kiedy nie jesteśmy uwikłani w szeroko pojęte uzależnienia.

Bardzo zachęcam nauczycieli i rodziców, aby zajrzeli z dziećmi do programu profilaktyczno-edukacyjny Smashed*. Jednym z modułów programu są fabularne historie trojga nastolatków, którzy zmagają się z uzależnieniem. Warto poznać losy tych młodych ludzi i porozmawiać z dziećmi o tym, jakie kłopoty życiowe pojawiają się, kiedy używki zaczynają rządzić człowiekiem. Rozmawiajmy z dziećmi. Ale nie na zasadzie negacji: "Widzisz, widzisz, tak się nigdy nie zachowuj". Tylko bardziej w kierunku: "Zobacz, do czego doprowadziło uzależnienie".

Magdalena Nowak jest psycholożką, wykładowczynią w Studium Komunikacji Medycznej na Uniwersytecie Medycznym w Warszawie. Zajmuje się psychologią kliniczną. Pracuje także jako terapeutka m.in. z osobami uzależnionymi.

*Przynajmniej raz alkohol piło 80 proc. uczniów w wieku 15-16 lat oraz 92,8 proc. uczniów w wieku 17-18 lat. Aby przeciwdziałać spożywaniu alkoholu przez niepełnoletnich, powstał innowacyjny projekt Smashed.

To międzynarodowy program edukacyjny, stworzony dla uczniów, nauczycieli, rodziców. Z interaktywną aplikacją cyfrową są zsynchronizowane materiały wideo. Program jest złożony z trzech modułów: historii fabularnej, opowiadającej o zmaganiu się trojga młodych ludzi z uzależnieniem od alkoholu, ankiet i zadań skierowanych do młodzieży.

Do programu przystąpiło już 200 polskich szkół, 5000 uczniów przeszło przez szkolenie. Scenariusz polskiej edycji programu opracował profesor Uniwersytetu Warszawskiego, dr hab. Jacek Wasilewski. Wersję filmu edukacyjnego przygotował zespół pod kierownictwem producenta filmowego Marka Władyki z udziałem aktorów młodego pokolenia.

Do programu można dołączyć, korzystając z materiałów dostępnych na stronie smashedpolska.pl. Aplikacja z kursem znajduje się tu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.