Powrót do szkół będzie traumą. Miesiąc miodowy mamy za sobą. "Żądamy rozwiązań"

Joanna Biszewska
Miodowy miesiąc edukacji zdalnej mamy już dawno za sobą. Zmęczenie, przewlekły stres, bezsenność, apatia - z tym borykają się coraz częściej uczniowie. Co ich czeka, kiedy wrócą do szkół? Jeszcze więcej nauki i dodatkowe lekcje wyrównawcze. Rzeczniczka ZNP: W niektórych krajach programy powrotu do szkół zakazują wręcz mówienia o zaległościach i brakach.

Kiedy opublikowaliśmy artykuł "Zombie Zoom. Matka 11-latki: "7 lekcji online, jedna po drugiej, kiedy skończy jest jak naćpana" w komentarzach pod tekstem wypowiedziała się uczennica drugiej klasy szkoły średniej. Dziewczyna opisała, jak wygląda jej codzienność od października. Ona, jak i tysiące innych uczennic i uczniów, w ostatnich tygodniach nauki zdalnej, doszli już do ściany. Jak wygląda ich dzień?

"Opieram się o krzesło i zamykam na chwilę oczy"

"Mamy po 8 godzin lekcji od 11.50 do 18.45 z pięciominutowymi przerwami i jedną dziesięciominutową. W ich trakcie nie odchodzę od komputera, a jedynie opieram się o krzesło i zamykam na chwilę oczy. Nie da się zrobić za wiele w ciągu pięciu minut, przyznacie. Nawet zjedzenie czegoś jest ciężkie, bo w takim trybie nauki nie chce się jeść zupełnie. Traci się ochotę do wstawania z łóżka, nauki na kolejny sprawdzian, czy zrobienia głupiej prezentacji" - czytamy w komentarzu uczennicy, która opisuje też, jak w jej szkole wyglądają sprawdziany online: 

"Nauczyciele wymyślają coraz różniejsze sposoby, by zapobiec ściąganiu, co jest dla mnie absurdem, ponieważ nigdy tego procederu nie da się wyeliminować, nawet na zajęciach stacjonarnych. Ten "konkurs" kończy się tym, że na sprawdzianach dostajemy odpowiedzi tak trudne, iż nie tylko nie da się ich wyszukać w internecie, ale i również odpowiedzieć samemu. Przykładowo, mamy dwie minuty na wykonanie zadania obliczeniowego z fizyki. W tym czasie mamy zapisać wzór, dane i wykonać poprawne obliczenia. W rzeczywistości wygląda to tak, że znając wzór ciężko wpisać liczby do kalkulatora, żeby je wyliczyć.

Uczennica: Jestem wykończona tym wszystkim. Dobrym pomysłem byłoby, chociaż skrócenie wszystkich lekcji do 30 minutUczennica: Jestem wykończona tym wszystkim. Dobrym pomysłem byłoby, chociaż skrócenie wszystkich lekcji do 30 minut fot: archiwum prywatne jb

Kolejny przykład? Odpowiadając z biologii mamy odwracać się w różne strony, żebyśmy nie ściągali z kartek poprzyklejanych do komputera i zamykać oczy. To robi się już szalone, chore. Z jednej strony staram się zrozumieć takie postępowanie, wszystko ma swój cel, by uczniowie faktycznie się uczyli, ale niestety, w rzeczywistości prowadzi to do odwrotnej reakcji i przypomina bardziej terror. 

Wcześniej, przed rozpoczęciem tej "tury" nauki zdalnej bardzo ją popierałam. Rozumiem zagrożenie, wynikające z wirusa Covid-19 i nie chce być odpowiedzialna za czyjąś śmierć, gdybym kogoś zaraziła. Teraz jednak jestem wykończona tym wszystkim. Dobrym pomysłem byłoby chociaż skrócenie wszystkich lekcji do 30 minut” - sugerowała w swoim komentarzu uczennica ogólniaka.

W tym roku szkolnym uczniowie szkół podstawowych IV - VIII i licealiści uczyli się stacjonarnie tylko kilka tygodni. Nie wiadomo kiedy wrócą do szkół. Nie ma konkretnej daty i systemowego planu, jak będzie wyglądała nauka w szkołach po tak długiej przerwie.

Od tygodni leżą z laptopami w łóżkach, nie wychodzą z domów

O tym, że wrzesień będzie trudnym miesiącem wiedzą sami uczniowie, nauczyciele, rodzice, psychologowie. Z każdym kolejnym tygodniem nauki zdalnej problemy się nawarstwiają. Męczarnie z przeładowaną, nierealistyczną podstawą programową, ogrom prac domowych, które pochłaniają kilka godzin dziennie, zaburzenie socjalizacji, masowy problem z uczniami znikającymi z systemu, pokrzywdzeni uczniowie ze specjalnymi indywidualnymi potrzebami edukacyjnymi wymagający wsparcia psychologów, słabe kompetencje cyfrowe uczniów, pogłębiające się różnice w dostępie do edukacji (o pokrzywdzonych uczniach, którzy nie mają warunków w domu do nauki, braki sprzętowe, słabe łącza pisaliśmy tutaj)  - to niektóre z palących problemów edukacji zdalnej, dla których wciąż brakuje systemowych rozwiązań.

Podczas debaty Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę podsumowującej rok w pandemii z perspektywy zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży wypowiadało się wielu ekspertów z dziedziny zdrowia psychicznego.

Wszyscy zgodzili się z tym, że rok temu, kiedy świat przeszedł do życia w sieci, uczniowie byli pogodzeni z sytuacją, nierzadko zafascynowani nową formą nauki. Nie musieli wstawiać wcześnie rano, ubierać się, jechać do szkoły, mogli logować się z łóżka, w piżamach. Jednak miodowy miesiąc edukacji zdalnej mamy już dawno za sobą. Zmęczenie, przewlekły stres, zaburzenia lękowe i depresyjne, bezsenność, apatia - z tym borykają się coraz częściej uczniowie, którym rok temu zatarła się granica pomiędzy szkołą a domem i którzy od tygodni leżą z laptopami w łóżkach, nie wychodzą z domów, bo już nie widzą w tym sensu.

- W tym tygodniu córka nie wstała rano na lekcje. Cały dzień przeleżała w łóżku, już psychicznie nie daje rady logować się, zobojętniała. Ostatnie tygodnie są dla niej bardzo trudne. Do tej pory pracowała bardzo intensywnie, ma bardzo dużo nauki, jest w szkole średniej, bardzo się stara. Ja ją podziwiam, nie wiem, czy sama dałabym radę zaliczać po siedem lekcji online dziennie. Myślałam o tym, aby iść z nią do psychologa. Zadzwoniłam, aby umówić spotkanie. Oczywiście do poradni prywatnej. Zaproszono nas na konsultacje online. Podziękowałam. Córka potrzebuje kontaktu z ludźmi, nie z kolejną gadającą głową z ekranu. Widzę, że jej stan psychiczny z dnia na dzień jest coraz gorszy, martwię się o nią, bo to sumienna i fajna uczennica - mówi nam mama 15-latki z Warszawy.

Podczas konferencji fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, dr Agnieszka Dąbrowska, psychiatra dziecięcy mówiła o tym, że w swoim gabinecie coraz częściej słyszy, że dzieci nie widzą już sensu w edukacji, w staraniu się o kontakt z rówieśnikami.

- Kiedyś takie słowa padały tylko z ust dzieci, które zmagały się z depresją, dziś praktycznie nie ma pacjentów, którzy by tego nie mówili - zauważyła.

"Szkoła się powinna zmienić, bo świat się zmienił"

Pedagog z wieloletnim stażem Małgorzata Próchniak, polonistka z wrocławskiej podstawówki w naszej rozmowie mówiła, że z tygodnia na tydzień uczniowie tracą rezon, chęci do nauki, są zrezygnowani, zobojętnieli, bez życia i bez nadzieli, że kolejne tygodnie przyniosą jakąś zmianę. Według nauczycielki głównym celem szkoły, kiedy już dzieci wrócą do nauki stacjonarnej, powinno być "pozbieranie wszystkich psychicznie”.

"Jeśli już wrócimy do szkół, wszyscy będziemy musieli przede wszystkim pozbierać się psychicznie, na nowo rozpoznać. Ja wiem, że niektóre dzieciaki przeżywają załamanie nerwowe, mam uczniów, którym ktoś bliski umarł na COVID-19. Myślę, że na tych emocjach trzeba będzie się skupić i spróbować odbudować społeczność szkolną" - mówiła nauczycielka, która nie uważa, że po powrocie do nauki twarzą w twarz z nauczycielem najważniejsze będzie szybkie nadrabianie podstawy programowej.

"Nie wyobrażam sobie, że wejdziemy do klasy i od razu zabierzemy się za "Pana Tadeusza" czy podmiot i orzeczenie. Nie widzę takiej możliwości ani takiej potrzeby. Szkoła się powinna zmienić, bo świat się zmienił. Moja klasa ma na szczęście cały czas stałe wsparcie psychologa, myśmy jeszcze we wrześniu zaczęli takie cykliczne spotkania dla uczniów organizować. Ale przecież to za mało  - mówiła nam nauczycielka z Wrocławia.

Pomysł ministerstwa? Zajęcia wyrównawcze dla uczniów

W połowie marca rząd przygotował projekt nowelizacji ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19. Po powrocie do nauki stacjonarnej uczniowie klas IV-VIII oraz szkół średnich otrzymają ofertę zajęć wyrównawczych w szkołach. Do samorządów ma trafić 187 mln zł na sfinansowanie wynagrodzenia nauczycieli prowadzących te zajęcia. Po powrocie do nauki stacjonarnej uczniowie będą zatem mogli liczyć na zajęcia dodatkowe, których celem ma być utrwalenie wiadomości i umiejętności z wybranych obowiązkowych zajęć edukacyjnych z zakresu kształcenia ogólnego.

Na profilu w serwisie społecznościowym "Głosu Nauczycielskiego” pod postem o pomyśle ministerstwa wypowiedziało się sporo nauczycieli. Nie są przekonani, czy dodatkowe zajęcia wyrównawcze sprawią, że uczniowie wrócą do równowagi. Wielu pisało, że nie podstawa programowa jest teraz najważniejsza:

"Mają być dodatkowe zajęcia sportowe, dodatkowe wyrównawcze. Chcąc dołożyć obowiązków nauczycielom, skazujemy dzieci na siedzenie w szkole po ile godzin? Po 10 godzin dziennie? Czy ktoś się zastanowił, choć przez chwilę, jaki sens mają zajęcia wyrównawcze z matematyki prowadzone na ósmej czy dziewiątej godzinie lekcyjnej?". 

Podobnego zdania jest rzeczniczka prasowa Związku Nauczycielstwa Polskiego, Magdalena Kaszulanis, która zwraca uwagę na to, że wyrównanie braków w wiedzy uczniów jest ważne, ale nie powinno być głównym zadaniem szkoły po powrocie uczniów do stacjonarnej nauki.

- MEiN mówi teraz o programie wyrównującym braki w wiedzy. To jest ważne, ale taki komunikat tylko pogłębi zły stan nastolatków wyczerpanych roczną izolacją. W niektórych krajach programy powrotu do szkół zakazują wręcz mówienia o zaległościach i brakach. Powinniśmy się skupić przede wszystkim na odbudowaniu relacji rówieśniczych, szkolnych, na potrzebach uczniów. Ważne jest, by wrócić do szkolnej rutyny, której teraz tak nam brakuje i ćwiczyć m.in. umiejętność koncentracji - mówi Kaszulanis, według której kompleksowy program powrotu do zajęć stacjonarnych już powinien być gotowy, powinniśmy o nim dyskutować.

- Niestety, choć minął rok od przejścia na zdalne nauczanie, nadal nic takiego nie ma. Nie zrobiono najprostszej i najważniejszej rzeczy, jaką byłoby odchudzenie podstaw programowych - zauważa rzeczniczka ZNP.

Jakie wsparcie psychologiczne dla uczniów?

MEiN na wsparcie psychologiczno-pedagogiczne uczniów po powrocie do nauki stacjonarnej przeznaczył zaledwie 15 mln zł do końca grudnia br. W ramach programu przeprowadzona zostanie diagnoza uczniów w 1200 szkołach, 100 tys. godzin zostanie przeznaczonych na pomoc dla dzieci i młodzieży, a także 10 tys. godzin szkoleń nauczycieli specjalistów i konsultacje z rodzicami. Jak policzyli dziennikarze "Głosu Nauczycielskiego” statystycznie, co pięćdziesiąte dziecko w Polsce otrzyma godzinę wsparcia. Program ma ruszyć w kwietniu.

Wiele nastolatków doszło już do ściany. Brak perspektyw nie pomogaWiele nastolatków doszło już do ściany. Brak perspektyw nie pomoga fot: shutterstock/Diego Cervo

"Wszystko to, przypomnijmy, dla prawie 5 mln uczniów. Jeśli zaś szkolenie dla nauczycieli będzie trwało godzinę, to w ten sposób uda się przeszkolić zaledwie 10 tys. nauczycieli. A ta grupa zawodowa liczy, przypomnijmy, prawie 700 tys. osób” – czytamy w tekście "Głosu".

Minister edukacji opowiadając o programie psychologicznego wsparcia, nie wyjaśnił, kto ma zrealizować dodatkowe godziny wsparcia dla uczniów i kto będzie odpowiedzialny za przeprowadzenie konsultacji z rodzicami. Niewykluczone więc, że zajmą się tym przeciążeni pracą w trybie zdalnym nauczyciele.

Dr Iga Kazimierczyk, doktor nauk pedagogicznych, prezeska Fundacji "Przestrzeń dla edukacji" podczas konferencji fundacji Dajemy Dzieciom Siłę zwracała uwagę na to, jak wielka odpowiedzialność spadła na nauczycieli. Często to oni są pierwszym ogniwem pomocy dziecku: 

"75 proc. nauczycieli deklaruje gotowość pomocy dzieciom, ale w systemie szkolnictwa pozostawieni są całkowicie sami sobie, nie otrzymują żadnej superrewizji ani wsparcia psychologicznego”.

Od początku trwania pandemii rozmawialiśmy w redakcji z wieloma nauczycielami, którzy z dnia na dzień musieli przestawić się na system pracy zdalnej. Wszyscy mówili o tym, że w najtrudniejszych chwilach, kiedy z dnia na dzień wywróciło się do góry nogami całe ich życie zawodowe, mogli liczyć tylko na siebie, swoją rodzinę, koleżanki i kolegów z pracy, dyrektorów szkół. Po roku nauki zdalnej coraz częściej mówi się o tym, że nauczyciele są zawodowo wypaleni.

"Czują się przeciążeni, obarczeni zbyt rozległymi obowiązkami administracyjnymi i odpowiedzialnością za dobrostan uczniów. Czują się, jakby nigdy nie wychodzili z pracy, a uczniowie spędzali całe dnie przyklejeni do ekranów" - czytamy w raporcie "PowerED. Jak przeciwdziałać wykluczeniom w edukacji?”

W czasie nauki zdalnej to na nauczycielach spoczęła olbrzymia odpowiedzialność, nie tylko za realizację podstawy podstawowej, ale też za kondycję psychiczną swoich uczniów. Rozmawiając z ekspertami od edukacji, wielokrotnie słyszałam, że nauczyciele powinni teraz procować z emocjami dzieci, muszą być czujni, wspierający, mieć psychologiczne podejście. Aby być wsparciem dla swoich uczniów, sami też powinni otrzymać pomoc i wskazówki.

- Nauka zdalna - mimo jej wielu mankamentów - odbywa się dzięki zaangażowaniu nauczycieli. Im, po roku prowadzenia lekcji na teamsie czy zoomie i mówienia do ekranu -  też potrzebne jest wsparcie np. jak motywować uczniów, jak radzić sobie z nowymi problemami wynikającymi z długotrwałej izolacji. Wszystkich nas dopadło zmęczenie cyfrowe - zauważa Magdalena Kaszulanis.

Z czym przyjdzie się zmierzyć?

Już dzisiaj wiemy, że kondycja psychiczna dzieci i młodzieży podczas edukacji zdalnej jest kiepska. Eksperci i ekspertki w badaniu Fundacji Szkoła z Klasą dotyczącym zdrowia psychicznego uczniów alarmują, że dzieci zgłaszających znaczne obniżenie nastroju, stany lękowe i myśli samobójcze jest znacząco więcej niż przed pandemią. I wcale nie brakuje dzieciom tradycyjnych lekcji w klasach, najbardziej brakuje im przestrzeni, kontaktów z koleżankami i kolegami, przyjaciół, możliwości decydowania o sobie i swoim życiu. Ogromny wysiłek emocjonalny, jaki uczniowie i nauczyciele włożyli w naukę zdalną, teraz wysuwa się na pierwszy plan. Uczniowie uczący się od października zdalnie, w ostatnich tygodniach są już przede wszystkim wyczerpani.

Mają już też stygmat. Czytają o sobie, że są "straceni", "nie poradzą sobie", "będą mało zarabiać, bo są niedouczeni”.

Po roku nauki zdalnej wiemy już też, że technologia nie zastąpi nauczycieli, nie nauczy dzieci kompetencji społecznych. Szkoła ma sens, kiedy uczniowie są w grupie, na czele z nauczycielem.

W sieci od kilku dni krąży petycja do Ministerstwa Edukacji i Nauki "Nie dla zdalnej nauki". To inicjatywa grupy rodziców i nauczycieli, którzy sprzeciwiają się decyzjom rządu m.in. o ponownym przejściu uczniów na nauczanie zdalne. Petycję podpisało prawie 80 tys. ludzi.

"Aby uchronić nasze dzieci przed długotrwałą izolacją, żądamy dyskusji i konkretnych rozwiązań, które rząd powinien przygotować i wdrożyć, aby uczniowie mogli wrócić do szkół" - czytamy w treści petycji.

Ten dokument to jeszcze jeden sygnał, że masa krytyczna już została osiągnięta i pora na konkretne zmiany. Nie od września, ale od teraz.

Więcej o: