Kurator: Bez prac domowych w dni wolne. Rodzice: Dom nie jest filią szkoły

Uczniowie są przemęczeni nadmiarem prac domowych, mają prawo do odpoczynku - uważa Wojciech Cybulski, warmińsko-mazurski wicekurator oświaty. Czy inne kuratoria oświaty pójdą w ślady Olsztyna?
Lekcja z szkole w Olsztynie Lekcja z szkole w Olsztynie Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta

Odpoczynek zamiast prac domowych

Warmińsko-mazurskie kuratorium oświaty zaapelowało do dyrektorów szkół i nauczycieli, aby nie obciążali w sposób nadmierny uczniów pracami domowymi. W komunikacie wicekurator oświaty Wojciech Cybulski poprosił nauczycieli, aby zadając prace domowe brali pod uwagę inne obowiązki uczniów, a także to, że mają oni prawo do odpoczynku. W liście kuratora czytamy:

Czas przeznaczony na realizację pracy domowej w wymiarze tygodniowym jest znacznie większy niż optymalna efektywna jego wartość szacowana dla ucznia. Skutkuje to w wielu przypadkach fizycznym i psychicznym przeciążeniem dzieci i młodzieży. Ogranicza także czas, który uczniowie powinni poświęcić na odpoczynek, rozwijanie własnych zainteresowań czy spotkania z rodziną.

Na początku tego roku szkolnego Marek Michalak, Rzecznik Prac Dziecka, wystosował podobny list do MEN-u z prośbą o zniesienie obowiązku prac domowych. Jego zdaniem polscy uczniowie są przemęczeni i zniechęceni, przez co nie mają czasu na odpoczynek i pasje.

W odpowiedzi na pismo rzecznika MEN przypomniało, że tego typu kwestie wyjaśniane są na poziomie szkoły. Do likwidacji prac domowych nie jest potrzebna ustawa obejmująca wszystkie polskie placówki.

Rodzice wysyłają listy do kuratorów z prośba o ograniczenie prac domowych, bo dzieci są niedospane, zmęczone, nie mają czasu na odpoczynek, nawet w weekendy. Pod naszym tekstem na temat prac domowych w którym głos oddaliśmy rodzicom, w komentarzach rysuje się obraz przemęczonych uczniów i ich rodziców. Jeden z internautów zauważył:

Rozumiem zadania domowe w tygodniu. Ale w weekend? I sprawdzian w poniedziałek? Ludzie, opanujcie się! Dzieci też muszą odpocząć od szkoły, tak jak dorośli od pracy! Weekend jest po to, żeby spędzić czas na świeżym powietrzu, pojechać na narty lub na żagle, a nie kisić w domu!

O tym jak wygląda odrabianie prac domowych w polskich domach opowiedzieli nam rodzice uczniów różnych szkół w tekście: Rodzice ślęczą z dziećmi nad pracami domowymi. Mama 12-latki: 'Mogłabym się z nią nie uczyć, ale byłaby czwórkowa. A jestem ambitna

Dzieci nie wyrabiają, rodzice proszą o mniej prac domowych

Do kuratorium oświaty w Poznaniu w tym roku szkolnym wpłynęły dwa pisma od rodziców uczniów szkół podstawowych, dotyczące przeciążenia dzieci pracami domowymi. Sprawa dotyczyła ogółu uczniów. W obydwu przypadkach przeprowadzona została kontrola, pozyskano opinie doradców metodycznych Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Poznaniu. W ramach przeprowadzonej analizy stwierdzono, że forma i stopień trudności prac domowych jest dostosowany do potrzeb i możliwości dzieci.

W Wielkopolsce przed zimowymi feriami zorganizowano naradę Wielkopolskiego Kuratora Oświaty z dyrektorami szkół. Wiodącym tematem narady były prace domowe. Zarówno Dyrektor Wydziału Nadzoru Pedagogicznego Kuratorium Oświaty w Poznaniu, jak i doradcy metodyczni publicznych ośrodków doskonalenia nauczycieli omawiali szczegóły związane z liczbą i celowością prac domowych.

- Zakładam, że dyrektorzy szkół z terenu Wielkopolski mają wiedzę dotyczącą tego, w jakim wymiarze zadawać uczniom prace domowe - powiedział nam Krzysztof Błaszczyk, wicekurator oświaty z Poznania.

Rada rodziców może wystąpić do dyrektora

Świętokrzyski kurator oświaty Kazimierz Mądzik poinformowała nas, że do tej pory do kuratorium oświaty w Kielcach nie wpłynęły żadne skargi dotyczące przemęczania czy przeciążania uczniów pracami domowymi.

W Kielcach na zlecenie Rzecznika Praw Dziecka, została przeprowadzona niedawno kontrola sprawdzająca stopień obciążenia uczniów obowiązkami szkolnymi, w tym pracami domowymi.

- Kontrola wykazała, że w województwie świętokrzyskim nie jest potrzebny podobny komunikat, który został zamieszczony na stronie kuratorium oświaty w Olsztynie - mówi Kazimierz Mądzik, który przypomina, że w kwestii nadmiernych obciążeń uczniów pracami domowymi rada rodziców może wystąpić do dyrektora szkoły lub do kuratorium.

Kurator oświaty z Lublina również nie zamierza w najbliższym czasie kierować apelu do nauczycieli w sprawie nadmiernego obciążania uczniów pracami domowymi.

Jolanta Misiak, dyrektor Wydziału Pragmatyki Zawodowej i Analiz z Kuratorium Edukacji z Lublina, przypomina jednak, że pedagogów obowiązuje Karta Nauczyciela, która daje przywilej wyboru metod nauczania, możliwość decydowania o przebiegu procesu kształcenia, w tym m. in. o pracach domowych. Obowiązkiem dyrektorów szkół jest natomiast nadzór nad pracą pedagogów, również nad tym, w jakim wymiarze zadają prace domowa swoim uczniom.

Dolnośląskie kuratorium też wierzy w rozsądek i kompetencje swojej kadry.

W idealnych warunkach - jak tłumaczył na łamach Gazety Wyborczej dolnośląski kurator oświaty Roman Kowalczyk, jeśli nie są zadawane w zbyt dużych ilościach, służą utrwaleniu materiału omawianego na lekcjach i zaszczepieniu zainteresowań u dzieci.

Na temat zadań domowych wprost mówi ustawa z dnia 14 grudnia 2016 r. - Prawo oświatowe. Na tę ustawę powołują się kuratoria oświaty w Polsce. Według ustawy nauczyciel, zadając pracę domową, powinien brać pod uwagę obciążenie uczniów wynikające z realizacji pozostałych przedmiotów oraz inne kwestie, np. czy wykonanie zadań w domu nie będzie zbyt czasochłonne. Zadawanie prac domowych powinno uwzględniać także konieczność zapewnienia uczniowi czasu wolnego po lekcjach.

Szkola Podstawowa nr 323 im. Polskich Olimpijczykow Szkola Podstawowa nr 323 im. Polskich Olimpijczykow FRANCISZEK MAZUR

Realia: 2 godziny dziennie prac domowych i 5 sprawdzianów w tygodniu

- Zapytajcie dzieci z VII klas w państwowych podstawówkach! 2 godziny dziennie prac domowych i 5 sprawdzianów w tygodniu! - zasugerował jeden z rodziców pod tekstem o pracach domowych w polskich domach.

W tym roku szkolnym na nadmiar prac domowych najbardziej narzekają rodzice siódmoklasistów i ostatnich roczników wygasających gimnazjów. Mają ku temu powody.

Wskutek reformy edukacji w przyszłym roku szkolnym, tj. w 2019 r., dzisiejsi siódmoklasiści i gimnazjaliści będą walczyć o miejsca w tych samych liceach. Razem to aż 726 tys. dzieci, a nie jak dotąd ok. 350 tys. Największy problem dotyczy szkół prestiżowych, w których dotąd co roku uruchamiano po sześć równoległych klas. W 2019 r. będzie potrzeba ich dwa razy więcej.

Problemem będzie nie tylko dostanie się do wymarzonej szkoły, ale w tym roku szkolnym, obecni siódmoklasiści muszą zrealizować trzyletni program gimnazjum w dwa lata. A to olbrzymie wyzwanie.

Jak zrobić trzyletni materiał w dwa lata?

Niektórzy rodzice "nadganianie materiału" i odrabianie prac domowych swoich dzieci dzieci powierzyli nauczycielom, którzy przychodzą do ich dzieci do domu.

- Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, co będzie się działo za rok na egzaminach wstępnych do dobrych szkół średnich. Ta sytuacja dotyczy naszego starszego syna. Nasze dzieci są przepracowane, ale nie możemy odpuścić, zależy nam na tym, aby po podstawówce trafiły do dobrych szkół. W związku z tym do syna przychodzą do domu nauczyciele, odrabiają z nim lekcje z matematyki, angielskiego i niemieckiego, a także realizują program, jeśli zauważą, że ma braki - mówi tata z rodziny z podwarszawskiego Józefosławia. 

Powinno cię również zainteresować: Siódmoklasiści mają tyle lekcji, ile wynosi etat. "Nie mają nawet siły, żeby pobiegać

Ranking "The Telegraph" sprzed dwóch lat pokazał, że przeciętny 15-latek spędza w Polsce sześć i pół godziny na nauce w tygodniu. Więcej od Polaków w domu pracują mali Chińczycy, Litwini, Rumuni, Estończycy. W Niemczech, Norwegii, Wielkiej Brytanii uczniowie poświęcają na prace domowe o ponad dwie godziny tygodniowo mniej niż młodzi Polacy. Najmniej czasu na prace domowe przeznaczają fińscy uczniowie, którzy w domu odrabiają lekcje zaledwie przez dwie godziny tygodniowo.

praca domowa praca domowa 123RF

Dom nie jest filią szkoły

Na serwisie społecznościowym w tym roku szkolnym z inicjatywy rodziców powstała grupa "Dom nie jest filią szkoły". Prowadzący profil walczą o prawa dzieci do cieszenia się dzieciństwem zamiast pracy po 10-12 godzin dziennie. W jednym z postów założyciele grupy namawiają do ogólnopolskiej akcji składania "Oświadczeń woli rodzica".

W poście czytamy o tym, że nie można dłużej bezsilnie przyglądać się sytuacji w szkołach, nie można pozwalać by prawo dziecka było codziennie łamane.

"A prawo, drodzy rodzice, jest po naszej stronie. Dlatego zachęcam do szczerej, ale stanowczej rozmowy z wychowawcą bądź dyrektorem szkoły. Wyjaśniając swoje stanowisko warto podkreślić że prawo chroni młodocianych pracowników przed pracą powyżej 6 godzin na dobę".

Zadawanie prac domowych nie jest konieczne - według analizy przeprowadzonej przez dr Pawła Grygiela z Instytutu Badań Edukacyjnych uważa tak zaledwie 2 proc. nauczycieli. Pozostali są przekonani, że pozbawieni prac domowych uczniowie nie potrafiliby utrwalić materiału, systematycznie pracować, czy przygotować się do sprawdzianu.

W raporcie Instytutu Badań Edukacyjnych dr Grygiel nie zaprzecza, że zadania domowe sprzyjają nauce krytycznego myślenia, przetwarzania informacji czy rozwiązywania problemów, jednak nadużywane wyrządzają więcej szkody niż pożytku.

Dr Grygiel podkreśla, że z zadań domowych nie warto rezygnować, bo mają pozytywny wpływ na osiągnięcia uczniów, ale tylko wtedy, gdy są zadawane w rozsądny sposób. Według dr Grygiela bardziej potrzebne są w szkołach ponadgimnazjalnych niż w podstawówkach i gimnazjach, zaś prace z języka polskiego nie powinny zdarzać się częściej niż raz w tygodniu.

Cały raport Instytutu Badań Edukacyjnych w Warszawie "O pracach domowych - czyli, czy więcej znaczy lepiej?" tutaj