"Nie macie pojęcia, na ile sposobów nauczyciele sponsorują szkołę". Co kupują z własnych pieniędzy?

Szkoły nie mają na artykuły biurowe i środki czystości. Kiedy ich brakuje, nauczyciele muszą prosić rodziców, aby kupili mydło, papier i tusz do drukarki. Kiedy wychowawcy nie mają odwagi "prosić się", wówczas kupują z własnych pieniędzy. Co najczęściej sponsorują?
Lekcja języka polskiego w szkole podstawowej Lekcja języka polskiego w szkole podstawowej Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

"Żaden nauczyciel nie lubi 'prosić się' rodzica o cokolwiek"

Poniższy tekst powstał pod koniec zeszłego roku. Przypominamy go dzisiaj, bo to ważny głos nauczycieli. W obliczu ogólnopolskiego strajku nauczycieli, kiedy głosy za i przeciw niemu są tak podzielone, warto poznać życie zawodowe nauczyciela od podszewki. Czy wiedzieliście, że np. niektórzy nauczyciele ze swoich pieniędzy kupują materiały dydaktyczne dla uczniów? Bo szkoła nie ma na takie rzeczy funduszy. O tym zazwyczaj się nie mówi. Wybrzmiewa za to frazes, że mają dwa miesiące wakacji latem. A to nie do końca tak wygląda.

Kiedy opublikowaliśmy pod koniec zeszłego roku tekst "Zaczęło się od kleju. A jest tego więcej. Szkoły wymuszają od rodziców wiele opłat. Część nielegalnie", w komentarzach pod artykułem głos zabrali nie tylko rodzice, lecz także nauczyciele. Ci najczęściej pisali: "To, że szkoła nie ma funduszy np. na wyposażenie klasy, nie jest naszą winą", "Ech, ci współcześni rodzice i ich postawy roszczeniowe".

Rodzice w szkołach płacą składki na radę rodziców, kupują klej, papier do drukarki, papier toaletowy, mydło. Sponsorują szkolne szafki, pudła na rzeczy dzieci. Zakładają, że to ich rodzicielski obowiązek. Jednak według prawa oświatowego rodzice nie są zobowiązani do zakupu pomocy dydaktycznych. Edukacja w przedszkolu i oddziałach przedszkolnych w publicznej szkole podstawowej jest bezpłatna i to na placówce szkolnej spoczywa obowiązek ich finansowania. Zgodnie z przepisami prawa oświatowego pobieranie dodatkowych opłat na zakup tzw. "wyprawki" jest niezgodne z prawem.

W przypadku uczniów szkół podstawowych dyrektorzy szkół mogą, za pośrednictwem wychowawców, zwrócić się do rodziców z prośbą o wsparcie materialne. Rodzice jednak nie mają obowiązku finansowania z własnej kieszeni środków higienicznych (papieru toaletowego, mydła do rąk) i artykułów biurowych (papieru do drukarki, kleju, nożyczek, dziurkaczy). O te materiały powinien zadbać organ, który prowadzi szkołę (burmistrz, starosta).

Kiedy szkoła nie ma pieniędzy na tego typu wydatki, wówczas na barkach nauczycieli, wychowawców spoczywa obowiązek zapewniania dzieciom niezbędnych materiałów pomocniczych w nauce. W takiej sytuacja nauczyciel ma dwa wyjścia: prosić rodziców o pomoc finansową lub kupować, np. artykuły biurowe, z własnej kieszeni.

Spośród setek komentarzy, które pojawiły się pod naszym tekstem "Zaczęło się od kleju. A jest tego więcej. Szkoły wymuszają od rodziców wiele opłat. Część nielegalnie", jak również pod postem na naszym profilu w serwisie społecznościowym, wybraliśmy te komentarze, które pochodzą od nauczycieli. Chcielibyśmy w tym miejscu oddać im głos, bo - jak sami  zauważają - rodzice mają postawę roszczeniową, a przecież to, że szkoła nie ma pieniędzy, nie jest winą nauczycieli.

Pani Edyta, nauczycielka z Sosnowca napisała:

Proszę mi wierzyć żaden nauczyciel nie lubi się "prosić" rodzica o cokolwiek. Gdyby nauczyciel miał zapewniony klej, papier nie musiałby prosić. Takie są realia, że niestety szkoła nie kupuje papieru na xero, klejów, papierów kolorowych i innych rzeczy, które są potrzebne w czasie lekcji

Pani Katarzyna z Katowic:

Jeśli my nauczyciele dostajemy sale z pustymi meblami, to niby na czym te dzieci mają pracować? Poświęcam mnóstwu swojego wolnego czasu i pieniędzy na pracę i materiały dla dzieci. My nie dostajemy nic z góry, żadne paczki z ministerstwa do nas nie przychodzą z klejami i papierami. O plansze i tablice miesiącami trzeba się prosić w wydawnictwach, ileż można, ludzie! Co to w ogóle za nagonka na nas ostatnio? Za dużo zarabiamy, za mało pracujemy, za dużo kasy wołamy?

Pani Ewa z Poznania zauważa:

Gmina przekazuje szkole środki finansowe, ale bardzo okrojone. Od dyrektora szkoły zatem zależy, czy wyda to na wyprawki plastyczne dla klas 0-3, czy wymieni np. piłki i sprzęt sportowy, czy zakupi nowe pomoce dydaktyczne dla całej szkoły, czy być może zakupi nowe meble do wyremontowanej sali lub sprzęt komputerowy. Niestety, ale w naszym kraju nie jest tak, że jeśli nie stracimy na imprezę religijną, to przekażemy to na oświatę. Zawsze znajdzie się jakiś marsz, na który pójdą środki finansowe

Jeszcze inna nauczycielka napisała:

O tym, że nauczyciel, chcąc zrobić dekorację czy jakąkolwiek gazetkę, musi materiały zakupić z prywatnych pieniędzy, że niejednokrotnie widząc, że uczeń długo nie przynosi nowego zeszytu, zakupuje mu cichaczem nowy, żeby nie miał żadnego dyskomfortu. O tym nikt już nie wspomni. Przecież zawód nauczyciela to misja, choć nie wszyscy wiedzą

Jak nauczyciele czują się z tym, że muszą prosić rodziców o pomoc finansową, bo szkoła nie ma funduszy na niezbędne materiały pomocnicze w nauce i środki czystości? Poniżej więcej wypowiedzi pedagogów

*Wszystkie imiona nauczycielek zostały zmienione.

"Teraz w szkołach rządzi rodzic"

 - Teraz w szkołach rządzi rodzic, a nauczyciel i dyrektor tylko się martwią, by dogodzić i nie urazić kogokolwiek. Jeśli jakieś dziecko nie miało kredek, papieru, farb, to przez długi czas kombinowaliśmy (dwie osoby prowadzące zajęcia w klasie) i jakoś organizowaliśmy potrzebne przybory. Do czasu. Pewnego dnia postanowiliśmy tego nie robić. Wytłumaczyliśmy dzieciom, że skoro nie mają potrzebnych przyborów, to nie będą uczestniczyły w zajęciach i niczego się nie nauczą. Na kolejne zajęcia wszyscy przyszli przygotowani. Okazuje się, że bycie konsekwentnym i trochę surowym wychowuje nie tylko dzieci, ale i dorosłych - uważa jedna z nauczycielek, która podzieliła się z nami swoim zdaniem.

"Nauczyciel wynosi rzeczy, ale z domu do szkoły"

- Rozumiem, że papier i toner do drukarki mamy kupować za swoje pieniądze? Czy kazać dzieciom pisać na kartkach? Ale wtedy będą pretensje, że zmuszamy dzieci do takiego pisania w XXI wieku. Nauczyciel oczywiście wynosi rzeczy, ale z domu do szkoły. Przykro słuchać tych ciągłych pretensji. Często przynosimy swój papier z domu lub drukujemy ze swojej prywatnej drukarki. O magnesach, zszywaczach itp. nawet nie wspominam.
Szkoły są różne, to fakt. Czasami szkoła daje tylko ryzę papieru, a on schodzi jak woda, bo wiadomo: sprawdziany, kartkówki, karty pracy, a czasami i najważniejsze informacje w formie notatki do nauki. Chcesz dobrze, a wychodzi, że jesteś rozrzutna - żali się pani Marlena.

Szkoła Szkoła AGNIESZKA SADOWSKA/AG

"Mam 1800 zł pensji i kupuje z niej rzeczy dla uczniów"

 - Jak można porównać nauczyciela do kasty lekarzy czy sędziów? Mam 1800 zł pensji i kupuje z niej rzeczy dla uczniów, żeby byli zadowoleni i żeby coś ciekawego im pokazać. A lekarz, czy sędzia ma 10 razy tyle i grosza nie popuści - żali się jedna z nauczycielek, która skomentowała artykuł "Zaczęło się od kleju. A jest tego więcej. Szkoły wymuszają od rodziców wiele opłat. Część nielegalnie".

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Nauczyciele kupują uczniom wyprawkę Nauczyciele kupują uczniom wyprawkę fot: jb

"Łamię prawo, bo zbieram na wyprawkę"

 - Jestem nauczycielem edukacji wczesnoszkolnej. Łamię prawo, bo zbieram na wyprawkę. Potem poświęcam czas, bo jadę w sobotę do hurtowni papierniczej własnym autem. Dręczę się, czy dziewczynkom będą się podobały zeszyty do dyktand z Hello Kitty, czy to już postać passe. Potem siedzę i przyklejam naklejki z nazwiskami. I teraz napiszę, czemu ja to robię. Chcę, żeby wszyscy uczniowie mieli takie same, nie z kiosku ruchu, niemieckie od cioci, bo nie czarujmy się, dzieci na to patrzą. Gdybym poprosiła o zakup rodziców, na niektórych czekałabym do czerwca, bo mają nawet problem oprawić i podpisać dzieciakom książki. Bezpłatna edukacja to utopia. Kto maluje klasy w szkołach? Rodzice! Kto o to u nich musi żebrać! Nauczyciele. Wstydzimy się, że uczymy w takich realiach! - żali się nauczycielka klas I-III.

Lekcja religii w szkole Lekcja religii w szkole Fot. Radosław Jóźwiak / AG

"Słyszymy ciągłe utyskiwanie dyrektora, że nie ma, że mamy szukać sponsora. To na porządku dziennym"

- Nie macie zielonego pojęcia na ile sposobów szeregowy nauczyciel sponsoruje szkołę, czasem biednych uczniów. Papier ksero, tusz w drukarce (własnej), nożyczki, papier kolorowy itd. Większość dekoracji, gazetek, konkursów klasowych robimy własnym sumptem. Z własnej kieszeni kupujemy też kanapki i napoje na wycieczki dla biednych uczniów - opowiada nauczycielka.

- I słyszymy ciągłe utyskiwanie dyrektora: "nie ma, szukajcie sponsora" - to na porządku dziennym. Mogłabym się zaprzeć i zbuntować, ale to uderzy w dzieci, które i tak mają ciężko - dodaje.

- Rodzice pobierają 500 plus, ale uczniowie, których rodzice biorą te pieniądze zalegają miesiącami w opłatach za internat, który funkcjonuje przy mojej szkole. Nic nie można z tym zrobić oprócz proszenia i wręczania kartek z informacją o zaległościach. Oczywiście zaopatrzenie w przybory szkolne ma miejsce na początku, we wrześniu. Potem nie można się doprosić. Prawie nikt nie płaci na komitet rodzicielski, ale jak dziecko zgubi buty, okulary itp. bez pardonu rodzic domaga się zwrotu właśnie z tej kasy - zauważa.

Uczniowie Uczniowie MATEUSZ SKWARCZEK

"Nasze szkoły są dramatycznie niedoinwestowane"

- Nasze szkoły są tak samo dramatycznie niedoinwestowane, jak służba zdrowia, policja i wszystko inne, co państwowe. Tylko niezwykłej pomysłowości pracowników oświaty można przypisać sukces w postaci czystych i jako tako wyremontowanych szkół - podsumowuje jedna z nauczycielek.

Komentarze (150)
"Nie macie pojęcia, na ile sposobów nauczyciele sponsorują szkołę". Co kupują z własnych pieniędzy?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • joankb

    Oceniono 81 razy -79

    Ku..., nauczyciele w Afryce uczą dzieci niemal bez niczego, a u nas "dej i dej". Nie masz, to też daj.
    Bo ona musi się wykazać w konkursie, w olimpiadzie. A wszystko zwali na rodziców.
    Nie umiesz, nie ucz.

  • drugiepietro

    Oceniono 41 razy -33

    "Okazuje się, że bycie konsekwentnym i trochę surowym wychowuje nie tylko dzieci, ale i dorosłych - uważa jedna z nauczycielek, która podzieliła się z nami swoim zdaniem."
    Pani nauczycielka, która głosi takie poglądy, powinna być opłacana ze składek wnoszonych przez rodziców uczniów na zasadzie "co łaska" . Może wówczas zrozumiałaby, że bierze udział w ogólnopolskiej akcji łamania Konstytucji RP, która gwarantuje swoim obywatelom bezpłatną naukę w szkołach publicznych.

  • hyperrus

    Oceniono 46 razy -24

    Swojemu dziecku kupię co trzeba, ale do szkoły nie przyniosę już nic. Z kilku prostych powodów:
    1) Dziecko jest wiecznie niedouczone- przed każdym sprawdzianem (3 klasa podstawówki) trzeba z nim materiał praktycznie przerabiać od zera.
    2) Nauczyciel chętnie zgłasza dziecko na konkurs, ale żeby cokolwiek z nim powtórzyć to już nie.
    3) Ilość wolnych dni i długich weekendów w tym roku to 3 (wszystkich świętych + 3,4 listopada, weekend majowy -cały tydzień, boże ciało) - a ja na ten czas muszę zagwarantować opiekę.
    4) Regularne nieobecności nauczycielki w szkole.
    Uważam, że takie podejście świadczy o lekceważeniu mojego dziecka i mnie i w związku tym nie mam zamiaru tego wspierać.

  • Gość: Maks

    Oceniono 12 razy -10

    No niestety .Bardzo nagle nauczyciele wyposażaja cala szkole .Sa tacy poszkodowani.Co wy za bzdury piszecie .Napiszcie to ze na kazda wycieczke jedzieci za darmo .Na ksero sie placi a pozatym na kazdego ucznia przysuguja pieniadze z ministerstwa na zakup dodatkowych rzeczy. Wiec nie piszcie glupot .Bo naprawde w tylkach wam sie przewraca .Obiady jecie za darmo .Bo dzieci dostaj mniejsze porcje .

  • ikar.ka

    Oceniono 18 razy -8

    Rodzice dają dużo, kupują dużo, ale jeśli tak jest, to może też wreszcie przestaną rządy i samorządy chwalić się "darmową" edukacją, bo "darmowej" nie ma. Rodzic w swojej pracy też często musi swoje wykładać i jeszcze w szkole niekończące się potrzeby. Czasem zrozumiałe, czasem przesadzone. Jeśli nauczyciel nie ma czym pracować, to może też w końcu do dyrekcji i ministerstwa napisać, bo przecież minister i samorząd chwalą się sukcesami - drodzy nauczyciele, czas pisać skargi i głośno mówić, że nic nie jest za darmo, że poza "wyprawką" we wrześniu rodzice ciągle na coś muszą dawać, a nauczyciele nie wyrabiają z materiałem, bo grupy są za duże. Kasy dajemy dużo, jak nauczyciel prosi. Czasem ktoś jęknie, ale nie ma się co dziwić, bo okazuje się czasem, że taniej i lepiej byłoby nie pracować i samemu dziecko uczyć, bo w szkole więcej złego niż dobrego. Zdolne dzieci często są ograniczane, a zachowania przejmowane od rówieśników porażające. Jakość nauczania... góra 50% nauczycieli nadaje się do pracy. W innych zawodach ludzie też muszą "dopłacać" do pracy, tylko nie mają rodziców, od których mogliby to wydusić... W innych miejscach albo samo albo z szefem muszą walczyć. A w szkole dyrekcja jest od czego?

  • dryl1

    Oceniono 6 razy -4

    No to może nie podwyżka dla nauczycieli, ale pieniądze od państwa na te drobiazgi. Panie Broniarz, chyba wyjdzie na jedno ?

  • tylko_na_forum

    Oceniono 10 razy -4

    Wow, niby tacy biedni a stac ich na to? Sami sobie przeczycie. I na dodatek klamiecie bo to rodzice finansuja poprzez Komitet Rodzicielski

  • oldthor

    Oceniono 5 razy -3

    Janusz Korczak poszedł z 200 dzieci na śmierć.
    Obecnie, nauczyciele doprowadzić dzieci i zainkasować szmal
    Raczej nie przypuszczam, żeby Janusz Korczak zapisał się do ZNP i chciałby mieć takich kumpli jak Broniarz

  • Gość: Romano

    Oceniono 1 raz -1

    szkoły tak jak i nauczyciele są źle zorganizowane, tutaj nie chodzi o parę złotych na papier, klej i inne pomoce. Cóż to za wydatek w porównaniu do innych kosztów? Każdego miesiąca na szkołę idzie kilkaset tysięcy złotych na pensje, ogrzewanie, prąd, remonty a nie ma kilkaset złotych na materiały biurowe i toaletowe? To po prostu zła gospodarność. Na materiały plastyczne mogą się złożyć rodzice, parę złotych, ale problem w tym, że nauczycielom nie chce się kupować tych materiałów, tłumaczą, że rodzice nie chcą się składać bo to nie jest obowiązkowe. Co za brak logiki! A czy kupowanie materiałów plastycznych przez rodziców jest obowiązkowe czy nie, każdy dla swojego dziecka? Czy jeśli 25 rodziców każdy z osobna pójdzie kupić to co pani z plastyki czy techniki wymyśli jest tańsze niż zrobi to 1 osoba?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX