Anoreksja u przedszkolaka?

Rozmawia Anna Bartosińska
02.06.2010 , aktualizacja: 02.06.2010 14:24
A A A Drukuj
Z najnowszych badań wynika, że anoreksja dotyka już nie tylko nastolatki, ale i małe dzieci, nawet trzylatki. Dlaczego tak się dzieje? O apetycie, niechęci do jedzenia i dziecięcym odżywianiu rozmawiamy z Teresą Majewską Denis, doradcą żywieniowym.
Coraz częściej mówi się o tym, że na anoreksję cierpią już małe dzieci, czy Pani to potwierdza?

Zjawisko, którego nasilenie obserwuję polega na tym, że maluchy dramatycznie ograniczają listę produktów, które chcą jeść i jedzą. Dzieci z wiekiem, w ramach prawidłowego rozwoju, powinny stopniowo, ale systematycznie rozszerzać menu dostosowując je do swojego rozwoju. Tymczasem u dzieci jedzących kaszki, zupy, warzywa, owoce od pewnego momentu następuje zwrot i proces odwraca się. Przykładowy czterolatek jada wyłącznie kajzerki, krótkie frytki (długich absolutnie nie!), płatki śniadaniowe w dwóch rodzajach oraz gotowy deser o określonym smaku i absolutnie nic więcej!

Ale przecież każdy z nas ma prawo czegoś nie lubić?

Każdy z nas czegoś nie lubi, ale u tych dzieci to nielubienie dotyczy prawie każdego produktu. Co gorsze prawidłowość ta nasila się w czasie. Symptomatyczne jest to, że dzieci odrzucają wartościowe posiłki jak zupy, kaszki, warzywa, owoce sprowadzają tym samym swoją dietę często do bezwartościowego, śmieciowego jedzenia. Zdesperowani rodzice podążając za gustem dziecka zamiast obiadu dają mu batonika czy bułkę "szczęśliwi", że w ogóle coś zjadło. Takie posiłki nie zaspokajają potrzeb żywieniowych dziecka, powstają niedobory w organiźmie, które zaburzają prawidłowy rozwój fizyczny malucha. Z czasem rodzice borykają się dodatkowo z problemami wychowawczymi typu nadpobudliwość, nadwrażliwość, ADHD czy osłabieniem odporności u dziecka, w tym skłonności do alergii. Krąg się zamyka, objawy się nasilają, każdemu posiłkowi towarzyszy stres, rodzice są coraz bardziej bezsilni , a dziecko zjada coraz mniej.

Często mówi się, że jak dziecko nie chce jeść, to nie wolno go zmuszać. Jak zgłodnieje, to samo się upomni o jedzenie...

Oczywiście można tak postąpić wobec dziecka, które zazwyczaj ma apetyt, a raz czy dwa zdarzy się, że nie ma ochoty na posiłek. I rzeczywiście dziecko zbyt zmęczone fizycznie czy nadmiarem wrażeń, albo maluch w gorączce ma prawo nie mieć apetytu i nie należy z tym walczyć. Zmuszanie dziecka do jedzenia oczywiście nie jest rozwiązaniem, podobnie jak nie jest nim metoda "na przeczekanie". Rodzice dzieci z zaburzeniami łaknienia, o których rozmawiamy wielokrotnie opowiadają, że próbowali "przetrzymać" niejadka. Skutek zawsze był ten sam - porażka. Zdesperowani rodzice pod koniec dnia, czyli "próby sił", poddawali się i podsuwali dziecku słodycze, aby zjadło cokolwiek.

To jaka w takim razie jest przyczyna tego, że dzieci nie chcą jeść?

Uważam, że problem jest złożony i składa się na niego wiele czynników. Pierwszą zasadniczą sprawą jest zaburzony apetyt czy wręcz jego brak. To bardzo niepokojące i symptomatyczne zarazem, że dzieci tracą chęć do jedzenia, która jest czymś naturalnym, instynktownym. Nie powinny zastanawiać się nad tym, czy i co chciałyby zjeść. Zdrowy instynkt podpowiada maluchowi, że próbowanie, smakowanie pomaga mu poznawać świat poprzez coraz to nowe doznania. Instynkt każe wszystkim młodym organizmom jeść, jeść i jeszcze raz jeść, aby sprostać zapotrzebowaniu ich rozwijających się organizmów na substancje odżywcze.

Co robić, aby przywrócić apetyt?

Odwołać się do instynktu, który czasem trzeba obudzić. Warunkiem jest aktywność fizyczna, przebywanie na świeżym powietrzu min. 3-4 godziny codziennie, 7 dni w tygodniu. W ciepłe pory roku najlepiej przez cały dzień. Najlepiej, żeby to był jakiś plener, otwarta przestrzeń, naprawdę czyste powietrze. Gdzie przebywanie wiąże się z radością, ciekawością i w poczuciu bezpieczeństwa warunkowanym obecnością rodziców, opiekunów, bez nadmiernych bodźców. Idealnie, jeśli w otoczeniu będą inne dzieci oraz zaprzyjaźnione zwierzęta. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że brzmi to dość sielankowo i wydaje się nie do zrobienia zwłaszcza dla rodzin żyjących w dużym mieście. Ale warto o tym pamiętać np. planując wakacje. Wybrać leśniczówkę czy agroturystyczne gospodarstwo, zamiast modnego zatłoczonego kurortu. W ciągu roku, w mieście też znajdą się rozwiązania. Każda rodzina może i powinna tak zorganizować czas, by zapewnić dziecku doświadczanie beztroski w przyjaznym otoczeniu i chociaż czasem oznacza to rewolucję to pamiętajmy, że gra toczy się o najwyższą stawkę - zdrowie i przyszłość rodziny.

I to wystarczy?

Żeby obudzić instynkt i przywołać apetyt powinno wystarczyć. Przypomnijmy sobie jak czujemy się w górach po nartach. Po zejściu ze stoku moglibyśmy zjeść konia z kopytami. Tak właśnie to działa. Kolejna kwestia to wyznaczenie w domu pór wspólnych posiłków - rytm jest tu bardzo ważny, oraz zapewnienie maluchowi wspierającego, spokojnego otoczenia. Dziecko uczy się przez naśladowanie, potrzebuje wzorca, co w naszym przypadku sprowadza się do rodzinnych posiłków w atmosferze spokoju i radości. Wspólnie jedzone posiłki, o określonej porze, powinny dla dziecka być rzeczywistością niejako zadaną z góry, nad którą nie musi się ono zastanawiać. To dorośli dysponują wiedzą, kiedy i co dziecko powinno jeść. Sprawy wydawałoby się tak oczywiste i podstawowe nie są niestety normą w dzisiejszych domach.

Ale czy nie jest tak, że problemy mogą być skutkiem jakiejś choroby?

Oczywiście zaburzenia jedzenia mogą wynikać z jakiejś choroby. Na przykład, może się zdarzyć, że dziecko ma zaburzenia integracji sensorycznej, które w pewnym stopniu generują problemy z jedzeniem. Dotyczy to dzieci z nadwrażliwością, źle tolerujących określoną formę lub konsystencję produktów spożywczych. Reagują na nie niechęcią, płaczem, odruchem wymiotnym Warto zweryfikować takie podejrzenia i oczywiście, gdy zajdzie potrzeba okazać dziecku pomoc w postaci zalecanej terapii.

Jednak często rodzice w pewnym momencie poddają się i karmią dziecko tylko tym co lubi jeść np. frytkami, a dzieci to wykorzystują i zaczynają same ustalać swoje menu?

Gdy dziecko, mimo oczywistego braku kompetencji w zakresie racjonalnego odżywiania, narzuca rodzicom to, co będzie jadło, to wtedy odpowiedzialność za to, czy i co zje, spada na nie. Jest to ogromny stres. Dziecko nie radzi sobie z takim obciążeniem. Potrzebuje pomocy. Chcąc wymusić na rodzicach wsparcie malec eskaluje żądania. Dąży w ten sposób do ustalenia przez opiekuna granicy, pragnie napotkać opór a wraz z nim poczuć się bezpiecznie w wyznaczonej przez dorosłych strefie. Dlatego dopóki rodzice będą ustępować irracjonalnym żądaniom dziecka, zamiast wziąć odpowiedzialność za zaspokojenie jego prawdziwych potrzeb, nic się nie zmieni. Mówiąc o jedzeniu nie sposób pominąć jego jakości, zwłaszcza u dzieci, które nie jedzą wielu produktów. Powszechnie dostępna żywność, w tym reklamowana jako atrakcyjna dla dzieci, jest często niewystarczająco dobra by w pełni zabezpieczyć potrzeby młodego organizmu. Na szczegółowe omówienie zasad właściwego odżywiania dzieci potrzebuję osobnego wywiadu (śmiech). Jest jednak prawidłowość, o której warto pamiętać. Dzieci, które jedzą produkty złej jakości znacznie częściej są narażone na zaburzenia łaknienia. Jeśli chcemy unikać błędów w odżywianiu dziecka sięgajmy po produkty nieprzetworzone bądź nisko przetworzone, naturalnie konserwowane, nierafirowane zboża i cukier, w miarę możliwości kupujmy żywność z ekologicznych upraw i hodowli.

Czy nie jest tak, że zmiana diety dziecka, to zmiana sposobu żywienia całej rodziny?

Oczywiście, przykład idzie z góry. Dla wielu dorosłych wprowadzenie gruntownych zmian odżywiania może się wydać zbyt trudne, czy wręcz niemożliwe do zrealizowania. Nie warto się zniechęcać trudnościami i oporem dziecka. Wszyscy skorzystają na poprawie diety. A od nas dorosłych zależy, czy nasze dzieci będą zdrowsze i dobrze poczują się w przyszłości we własnym ciele.

Teresa Majewska-Denis - doradca żywieniowy, prowadzi konsultacje i treningi żywieniowe dla dorosłych oraz rodziców i dzieci, prowadzi także warsztaty i wykłady na temat odżywiania i wpływu różnych produktów spożywczych na zdrowie, samopoczucie i zachowanie. Współpracuje m.in. z ośrodkami terapeutycznymi Centrum SENS i Sensorek w Warszawie.

  • 2
  • 2
  • Re: Anoreksja u przedszkolaka? e.i.t.h.e.l 03.06.10, 16:31

    Napisane jest, że to doradca żywieniowy, a nie psycholożka.»

  • Re: Anoreksja u przedszkolaka? dziub_dziubasek 03.06.10, 17:03

    czego konkretni nie rozumiesz? Integracja sensoryczna jest terminem jaknajbardziej funkcjonującym w psychologii...Najpierw się dokształć, potem krytykuj.»

  • Re: Anoreksja u przedszkolaka? thazin 03.06.10, 17:24

    niestety z maluchem ktory odmawia jedzenia albo je tylko biale produkty albo jetylko chleb ... trzeba do psychologa.zaburzenia w tym wieku sa trudne do rozpoznania i leczenia. Czesc »

Redakcja eDziecko.pl

*

Agnieszka Wirtwein-Przerwa

  • redaktorka naczelna
  • agnieszka.wirtwein@agora.pl
  • redaktorka
  • karolina.stepniewska@agora.pl
  • dziennikarka
  • biszewska@yahoo.com
  • dziennikarz, felietonista
  • marcin.sztetter@gmail.com
  • felietonistka
  • administratorka forum
  • zona_mi@gazeta.pl