Terapia zabawą

Z terapeutką Małgorzatą Kargą rozmawia Magda Rodak
18.10.2007 , aktualizacja: 18.10.2007 14:33
A A A Drukuj
Wielu dziecięcym problemom takim jak niechęć do jedzenia, niezdarność czy trudności szkolne można zaradzić dzięki metodzie integracji sensorycznej (SI).
Ostatnio sporo słyszy się o integracji sensorycznej. Jedni mówią o niej z entuzjazmem, inni z rezerwą, ale mało kto wie, co to właściwie jest...

Jest to proces, który rozpoczyna się od odbioru rozmaitych bodźców z otoczenia: wzrokowych, słuchowych, dotykowych, itd. W układzie nerwowym następuje ich selekcja i "obróbka" - bodźce płynące od różnych zmysłów muszą zostać złożone w jakąś całość, która pozwoli nam odpowiednio zareagować na sytuację. U niemowlęcia taka integracja odbywa się z początku na zasadzie odruchu, np. kiedy noworodek czuje, że znalazł się w objęciach mamy, a równocześnie dociera do niego zapach jej piersi, automatycznie zwraca głowę tam, skąd płynie mleko - integruje informacje docierające za pośrednictwem zmysłu dotyku i zmysłu węchu. Z czasem układ nerwowy dojrzewa, rozwija się i jest zdolny do integrowania wielu sygnałów naraz i precyzyjnego pokierowania bardziej złożoną reakcją. Kiedy np. chłopiec gra w piłkę z tatą, musi widzieć, gdzie stoi tata, śledzić tor piłki, podążać za nią nie tracąc równowagi i w końcu piłkę złapać albo rzucić czy kopnąć tak, by trafiła do taty albo do bramki. Czasami jednak proces integracji nie przebiega tak gładko.

I co się wtedy dzieje?

Dzieci mogą reagować na niektóre bodźce w sposób nadmierny lub niedostateczny (mówimy wtedy o nadwrażliwości lub podwrażliwości). Np. niemowlę z nadwrażliwością dotykową nie lubi bliskiego kontaktu - mama chce je popieścić, przytulić, a dziecko pręży się, odpycha. Zaburzenia mogą dotyczyć również układu przedsionkowego, czyli zmysłu równowagi. Niektóre małe dzieci nie chcą, żeby je brać na ręce. Później problemy sprawia im wchodzenie po schodach, wspinanie się na drabinki... Źle się czują na placu zabaw, boją się huśtać, bo nie dotykają wtedy nóżkami ziemi. Mają często kanciaste, niezdarne ruchy. Bywają dzieci z nadwrażliwością słuchową - reagują na odgłosy, których inni nawet nie zauważają i mają przez to np. trudności z zasypianiem. A głośniejsze dźwięki mogą je nawet doprowadzić do płaczu.

Z kolei do dzieci z podwrażliwością słabsze bodźce mogą nie docierać, więc poszukują silniejszych. Na przykład z zapamiętaniem huśtają się albo kręcą w kółko. Bywają też nadmiernie aktywne lub zbyt gwałtowne w zabawach, łatwiej też narażają się na niebezpieczeństwo.

Czy takie zaburzenia mogą pociągać za sobą dalsze kłopoty?

Zaburzenia integracji sensorycznej mogą być pierwotną przyczyną opóźnienia w rozwoju mowy czy problemów z samoobsługą (np. dziecku trudno jest się samemu ubrać). A znów dziecko, które nie lubi się ruszać, może mieć trudności w kontaktach z rówieśnikami, bo w pewnym wieku ruch jest dominującą formą aktywności. Nawet zaburzenia emocjonalne bywają spowodowane zaburzeniami integracji sensorycznej.

Dzieci te miewają też trudności z planowaniem bardziej złożonych działań. Nazywamy je dziećmi "dyspraktycznymi" - trudno im opanować sekwencję czynności prowadzącą do założonego celu. I wreszcie - nadwrażliwość sensoryczna często przekłada się też na nadpobudliwość ruchową.

Bez terapii integracji sensorycznej trudności te same nie znikną, dziecko z nich nie wyrośnie.

Skąd biorą się te problemy?

Procesy integracji sensorycznej rozwijają się do 7.-8. roku życia, a na jej ostateczny poziom ma wpływ wiele czynników. Zaburzenia mogą wystąpić u dzieci, które urodziły się przedwcześnie (ponieważ ich układ nerwowy jest niedojrzały), a nawet u dzieci, których matki musiały w ciąży leżeć (więc maluchy jeszcze w życiu płodowym miały mniej doświadczeń). Inne "czynniki ryzyka" to uszkodzenia okołoporodowe i niedotlenienie w czasie porodu oraz uwarunkowania genetyczne. Niektóre dzieci mają wtórne deficyty integracji sensorycznej, ponieważ długo były unieruchomione, np. z powodu dysplazji stawu biodrowego.

Poza tym dziś dzieci coraz mniej się ruszają, coraz więcej czasu spędzają przed telewizorem, przy komputerze. Mogą mieć przez to problem z czuciem własnego ciała, koordynacją ruchów, utrzymywaniem równowagi. I z tak zwaną małą motoryką, czyli sprawnością manualną. Takie dziecko idzie do przedszkola i nie radzi sobie z łapaniem piłki, a potem "w starszakach" nie potrafi używać nożyczek ani rysować po śladzie. To się później przekłada na kłopoty z czytaniem, na trudności w nauce. Zresztą terapia metodą integracji sensorycznej tu właśnie wzięła początek - twórczyni tej metody A. Jean Ayres, amerykańska terapeutka zajęciowa, stworzyła ją właśnie z myślą o dzieciach ze specyficznymi trudnościami w nauce.

Jak wykrywa się te zaburzenia?

Diagnoza oparta jest na obserwacji dziecka w zabawie spontanicznej i ukierunkowanej, na wnikliwym wywiadzie z rodzicami i - w przypadku dzieci powyżej 4. roku życia - na specjalistycznych testach. Wymaga to dwóch, trzech spotkań. Jeśli chodzi o niemowlęta, to diagnozę raczej powinien stawiać fizjoterapeuta (rehabilitant), który najlepiej potrafi ocenić płynność i koordynację ruchów malucha, ewentualnie logopeda lub psycholog z doświadczeniem w pracy z najmłodszymi.

Gdzie szukać odpowiedniego specjalisty?

Na przykład przez Polskie Towarzystwo Integracji Sensorycznej, które za pośrednictwem swojej strony internetowej umożliwia kontakt z terapeutami.

Coraz częściej terapia integracji sensorycznej prowadzona jest nie tylko prywatnie, ale także w przedszkolach, ośrodkach wczesnej interwencji, a nawet szkołach. W integracji sensorycznej szkolą się też stopniowo pracownicy poradni psychologiczno-pedagogicznych. I nawet jeśli nie mają zaplecza do prowadzenia terapii, to potrafią postawić diagnozę i prowadzić z dzieckiem zajęcia wspomagające jego percepcję i motorykę. Najwięcej terapeutów jest w Warszawie, ale prężnie działa też Poznań, Kraków i Trójmiasto. Rodzice powinni prosić terapeutę o okazanie certyfikatu terapeuty integracji sensorycznej, by mieć pewność, że dziecko trafiło w dobre ręce.

Na czym polega terapia?

Na... zabawie - ukierunkowanej, metodycznej, ale to wciąż zabawa. Dlatego dzieci bardzo chętnie przychodzą na zajęcia. Choć niektórzy rodzice uważają, że to jakaś niepoważna metoda, bo dziecko się buja, huśta, zza drzwi dochodzą śmiechy... A tymczasem dziecko uczy się poprzez ruch. Na sali są duże piłki, wałki, miękkie materace, trampolinki, "deskorolki", jak również sprzęt podwieszany, który dostarcza stymulacji przedsionkowej. Rolą terapeuty jest takie pokierowanie aktywnością dziecka, by była dostosowana do jego potrzeb i możliwości.

Takie spotkania odbywają się raz, dwa razy w tygodniu i trwają od 45 minut do godziny. Jeżeli dziecko ma niewielkie deficyty, wystarczy nieraz sześć miesięcy takich zajęć, ale częściej terapia trwa rok lub dwa.

Redakcja eDziecko.pl

*

Agnieszka Wirtwein-Przerwa

  • redaktorka naczelna
  • agnieszka.wirtwein@agora.pl
  • redaktorka
  • karolina.stepniewska@agora.pl
  • dziennikarka
  • biszewska@yahoo.com
  • dziennikarz, felietonista
  • marcin.sztetter@gmail.com
  • felietonistka
  • administratorka forum
  • zona_mi@gazeta.pl