Białaczka u dzieci

Dr Teresa JACKOWSKA Wojciech WIDŁAK
01.05.2004 , aktualizacja: 22.06.2015 09:38
A A A Drukuj
Naukowcy wciąż starają się znaleźć przyczynę białaczki lub czynniki jej sprzyjające

Naukowcy wciąż starają się znaleźć przyczynę białaczki lub czynniki jej sprzyjające

Nowotwór krwi - taka diagnoza lub choćby tylko podejrzenie budzi prawdziwy lęk. Warto więc o białaczce wiedzieć jak najwięcej.
W Polsce każdego roku na białaczkę zapada mniej więcej jedno na 15 do 25 tysięcy dzieci, najczęściej między trzecim a piątym rokiem życia. Szczęśliwie ponad dwie trzecie dzieci poddanych terapii udaje się całkowicie wyleczyć. Co więcej, w miarę upływu czasu medycyna coraz skuteczniej radzi sobie z tą chorobą.

Białaczka - choroba krwi: Co to takiego?

Białaczka to choroba, która powoduje zmiany we krwi. W szpiku kostnym powstają trzy podstawowe elementy krwi: czerwone krwinki, które przenoszą tlen i dwutlenek węgla, białe krwinki, odpowiedzialne za obronę przed infekcjami, i płytki krwi, które umożliwiają jej krzepnięcie. W organizmie osoby chorej na białaczkę dochodzi do nie kontrolowanego namnażania się w szpiku kostnym patologicznie zmienionych niedojrzałych komórek. Zachowują się one podobnie jak chwasty w ogrodzie: nie pozwalają się rozwijać zdrowym krwinkom. W końcu szpik kostny jest przepełniony i te nieprawidłowe komórki, zwane blastami, dostają się do obiegu krwi, a wraz z nią - do różnych narządów: wątroby, śledziony, węzłów chłonnych, płynu mózgowo-rdzeniowego, nerek, gonad.

Są różne rodzaje białaczki. U dzieci najczęściej zdarza się ostra białaczka limfoblastyczna. Rzadsze odmiany to ostra białaczka szpikowa i przewlekła białaczka szpikowa.

Białaczka: przyczyny

Wbrew popularnej opinii choroba ta wcale nie jest dziś bardziej powszechna niż kilkadziesiąt lat temu. Niezwykle trudno jest określić, co tak naprawdę ją wywołuje. Stwierdzono, że u dzieci czynniki genetyczne odgrywają istotniejszą rolę niż u dorosłych. Wiadomo jednak, że nowotwór krwi u kolejnego dziecka w rodzinie zdarza się niezwykle rzadko, zaś wyniki prowadzonych niedawno badań pokazują, że dzieci osób, które przeszły białaczkę, nie dziedziczą tej choroby.

Przyczyn białaczki próbowano się również doszukiwać w najróżniejszych czynnikach środowiskowych. Niektórzy naukowcy twierdzili, że jej rozwojowi sprzyjają wirusy, obecność chemikaliów (np. benzenu), promieniowanie, bliskość przewodów wysokiego napięcia, a nawet jedzenie hot dogów. Choroba ta występuje jednak dość rzadko i wszelkie próby uogólnień najczęściej mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Na przykład badania przeprowadzone w Szwecji w rejonach skażonych substancjami promieniotwórczymi po katastrofie w Czarnobylu nie wykazały dotychczas szczególnego wzrostu zachorowań na białaczkę.

Naukowcy wciąż starają się znaleźć przyczynę białaczki lub czynniki jej sprzyjające. W Polsce wszelkie informacje na temat dzieci chorych na nowotwór krwi zbiera i analizuje Grupa Pediatryczna do Spraw Leczenia Białaczek i Chłoniaków.

Pierwsze objawy białaczki

Jeśli zauważysz u dziecka jeden z wymienionych najczęstszych objawów białaczki, nie wyciągaj pospiesznych wniosków. Najprawdopodobniej maluch cierpi na którąś z chorób dziecięcych. Lekarze podejrzewają białaczkę dopiero wówczas, gdy stwierdzą pewien zespół objawów. Poza tym trzeba pamiętać, że początek białaczki nie wygląda u wszystkich dzieci jednakowo.

Najczęstsze objawy białaczki to:

•  nienaturalne osłabienie, ospałość i bladość;

•  długotrwała infekcja z następującymi po sobie zapaleniami gardła, ucha, oskrzeli czy płuc, pomimo stosowania antybiotyków;

•  gorączka niewiadomego pochodzenia;

•  siniaki lub ciemnoczerwone wybroczyny, pojawiające się bez wyraźnych przyczyn;

•  częste krwawienia z nosa;

•  krwawienia dziąseł przy myciu zębów;

•  utykanie albo niechęć do wstawania lub chodzenia z powodu bólu stawów i mięśni;

•  powiększone węzły chłonne na karku, pod pachami i w pachwinach.

W większości przypadków objawy występują nagle, w ciągu dwóch tygodni, czasem jednak zdarza się, że trwa to dłużej. Rodzice często martwią się, że przegapili początek choroby, ale dokładne jego ustalenie jest niezwykle trudne.

Do lekarza

Jeżeli zauważysz u swojego dziecka jakieś niepokojące objawy, nie zwlekaj z wizytą u pediatry. Lekarz dokładnie zbada dziecko. Sprawdzi, czy nie powiększyły się narządy wewnętrzne w jamie brzusznej. Następnie zleci zbadanie krwi. Jeśli analiza krwi wykaże obecność komórek nowotworowych, twoje dziecko zapewne trafi do jednego ze specjalistycznych ośrodków, gdzie na podstawie badań zostanie określony typ choroby. Będzie to możliwe dzięki analizie szpiku kostnego, którego niewielką ilość pobiera się odpowiednią igłą, zwykle z miednicy lub mostka, w znieczuleniu ogólnym.

Jeżeli białaczka zostaje rozpoznana, dziecku robi się kolejne badania, umożliwiające ustalenie stopnia zaawansowania choroby. Lekarze jak najszybciej chcą się dowiedzieć, czy komórki nowotworowe przedostały się już do płynu mózgowo-rdzeniowego. Dlatego przeprowadzają zabieg zwany punkcją lędźwiową: pobierają próbkę płynu mózgowo-rdzeniowego (również w znieczuleniu ogólnym). Dziecku robi się też USG jamy brzusznej, by ocenić wielkość wątroby i śledziony, oraz prześwietla się klatkę piersiową. Badania te pozwalają ocenić, jak bardzo choroba jest zaawansowana.

Białaczka: leczenie

Dzieci są zawsze leczone w jednym z odpowiednio wyposażonych i przygotowanych ośrodków ogólnopolskich. Przed rozpoczęciem kuracji często robi się dziecku transfuzję krwi: nabierze wtedy żywszych kolorów, powinny skończyć się krwawienia i przestać robić siniaki. Może także dostawać antybiotyki.

Dalsze leczenie zależy od typu białaczki, dlatego niekiedy mogą wystąpić różnice w terapii.

Oto kolejne etapy kuracji:

W ogólnym znieczuleniu do dużej żyły zostaje wprowadzony cewnik centralny, czyli cienka rurka, przez którą dziecku pobiera się krew do kolejnych badań kontrolnych oraz podaje lekarstwa. Dzięki cewnikowi centralnemu dziecko nie musi być kłute przy każdym zabiegu. Aby zwalczyć komórki nowotworowe, stosuje się chemioterapię, czyli podawanie zestawu leków zwanych cytostatykami.

Dziecko musi zostać w szpitalu kilka tygodni, a nawet miesięcy. Kiedy znikną wszystkie oznaki choroby i nie wykrywa się ich typowymi metodami badań, mówimy, że dziecko jest w remisji. To nie znaczy, że jego organizm został całkowicie pozbawiony komórek nowotworowych, dlatego remisję należy utrwalić, stosując dalsze leczenie podtrzymujące w warunkach szpitalnych lub domowych.

Leki przeciwnowotworowe są podawane dożylnie, do płynu mózgowo-rdzeniowego oraz doustnie, aby zniszczyć wszystkie komórki nowotworowe. Niektóre dzieci poddaje się także napromienianiu, tzn. naświetla się im głowę lub kręgosłup, aby zyskać pewność, że komórki nowotworowe uległy zniszczeniu.

Rodzice często zastanawiają się, jakie skutki uboczne może wywołać leczenie cytostatykami i naświetlaniem? Prawie wszystkie cytostatyki powodują, na szczęście przemijające, uszkodzenia szpiku kostnego, tzn. zaburzenia w odnawianiu się zdrowych komórek - liczba krwinek czerwonych i płytek krwi jest zmniejszona. Aby skład krwi powrócił do normy, podaje się dziecku masę erytrocytarną lub płytkową. W okresie intensywnego leczenia stosuje się także odpowiednie preparaty przeciwciał (gammaglobulin) i profilaktycznie niektóre leki przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne, by zapobiec infekcjom.

W wyniku leczenia wypadają włosy, więc dziecko będzie łyse, ale nie martw się, bo z czasem włosy odrosną, niejednokrotnie nawet ładniejsze.

Nie jest to jednak koniec leczenia. Przez prawie dwa lata trwa tzw. leczenie podtrzymujące, ale dziecko czuje się na tyle dobrze, że może wrócić do przedszkola lub szkoły. Trzeba tylko chronić je przed infekcjami, zwłaszcza ospą wietrzną, które dla maluchów w trakcie leczenia białaczki są szczególnie niebezpieczne.

Po upływie dwu i pół roku, gdy dziecko już zupełnie dobrze się czuje, robi mu się badania kontrolne, by ocenić funkcjonowanie narządów wewnętrznych, najbardziej narażonych na działanie nowotworu. Jeżeli wszystko jest w porządku, przestaje się podawać leki. Jeśli po zakończeniu leczenia dziecko dobrze się czuje przez kolejne pięć lat, uważa się, że zostało całkowicie wyleczone.

Niekiedy lekarze podejmują decyzję o przeszczepie nowego szpiku. Aby przeszczep był udany, chore dziecko powinno być w stanie remisji, tzn. w organizmie nie może być komórek nowotworowych, oraz musi być odpowiedni dawca (brat lub siostra). Dawca musi być zdrowy. Przechodzi on szereg badań, by ustalić zgodność jego szpiku ze szpikiem chorego dziecka. Jedyne ryzyko dla dawcy związane z przeszczepem to narkoza, ale dzięki nowoczesnym metodom można uznać je za minimalne. Przeszczep polega na podaniu choremu dziecku zdrowych komórek szpikowych, które zaczynają się rozmnażać w jego organizmie. W niektórych przypadkach choremu przeszczepia się jego własny szpik.

Decyzja o przeszczepianiu szpiku w każdym przypadku podejmowana jest indywidualnie. Sam przeszczep niesie ze sobą niebezpieczeństwo wielu groźnych powikłań dla biorcy, bo nawet po udanym przeszczepie może dojść do nawrotu choroby. Czasami problemem może być znalezienie odpowiedniego dawcy szpiku, gdy chore dziecko jest jedynakiem lub gdy rodzeństwo ma niezgodny szpik. Jednak jest wiele dzieci, które nie miały szansy na przeżycie bez przeszczepu szpiku, a dzięki udanemu zabiegowi zostały całkowicie wyleczone.

Jak możesz pomóc?

Leki przeciwnowotworowe są bardzo toksyczne, ale lekarze robią wszystko, by dziecko zniosło leczenie jak najlepiej. Poza troskliwą opieką i nieustannym zapewnianiem go o swej miłości możesz także:

Sprawić, aby twojemu maluchowi nie zabrakło nigdy preparatów krwi. Postaraj się przyprowadzić jak najwięcej dawców krwi.

Zapewnić mu leczenie uzupełniające, które będzie je chronić przed ubocznymi skutkami chemioterapii. Możesz to zrobić, zbierając pieniądze na fundację, która działa przy każdej klinice, leczącej dzieci chore na nowotwory.

Gdy tylko się dowiesz...

Z pewnością wiadomość, że twoje dziecko ma białaczkę, to prawdziwy szok. Większość rodziców ma poczucie, że woleliby, by choroba dotknęła ich samych, a nie dziecko. W niektórych ta sytuacja budzi ducha walki; inni się załamują. Najbardziej pomocny może się okazać kontakt z rodzicami, którzy są w takiej samej sytuacji.

Będziesz jakoś musiała powiedzieć o tym dziecku. Nawet najmłodszemu maluchowi łatwiej będzie się pogodzić z koniecznością pobytu w szpitalu i nieprzyjemnym leczeniem, gdy powiesz mu choćby po prostu "masz chorą krew".

Najlepiej też o wszystkim poinformować kogoś bliskiego, kto w tych trudnych dla rodziny chwilach będzie pomocny.

Jeżeli to spotkało Twoich przyjaciół

Czego chorzy i ich rodziny oczekują od swoich przyjaciół? Czytałam setki listów od rodzin, w których życie wkroczył rak, i mogę powiedzieć, czego nie chcą. Nie chcą litości. Ten towar produkują sami w ilościach zupełnie wystarczających. To samo dotyczy strachu i ponurych przepowiedni. Mają już dosyć materiału na horrory dla Stephena Kinga na następne dwadzieścia lat. Nie chcą zostać kandydatami do beatyfikacji. Są poddani wystarczającej presji, żeby się obyć bez etykietek w stylu: dzielni, odważni, święci, którzy tyle przeszli.

Nie chcą być zostawieni w spokoju, żeby w samotności rozważyć problemy, przed którymi stoją. Nigdy w życiu tak bardzo nie potrzebowali innych ludzi.

Jedna z najbardziej niezwykłych historii o przyjaźni dotyczyła pacjenta z Milwaukee, który wrócił do domu po potyczce z rakiem i chemioterapią. Obawiał się, jak jego przyjaciele i sąsiedzi zareagują na jego łysą głowę. Wszedł do domu, w którym już było około pięćdziesięciu krewnych i przyjaciół, wszyscy z ogolonymi głowami, żeby nie czuł się samotny.

Fragment książki Ermy Brombeck "Nic mi nie jest, po prostu miałem raka", wydanej przez Fundację Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową.

Fundacja ta działa od 1991 roku. Stworzyła w Warszawie ośrodek rehabilitacji dla dzieci z rakiem. Mogą w nim nocować rodzice dzieci przebywających w Warszawie na leczeniu szpitalnym. Fundacja kupuje sprzęt ułatwiający leczenie, organizuje obozy stymulacyjno-terapeutyczne dla dzieci i ich rodzin oraz prowadzi grupy wsparcia dla rodziców.

Fundacja wydała również dwie książki: "Chemioludek Kacperek i jego polowanie na złe komórki", przeznaczoną dla młodszych dzieci, która ułatwi im zrozumienie etapu leczenia zwanego chemioterapią, oraz cytowaną wyżej "Nic mi nie jest, po prostu miałem raka".

Autorka opisuje w niej rodziny, lekarzy i przyjaciół, którzy śmieją się i płaczą razem z chorymi dziećmi, oraz małych pacjentów, którzy na co dzień obcują z chorobą nowotworową.

Obie książki można kupić w siedzibie fundacji, ul. Przybyszewskiego 47, 01-849 Warszawa, tel. (022) 834 06 74.

Każdy, kto chciałby pomóc dzieciom dotkniętym chorobą nowotworową, może wpłacić pieniądze na konto: Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową, ul. Przybyszewskiego 47, Warszawa, Bank PeKaO SA V Oddział w Warszawie nr 12401066-09103276-2700-40-1112-001-0000

Zobacz także
  • 7
  • 4
Komentarze (1)
Zaloguj się
  • Marlena Kluk

    0

    docs.google.com/forms/d/1VdbfzvavbSTW3j10AUsBfC9eIrX70QbZ6cTcyZolEbs/viewform
    Drodzy Państwo! Jestem studentką pielęgniarstwa i zwracam się z ogromna prośbą o wypełnienie ankiety do mojej pracy magisterskiej, w której badam wiedzę rodziców dzieci z choroba nowotworową odnośnie opieki w czasie ostrej fazy leczenia. Ankiety są anonimowe i każda jest dla mnie niezwykle cenna. Aby wypełnić ankietę należy wejść w link umieszczony powyżej. Z góry DZIEKUJĘ!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX