"Moje dziecko, moja duma" - ojcowie wzruszająco o swoich dzieciach

02.10.2017 16:10
Ojcostwo

Ojcostwo (Fot. iStock)

Rola ojca zmieniła się przez ostatnie dekady. Współcześni ojcowie opiekują się swoim potomstwem, a nie tylko je utrzymują. Nie mają także oporów przez opowiadaniem o swoich relacjach i chwilach spędzonych z dziećmi. Ojcostwo to coś zupełnie innego niż macierzyństwo, a tata wcale nie jest drugą mamą - o czym najlepiej świadczą opowieści ojców o dzieciach.

Sławek, tata małej Magdy:

- Znacie mężczyzn, którzy strasznie chcą mieć dzieci, ale ich partnerki zwlekają? Ja jestem tym właśnie przypadkiem. Odkąd skończyłem studia, byłem gotowy na założenie rodziny, ale moja dziewczyna, która w końcu została żoną, nie. Na córkę musiałem czekać aż 10 lat! Od urodzenia Magdy do skończenia przez nią dwóch lat, nie spędziłem jednego dnia bez niej. Od razu wpadła w moje ramiona i w sumie oprócz karmienia chciałem kompleksowo się nią zajmować - kąpać, przewijać, chodzić na spacery, kołysać, usypiać. Fakt, że tyle czekałem sprawił, że trochę Madzię zagarnąłem. Żona ma ze mną idealnie – chodzi sobie do kina i teatru, spotyka się z koleżankami – ja zawsze chętnie zostaję z córką. Zawsze poświęcałem małej dużo czasu: bawiąc się, rysując, pokazując różne miejsca. Córka nie jest mnie w stanie wyprowadzić z równowagi, zdenerwować. Chyba nigdy nie podniosłem na nią głosu. Jest moim ukochanym i wyczekanym dzieckiem. Świetnie się dogadujemy i rozumiemy. Codziennie nie mogę uwierzyć w to, że z dwojga ludzi może powstać człowiek, całkiem nowe życie, organizm, który jest absolutnie doskonały w swoim działaniu. Marzę o tym, żeby córka była silną, mądrą i pewną siebie osobą, żeby czuła, że może wszystko osiągnąć, że nic i nikt nie ma prawa jej ograniczać. I mam nadzieję, że chociaż w niewielkim stopniu przyczyniam się do tego, że tak właśnie będzie.

OjcostwoOjcostwo Fot. iStock

Krystian, tata dwóch pięcioletnich synów:

- Jestem bardzo roztrzepanym człowiekiem. Mam dużo na głowie, o wielu sprawach nie pamiętam, chodzę trochę z głową w chmurach. Tak po prostu mam, jestem naukowcem, a moje myśli odpływają i wtedy przejeżdżam cele, do których miałem dotrzeć. Pojawienie się na świecie synów było dla mnie ogromnym wyzwaniem mentalnym. Musiałem się nauczyć pamiętać, że w ogóle mam dzieci. To brzmi może śmiesznie i niewiarygodnie, ale przez 37 lat byłem jakby nie patrzeć najczęściej sam z własnymi myślami. Na początku było trudno, bo jak zostawałem z chłopcami sam, to potrafiliśmy się tak zapędzić w zabawie i guganiu, że zapominałem im dać jeść o odpowiedniej porze, albo zbyt długo ich nie przewijałem. Musiałem się tych wszystkich czynności i terminarza nauczyć. Pomimo tego, kilka razy zapomniałem na czas przyjechać do przedszkola. Dumny jestem z nich codziennie, kontakt poczułem z nimi mniej więcej wtedy, kiedy zaczęli rechotać i śmiać się. To co mnie rozczula to fakt, że są moimi całkowitymi przeciwieństwami. Obaj bardzo konkretni, silni i sprawni fizycznie, cały dzień najchętniej biegaliby z młotkami i wbijali gwoździe. Czuję, że chociaż mnie kochają, to traktują jak kolorowego ptaka, z lekkim przymrużeniem oka.

OjcostwoOjcostwo Fot. iStock

Jacek, tata 15-letniego Janka i 10-letniej Zofii:

- Między moimi dziećmi jest pięć lat różnicy. To dużo i dotyczy to także różnic w podejściu do wychowywania dzieci i do ojcostwa. Przy młodszej Zosi miałem więcej wolnego, na to żeby pochylić się nad nią, poświęcić jej więcej czasu, częściej z nią być. To z czego jednak jestem najbardziej dumny, to fakt, że moje dzieci - chociaż dużo się kłócą, a kiedy były młodsze dochodziło między nimi do szybkich wymian ciosów - potrafią stać za sobą murem. Kilka razy byłem świadkiem sytuacji, w których w bardzo dojrzały sposób stawały w swojej obronie. Ta lojalność i wzajemne oddanie ma dla mnie ogromne znaczenie. Jestem dumny z tego, że liczą na siebie, potrafią się dogadać ponad podziałami, zajmują wspólny front, nie donoszą na siebie nawzajem. To dla mnie powód do rodzicielskiej dumy.

Kajetan, tata 8-letniego Ignacego:

- Kiedy Ignacy się urodził, poczułem, jak przygniata mnie strach i odpowiedzialność. Jak go zobaczyłem takiego maleńkiego to pomyślałem, że od tej pory już zawsze będę się bał, żeby nic złego go nie spotkało, nikt go nie skrzywdził, nie dał w zęby, nie złamał serca. Osiem lat temu ktoś położył mi na piersi wielki kamień i już wiem, że nigdy nie odetchnę tak głęboko, jak przed jego narodzinami. Mój syn jest wspaniały i niepowtarzalny – to chyba oczywiste. Najbardziej lubię nasze męskie sprawy. Zawsze je zresztą mieliśmy. Jak był niemowlakiem były to wieczorne kąpiele i zajęcia dla maluchów na basenie. Mamusia nie miała na nie wstępu. Jak syn podrósł, wkręciłem go w jazdę na nartach i od tej pory zimą na tydzień zawsze jedziemy sobie sami w góry. Sami robimy także zakupy na cały tydzień. Udaje mi się wtedy dowiedzieć, co u niego słychać, co się wydarzyło w szkole. Na co dzień to synek mamusi, ciągle się do żony przytula, jej więcej opowiada. Nasz czas bez żony pozwala mi chociaż na trochę zagarnąć go dla siebie.