1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Jak doprowadzamy do tego, że dzieciom przestaje się chcieć? Psychiatra: Wypalenie dotyczy nie tylko dorosłych

Dlaczego zapisujemy dziecko na lekcje gry na pianinie, na piłkę, na balet? Bo lubi? Bo chce? Według prof. psychiatrii Machaela Schulte-Markworta nadmiar obowiązków w dzieciństwie, a także presja ze strony szkoły i rodziny sprawia, że w pewnym momencie dziecko nie ma siły. I zaczyna chorować.

Ze swojego dzieciństwa pamiętam to, że miałam czas. W szkole lekcje trwały 5-6 godzin, potem szłam albo na świetlicę, albo do domu. Szkołę miałam po drugiej stronie ulicy. Często wracałam ze starszym bratem do domu ok. godziny 12-13, czekałam na rodziców i patrzyłam spokojnie przez okno.

Od III klasy chodziłam do szkoły muzycznej i przez sześć lat godziłam dwie szkoły. Jako jedyna z klasy miałam dodatkowe zajęcia. Ale nie pamiętam, abym była zmęczona. Zawsze miałam czas na zabawę i na to, aby zimą prawie codziennie iść na łyżwy czy na szkolne boisko. Może w ósmej klasie, przed egzaminami do szkoły średniej, zaczęłam się trochę więcej uczyć i czasu wolnego było jakby mniej.

Mają obowiązki nawet w weekendy

Dzisiaj obserwuję swoje dzieci i dzieci znajomych. Już od pierwszej klasy mają więcej lekcji niż my ok. 20-30 lat temu. I więcej przedmiotów. Dwunastolatki spędzają w szkole ponad 40 godzin lekcyjnych w tygodniu. A po szkole mają jeszcze sporo innych obowiązków: prace domowe, korepetycje, zajęcia dodatkowe, kursy językowe. Często mają zajęte też weekendy. Wówczas chodzą na treningi, taniec, teatr itp.

Lekcja z Gimnazjum nr w OlsztynieLekcja z Gimnazjum nr w Olsztynie Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta

Wszyscy, którzy mają dzisiaj dzieci w szkołach, widzą ile wysiłku i sił pochłania szkoła i ogólnie pojęta edukacja. Coraz więcej od nich wymagamy. Angielski od czwartego roku życia, pianino od piątego, informatyka od szóstego i dobre stopnie w szkole z kartkówek, sprawdzianów, testów, dyktand itd. Muszą być skoncentrowane przez kilka godzin dziennie. A pomiędzy wytężoną pracą mają zaledwie kilkuminutowe przerwy. Te w szkołach, w hałasie, tłoku. Wieczorem w domu, zamiast odpoczywać, przygotowują się do sprawdzianów na kolejny dzień.

Zaglądam na nasze forum i znajduję wątek "Szkoła dzisiaj vs lata 80-90" czytam o tym, jak wielu rodziców podejrzewa, że ich dzieci mają zbyt dużo na głowie. Jedna z mam napisała:

Nie byliśmy tak przeciążeni, jak dzisiejsi uczniowie, nie byliśmy tak pod pręgierzem, bo testy, badania. Dzisiaj dzieciaki ryją nosami ze zmęczenia, szkoła nie sprzyja rozwojowi, a zabija inteligencję ucznia, bo uczy pod test.

Pracują więcej niż dorośli

Kiedy przygotowywałam tekst "Niektóre czterolatki 'pracują' tygodniowo tyle, co dorośli. Pytamy lekarza, jak ułożyć sensowny plan dla dziecka” rozmawiałam z rodzicami dzieci w różnym wieku, policzyłam, ile godzin tygodniowo pracują dzieci, tj. ile czasu spędzają w szkole na nauce, na zajęciach dodatkowych, odrabiając prace domowe. Jedna z bohaterek tekstu - jedenastolatka - podczas tygodnia jest w szkole przez 40 godzin. Ma także dużo zajęć dodatkowych. W sumie jej obowiązki pochłaniają 48 godzin tygodniowo. Jeśli doliczymy do tego średnio pięć godzin spędzonych na odrabianiu wieczorem prac domowych, okazuje się, że dziewczynka pracuje przez 53 godziny w tygodniu. To ponad dziesięć godzin codziennej pracy!

Żeby się wypalić, nie trzeba być dorosłym

Doświadczony psychiatra, profesor Michael Schulte-Markwort z Berlina w książce "Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem” zaprzecza przekonaniu, że żeby się wypalić, trzeba być dorosłym, przepracować kilka lat i się przemęczyć.

"Tak do tej pory wszyscy myśleliśmy i trwaliśmy w przekonaniu, że dzieci i młodzieży to nie dotyczy, ponieważ dzieciństwo jako takie chroni przed wypaleniem" - czytamy w książce. Psychiatra przekonuje w niej, że wypalenie u dzieci nie jest jedną z efekciarskich prób wmówienia nam, że nasze dzieci chorują ani nie jest przesadą, mającą na celu zwiększenie psychiatrom liczby pacjentów. To problem, z którym coraz częściej zmagają się dzieci i młodzież, a także ich rodziny.

"Najmłodsi pacjenci chodzą do podstawówki"

Uczucie wyczerpania przeważnie idzie w parze ze zmęczeniem i brakiem koncentracji, niezdolnością do dłuższych wyczynów pamięciowych i ogólnym poczuciem wypompowania. Coraz więcej dzieci i młodzieży ujawnia rozwinięte objawy wyczerpania i przede wszystkim depresji z wyczerpania. Wypalenie, o którym do tej pory myśleliśmy, że jest zaburzeniem zarezerwowanym dla dorosłych i powstaje wyłącznie w związku z (dorosłym) środowiskiem pracy, weszło do pokoju dziecięcego.

"Podkreślmy to: do pokoju dziecięcego, ponieważ pokój nastolatka już nie wystarcza, by pomieścić ten zespół objawów. Choroba ujawnia się w coraz młodszym wieku. Najmłodsi pacjenci chodzą do podstawówki" - czytamy w książce psychiatry, który opisuje historie kilkunastu swoich nastoletnich pacjentów.

Wśród nich jest 9-letnia Charlotte, u której jeszcze nie zdiagnozował depresji z wyczerpania. Co nie oznacza, że dziewczynka nie jest zagrożona. Lekarz napisał o niej tak: "U dzieci takich jak Charlotte (jeszcze) nie mówi się o depresji z wyczerpania. Ale można sobie łatwo wyobrazić, jak taki stan psychiczny - charakteryzujący się lękliwością, perfekcjonizmem i gotowością do podejmowania wysiłku - w okresie dojrzewania, przy rosnących wymaganiach w szkole przekształca się w przewlekłą depresję z wyczerpania".

Uczucie wyczerpania przeważnie idzie w parze ze zmęczeniem i brakiem koncentracji, niezdolnością do dłuższych wyczynów pamięciowych i ogólnym poczuciem wypompowaniaUczucie wyczerpania przeważnie idzie w parze ze zmęczeniem i brakiem koncentracji, niezdolnością do dłuższych wyczynów pamięciowych i ogólnym poczuciem wypompowania fot: pexels.com

Na 1000 uczniów w szkole, 200 prawdopodobnie potrzebuje pomocy psychologa

Polscy psychiatrzy i psychologowie podają do wiedzy ogólnej statystyki z naszego podwórka. Niektóre liczby zaskakują.

Ze strony kampanii społecznej forumprzeciwdepresji.pl dowiadujemy się, że na depresję mogą cierpieć już bardzo małe dzieci. Jednak jest to bardzo wąski problem - to zaledwie jeden procent dzieci w wieku przedszkolnym oraz dwa procenty dzieci w wieku od 6 do 12 lat.

W starszej grupie wiekowej ta liczba jednak gwałtownie wzrasta - szacuje się, że problem może dotyczyć aż ponad 20 proc. nastolatków. Wyobrażając sobie, że np. w szkole uczy się ok.1000 uczniów, to  - według statystyk - 200 z nich wymaga konsultacji u psychologa lub psychiatry. Stąd na naszym rynku wydawniczym wysyp literatury na temat depresji wśród dzieci i nastolatków.

O tym, jak zaakceptować chorobę dziecka, przeczytamy np. w poradniku "Nastolatek a depresja. Praktyczny poradnik dla rodziców i młodzieży". Pisaliśmy o tej książce w tekście: Nastolatek a depresja. Posyłać do szkoły czy załatwić zwolnienie? Psycholog: Sytuacja jest skomplikowana

A zatem wszystko przez szkołę?

Szkoła - obok domu rodzinnego - jest centralnym punktem życia dzieci. W rozdziale "Szkoła - powód do niezadowolenia" Schulte-Markwort pisze, że nie powinniśmy automatycznie szukać źródeł kłopotów w nauce w samym uczniu. Autor sugeruje, że warto dokładniej przyjrzeć się szkole, ponieważ także w niej znajdujemy "kawałki układanki, dokładające się do powstawania wypalenia". 

"Czyż nie jest znamienne, że w żadnym zawodzie tylu pracowników nie odchodzi na wcześniejszą emeryturę, ilu wśród nauczycieli - bo siły nie wystarczają do osiągnięcia wieku emerytalnego, bo nie dają rady? Czy struktury doprowadzające nauczycieli do wypalenia nie są tymi samymi, z których powodu cierpią nasze dzieci?" - zastanawia się psychiatra.

Za często dialog nauczycieli z uczniami nie przebiega tak, jak powinien. Zbyt rzadko daje się dzieciom odczuć, że w rozmowach przyjmowana jest ich perspektywa i że zostają wysłuchane. Często relacja nauczyciel–uczeń naznaczona jest brakiem szacunku. Źródeł kłopotów w nauce automatycznie szuka się w uczniu, a nie w metodach nauczania, natomiast wciąż zaskakuje to, jak bardzo oceny zależą od nauczyciela.

A zaczyna się od zmęczenia

"Poczucie przeciążenia, napięcie i wyczerpanie. Podstawowe uczucie w codzienności naszych dzieci zabarwione jest koniecznością życia z tym, że nigdy tak naprawdę nie dadzą rady sprostać wszystkim wymaganiom. A to jeden z warunków wstępnych wypalenia" - tłumaczy profesor.

Wypalenie w wieku dziecięcym i młodzieńczym stało się faktem. Samo zjawisko wypalenia nie jest nowością, wręcz przeciwnie - zdaje się nieodłącznym elementem ludzkiej egzystencji. Natomiast dla dzieci i młodzieży jest to diagnoza nowa. Na to zaburzenie cierpi od około trzech do pięciu procent wszystkich dzieci, głównie dziewczynki (dane pochodzą z książki "Wypalone dzieci"). Wiele wskazuje jednak na to, że granica wieku będzie się obniżać.

"Wypalenie staje się sprawą dla dziecięcego psychiatry najpóźniej wtedy, kiedy na jego podstawie wykształca się jawna depresja z wyczerpania. Ważne jest, zwłaszcza w przypadku objawów początkowych, które jeszcze nie zdążyły się w pełni rozwinąć, by jak najszybciej je dostrzec i przeprowadzić diagnostykę, a w razie konieczności wdrożyć odpowiednią terapię" - czytamy w książce.

Musimy zawalczyć

Czy jako rodzice możemy zapobiec tej chorobie? Na pewno można próbować. Schulte-Markwort na ostatnich stronach swojej książki daje kilka wskazówek. Wśród nich są konkretne porady:

"Zadbaj o relaks, o 'dobry stres', o radość z nauki. Walcz o swoje dzieci w szkole. Szukaj konstruktywnego dialogu z nauczycielami. Żądaj tego, co jest dla ciebie ważne. I nie wstydź się rozpoznać u dziecka oznak wypalenia. Zaufaj swojej wiedzy eksperckiej o własnym dziecku. Poszukaj we właściwym czasie profesjonalnej pomocy, czy to psychiatry, czy psychoterapeuty zajmującego się dziećmi i młodzieżą. I jeśli trzeba, podawaj leki.

Wspieraj swoje dziecko w odkrywaniu, jakie wymagania są rzeczywiście pomocne, co powinno znaleźć się w kalendarzu, a z czego należy zrezygnować. Twórz wyspy wspólnych zainteresowań. Okazuj troskę - bez zapominania o sobie i pozostałych członkach rodziny".

***

"Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem": książka została opublikowana nakładem Wydawnictwa Dobra Literatura, oparta jest na analizie konkretnych przypadków – pacjentów autora książka, jest nie tylko cennym źródłem wiedzy, ale może również przyspieszyć stawianie prawidłowej diagnozy oraz usprawnić proces niesienia pomocy dzieciom.

Jeśli chcesz wesprzeć WOŚP z Gazeta.pl, KLIKNIJ TUTAJ. W tym roku zbieramy na zakup sprzętu dla szpitali dziecięcych.

To może cię również zainteresować:

1 dziecko na 10 ma myśli samobójcze. Ale większość nieletnich samobójców nie chce umrzeć - szuka pomocy i jej nie znajduje

Problemy psychiczne polskich uczniów - nawet co piąty nastolatek może mieć depresję. Winna jest szkoła?

Kurator: Bez prac domowych w dni wolne. Rodzice: Dom nie jest filią szkoły

Więcej o:
Komentarze (49)
Jak doprowadzamy do tego, że dzieciom przestaje się chcieć? Psychiatra: Wypalenie dotyczy nie tylko dorosłych
Zaloguj się
  • john_yossarian

    Oceniono 40 razy 30

    Wielu rodziców tresuje małego "szczurka" do wyścigu, którego sami nienawidzą.

  • jakobhorner

    Oceniono 25 razy 21

    nie byliśmy przeciążeni? Ja w wyżu miałem w klasie 36-37 uczniów. Ciężkie egzaminy do liceów i na studia, 20% bezrobocie.

  • madab77777

    Oceniono 21 razy 17

    Jestem nauczycielem zajęć dodatkowych, lubię z dziećmi rozmawiać. To, jak są uczone w szkole w większości... Tragedia!!! A rodzice boją się przeciwstawić. Czy to normalne, żeby nauczyciel zadawał z języka polskiego kilkanaście zadań z dnia na dzień? i tak z wielu przedmiotów. Lekcje przypominają w większości wykłady akademickie, nuda, nuda nuda...

    Moja m zdaniem problem jest tzw. "atrakcyjność", mózg najlepiej się uczy tego co jest dla niego atrakcyjne. Uwierzcie, dzieci po wielu godz lekcji w szkole są zmęczone, ale dla gry komputerowej mogą poświęcić wiele godzin. Większość moich uczniów potrafi wiele godzin grać w gry i przechodzic do następnych poziomów, czyli? Są zmęczone?
    Gdyby szkolnictwo dostosować do najnowszych technologii, dzieci znowu w szkole spędzałyby 5 godzin. Ale problemem jest to, że reformę szkolnictwa przeprowadzają ludzie, którzy nie umią nawet korzystać dobrze ze smartfona!!!

    My się dziwimy, my dorośli, bo nasze pokolenie miało czas na zabawę, ale czy chodzenie do szkoły nie było atrakcją? Ja nie musiałam się w domu uczyć bo pamiętałam większość z lekcji. Jak pytam znajome dzieci, one w połowie roku szkolnego nawet nie wiedzą jakie lekcje miały w danym dniu w szkole ( 6 klasa!!!) Rodzice za nich pilnują odrabiania, wypytują. Szkoła uczy mechanicznego uczenia bez łączenia logiki. Przykłady mogę podawać bez końca....:(( Dla mnie ogromną atrakcją była szkoła, nie miałam komórki, komputera, kolorowego telewizora, lekcje to była dla mnie ciekawostka, gdy się nudziłam w domu, czytałam encyklopedie.i książki z fizyki i odkryłam dzięki nim swoje pasje, które mogłam rozwijać.
    Dzisiaj świat jest inny, rozwija się bardzo szybko..ale nie nasze szkoły :((

  • hipis3308

    Oceniono 21 razy 13

    Moje pokolenie, naukę miało też w soboty, religię dodatkowo poza szkołą, zajęcia w zuchach, harcerstwie, SKSach. Lekcje też trwały po 5-6 godzin. Więc to nie nauka i nadmiar zajęć zabiera dzieciom czas i ich wypala, tylko bezmyślne siedzenie przed telewizorem, komputerem i w telefonie. My się nigdy nie nudziliśmy. Wystarczy popatrzeć teraz na dzieci idące po ulicy, lub jadące w środkach komunikacji. Każde ma głowę spuszczoną na telefon. Nawet siedząc obok siebie, to z sobą nie rozmawiają. Coraz większy brak więzi między ludzkiej, stało się chorobą cywilizacyjną.

  • john_yossarian

    Oceniono 6 razy 4

    Jest jeszcze jeden problem kadra. Niestety jest coraz bardziej przypadkowa, bez przygotowania. Ludzie, którzy wzięli tę robotę, bo akurat była. Ale czego spodziewać się przy takim wynagradzaniu? Nikt z potencjałem, dużą widzą i przygotowaniem tej roboty nie weźmie.

  • buwalker

    Oceniono 4 razy 2

    Nie zgadzam się z podejściem autorki do testów, ze szkoły pamiętam dużo strachu przed subiektywną oceną. Egzekwowanie wiedzy w formie ustnej powinno odbywać się tylko po zaliczeniu kursu takiej formy komunikacji, a i tak nie jest to rzetelne, ponieważ w czasie odpowiedzi ustnej i tak testujemy umiejętności społeczne i inteligencję emocjonalną, a nie przygotowanie merytoryczne. Moim zdaniem najlepszą formą egzaminu jest taki test, jak na prawo jazdy, najlepiej, żeby każdy egzamin był nagrywany na wideo, aby nie było mowy o nadużyciu, subiektywnych ocenach i osobistych uprzedzeniach. Już od podstawówki powinien funkcjonować bank pytań, opracowany w taki sposób, aby nauka odpowiedzi na pamięć nie miała sensu, oczywiście, w miarę nauki, taki bank powinien być coraz bardziej złożony, pewnie około kilku tysięcy dla egzaminu wstępnego na studia. Podobno do dzisiaj podczas egzaminu wstępnego na medycynę odpowiedzi zaznacza się ołówkiem, co w żenujący sposób tłumaczono zależnością od ośrodka sprawdzającego testy, jakby nie mogli tego zrobić inaczej. Egzaminy powinny więc odbywać się w specjalnych ośrodkach, a w pierwszej klasie podstawówki dzieci powinny nauczyć się najpierw, jak zdawać egzamin. Kartkówki i odpowiedzi ustne miałyby wtedy znaczenie wyłącznie porównawcze, dzięki czemu nauczyciel mógłby zweryfikować własne metody pedagogiczne, bez związku z promocją ucznia do następnej klasy.

    Problemy z nauką dużo mówią o domu rodzinnym, albo o nauczycielu, zależy więc, czy chodzi o problemy z jednym przedmiotem, czy w ogóle. Jeśli dzieciaki sobie nie radzą, powinien być to sygnał dla pracowników odpowiednich instytucji, moim zdaniem należałoby zmienić wizerunek specjalnych ośrodków dla dzieci z problemami, aby przeniesienie do takiej szkoły nie wiązało się ze stygmatyzacją, przede wszystkim w środowiskach rodziców z wyższym wykształceniem, dla których takie zesłanie oznacza pogłębianie patologii, i równanie w dół, a przecież chodzi o inne problemy, których nie da się w praktyce rozwiązać na przykład w postaci indywidualnego toku nauczania.

  • pamparampa

    Oceniono 6 razy 2

    Więcej, lepiej, szybciej. Permanentne rozbudzanie aspiracji w mediach.

    Te wasze dzieci, którymi tak sobie gębę wycieracie, to tylko materiał wsadowy do zarabiania kasy na waszych lękach i kompleksach.

  • hipis3308

    Oceniono 4 razy 2

    Dzieci, rodzice i nauczyciele, na okrągło o przpłaczą, tylko, że nikt nie potrafi tego stanowczo przeciąć. Przy pisowskiej teraz anty-reformie, wystarczyłoby żeby rodzice nie posłali dzieci do szkoły, albo nauczyciele zrobili strajk generalny. Mogli też umówić wspólnie. Tylko, że nauczycielom chodzi tylko wyłącznie o pieniądze, a tak ogólnie to wszyscy są oportunistami. Polacy to jednak tępy wieśniacki naród. My zawsze będziemy z tyłu za innymi, bo tak nam jest wygodnie. Najlepiej jest nam wtedy, kiedy ktoś za nas myśli i nami steruje.

  • odysej2012

    Oceniono 2 razy 2

    Od poczatku dominuje nastawienie: " ucz sie, bo inni cie wysiudaja i zostaniesz wykluczony, nieatrakcyjny dla ludzi, nie zalozysz rodziny itp". System hierarchiczny ... Trudne czasy, potrzeba wiele dojrzalosci... Do tego trzeba dodac przebodzcowanie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX