1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Lidka przeniosła się z rodziną do Berlina. "Przestałam się bać o dzieci i ich przyszłość - w szkole i po szkole"

Lidia Radzio, mama Igora i Jagody, napisała o różnicach między polską a niemiecką szkołą. "Znów zastanawiam się nad wyjazdem", "Trzeźwa ocena nadchodzącej reformy" - piszą ludzie w komentarzach.

"To subiektywny komentarz" - zaznacza w rozmowie z nami Lidia, która do Berlina przeprowadziła się kilka miesięcy temu z partnerem i dwójką dzieci w wieku szkolnym. Swój osobisty wpis na Facebooku opatrzyła wiele mówiącym nadtytułem: "O radości z niechodzenia do polskiej szkoły”. Jej dzieci poszły do niemieckiej podstawówki od września, mimo że żadne z nich nie mówiło wtedy po niemiecku. W nowej szkole usłyszeli, że to nie problem.

Ale Lidka, jak pisze, "po dawnemu się bała": "Że będą ich przezywać, że nie poradzą sobie z materiałem, że są inni, więc będą łatwym celem do zaczepek". Te obawy się nie potwierdziły. "Cieszę się, że doniesienia o (polskiej - przyp. red.) reformie oświaty są dla mnie już tylko ponurymi ciekawostkami". 

Cały tekst Autorki publikujemy za jej zgodą, wszystkie nadtytuły pochodzą z oryginalnego tekstu.

Wyjechaliśmy z Polski, bo marzyliśmy o nowym życiu pełnym przygód. Ale nadciągająca reforma edukacji pomogła nam w podjęciu tej decyzji. Niezależnie od tego, gdzie byśmy się znaleźli, dzieciaki miał w końcu czekać spory wstrząs.

Nie trafiliśmy do raju.

Berlińskie szkoły są biedne.

Nie ma tablic interaktywnych i kolorowych dywanów. Materiał z czwartej klasy polskiej podstawówki omawia się w szóstej. No ale w ramach fakultetów można zapisać się na naukę gotowania, stolarstwo albo hodować pszczoły w pasiece. Program nauczania zmienia się rzadko - starsze roczniki przekazują młodszym starmoszone książki. Zaskakuje nas ofiarność nauczycieli i zaangażowanie rodziców.

Wiele rzeczy jest nowych. Najbardziej to, że przestałam się bać o dzieci i ich przyszłość - w szkole i po szkole.

Strach to właśnie to, co mając dziecko w Polsce czułam najczęściej. Najpierw przyziemny strach przed rzeźnickim porodem, potem stałą obawę o to "jak będzie". Bywało chujowo, bo zostałam mamą po raz pierwszy, mając 22 lata. Zaraz potem zostałam też samotną matką.

Kiedy Igor kończył przedszkole, trwała szarpanina o to, czy dzieci w jego wieku powinny trafiać do pierwszych klas, czy zerówek. Przedszkolanki z naszej grupy były zdania, że "nie wolno dzieciom odbierać dzieciństwa". Na wieść, że chcemy wcześniej zacząć szkołę, wręczyły mi diagnozę, szczegółowo opisującą deficyty mojego dziecka. Wynikało z niej, m. in., że jego kompetencje językowe są niższe niż kompetencje chodzących do tej samej grupy dzieci z Wietnamu, dla których polski był drugim językiem. Długo płakałam, ale posłuchałam syna, który jasno wyartykułował, że zerówka go nie interesuje. Mimo moich obaw, bez większych problemów poradził sobie jako uczeń.

Ale strach towarzyszył nam aż do 5 klasy.

Bo Igor faktycznie ma swoje małe słabostki - bazgrze jak kura pazurem, bałagani i jest nieśmiały. Przez kilka lat wydaliśmy kupę pieniędzy na terapię SI, pracowaliśmy w domu nad usprawnianiem rączki, lepiliśmy pierogi i z plasteliny, a on dalej robił najbrzydsze szlaczki w klasie. Nie przejmowałabym się tym tak bardzo, gdyby nie to, że jakość szlaczków miewała wpływ np. na ocenę z angielskiego. Oceniane było także zachowanie - żeby zasłużyć na pozytywne noty, trzeba było aktywnie uczestniczyć w licznych konkursach plastycznych.

Zaciskaliśmy zęby i pomagaliśmy młodemu odrabiać prace domowe z techniki. Prace domowe z matematyki, polskiego i innych przedmiotów odrabiał sam, czasem do późnych godzin wieczornych. Na jednym z zebrań odezwałam się nieśmiało, że może to nieco zbyt dużo.

- To już jest czwarta klasa! - upomniał mnie ktoś z rodziców. - Tu już nie ma czasu, żeby po lekcjach grać w piłkę!

Pracowaliśmy więc dalej, w pocie czoła. Do zajęć pozalekcyjnych, które w 5 klasie były już codziennie, doszła nam rehabilitacja na krzywiący się od siedzenia przy biurku kręgosłup.

Tak, rozważaliśmy przenosiny do szkoły prywatnej.

Póki dyrektorka jednej z nich nie wyznała nam szczerze, że kluczowa jest dla nich pozycja w rankingach, więc przyjmują tylko dzieci, które nie sprawiają problemów.

W 2016 atmosfera w kameralnej, grochowskiej podstawówce, do której chodził Młody, zaczęła się robić gówniana. To wtedy pierwszy raz usłyszałam, jak jeden chłopiec wyzywa drugiego od uchodźców. Był to jeden z wzorowych uczniów, którzy chętnie uczestniczyli w konkursach plastycznych.

2 września zameldowaliśmy się w Niemczech. Kilka godzin później staliśmy na progu naszej szkoły rejonowej - kilka kolorowych, ceglanych budyneczków, boisko, placyk zabaw, pasieka i ogród. Prawdę mówiąc, nie spodziewaliśmy się, że dzieci zostaną przyjęte, a raczej pokierowane gdzieś dalej. 

- Dzieci nie mówią po niemiecku - ostrzegliśmy.

- Nie szkodzi, to się czasem zdarza - odparła dyrektorka.

Okazało się, że w całej szkole byli jedynymi cudzoziemcami (jeśli nie liczyć dzieci z mieszanych małżeństw) i jako jedyni nie znali języka.

Po dawnemu się bałam. Że będą ich przezywać, że nie poradzą sobie z materiałem, że są inni, więc będą łatwym celem do zaczepek. Ale koledzy i koleżanki z klas - i ich rodzice, okazali się dla nas sporym wsparciem. Nauka okazała się być ważna, ale nie najważniejsza. Bo zadaniem szkoły jest też pokazywanie dzieciom jak zgodnie współpracować i rozwiązywać konflikty.

Naturalnie, zaliczyliśmy kilka lepszych i gorszych momentów.

Igor, którego niemiecki nie był dość dobry, żeby po szóstej klasie swobodnie poradzić sobie w szkole średniej, trafił do gimnazjalnej "Wilkommensklasse", gdzie w kameralnej grupie ćwiczy niemiecki. Nauczyciele zauważyli, że bazgrze jak kura pazurem i wysłali nas do lekarza od dzieci bazgrzących po zaświadczenie, które w przyszłości pozwoli mu np. zaliczać egzaminy ustnie, nie pisemnie.

Po raz pierwszy rozmowa o deficytach dziecka przebiegała w przyjaznej atmosferze. Zatroskana nauczycielka nie miała do nas o pretensji o brzydkie szlaczki, nie żaliła się, że młody zaniża poziom i nie miała mu za złe, jeśli nie nadążał z pisaniem.

Mamy za sobą także koszmar prac domowych. Te, które przynosi Jagoda, są obliczone na 20 minut pracy i jeśli dziecko potrzebuje na nie więcej czasu, mamy to zgłaszać nauczycielowi. Prace Igora mają głównie charakter projektowy, wymagają wykonania jakiegoś reasearchu albo współpracy z kolegami.

- Czy powinniśmy z nią jakoś dodatkowo pracować? Zapewnić jeszcze jakieś wsparcie? - pytałam wychowawczynię Jagody.

- Musi się dużo bawić z innymi dziećmi - odparła poważnie nauczycielka.

Nasza sytuacja dalej jest niepewna. Jagoda wprawdzie radzi sobie bardzo dobrze, ale Igor pewnie nie trafi do przeznaczonego dla najlepszych uczniów Gymnasium., ale nieco łatwiejszej Integrität Sekundarschule. Tam będzie musiał zawalczyć o dobre wyniki, żeby zostać dopuszczonym do Abitur, czyli matury. Powinien dać radę.

A co jeśli nie zawalczy?

Jeśli mu się nie powiedzie, będzie mógł wybrać jedną z tysięcy szkół zawodowych albo jakieś praktyki. Nie zrobi kariery uniwersyteckiej, ale zassie go chłonny rynek pracy i zapłaci mu tyle, żeby starczyło na skromne mieszkanie, żarcie, nowe buty i wakacje od czasu do czasu. Będzie programował, bo lubi, a jeśli nie, to sobie zostanie listonoszem albo będzie siedział na kasie i nie będzie to żadną tragedią, ponieważ siedzenie na niemieckiej kasie to nie są jakieś losy gorsze od śmierci.

To nie są parszywe losy polskich kasjerek i ochroniarzy, których się boimy i przed którymi chcemy chronić dzieci. Ze strachu przed nimi wysyłałam syna na te wszystkie dodatkowe angielskie. Ze strachu wycinałam po nocach kwiatki na plastykę, bo ocena z plastyki jest ważna, bo podnosi średnią. A średnia jest ważna, z nią dobre gimnazjum, dobre liceum. Klasa profilowana z dodatkowym hiszpańskim i jeszcze więcej lekcji do odrobienia.

Cieszę się, że doniesienia o reformie oświaty są dla mnie już tylko jako ponure ciekawostki. Jestem smutna i pewna, że wielka reforma niczego nie zreformuje. Póki do reformatorów nie dotrze, że nie każdy musi zostać wielkim kimś. Za to każdy powinien mieć szanse na spokojne, uczciwe życie przeciętniaka.

Tekst Lidii opublikowaliśmy za jej zgodą.

Model sowiecki vs. na wsi jest lepiej

Pod postem od razu pojawiło się wiele komentarzy:

U nas szkoła ciągle tkwi w modelu sowieckim i żadne reformy tego nie zmieniają. Szkoła to przede wszystkim miejsce pracy dla nauczycieli, pań woźnych, pań kucharek. Doskonale poradziłaby sobie bez dzieci. One tylko hałasują.
Mam wrażenie, że u nas na wiosce szkoła jest bliższa tej niemieckiej niż polskiej-miejskiej
I znów zaczynam się zastanawiać nad wyjazdem ... Dajesz mi po raz kolejny od myślenia
Nasza szkoła przypomina hodowlę.
Tekst rzeczywiście bardzo dobry i trzeźwa ocena nadchodzącej reformy, ale.... Mam wrażenie, że mocno zdemonizowałaś szkolną rzeczywistość. Polską szkolną rzeczywistość.
A my nadal wycinamy kwiatki po nocach

Jak jest w szkołach Waszych dzieci? Boicie się kolejnej reformy edukacji? Piszcie w komentarzach.

Obejrzyj wideo:

Kolorowa śniadaniówka - smakołyki w lunch boxie [HAPS KIDS]

To także może cię zainteresować:

Więcej o:
Komentarze (429)
Lidka przeniosła się z rodziną do Berlina. "Przestałam się bać o dzieci i ich przyszłość - w szkole i po szkole"
Zaloguj się
  • zielonymuchomorek

    Oceniono 2 razy 2

    Pani ewidentnie roszczeniwa wobec szkoły. Fantastycznie, że w 5 klasie dziecko ma problemy z czytelnym pisaniem. Na pewno jak zacznie szukać pracy pracodawcy będą się zabijać o człowieka, który ledwo pisze.
    Polska szkoła jest mega przyjazna uczniowi. Dziecko, które ma problemy z pisaniem nie powinno opuścić nauczania zintegrowanego, a skoro chłopak zdał, to znaczy, że rada pedagogiczna musiała nieźle przymknąć na ten fakt oko. Po prostu pani nie może się pogodzić z faktem, że nikt nie wielbi jej syna za bycie analfabetą. To że w niemieckiej szkole 6 klasie wymagają tego co u nas w 4 to skandal, bo u nas w 4 wymaga się obecnie tego, co 20 lat temu w 2.

  • jackee_3

    Oceniono 1 raz -1

    Przedewszystkim nigdy nie nalezy porownywac dwoch roznych kultur i systemow gospodarczych. Niby podobne a jednak rozniace sie diametralnie. W niemieckim systemie nastepuje odsiew juz od wczesnych lat nauki, kadra nauczycielska decyduje o przyszlej pozycji spolecznej ucznia obserwujac jego rozwoj i postepy zalezace od samodzielnosci w przetwarzaniu informacji. Tzn. dzieci zdolne i ciekawe wiedzy beda dalej pchane na sciezce rozwoju. W polsce nauka w szkolach jest na wyzszym poziomie , owszem, ale tu nie chodzi o wkuwanie przetworzonej wiedzy akademickiej, ktora jest, moim zdaniem bardzo nieudolnie przekazywana dzieciom i mlodziezy, ktore i tak 90% tzw. wiedzy zapomna, a pozostale 10 % beda uzywac fragmentarycznie. Nauki kognitywne juz dawno stwierdzily, iz w wieku dojrzewania burza hormonalna uniemozliwia "normalne" przyswajanie wiedzy, dlatego tez jest inne podejscie do nauczania w niemczech niz w polsce, ktora szczyci sie iz ma wyzszy poziom. Co z tego iz bede dziciom wbijal na sile wiedze z ktorej nie beda umialy skorzystac? Spojrzmy na poziom innowacyjnosci w polsce - jest gorzej niz mierny, mimo tak "dobrze???" wyksztalconej spolecznosci. Spojrzy na komentarze ponizej - brak w nich jakiejkolwiek mysli analitycznej - nikomu chwalacemu zalety polskiego systemu nauczania nie przemknelo przez mysl iz polska jest karlem gospodarczym w stosunku do niemiec, i istnieja ku temu powody nie tylko historyczno - gospodarcze, ale przede wszystkim kognitywne. Jezeli w niemczech populacja byla by tak slabo wyksztalcona to kto bylby odpowiedzialny za postep ? Nie mozna interpretowac rzeczywistosci nie rozumiejac iz pojmujemy ja subiektywnie w swojej kulturalnej rzeczywistosci. Swiat to nie polska, a polskie pojecie rzeczywistosci jest inne w stosunku do zachodniego. Dosadniej - roznica jest taka jak miedzy rozumowaniem robola i inzyniera na dowolnie omawiany problem techniczny. Jeszcze dobitniej - przyswajanie wiedzy i przetwarzanie informacji jest sprawa osobista, tak jak nauka jezyka. Nikt nikogo jeszcze nie nauczyl jezyka obcego - bez wlasnej pracy nikt nie jest w stanie przyswoic sobie zadnej abstrakcyjnej wiedzy lub informacji. To nie ma nic wspolnego z poziomem przekazywanej wiedzy (szkola) tylko z osobistym zaangazowaniem i inteligencja.

  • zbychus1

    Oceniono 1 raz 1

    cos Pani powiec, cos powiem.

    Za kilka lat okaze sie, ze dzieci NIE NADAJA sie do szkoly sredniej (gimnazjum). W zwiazku z tym proponuja szkole zawodowa. To w Niemczech standard. Wybralas dla dziecka edukacje na tokarza, murarza, sprzataczke.
    Poki dzieci sa male jest OK, jest cacy, ale okazuje sie, ze szkoly niemieckie pozniej robia selekcje KTO MOZE a kto NIE isc do gimnazum klasycznego a kto do zawodowego. WIEM o czym PISZE.

  • Oceniono 3 razy -3

    I co z tego, że nasze dzieci wkuwają na pamięć miliony niepotrzebnych danych, ktore jednym kliknięciem można znaleźć w necie, skoro z nich wyrastają dorośli którzy, jak widać, nie potrafią czytać ze zrozumieniem, polemizować, analizować tego, co "autor miał na myśli" za to świetnie potrafią oceniać, wiedzą, co ktoś powinien lub nie powinien i co należy z nim zrobić. Może w Berlinie nauczą dzieci pani Lidki słuchać i rozumieć drugiego człowieka? Oby...

  • Tomash Reszczyk

    Oceniono 4 razy 2

    Wszystkim którym nie podoba się polska i polskość zalecam wyjazd do rajskiego berlina, dziękuję

  • mara571

    Oceniono 3 razy 1

    W Berlinie nie ma szkoly, w ktorej jest tylko dwojka dzieci cudzoziemcow.
    To tyle w temacie wiarygodnosci listu

  • ksiadztezczlowiek

    Oceniono 3 razy 3

    @thegreatmongo
    O jakich Niemczech piszesz. Bo w badaniach Pisa Bawaria jest wsrod pierwszych 8 panstw, jesli chodzi o wyniki z matematyki i rozumienia z czytania. Natomiast Berlin czy Nordrhein Westfalen na okolo 45 miejscu. Dzieci z Bawarii czy z Saksoni maja w 8 klasie poziom wyzszy od tego z Berlina o dwie klasy. Chodzilem do szkol w Polsce (leceum z matura, i do niemieckiego gymnasium na Bawarii (dwa lata) z niemiecka matura. I powiem tak poziom matematyki jest podobny, poziom nauki jezykow duzo wyzszy w Niemczech. Duzo wieksza uwage zwraca sie na rozwiazywanie problemow, a duzo mniejsza na palkowanie materialu w porownaniu z Polska.

  • lukeszbobo

    Oceniono 4 razy 4

    Mam kompletnie inne odczucia. Dzieci urodzily sie w Niemczech. Córka mlodsza ale zdolniejsza i nie ma problemu. Pewnie tak samo nie byloby problemu w Polsce.
    Syn starszy mniej zdolny. Od przedszkola wiecznie byly znajdowane problemy. Po tym jak zauwazylismy ze lekarze sami nie wiedza czego szukaja a dziecko zamiast uczyc/bawic sie z dziecmi chodzi od lekarza do lekarza ucielismy to z żoną.
    W szkole od poczatku mowili ze sobie nie poradzi. Prosilismy aby byl traktowany jak inne dzieci. Ciezko pracowalismy w domu. W momecie jak zauwazylismy ze dziecko powoli zaczyna doganiac inne dzieci, wychowawczyni zdecydowala ze dobrze mu zrobi jak powtórzy drugą klase. Nie ma dyskusji. Jeszcze walczymy ale wszyscy przeciwko nam. Wiemy jedno ze juz nie pozwolimy aby dziecko dalej bylo w tej samej klasie, ale jeszcze nie wiemy czy probowac przepychac czy posluchac i zmarnowac rok. Dziecko czyta normalnie i liczy na poziomie 2 klasy. Diagnoza byla ze nie pracowal na lekcjach i na tej podstawie nie ma szans w 3 klasie. Gdybyśmy olali i nie kazali dziecku pracowac 10 razy wiecej niz córce to bym to przyjął na klate. Zmarnowawalismy dziecku rok czasu, pelno stresu dla dziecka i dla nas. Wszyscy mowia jak dobrze, że powtórzy rok. Takie uszczesliwianie na silę. Nie wazne ze dziecko bedzie przerabiac ten sam material i zamiast sie rozwijac tak naprawde cofa sie o rok.
    Wszyscy wlacznie z Niemcami mowia ze Niemiecki system jest zly. Ja teraz mam dowód i tesknie za starym Polskim systemem gdzie dziecko jak bylo slabe to dostawalo zle oceny a jak dobrze sobie radzilo to dostawalo dobre oceny. Nie bylo psychologow, ADHD, dysleksji i tym podobnych wymyslów.

  • kapitandragan

    Oceniono 6 razy 4

    Nie wierzyłem, a jednak to prawda, autorka listu istnieje!!!! Lektura jej wpisów na wiadomym portalu społecznościowym dostarcza niezapomnianych przeżyć. Od dzisiaj będę zaczynał dzień od ich śledzenia, co wszystkim serdecznie polecam. Ten styl, nieco brutalny i szorstki (np. "wkur....m się"), ale jakże ekspresyjny!!!! Dynamika opisywanych zdarzeń, ludzkie dramaty i determinacja w ich przezwyciężaniu ("spasłam się", "postanowiłam ćwiczyć"). Do tego oczywiście prawdziwe europejskie wartości w postaci stosunku do uchodźców i walka z negatywnymi stereotypami na ich temat. Ale powiem prawdę, najbardziej licze na kontynuacje wpisu o lateksowym gorsecie.....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX