1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Komentarze (313)
'Samochód był moim drugim domem'. Wady i zalety podmiejskiego życia [WASZE HISTORIE]
Zaloguj się
Pokaż wcześniejsze komentarze
  • apacz76

    Oceniono 3 razy -1

    Wolnostojący dom z ogrodem to nie jest temat dla każdego. Jak ktoś nie ma doświadczenia ( czyli nie mieszkał tak od dziecka) lub smykałki p.t. umiem zrobić wszystko sam to odradzam. Na pewno nie polecam mieszczuchom z dziada pradziada z dwiema lewymi rękami do prac fizycznych. Ja się wychowałem na wsi gdzie dziadek i ojciec nauczyli mnie wszystkiego w temacie ogarnięcia gospodarstwa, ogrodu i domu przez faceta. Teraz od 6 lat mam swój nowiutki domek z małym ogrodem ozdobnym ( 150m2/ 9ar) na skraju miasta. Z dojazdami do pracy i szkoły nie mam problemu. W wolnych chwilach nie lubię wypoczywać leżąc na leżaku, na tarasie z piwkiem w ręku. Wolę coś porobić, podłubać, pokosić z piwkiem w ręku. Natomiast żeby ten dom i ogród utrzymać we miarę porządnym wyglądzie to jest tyle roboty, że mnie jasny huy strzela. Nigdy nie sądziłem, że będę zazdrościł kolegom z tzw, klatek którzy po pracy ćwiczą mięśnie dłoni na pilotach od tv.

  • tedek1

    Oceniono 5 razy -1

    "trochę liczę na Most Południowy, który ma kiedyś powstać; połączyłby naszą wieś praktycznie ze szkołą i pewnie jakaś komunikacja miejska się też by się pojawiła."
    I tym sposobem warszawscy podatnicy za swoje podatki ułatwia zycie nie sobie tylko innym i zafunduja: wieksze korki, zanieczyszczenie powietrza i hałas tylko po to zeby Wiecha i Zdzicho mieszkali w luksusowym domku pod miastem w ciszy i spokoju...

  • wartomyslec

    Oceniono 1 raz -1

    Mam piękny dom, piękny ogród i to co było dla mnie priorytetem, zero sąsiadów za ściana, pod podłoga i nad sufitem. Do najbliższego domu mam 300 m, a sąsiedzi są miłymi ludźmi. Do pracy dojeżdżam w 20 minut, a wiec znacznie szybciej niż większość ludzi z firmy. Ale odpowiedniej działki szukałem 4 lata. Jak realizować marzenia, to bez chodzenia na kompromisy. Ja swoją wieś uwielbiam, bo nie mam takich problemów jak te opisywane w komentarzach. Nawet trawnika nie muszę kosić, bo na telefon przyjeżdża do nas firma ogrodnicza i za parę złotych załatwia sprawę :)

  • lacrimal

    Oceniono 5 razy -1

    Za przeproszeniem - problemy pierwszego świata.

  • gefreiterhaber

    Oceniono 5 razy -1

    Krakow - mieszkac w smrodzie, smogu i wsrod kiboli z maczetami czy np Michalowice w rezydencji strzezonej, zamknietej z basenem etc. Macie watpliwosci ?

  • wojtek45-1

    Oceniono 11 razy -1

    My wynieśliśmy się z Warszawy dalej... 50 km od centrum. Wybudowaliśmy dom. Ja pracuję w domu. Żona dojeżdża samochodem ok 45 min do centrum, na 7,00. Każda wizyta w wawie to dla mnie ból głowy, hałas, tłum.
    Trzeba kosić trawnik, sadzić, przesadzać, dbać, a i tak zarasta. Bywa, że nie ma prądu albo wody w gminnym wodociągu.
    Za to jest targ dwa razy w tygodniu, w Nowym Dworze, mamy stałych dostawców i za nic nie wrócę do Warszawy mieszkać...Amen

  • beton44

    0

    Dałem radę doczytać do tego "zamknięte osiedle oddzielone od wsi lasem, mamy bezpieczny kawałek lasu zagrodzony siatką" :-)

  • dagam

    0

    Wszystko zależy od odrobiny rozsądku i planowania. Dom nie 20 km od granicy miasta, ale 5 i z dobrym dojazdem do pracy. Dobra prywatna szkoła na trasie dom praca i da się żyć i kawę na tarasie wypić i nawet zjeść śniadanko... a co do szybkosci dojazdów to mieszkając w centrum Krakowa przejechanie 10 km zajmowało mi 1, 5 godziny w jedną stronę, a 25 km ze "wsi" zajmuje mi 30 minut. A wyjście do ogrodu o poranku, gdy wszystko kwitnie a w drzewach brykają ptaki daje "kopa" na cały dzień

  • gnago

    0

    Ech! widzicie skutki nie przyczyny !
    A może jeszcze artykuł dotyczący wyludniania i upadku handlu w centrach miast o przymusowej wyprowadzce przemysłu poza miasta . I celowym tworzeniu korków w godzinach dojazdów do pracy

  • mniklasp

    0

    W Polsce nie ma Ameryki. Ludzie kupuja domy za miastem i pracuja w miescie ! to paranoja. W takim Jozefowie czy na Sadybach nikt nie buduje miejsc pracy , szkol, zlobkow, wielkich sklepow czyli nikt nie buduje malych miast "satelitow" jak to ma miejsce w USA czy w wielu krajach zach Europy. Ziemia wmiescie jest za droga na miejsca pracy wiec w Polsce jest jakby odwrocona logika. W Szwajcarii ludzie mieszkaja na wsiach i na wsiach pracuja bo tam sa duze firmy. W USA madrzy ludzie kupuja domy np 10 mil od miejsca pracy , oczywiscie sa np slabo wyksztalceni ktorzy dojezdzaja 50 mil w korkach.

  • jeszw

    Oceniono 2 razy 0

    Wszystko ma swoją cenę, miejsce zamieszkania też. Mając dzieci (do wieku uniwersyteckiego), nigdy nie wyprowadziłbym się za miasto. Natomiast później tylko dom za miastem. Tak zrobiłem na 10 lat przed emeryturą i teraz czuję się jak panisko, z politowaniem patrząc na znajomych, którzy zostali w blokowiskach - brrrrrr....

  • jabbaryt

    Oceniono 6 razy 0

    mieszkam 40 od Warszawy gdzie za 400 tys kupiłe dom w kiepskim stanie ale z pięknym ogrodem. Moje spostrzeżenia:
    Pracuje w Warszawie dojazd to 1,15h w jedną stronę. Jeżdzę pociągiem i ale do samochodu wsiadam ja naprawdę muszę. Mam blisko stacji Kolei Mazowieckich i taka lokalizacja to strzał w 10. Do przedszkola żona odwozi dzieci do lokalnego miasta w 15 min, dzieci tam mają angielski rytmikę. W sobote dowoże chłopaka na piłke nożną. Oferta edukacyjna jest może trochę skromniejsza niż w Wawie ale jestem zadowolony.

  • metanoja

    Oceniono 4 razy 0

    Mieszkałem od dzieciństwa w wielkim mieście, w samym centrum.Lubiłem smog i hałas, łoskot pierwszych tramwajów przetaczających się kanionami wąskich śródmiejskich ulic o piątej rano, zakupy w osiedlowym SAMie, który później ustąpił miejsca Biedronce itd. Zawsze jednak marzyłem, żeby pracować w rolnictwie - orać, bronować, siać, uprawiać sad, hodować krowy itd. Dlatego zrobiłem kurs rolnika, kupiłem gospodarstwo 20 km od miasta i zacząłem je uprawiać. Musiałem wstawać o czwartej rano, żeby wsiąść w zaparkowany pod blokiem samochód, a potem jechać 30 km (10 przez miasto plus 20 poza miastem) do ukochanego gospodarstwa, aby wydoić i napoić krowy. Potem wybieranie jajek, karmienie drobiu, wywózka gnoju, i oczywiście prace polowe: orka, bronowanie, kultywator, siew, nawożenie, opryskiwanie. Najwięcej pracy było w czasie żniw. Do domu wracałem o dwudziestej pierwszej, czasem nocowałem w gospodarstwie. Żona i dzieci niemal zapomnieli, jak wyglądam. Z rozmów telefonicznych dowiadywałem się, że np. dziecko jest chore, i żona musiała zwolnić się z pracy, aby zawieźć je do lekarza. Tych rozmów też było niewiele, bo na wsi zasięg słaby, a i sygnał dzwonka rzadko przebijał się przez miarowy stukot silnika mojego Ursusa.
    Dużym plusem było to, że w czasie wakacji dzieci mogły zażywać wiejskiego życia do woli, szczególnie uszlachetniającej pracy przy sianokosach. Gdy podrosły, poznały urok letnich zabaw w remizie. Chłopakom szczególnie przypadły do gustu bójki po zabawie. Dzięki temu wyrośli na twardych mężczyzn, jeden został komandosem.
    Z perspektywy czasu uważam jednak, że lepiej bym zrobił, gdybym zdecydował się na jakąś spokojną pracę w mieście, np. księgowego w korpo. Nie musiałbym tak tyrać, a realizację rolniczych pasji odłożyłbym na czas emerytury.
    A tak poważnie: Jeśli chcesz żyć na wsi - mieszkaj na wsi. Jeśli chcesz żyć w mieście - mieszkaj w mieście. Najgorszy jest rozkrok.

  • i.l

    Oceniono 2 razy 0

    Porównywanie warunków warszawskich nie ma sensu. Nawet mieszkając w Warszawie można godzinę jechać autobusem i
    na tym nie koniec drogi do szkoły..
    Wyprowadziłem się na wieś z miasta 80 tys, w okolice miasta 40 tys. Mam 13,5 km do pracy. Jadę 15 minut.

  • remar_k

    0

    A to moja historia
    mieliśmy niewielki dom w podłódzkiej miejscowości i postanowiliśmy wybudować się kawałek dalej na wsi, sprzedaliśmy domek i na czas budowy przenieśliśmy się do Łodzi do wynajętego mieszkania w bloku - to był najgorszy czas w naszym życiu. bloki w ogóle nam nie podeszły, niesnaski o parking, odgłosy nocne spuszczanej wody w ubikacji i brak intymności a poza tym nie czuliśmy się tam u siebie. Mamy trójkę dzieci które pod blokiem miały orlika i plac zabaw, syn nawet kupił deskorolkę by jeździć po osiedlu i myślicie że dzieciaki korzystały z tych udogodnień? niestety nie bo taka jest ta dzisiejsza młodzież że woli kontakt przez internet niż w realu. Prawda jest taka że problemem są dojazdy ale miejsce pod dom należy wybrać rozsądnie - my mamy 500m do przystanku podłódzkiego tramwaju i busa więc awaryjnie jest jak dojechać, lektor angielskiego sam dojeżdża w sobotę, tak jak chemik w klasie maturalnej do najstarszego syna. Zalety są większe niż straty i nie zamienilibyśmy się na bloki. Wszystko zależy od ludzi i miejsca które wybiorą.

  • bywalec.hoteli

    0

    Stary dylemat.

  • hanusinamama

    0

    To zalezy ile s tej "podmiejskiego domu" jezdzimy do pracy. My tez sie wyprowadzilismy z miasta (Łodzi). Maz dojezdzał w miescie 11 km tez 15. wiec róznicy duzej nie ma. Kolega wyprowadził sie z jednego osiedla do drugiego (tu bloki i tu bloki) i teraz dojezdza pwrawie 30 mint dłuzej). Szkołe mamy niedaleko. Na takie rzeczy trzeba patrzec oraz na to czy sie odnajdziemy poza miastem. Znam ludzi ktorzy wybudowali dom i wrócili do miasta bo im miasta brakowało (nie ze wzgledu na dojazdy)

  • wedrowieczdaleka

    Oceniono 4 razy 0

    Nikt o zdrowych zmysłach pracujący w dużym mieście nie wyprowadza się z dziećmi na głęboka wieś. Dla przykładu Zielonka kolo Warszawy jest w linii prostej 11 km do centrum Warszawy, co 10 minut pociąg i po 10 minutach jestem w Warszawie Wileńskiej gdzie również jest metro. W Zielonkę jest kilka szkol, itd. i wole mieszkać w domu z ogrodem niż w blokowisku.

  • zbycho52

    Oceniono 4 razy 0

    Gdzie jest problem,bo ja gonie widze.Tysiace dzieci mieszkajace na wsi dojezdzaja odlat do szkol w miescie,ich rodzice dojezdzaja do pracy.Tak bylo od zawsze i tak bedzie dalej.Kiedys wiekszosc nie miala samochodu i tez musialasobie radzic,a przystanek PKS nie zawsze byl pod nosem,tylko trzeba bylo do niego dojsc i to nieraz dosc daleko,a dzisiaj wszyscy by chcieli miec wszystko pod nosem.

  • hijodelsol

    Oceniono 2 razy 0

    25 lat temu kupiłem działkę na pustkowiu 4,5 km w linii prostej od Rynku w Krakowie, 20 lat temu, gdy budowałem tam dom brodziliśmy w błocie, bo drogę zrobili 5 lat później. Dzisiaj mieszkam w zasadzie w centrum, 6 przystanków autobusem do Alei 3 Wieszczów, 7 minut samochodem lub 15 minut w korkach. Wokół mam zieleń, ale już pojawiły się bloki. Na szczęście kilka działek miało kiedyś wielu spadkobierców i kupiliśmy z sąsiadami udziały w nich, po 1-2 180 części skutecznie blokując ich sprzedaż. Mieszkam w mieście i jednocześnie w parku prawie, ale do pracy mam 9 km, co biorąc pod uwagę przejazd przez miasto samochodem kończy się 30 minutami w korkach. Komunikacją miejską jest tyle samo. Nigdy nie przeniósłbym się za Kraków, moi znajomi z Zabierzowa przy dzisiejszych remontach jadą do centrum 1h, z Michałowic tyle samo, szkoda życia.

  • exsero

    0

    "W sumie na dobre mi to wyszło, bo jestem świetnym kierowcą." - dziewięciu na dziesięciu kierowców tak o sobie mówi. Tyle że ze świecą szukać tych, którzy to potwierdzą.

  • japka_putina

    Oceniono 6 razy 0

    Od urodzenia do pojawienia się dzieci mieszkałem w bloku w centrum Wa-wy i nie wyobrażałem sobie innego miejsca w Polsce do życia - wszędzie blisko, wszystko na miejscu. Od kilkunastu lat mieszkam w domku prawie 30 km od centrum. Dojazdy do pracy, to makabra, nawet ze starymi kumplami nie mam jak na piwo pójść, bo jak wrócić - taryfa mnie zrujnuje! Ale już wolę zieleń za oknem i trawnik wprost przed własnym tarasem, niż podwórze przed klatką schodową z psimi kupami, hałas i polowanie na miejsca parkingowe. Świat się tak pozmieniał, ze dzisiaj nie trzeba żyć w centrum miasta, żeby mieć go pod nosem, tyle że bez hałasu, spalin, czy sąsiadów z góry i z dołu.

  • sunee

    0

    Super! Nie mogliscie gorze trafic:). Dzis wlasnie podpisalem umowe kupna domu na tzw. "poza miastem". Zamiast 3.2 km rowerem bede mial 42 km elektrykiem w jedna strone [mam nadzieje ze baterie wystarcza w obie strony :)]

  • szabepio

    Oceniono 12 razy 0

    Mieszkanie w domu za miastem jest dla bogatych. Dwa auta. Praca nie na 7.00 czy ósmą. Wlasna firma. Opiekunka do dzieci. Wiem bo tam mieszkam. Mam trzy auta i całą resztę. Nigdy nie móglbym mieszkac w bloku. Przestrzegam biednych i etatowcow. Zostancie w bloku.

  • hmmm11

    Oceniono 4 razy 0

    Moim zdaniem zależy co to znaczy. Moi rodzice wproawadzili się do wsi świeżo przyłączonej do miasta i jak spadł deszcz masakra ... 2 pary butów do przystanku i do szkoły czy pracy.

    Ale potem miałem dziewczynę która mieszkała w małym mieście/Wsi i było supper człowiek jechał z pracy samochodem i jak jechał przez las to już się odpręzął poza tym ...podczas spaceru poszliśmy na polanę i .... a nie wiedzieliśmy obok były tory i pan maszynista w ramach dopingu zachuczał :D Uważam, że trzeba rozważyć za i przeciw. Mój kolega teraz mieszka w małej miejscowości gdzie jedyne co jest nowe to Bieda, bloki i dworzec

  • kragg

    Oceniono 14 razy 0

    Pieprzenie, żeby nakręcić sprzedaż klitom w bloku.

  • Zenon Komender

    Oceniono 18 razy 0

    Polska nie kończy się na Warszawie moi drodzy.Co innego dom pod miastem, w przeważnie dobrze skomunikowanym Wrocławiu czy Poznaniu, a co innego w stolicy.Poza tym dom pod miastem, to dom przy rogatkach miasta (1-5km od jego granic) a nie na wsi 20km i więcej.Wyprowadzi się taki jeden z drugim na wieś to potem płacz,że trzeba dzieciaki wozić a pół dnia spędza się w samochodzie:) Ja mam domek pod Poznaniem (dokładnie 3.2km od granicy miasta) ,ze świetnym dojazdem do centrum, do pracy, z komunikacją autobusową co pół godziny z nowymi szkołami ze świetną kadrą nauczycielską, z wszystkimi marketami w promieniu 3km (Lidl,PiP,2 biedry, 3 chaty polskie, żabki i inne podobne).Mini osiedle z oświetleniem ulicznym i wszystikimi mediami, nawet z kablówką. Do pracy prawie w centrum (22km obwodnicą i 14km jadąc przez miasto) - na 8.00 jade 30minut, na 7.00 około 20minut. Podsumowując-jak ktoś się wyprowadza faktycznie na wiochę, to może mieć problemy jak te w artykule, wyprowadzka tuż pod miasto-jak najbardziej.Ja bym się nigdy nie przeniósł z powrotem do miasta a na starość sprzedam chate powiedzmy za pół miliona, wynajme mieszkanie 100mkw w centrum za 2.5tys ,za sto tysięcy odwalę niewielką chatkę gdzieś na RODzie nad jeziorem i niczym sie już nie będe przejmował i tylko podróże...

  • mona_3

    Oceniono 1 raz 1

    "miałam zamknięty za siatką kawałek własnego lasu" - koszmar

  • wycofany

    Oceniono 1 raz 1

    "Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano za piętnaście trzecia. Latem to już widno..."

    Najgłupsze są reklamy deweloperów, np.: "zamieszkaj 25 minut od centrum W-wy!" A te 25 minut to czas w którym pociąg pokonuje trasę do centrum W-wy, jeżeli nie ma opóźnień. Czyli spędzisz w podróży 2 x 25 minut, kiedy mieszkasz i pracujesz przy stacji PKP. W przeciwnym razie możesz spokojnie doliczyć 1-2 h.

  • qeton

    Oceniono 3 razy 1

    Przeczytałem trochę komentarzy i widzę, że one są w specyficzny sposób skrzywione ;) Moja odpowiedź na pytanie, czy lepsze mieszkanie w mieście, czy dom pod miastem brzmi - najlepszy jest dom w mieście, normalnym mieście, takim, które ma 20, 30 czy 50 tysięcy mieszkańców. Mieście, gdzie wszędzie jest blisko, nie ma tasiemcowych korków, życie toczy się wolniej, spokojniej i zdrowiej. Przeżyłem w takim miejscu pół wieku i nie zamieniłbym go na żadne miasto wojewódzkie, a mam co porównywać, bo w sumie spędziłem tam ładnych parę lat, przy różnych projektach, w Warszawie, Trójmieście i paru innych. Własny dom w mniejszym mieście, to najlepsze, co można wybrać.

  • remo29

    Oceniono 1 raz 1

    Dom za miastem jest ok, gdy masz już dorosłe dzieci i nikt nikogo nie musi wozić. Nie wyobrażam sobie wyjechać z domu o 7:00, żeby zdążyć zawieźć dzieciaki do szkoły, a potem wrócić po 20:00, jak się skończą zajęcia, treningi, spotkania z kolegami itp. rzeczy. To już nie dom, tylko sypialnia... A druga kluczowa rzecz to praca w nienormowanym czasie, albo taka, którą możesz w awaryjnych przypadkach wykonać zdalnie. Dojeżdżam do pracy (w zależności od wyboru trasy) 25-40 km w jedną stronę, czasem się zdarzy, że jest jakiś wypadek i nie ma szans dojechać na czas, ale w mojej pracy nie mam z tym problemu, jak przyjadę, to będę. Od biedy, gdy wiem z radia, czy serwisów "korkowych", że droga jest w ogóle nieprzejezdna, wtedy w ogóle do pracy nie jadę, pracuję w domu. Mieć dom i nie mieć czasu w nim mieszkać, to nieporozumienie.

  • aki3

    Oceniono 1 raz 1

    18-letnia dziewczyna dojeżdża samochodem do szkoły. OK, ale co jej po tym samochodzie jak nie może się nawet piwa napić? 18-tka to czas imprezowania. Wszak nie codziennie, ale dosyć często

  • yarloman

    Oceniono 1 raz 1

    Dom pod miastem to znakomite rozwiązanie dla emerytów. Nigdy jednak nie dam się przekonać że uroki mieszkania pod miastem rekompensują mordęgę z dojazdami . Dzieci albo cierpią w milczeniu albo głośno okazują niezadowolenie a im są starsze tym robią to konsekwentniej. Ratunkiem stają się mieszkający w mieście dziadkowie ( ile ich się ma) . Końcowy efekt bywa często taki że sprzedaje się dom pod miastem ze stratą i ponownie kupuje mieszkanie w mieście .
    Miasta obecne to nie te same miasta co 10 lat wstecz . Jest w nich wszytko co potrzeba do wygodnego życia . Problemem bywają ludzie ale to jest problem powszechny bo jako społeczeństwo mamy głęboki kryzys wzajemnych relacji i zaufania a to się prędko nie zmieni .

  • hellk

    Oceniono 1 raz 1

    Warto by jeszcze popytac dzieci z miasta zmuszane oddychac tym, co spalaja silniki tych miejsko-wiejskich jasniepanow przez te codzienne kilkadziesiat kilometrow. Smutny temat generalnie.

  • roy_cohn

    Oceniono 1 raz 1

    Problemy z dooopy warszawskiej - wszelkie przedmieścia innych miast to max 30 min dojazd

  • tullianum

    Oceniono 1 raz 1

    A mozna tez kupic duze 90 m2 mieszkanie z tarasem (na dachu) ok 100 m2 w cenie do 1 mln i mam i spokoj i kawe na tarasie i samochod w garazu i nie musze odsniezac i kosic trawnika co tydzien i sklepy na osiedlu i 20 min do pracy i do kona i do teatru i na piwko z kolegami i nie wydac majatku na taxi. A dzieci maja 8 minut do szkoly.

  • welcometopoland

    Oceniono 5 razy 1

    żonce właśnie o to chodziło w tej willi za miastem :)
    ona + ogrodnik albo dostawca pizzy czy kolega z pracy.

    większość picz chce aby zamoczyć na długie lata w willę z ogrodem a potem mężuś niewolnik niech zapierd..., spłaca, remontuje, dba itd

  • Piotr Adamczyk

    Oceniono 3 razy 1

    Trochę bzdurny artykuł - każdy mieszka gdzie lubi i tam gdzie mu odpowiada, jeden lubi miasto jego gwar, lokale, imprezy ale i teatry , kina - inny będzie wolał domek trochę pod miastem , przestrzeń , ciszę , trawę , drzewa, las , i to że mu nikt w okna nie zagląda i nie musi się ścierać z sąsiadami, każdy dzięki bogu jest inny.

  • mistrzglobusa

    Oceniono 1 raz 1

    Mieszkałem pod Warszawą i miałem mieszkanie w Warszawie. Jak dzieci były małe to nie był problem lokalna podstawówka i przedszkole na miejscu. Niestety dzieci poszły do liceum i zaczęły się dojazdy. Sprzedaliśmy dom pod Warszawą i przenieśliśmy się na mokotów do segmentu. Tak jak w artykule koszt segmentu w Warszawie to duży koszt ale logistycznie jest niesamowity komfort. Dodatkowe zajęcia dla dzieci,bezproblemowe wyjścia do miasta na drinka, wyjścia do kina a nawet można zjeść śniadanie na mieście. Nie mówiąc o dzieciach które używają miejskich rowerów do przejazdów i korzystają z miejskiej infrastruktury. Koszty życia są wyższe w mieście, koszt utrzymania domu podobny jak za miastem. Plus nie muszę kosić wielkiego trawnika i dbać o ogród to zajmuje naprawdę dużo czasu. Teraz mam mały ogród 200 metrów i jest akurat. Z perspektywy czasu stwierdzam, że jak dzieci były małe to super jest mieszkać poza miastem ale dla nastolatków jak najbardziej polecam miasto.

  • dark.writer

    Oceniono 1 raz 1

    " Z drugiej strony słyszę od rodziców mieszkających obok szkoły, że oni też dzieci budzą o 6:30, tylko nie wiem w sumie, dlaczego."

    - bo może owi rodzice też muszą dojechać na czas do pracy?

    To, że mieszkają obok szkoły, nie znaczy, że pracują też w pobliżu. A jeśli tak, to może o siódmej zaczynają? Albo muszą do pracy dojechać na ósmą do fabryki na przedmieściach lub poza miastem?

  • dust-on-the-wind

    Oceniono 1 raz 1

    zanim rzucicie się na sielski domek na wsi - obejrzyjcie prześmieszny skecz"Domek w Karkonoszach" - ino cza łopatować... Tylko TROCHĘ przerysowany.....

  • ffstv

    Oceniono 3 razy 1

    Plus mieszkania pod Warszawą: Dzieci (7 i 9 lat) jak chcą wyjść na dwór to wychodzą i nie muszę ich szukać bo na naszym osiedlu jest 14 domów i wszystko jest ogrodzone. Wiem, to snobistyczne i w ogóle paskudne, ale przynajmniej bezpieczne.
    Minus: jak chcemy pojechać na impreze to trzeba zamówić taxi
    plus: w domu mozna być głośno, jak rodziny nie ma w domu to można 100Watowy piec gitarowy rozkręcić na 8 i nikomu nie będzie to przeszkadzać
    plus: w bloku miałem sąsiada, który wychodził z psem i w zabłoconych butach kilka razy dziennie brudził świeżo umytą podłogę na klatce.Tutaj go nie ma.
    minus: Do pracy jadę 50 minut a nie 15.

  • tommies

    Oceniono 23 razy 1

    Kilka lat temu podjąłem decyzję, aby zamiast kupna większego mieszkania, kupić segment pod Warszawą w Łomiankach. To była jedna z najlepszych decyzji w życiu.

    Mamy ciszę i spokój, miłych sąsiadów, a w domu mnóstwo przestrzeni i wygody. Do tego duży garaż gdzie oprócz samochodu jest jeszcze miejsce na motor i rowery oraz przestrzeń na szafki z narzędziami. No i dodatkowo wielka piwnica gdzie mam czas na moje hobby czyli stolarstwo.
    Nie ma ciągłego upychania rzeczy jak puzzle mieszkając w bloku – wszystko ma swoje miejsce i wygodny dostęp.
    Do tego niewielki, ale wystarczający ogródek ma którym można zorganizować grilla, poopalać się i dla dzieciaka napełnić basen.

    Artykuł skupia się na dojazdach, a pomija najważniejsze zalety posiadania domu.
    Dojazdy są uciążliwe, ale to tez kwestia dostosowania sobie pracy. W moim przypadku szefostwo wyraziło zgodę abym przychodził na 7.30 a nie na 8, więc rano jadę prawie bez korków i wracam przed szczytem.

  • m.a.l.a_syrenka

    Oceniono 2 razy 2

    Urodziłam się w mieście i w różnych miastach mieszkam przez pół życia. Drugie pół żyłam w dziurze zabitej dechami, gdzie jedynym udogodnieniem był prąd na drucie (często nawet tego brakowało). Plusów i minusów każdego z tych miejsc do uwicia sobie gniazda jest bardzo dużo. Jeśli minusy przeważają, to trzeba ruszyć się w stronę plusów. I tu jeszcze sporo osób ma problem. Jest on w głowie, bo dojrzewanie do decyzji i podjęcie działań zabiera najwięcej czasu, a czas leci...

  • lm648

    Oceniono 4 razy 2

    .... na takich warunkach to nigdy nie zaakceptuję mieszkania na wsi lub jak kto woli 20-40 km po za miastem. A do Chorwacji jak jedziecie na wakacje/urlop to również zabieracie swój prowiant i zgrzewkę wody lub dwie bo tam drogo :) )))) buuuuuuuuuuu ha ha

  • tullianum

    Oceniono 4 razy 2

    Albo czarne albo białe.
    A sa jeszcze miejscowosci obok duzych miast z dobra komunikacja gdzie zyje wsrod wiekszej zieleni. I ci mieszkancy nie maja dylematu. Za nic nie przeprowadzili by sie np do Warszawy. Maja tam i szkoly i kina i kawiarnie. Pracuja w stolicy a dojazd trwa kilka minut wiecej niz do odleglej dzielnicy, ktora graniczy z taka miejscowoscia.

  • pawnap

    Oceniono 10 razy 2

    W mieście też da się mieszkać w domu. Ja z żoną i 4 miesięczną córka mieszkamy w mieście oddalonym o ok 30 km od warszawy.wybudowaliśmy dom w miejscu gdzie w odległości 200 metrów mamy 2 przedszkola w tym jedno prywatne szkołę podstawową przychodnię w raz z apteką w której pracuję i kilka sklepów. Do stacji pkp mamy ok 800metrów okolica cicha i spokojna boczna ulica z progami zwalniającymi także ruch znikomy. Dom ok 240m2 koszt budowy wraz z zakupem działki to ok 600 tysięcy. Wiele rzeczy robiłem sam w wykończaniu wnętrza co pozwoliło trochę zaoszczędzić kasy. Także udało nam się zamieszkać w bardzo dobrej lokalizacji z zaletami życia na wsi. Fakt trzeba się nadrobić w ogranięciu podwórka ale mi się to podoba nie lubię siedzieć w domu po prostu taki styl życia. Szkoda że autor skupił się tylko na 2 radykalnych rozwiązaniach albo wiocha prawie bez prądu i cywilizacji albo blokowisko. Nic po środku a to właśnie takie rozwiązania najbardziej interesują Polaków niby w mieście a na wsi niby ma wsi a w mieście.

  • kasiapanowie

    Oceniono 14 razy 2

    Jaki problem ja z Wrocławia mam 300 km w jedną stronę do Wawy tak od 10 lat.

  • twzelnik

    Oceniono 3 razy 3

    Sprawa jest prosta: trzeba wybudować dom z dużym ogrodem w centrum miasta.
    W ogóle lepiej być pięknym i bogatym...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX