1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Czas na zmiany: szkoła to nie sklep spożywczy!

Do walki ze śmieciowym jedzeniem w szkołach stają celebryci, politycy, fundacje, a nawet sami uczniowie. Nie jest łatwo. Niezdrowych produktów bronią czasem sami dyrektorzy szkół i rodzice. A jest o co kruszyć kopie!
- Nie wiem dlaczego tak się utarło, że w szkole musi być sklepik spożywczy - zastanawia się wiceprezes Fundacji BOŚ, Barbara Lewicka-Kłoszewska. - Kiedyś to było miejsce, w którym dzieci mogły kupić drugie śniadanie: bułkę z serem, kakao. Teraz to powtórzenie sklepu spożywczego z najmniej dobrymi rzeczami dla dzieci. To przerażające: wszystko jest słodkie, słone, barwione i byle jakie - mówi.

Fundacja BOŚ już drugi raz proponuje szkołom konkurs "Sklepiki szkolne - zdrowa reaktywacja". W ramach akcji szkoły mogą dostać grant Ministerstwa Edukacji Narodowej na wyposażenie sklepików. Liczy się pomysł i zaangażowanie.

Dostęp do niezdrowego jedzenia w szkołach jest wyjątkowo łatwy. Jak z tym walczyć? Najważniejsze, jak przekonuje Barbara Lewicka-Kłoszewska, są chęci. - Szkoła musi być wzorcem w zakresie zdrowego żywienia. Powinna być w tym świętsza niż sam Pan Bóg! - przekonuje z zapałem.

Celebryci do walki z fast foodem

W Wielkiej Brytanii wielką akcję "uzdrawiania" szkolnego menu zorganizował szef kuchni, celebryta, Jamie Oliver, który w 2005 roku w efektowny sposób zademonstrował Brytyjczykom, co ich dzieci jedzą w szkołach i jak można zastąpić niezdrowe jedzenie smacznymi, wartościowymi posiłkami. Kampania Olivera przyniosła dobre skutki, powstało prawo zobowiązujące szkolne stołówki do podawania uczniom zdrowych potraw w miejsce przetworzonej żywności.

Początkowo kampania Olivera, pokazana w programie telewizyjnym "Jamie's School Diners" ("Szkolne obiady Jamiego") spotykała się z brakiem zrozumienia. Szczególnie spektakularną formą protestu okazała się akcja rodziców z południowego Yorkshire. Ich dzieci dostawały w szkole dwie porcje owoców i trzy warzywa dziennie, a grupa rodziców przemycała przez szkolny płot niezdrowe przekąski z pobliskiego sklepu. Nie podobało im się to, że dzieci nie mogą wybierać między warzywami a "starym", sprawdzonym jedzeniem.

Rezultaty akcji Olivera okazały się jednak imponujące. Naukowcy z uniwersytetów w Essex i Oxfordzie opublikowali nawet wyniki badań, które wykazały, że od czasu wprowadzenia do szkolnych stołówek zdrowego jedzenia, średnia wyników z egzaminów w szkołach objętych programem wzrosła o kilka punktów! Dzieci mniej chorowały i miały lepsze stopnie z nauk ścisłych.

W Polsce krzewieniem wiedzy o zdrowym odżywianiu się dzieci zajmuje się między innymi Agnieszka Kręglicka, znana restauratorka i felietonistka. Dużo dobrego zrobiła także Fundacja Szkoła na Widelcu pod przewodnictwem Grzegorza Łapanowskiego, znanego dziennikarza kulinarnego. Teraz, razem z Fundacją BOŚ, Szkoła na Widelcu promuje nowy projekt prozdrowotny "Szkolne smaki", w ramach którego organizowane są konferencje oraz szkolenia dla dyrektorów szkół i kucharzy zajmujących się żywieniem uczniów.

Opodatkować śmieciowe jedzenie?

Z raportu ONZ wynika, że ponad miliard ludzi na świeci jest otyłych, a ponad 3 miliony rocznie umierają z powodu złego odżywiania się. Pomysłów na odwrócenie niepokojących statystyk jest wiele. W marcu ubiegłego roku belgijskie gazety doniosły o projekcie Oliviera De Schuttera, eksperta ONZ do spraw żywienia. Proponował on opodatkowanie niezdrowego jedzenia, np. chipsów, batoników i napojów gazowanych. Takie rozwiązanie obowiązuje już m.in. w Danii, Finlandii i na Węgrzech. Według Shuttera zmniejsza to popyt na śmieciowe jedzenie i pozytywnie wpływa na zmianę nawyków żywieniowych.

Z inicjatywy Unii Europejskiej powstał z kolei program "Owoce w szkole", w ramach którego uczniowie z uczestniczących w akcji szkół, otrzymują bezpłatnie owoce i warzywa - świeże i gotowe do spożycia. Programowi towarzyszy akcja edukacyjna mająca na celu szerzenie zdrowych nawyków żywieniowych wśród dzieci. Agencja Rynku Rolnego, odpowiedzialna za realizację "Owoców w szkole", opublikowała w raport, z którego wynika, że spożycie owoców i warzyw wśród dzieci objętych programem wzrosło o 21 proc. Ankietowani uczniowie odpowiadali, że wolą owoce od warzyw - najwięcej, bo aż 98 proc., zwolenników ma jabłko. Jego warzywnym odpowiednikiem jest ogórek, który z apetytem zjada 94,5 proc. badanych dzieci. Okazało się także, że stan wiedzy o zdrowym odżywianiu dzieci objętych programem jest wyższy niż tych nieuczestniczących w akcji.

Sklepiki szkolne - samo zło!

Co jakiś czas podnoszą się głosy, że należy kontrolować zaopatrzenie sklepików szkolnych i nie pozwolić ich właścicielom na sprzedawanie niezdrowego, śmieciowego jedzenia. Z raportu NIK z 2011 roku wynika, że w 75 proc. automatów w szkołach i w 87 proc. sklepików dzieci mogą kupić chipsy, słodkie gazowane soki, a nawet napoje energetyzujące. Dyrektorzy szkół często umywają ręce, argumentując, że sklepiki są dzierżawione osobom prywatnym, więc szkoła nie ma wpływu na ich asortyment.

Czasem opór stawiają... sami rodzice. - W jednej ze szkół postawiono automat ze słodyczami naprzeciwko drzwi do I klasy - opowiada Barbara Lewicka-Kłoszewska z Fundacji BOŚ. - Dzieci lubią kupować, automat okazał się więc atrakcją. Część rodziców nie zgadzała się na to i postulowała przeniesienie automatu na inne piętro lub w ogóle wycofanie go ze szkoły. O usunięciu nie mogło być mowy, bo szkoła miała jakieś zyski z utargu, a przeniesieniu automatu sprzeciwili się inni rodzice. Mówili, że jak dziecko nie weźmie do szkoły śniadania, to dobrze, że może sobie kupić słodki rogalik w automacie.

Co powinno znaleźć się w sklepiku szkolnym? Na pewno nie słodycze i słone przekąski. Baton jest łatwym i przyjemnym sposobem na zaspokojenie głodu, ale po chwili dziecko jest znowu głodne i zdekoncentrowane. - Ja w ogóle nie lubię nazwy "sklepik". To powinno być po prostu miejsce na zjedzenie drugiego śniadania - mówi Barbara Lewicka-Kłoszewska. - Powinny tam być kanapki z razowego pieczywa, najlepiej pełnoziarnistego, z wędliną, serem i warzywami. Do tego marchewki, suszone owoce i niesłodzone napoje. Na pewno nie słodycze i pączki!

Umowy do poprawy

Do walki z zaopatrzeniem szkolnych sklepików stanęła m.in. radna z Opola, Beata Kubica (SLD), która przygotowała projekt uchwały walczącej ze śmieciową żywnością w szkołach. Podobne akcje podejmowali radni z Tychów czy Gdańska. Okazywało się jednak, że rozwiązanie pozornie najprostsze - wyrzucenie automatów ze słodyczami ze szkół i zakazanie ajentom sklepików sprzedaży niezdrowej żywności... byłoby niezgodne z prawem, bo ograniczałoby uczciwą konkurencję.

Jest na to jednak sposób: wypowiedzenie umowy i skonstruowanie kolejnej w taki sposób, by zawierała informacje o tym, co może znaleźć się w sklepiku na terenie szkoły. Wzory takich umów można znaleźć w internecie. Czas działać, bo dane nie pozostawiają złudzeń: polskie dzieci odżywiają się bardzo źle. Nie ułatwiajmy im tego!

Więcej o:
Komentarze (10)
Czas na zmiany: szkoła to nie sklep spożywczy!
Zaloguj się
  • ewa.okon55

    Oceniono 4 razy 0

    Może jestem staroświecka ale za moich czasów do szkoły zabierało się kanapki /nawet bez picia najwyżej jabłko/ i nie było żadnych sklepików spożywczych. Mama pracowałą ale miała zawsze czas na zrobienie nam kanapek do szkoły i nie było grubasów przez to wśród moich rówieśników.

  • vogon.jeltz

    Oceniono 9 razy 5

    W ogóle wszelka działalność komercyjna niezwiązana bezpośrednio z edukacją i sportem powinna być w szkole zabroniona. Czyli np. nauka jazdy wynajmująca od szkoły sale na wykłady - tak, kurs karate na szkolnej sali gimnastycznej - tak, szkolna pływalnia dostępna za odpłatnością dla publiki poza godzinami nauki - tak, sklepik spożywczy - nie! Żarcie albo powinni przygotowywać dzieciom rodzice w postaci drugiego śniadania, albo powinno być organizowane w szkole na stołówce.

  • femma12

    Oceniono 26 razy -14

    edziecko powinno pisać, jak wychowac dzieci na gay-ów. Na stronie głownej gazety jest artykuł przedstawiający Pana Adama, którego trzech synów to gays. Nie ma nic złego w tym, żeby już od najmłodszych lat przekonywać do orientacji homoseksualnej. Dobrze, że Gazeta sie tym zajeła.

  • passazer

    Oceniono 22 razy -10

    Najlepiej zniszczyć sklepiki i problem sam się rozwiąże, przecież to takie proste.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX