1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Córki czy Lolitki

Kilkuletnie dziewczynki coraz częściej dowiadują się, że jeśli chcą mieć szczęście w życiu, powinny wyglądać bardziej kobieco.
Co Pani sądzi o produkowanych dla kilkuletnich dziewczynek szpilkach, stanikach i stringach?

A o zestawie do tańczenia na rurze ze składaną rurką, podwiązkami i plastikowymi pieniążkami do wkładania za podwiązkę Pani słyszała?

Nie.

Dawanie takich przedmiotów dziewczynkom to nic innego, jak przykład seksualizacji dzieci.

Co to znaczy?

To wychowywanie ich w przekonaniu, że jeśli będą eksponować swoją seksualność, będą się liczyć w społeczeństwie. Charakteryzuje się ono nadmiernością, nieadekwatnością i instrumentalizacją. Nadmiarowość polega na tym, że nie nadaje się seksualności określonego, właściwego miejsca w życiu, tylko czyni z niej główną wartość. Takie wychowanie to ogromne, brzemienne w skutkach, zubożanie dziecka.

Na Zachodzie czy w USA takie zjawisko może być problemem. Ale w Polsce?

Niestety, także u nas istnieje i staje się coraz bardziej widoczne. Paradoksalnie, wynika po części właśnie z naszego negatywnego podejścia do seksu. Wszechpanująca religia katolicka wyraźnie deprecjonuje kobiecy erotyzm i umacnia stereotyp Matki Polki. Tradycyjne wychowanie umacnia nas w przekonaniu, że kobieta zdobywa wysoką pozycję społeczną przez macierzyństwo, a nie przez bycie istotą seksualną. Ten negatywny model jest naszym przekleństwem i niektórym się wydaje, że jedyną rozsądną przeciwwagą jest ów model nadmierny. To nas naraża na popadanie z jednej skrajności w drugą. Tymczasem seksualizacja dzieci jest tak samo niebezpieczna, jak dewaluacja seksualności.

A na czym polega owa nieadekwatność?

Na dawaniu dziewczynkom takich rzeczy, które są atrybutami kobiet i są związane z zachowaniami zarezerwowanymi dla osób dorosłych.

Na przykład stanika?

Tak. W naszej kulturze obowiązuje nakaz zasłaniania piersi, bo stanowią one bodziec seksualny. Jednak 4-letnia dziewczynka nie ma jeszcze rozwiniętych piersi, więc nie ma też powodu, by je zakrywać. Podobnie jest ze stringami. Kobiety nie noszą ich przecież, żeby było im ciepło czy dla higieny. Szpilki to też typowy atrybut seksualny. Wydłużają nogi i powodują, że chodząc, wypinamy pośladki. Wymuszają określony sposób poruszania i uniemożliwiają aktywność fizyczną. Są nie tylko nieodpowiednie dla dziewczynek, ale też niewygodne i niebezpieczne.

Nie powinniśmy więc tych przedmiotów kupować dzieciom?

Nie. To są akcesoria dla kobiety, nie dla dziecka.

A co Pani powie o zestawie do tańca na rurze? To nie jest atrybut przeciętnej kobiety.

Oczywiście. On doskonale uwidacznia trzecią cechę charakterystyczną dla seksualizacji - instrumentalizm, czyli uczenie dziecka, że jest towarem. Istnieje poważne ryzyko, że dziewczynka obdarowana zestawem do tańca na rurze w przyszłości będzie mieć problem z zauważeniem wyraźnej różnicy między uwodzeniem a sprzedawaniem się. Między chodzeniem na szpilkach a zarabianiem tańcem na rurze. W rezultacie może nie umieć chronić swojej seksualności.

A co z zabawkami typu "mała modnisia", czyli zestawami kosmetyków dla dziewczynek?

Ja bym raczej kupiła zestaw "mały lekarz".

Co jest złego w "małej modnisi"?

Przekaz. Ukryta filozofia. Proszę pamiętać, że mama, wybierając rzeczy dla dziecka, a więc także zabawki, pokazuje mu, co jest ważne. Kupowanie "małej modnisi" jest wskazówką, że moda i uroda to sfery, na których dziewczynka powinna się koncentrować. To przekazywanie wzorca mówiącego, że "upiększanie się zapewnia powodzenie w życiu". "Mały lekarz" jest lepszy, bo pokazuje, że dobrze mieć pasję. Badania dowiodły, że dziewczynki, u których dorośli rozwijają potrzebę kształcenia się i zdobywania zawodu, rzadziej demonstrują ryzykowne zachowania seksualne (co oznacza również mniej zakażeń i niechcianych ciąż). Proszę mnie dobrze zrozumieć - nie chodzi o to, że dbanie o ciało jest złe. Jest dobre. Ale w rozsądnych granicach. Życie nie powinno się wokół tego obracać.

A jeśli córka bardzo prosi o taki zestaw? Chce mieć swoje kremy, jak mama.

Zwłaszcza dziewczynki w wieku przedszkolnym mogą się domagać takich zestawów, bo to jest wiek, w którym seksualność jest w kręgu zainteresowań dziecka. To jednak nie znaczy, że trzeba temu ulegać. Dziewczynka się dowiaduje, że nie może naśladować całego życia mamy, a jedynie pewne jego fragmenty.

A co z malowaniem paznokci?

Można się kilka razy pobawić w robienie manicure. Tłumacząc przy okazji, że w pomalowanych paznokciach nie można wykonywać wielu czynności, bo lakier zejdzie. Odpada na przykład zabawa w piasku. Warto pokazać dziecku, że manicure niesie ze sobą pewne ograniczenia. I koniecznie potraktować go jako zabawę, a nie część standardowych zabiegów pielęgnacyjnych.

Można zrobić wyjątek z okazji imprezy urodzinowej u koleżanki?

Można czasem zrobić wyjątek. Zakręcić loki, ubrać w odświętną sukienkę, pozwolić, żeby włożyła lakierki. Jednak pomalowane paznokcie czy błyszczyk na ustach to już przesada. Chcę zwrócić uwagę, że takie urodziny są okazją, by uczyć dziecko, że strój musi być odpowiedni i do wieku, i do sytuacji. Inaczej ubieramy się do opery, inaczej do piaskownicy, a jeszcze inaczej na imieniny babci.

Czy to znaczy też, że lepiej ubrać dziewczynkę na plac zabaw w spodnie, żeby nie odsłaniała majtek, kiedy będzie wchodzić na drabinki?

Ależ skąd. Jeśli sukienka jest wygodna i nie krępuje ruchów - niech idzie w sukience. I nie strofujmy jej: "Uważaj, bo spódnica ci się podwija", "Dziewczynce nie wypada tak siadać". Nie ma nic złego w tym, że kilkuletniej dziewczynce widać majtki. No, chyba że to będą majtki z napisem "Po co mi karta kredytowa?". Wiem, że takie można kupić za granicą.

Między innymi przeciwko producentom takich ubrań w Wielkiej Brytanii jest prowadzona kampania "Let girls be girls". To protest m.in. przeciwko dziewczęcym koszulkom, na których jest napis: "Tak wielu chłopców, tak mało czasu".

Dziewczynka ubrana w taką koszulkę uczy się przekazu, który dopiero kiedyś zrozumie. Oswaja się z nim. Otrzymuje informację, że duża grupa mężczyzn i szybki seks bez wchodzenia w relację, są wartością. Takie ubrania mogą też mieć konsekwencje nie tylko dla jej przyszłego, ale także dla obecnego życia. Nakładanie ich dziewczynkom jest bowiem narażaniem ich na ataki osób, które reagują na dziecięcą seksualność. Jest nieświadomym przekazywaniem innym dorosłym informacji, że dziecko jest obiektem seksualnym.

A co Pani sądzi o takich komplementach, jak: "Jesteś taka śliczna, że nie będziesz się mogła opędzić od chłopaków"?

Nie ma nic złego w mówieniu dziecku, że jest śliczne. Jednak niepokoi mnie druga część tego zdania. Po pierwsze, chociaż do ładnej osoby ludzie lgną, to jednak sama uroda może nie wystarczyć. Po drugie, nadmiar adoratorów wcale nie jest taki przyjemny i na pewno nie jest gwarancją szczęścia.

Czasami rodzice mówią córce, że jeśli wyeksponuje urodę, to osiągnie w życiu to, co będzie chciała. Między innymi zrobi karierę...

Takie zdania: "Jesteś ładna, więc będziesz mieć dobrze w życiu", czy jeszcze gorzej: "Ona jest taka piękna, że nie musi się dobrze uczyć", niosą ze sobą destrukcyjny przekaz. Mamy, które mówią "Wykorzystaj swoją urodę", namawiam, by zastanowiły się, co właściwie radzą. Na co namawiają swoje córki. Przecież ich wskazówki to nic innego jak: "Manipuluj swą urodą, uwodź mężczyzn, by ich zdobyć i dzięki temu zyskać pozycję, stanowisko i wszelkie dobra".

Może mówią tak, bo często słyszą, że liczy się pierwsze wrażenie. Także podczas rozmowy kwalifikacyjnej...

To psychologia ludowa. To prawda, że liczy się pierwsze wrażenie i... następne, i następne. Nie chwytajmy się stereotypów i nie wtłaczajmy w nie dzieci, bo stereotypy kryją w sobie dramatyczne treści. Poza tym proszę się zastanowić, co taka dziewczynka, wychowywana w przekonaniu, że od urody tak wiele zależy, zrobi, gdy jej uroda zacznie przemijać?

Dlaczego matki mówią córkom takie rzeczy?

Bo są nieświadome tego przekazu. Pewnie mają dobre intencje. Podświadomie wierzą w to, że uroda zapewni powodzenie w życiu, więc kładą na nią nacisk. Chcą dobrze.

Małe dziewczynki są seksualizowane także przez media.

Tak. Dziecko widzi i pyta o rzeczy, o które normalnie zapytałoby w starszym wieku. W rezultacie bardzo wcześnie musimy tłumaczyć, co to jest prostytucja, dlaczego niektóre reklamy są niedobre. Musimy się liczyć z tym, że dziecko zacznie naśladować to, co widzi na ekranie. Nie należy jednak krzyczeć, tylko tłumaczyć, co jest zarezerwowane dla dorosłych. To duże wyzwanie dla rodziców, któremu jednak trzeba próbować sprostać.

Prof. Maria Beisert

jest psycholożką, seksuolożką, prawniczką, autorką książek "Seks twojego dziecka" i "Seksualność w cyklu życia człowieka" oraz kierowniczką Podyplomowego Studium Pomocy Psychologicznej w Dziedzinie Seksuologii w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Więcej o: