1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Jakim typem rodzica jesteś? Czy aby nie "pługiem"?

Jedni są zdania, że dziecko do wszystkiego w życiu musi dojść samo, inni najchętniej wyręczaliby je we wszystkim. Rodzic-pług wywalczy dla dziecka dobre stopnie, miejsce w szkolnej drużynie siatkówki i podwyżkę u szefa. I niekoniecznie będzie grać fair. Czy to dobry sposób wyrażania miłości?
Słyszeliście już o rodzicach-helikopterach, matce-tygrysicy oraz ojcu-delfinie? Wśród stylów wychowawczych pojawił się kolejny: styl rodzica, który jak pług zgarnia z drogi swojego dziecka wszelkie przeszkody. W przeciwieństwie do rodzica-helikoptera, krążącego wiecznie nad głową swojego małego dziecka, rodzic-pług nie zawaha się oczyszczać drogi także przed starszym potomstwem, nawet kiedy będzie już dorosłe. Taki nadmiernie kontrolujący rodzic będzie załatwiać dobre stopnie, rozwiązywać konflikty w pracy, interweniować u trenerów sportowych, nauczycieli akademickich - wszystko po to, by dziecko nie zaznało smaku porażki. A to, paradoksalnie, może wyrządzić dziecku krzywdę, zamiast mu pomóc.

Waniliowe babeczki dla trenera

Leslie Todd, matka dwóch chłopców, opowiedziała w amerykańskiej stacji telewizyjnej ABC o swojej tendencji do zbytniego angażowania się w sprawy synów. Kiedyś, żeby zapewnić jednemu z chłopców, grającemu w baseball w szkolnej drużynie, fory u trenera, przyniosła na trening babeczki cytrynowe, ale kiedy zorientowała się, że mężczyzna nie lubi cytryn, wróciła do domu, upiekła waniliowe ciastka i zaniosła je wieczorem do domu nauczyciela. W prezencie dla niego i jego rodziny.

Znanym przykładem zachowań mających oszczędzić rozczarowań i przykrych uczuć, częstym wśród polskich rodziców, jest usilne zabieganie w szkole, by dziecko trafiło do klasy ze swoimi przyjaciółmi z przedszkola. Oczywiście taka sytuacja jest optymalna, ale trafienie na tym etapie życia do całkiem nowej grupy rówieśniczej nie musi wiązać się z życiową traumą. Rodzice nie są jednak w stanie znieść myśli, że dziecko mogłoby odczuwać smutek z tego powodu, że trafiło do innej klasy i musiało się rozstać z przyjaciółmi, uciekają się więc do wszystkich możliwych sposobów, żeby uniknąć takiego scenariusza.

Tymczasem, jak twierdzą psychologowie, doświadczanie rozczarowań i trudnych emocji to ważna część procesu nabywania cennych życiowych umiejętności: radzenia sobie ze stresem, pokonywania problemów.

- Kiedy rodzic usuwa wszystkie przeszkody z drogi dziecka, wówczas nie ma ono okazji mierzyć się z różnymi wyzwaniami - tłumaczy Jarek Żyliński, psycholog prowadzący program o wychowaniu dzieci w Radio Bajka, wychowawca i autor blogów. - Nie poznaje swoich możliwości, nie wie, jak dużo potrafi. Nie uczy się podejmowania wyzwań i samodzielności. Doświadcza za to, że wszystko, co z nim związane "dzieje się samo" i kiedy dochodzi do momentu, kiedy starsze już dziecko ma zadbać o siebie samo, brakuje mu doświadczenia sprawstwa. Nie ma wyrobionej intuicji: "jak czegoś chcę, to muszę to zrobić".

Z dzieckiem na kolokwium?

W przypadku "pługów" ingerencja rodzicielska dotyczy nie tylko małych dzieci i uczniów szkół podstawowych czy gimnazjów. Dziennik "The Boston Globe" opisuje historie rodziców studentów uczelni wyższych, którzy dzwonili do uczelnianej stołówki, by poskarżyć się na za mało urozmaicony bar sałatkowy lub interweniowali u profesora, który dał dziecku ocenę A-, a kiedy to nie pomogło, zadzwonili do dziekana wydziału, a w końcu i samego rektora.

Przedstawiciel Simmons College, prestiżowej uczelni w Bostonie, potwierdził w wypowiedzi dla gazety, że w ostatnich latach zaangażowanie rodziców w uczelniane życie i sprawy ich dzieci rodziców wyraźnie wzrosło.

Psycholożka ze Stanford, dr Carol Dweck, autorka książki "Mindset", przestrzega przed konsekwencjami takich zachowań: "Robimy coś bardzo złego" - powiedziała stacji ABC. - uczymy dzieci, że jeśli nie są w czymś od razu świetne, to powinny z tego zrezygnować. Że to coś poniżającego, być początkującym". Z jej badań wynika, że namawiając dzieci do cięższej pracy, sprawiamy, że stają się bardziej odporne na stres i mniej boją się porażki.

- Rodzic odmawiający dziecku podejmowania decyzji i wyzwań nadaje mu także komunikat "nie dasz sobie rady" - twierdzi Żyliński. - Brak zaufania od osoby, która dla dziecka jest autorytetem, wpływa demobilizująco i może obniżyć także poczucie własnej wartości - przestrzega. - Do podejmowania wyzwań jest potrzebna umiejętność oceny konsekwencji podjęcia tych wyzwań. Jeśli rodzic zgadza się na samodzielność dziecka tylko, kiedy jest pewien pozytywnego rozwiązania, wówczas dziecko ma nieprawdziwe poczucie wszechmocy, które rozwiewa się dramatycznie przy pierwszych porażkach.

Proszę dać mojemu dziecku pracę!

O tym, że nadmiernie kontrolujący rodzice mają zły wpływ na osiągnięcia i samoocenę dzieci mówi się od dawna. W pracy amerykańskich naukowców, której wyniki opublikowano w "Journal of Child and Family Studies", dało się zauważyć wyraźny związek pomiędzy występowaniem nadmiernego niepokoju, depresji oraz mniejszej satysfakcji z życia wśród dzieci takich rodziców.

Jedna ze współautorek badania, prof. Holly Schiffrin z wydziału psychologii Uniwersytetu Mary Washington (USA), przyznała, że do przyjrzenia się zjawisku skłoniły ja opowieści swoich pełnoletnich studentów, np. ta o zgłoszeniu na policję zaginięcia dziecka przez rodziców jednej ze studentek po tym, jak dziewczyna nie zadzwoniła do nich przez 24 godziny, a nie było jej na terenie kampusu oraz ta o matce, która podczas rozmowy jej syna w sprawie pracy, zapukała do drzwi pokoju, w którym odbywała się rekrutacja i zapytała, czy może towarzyszyć dziecku.

- Moja mama zawsze za mnie wykonywała telefony w różnych ważnych sprawach, bo ja się wstydziłam - opowiada Ewelina z Warszawy (37 l.). - Doprowadziło to do tego, że kiedy byłam w ciąży i zaczęłam plamić, to mój mąż musiał zadzwonić do mojego ginekologa i opisać, co się dzieje z moim organizmem. Teraz myślę, że ja nie będę swojego dziecka wyręczać, bo to na dłuższą metę nie przynosi dobrych efektów - przyznaje.

Potwierdza to prof. Schiffrin. "Rodzice muszą zrozumieć, że takim zachowaniem nie dają dzieciom szansy przekonania się o swoich kompetencjach, poczucia dumy z własnych osiągnięć" - twierdzi. I zauważa, że dzieci, które są we wszystkim wyręczane przez kontrolujących rodziców, nie mają szansy na nabycie umiejętności, które będą im potrzebne, by dobrze funkcjonować w dorosłym świecie.

Pozwolić upadać

Do szczęścia, zdaniem Holly Schiffrin, ludzie potrzebują poczucia niezależności, kompetencji oraz umiejętności tworzenia i utrzymywania relacji z innymi ludźmi. Jak wynika z przeprowadzonego przez nią badania, w przypadku dzieci nadmiernie zaangażowanych rodziców, upośledzone są wszystkie te obszary. "Rodzice mają wrażenie, że pomagają dzieciom w ten sposób, ale im trzeba pozwolić na potknięcie" - podsumowuje psycholożka.

Trzeba pozwolić dziecku nie być zawsze i we wszystkim najlepszym. - Rodzic nie musi bezradnie patrzeć na to jak dziecko niechybnie podąża w stronę porażki - zapewnia Jarek Żyliński. - Może być przy dziecku, podpowiadać mu informacje, które pomogą dobrze rozeznać swoją decyzję. Niemniej w uczeniu się podejmowania decyzji i wyzwań jest istotne, że mimo porad rodzica, to dziecko podejmuje decyzje i ponosi ich konsekwencje.

- Zrozumiałe jest, że dziecko nie jest w stanie przyjąć konsekwencji każdej porażki i potrzebna jest ocena rodzica, czy w niektórych sytuacjach porażki nie są zbyt duże dla dziecka. W tej ocenie nie musi jednak uciekać rodzicowi pamięć o tym, jaką wartość może dla dziecka mieć przejście jakiejś porażki - przekonuje psycholog.

Może następnym razem, kiedy najdzie nas ochota na upieczenie waniliowych babeczek przed wywiadówką, kolokwium czy treningiem judo, warto sobie o tym przypomnieć? Dla dobra dziecka właśnie.

Więcej o:
Komentarze (2)
Jakim typem rodzica jesteś? Czy aby nie "pługiem"?
Zaloguj się
  • Jacek Derek

    Oceniono 1 raz 1

    urzędasy to dopiero rodzice pługi, załatwią swoim potomkom robotę w starostwie, urzędzie gminy, lub innym powiązanym za wszelką cenę. Znam całe rodziny urzędnicze i to przez kilka pokoleń. Pracują od powiatowego nadzoru budowlanego, poprzez regionalny zarząd gospodarki wodnej, urzędy, gmin, starostwa, urzędy wojewódzkie. Zatrudnia się tak, że ja zatrudnię twojego syna u mnie w urzędzie, a ty moją córkę u siebie. Oczywiście jest ogłoszony konkurs z wymaganiami ustawionymi pod konkretnego kandydata. I tym sposobem mamy jak mamy w tym kraju. Sam też widzę co się dzieje w klasie i mojego syna w podstawówce. Malunki wykonane przez rodziców są wyżej oceniane przez panią "plastyczkę" niż te, które samodzielnie wykonana mój syn. Dzieci nie są głupie i wiedzą, kto przynosi pracę wykonane przez mamusię artystkę, a kto robi samodzielnie i widzą skutek tego w dzienniku. I tak od małego już w szkole zostają utwierdzeni, że rodzic zrobi lepiej. Sądzę, że głupie nauczycielki są w każdej szkole, dlatego lepsza dla mnie trójka, lub czwórka wypracowana samodzielnie, niż piątka zdobyta przez mamuśkę. Nie wspomnę już o rodzicach w tych trójkach klasowych, szkolnych, byle być bliżej pani dyrektor i wychowawczyni.

  • ma-gienia

    Oceniono 1 raz 1

    Ewa z Warszwy (37 lat) choćby chciała to nie umiałaby się zachowywać jak jej matka, więc dajmy spokój z tym tłumaczeniem że to dla "dobra dziecka". Mamusia by nie dała rady. NIe będzie umiała tego zrobić nawet kiedy będzie to konieczne (rodzice czasem jednak potrzebują wykonać telefon w sprawie dziecka). Jak mama ryzkowała poronienie byle tylko nie zadzwonić - no to ja nie mam pytań.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX