1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Jak wychować ambitną dziewczynkę i zrewolucjonizować polską szkołę? Postawić rodziców do kąta!

Co mają wspólnego brytyjska minister ds. równości i polska minister edukacji? Obie podejrzewają, że rodzice są niekompetentni i należy nimi odpowiednio pokierować. Dla dobra ich dzieci, oczywiście.
O krynico mądrości ministerialnej, spłyń na mnie, oświeć mnie niegodną decydowania o własnym dziecku! Polacy chcą dać wszystkim nieletnim równe szanse edukacyjne, postanowili więc wysłać do szkół sześciolatki. Brytyjczycy z kolei chcą edukować rodziców, jak wychowywać córki na ambitne kobiety. Za tymi z pozoru różnymi pomysłami stoją ministerstwa i kobiety na wysokich stanowiskach, a w obu przypadkach rodzice mają okazję usłyszeć, że są niekompetentni. Gdyby byli mądrzejsi, pokierowaliby losami swoich dzieci tak, że te w przyszłości odnosiłyby sukcesy na polu zawodowym. Wszak o dobro dziecka tu się rozchodzi!

Misja: naprawić rodziców

U nas reforma edukacyjna i bałagan, Elbanowscy zebrali milion podpisów, premier obiecuje nie dopuścić do przyszłorocznej kumulacji dwóch roczników pierwszoklasistów, a moja koleżanka ostro zaangażowała się w akcję Ratuj Maluchy, bo jak twierdzi żartobliwie - chce wygrać ze mną zakład. Ja okopałam się na pozycji, że odwołania reformy nie będzie, ona wierzy w to, że ludzie mają władzę, a ich wola będzie wysłuchana. Już dowiadujemy się jednak od Autorytetów i Oficjeli, że ten milion podpisów to ściema, bo wniosku wcale nie podpisywali rodzice, a już na pewno nie rodzice sześciolatków (przecież matki i ojcowie młodszych czy starszych dzieci nie są stroną w sporze, prawda?), tylko ludzie, którzy bez zastanowienia podpiszą wszystko, jeśli będzie to opatrzone hasłem Ratuj Maluchy (przecież naród jest ciemny, ale pełen empatii i podpisuje co popadnie, bez czytania).

Tymczasem w Wielkiej Brytanii, minister ds. równości, Maria Miller, twierdzi, że w kadrach zarządzających dużymi firmami jest za mało kobiet, dlatego będzie wręczać rodzicom broszury, które nauczą ich, jak wychowywać córki na ambitne kobiety. Poinstruuje matki i ojców, jak rozbudzić ambicje dziewczynek, by te chciały odnieść sukces zawodowy i przyczynić się do wzrostu gospodarczego.

Wspólny mianownik? Oczywiście niekompetencja rodziców. W pierwszym przypadku poucza się rodziców, że mają się nie zastanawiać, tylko zaufać Ministerstwu Edukacji Narodowej i powierzyć swojego sześciolatka szkole, nie słuchać pozornie eksperckich opinii o nieprzystosowaniu szkół lub źle napisanych programach, a w drugim matki i ojcowie dowiadują się, że nie dość, że dziewczynki są mało ambitne, to jeszcze, jeśli sami w końcu przestaną popełniać błędy, ich córki odniosą sukces zawodowy. Rodzice to po prostu najsłabsze ogniwo.

Córciu, zostań ministrą!

Sześciolatki mają iść do szkół, bo jak argumentuje minister Krystyna Szumilas, wyrówna to szanse edukacyjne dzieci z miast i wsi, Polaków i Europejczyków, w tym samym stopniu chłopców i dziewczynek. U nas nie dyskryminuje się ze względu na płeć: większe szanse na sukces zawodowy mają mieć i chłopcy, i dziewczynki. Wspólnie będą sobie mogli - rok wcześniej niż do tej pory - poszukać dobrze płatnej pracy i wspinać się po drabinie sukcesu.

A jednak, abstrahując od tego, czy akcja brytyjskiej minister jest słuszna, czy nie, może rzeczywiście wciąż podświadomie wtłaczamy małe dziewczynki w określone role społeczne? Dziewczynkom mówi się, że mogą być pielęgniarkami, nauczycielkami, czasem - wyjątkowo - lekarkami, a już na pewno powinny zostać matkami. Syn może zostać prawnikiem, naukowcem, wybitnym matematykiem, właścicielem firmy i władcą wszechświata. On będzie rządził i ratował ludzkość, ona co najwyżej opatrzy ranę i przytuli. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że polska szkoła wspaniale ten podział umacnia, więc czy naprawdę powinniśmy stawiać do kąta tylko rodziców?

Prof. Mariola Chomczyńska-Rubacha, kierowniczka Katedry Pedagogiki Szkolnej na Wydziale Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, badająca m.in. nierówności społeczne w edukacji i dyskryminację ze względu na płeć, przytoczyła w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów" przykład podręczników do nauczania początkowego: "Kobiety najczęściej występują (w nich - przyp. red.) w roli mamy. Jednak w roli ojca występuje tylko co dziesiąty mężczyzna. Czyli z kim one te dzieci robią? Dla kobiet zarezerwowano tylko kilkanaście zawodów, np. pielęgniarki, nauczycielki czy bibliotekarki, dla mężczyzn ok. 140. To przenosi się później na wybory życiowe, stereotypy w dorosłym życiu". Może polska minister ds. równego traktowania mogłaby zarządzić taką broszurę jak brytyjska, ale dla pedagogów i autorów podręczników? To dopiero byłaby reforma edukacji!

Światełko w tunelu?

Z ambicjami dziewczynek w Polsce chyba nie jest jednak najgorzej, jeśli wierzyć Dorocie Soszyńskiej, współwłaścicielce firmy Oceanic, która w wywiadzie dla serwisu naTemat wystawia kobietom laurkę: "Uważam, że Polki są wyjątkowe. Lubię z nimi pracować, bardzo je cenię. Są lepiej wykształcone od mężczyzn, bardziej odpowiedzialne, obowiązkowe i bardziej wrażliwe. (...) Polki są także odważne i bardzo kreatywne. Ponad milion polskich kobiet prowadzi własną działalność, a już 37 proc. małych firm w Polsce należy do kobiet. To jeden z najlepszych wyników w całej Unii Europejskiej, gdzie średnia wynosi 25 proc.".

Widzę światełko w tunelu. Może moja córka, zamiast zostać nauczycielką w przedszkolu, do którego chodzi, zostanie kiedyś jego właścicielką? Nie chcę brytyjskiej broszury dla rodziców, ale chcę reformy edukacji: nie takiej, która skupia się na wieku rozpoczęcia nauki w szkole, rozmiarze toalet dla sześciolatków i próbach udowodnienia rodzicom, że nie mają kompetencji wychowawczych, lecz takiej, która założy opracowanie mądrych programów nauczania. Wtedy i o ambicje będzie łatwiej, i rodzice przestaną się buntować.

Jedną rzecz widać tu bardzo wyraźnie: kobiety są ambitne i mogą zdziałać wiele: głównymi postaciami polskiego sporu "Ministerstwo Edukacji kontra Rzecznik Praw Rodziców" są przecież właśnie panie - Karolina Elbanowska i minister Krystyna Szumilas. Brytyjska minister ds. kobiet mogłaby być z nich dumna. Albo z ich rodziców.

Więcej o:
Komentarze (41)
Jak wychować ambitną dziewczynkę i zrewolucjonizować polską szkołę? Postawić rodziców do kąta!
Zaloguj się
  • antykonformista

    Oceniono 79 razy 65

    jest oczywiste, że są tacy rodzice, co krzywdzą swoje dzieci wychowaniem. na przykład wyżywają się na dziecku (głównie córkach właśnie), lecząc tym swoje niepowodzenia, frustracje, a tym samym wpędzając dziecko w niską samoocenę. albo wychowując córkę jako opiekunkę na stare lata, ciesząc się z każdego jej niepowodzenia życiowego, czy to zawodowego czy uczuciowego, bo głupia i niespełniona córka zostanie na stare lata z matką, zamiast z mężem jeździć po świecie.

    ale to margines. najgorsze dzieciom robi właśnie szkoła. zabija kreatywność. potęguje konformizm. gimnazja, na dodatek, a raczej rówieśnicy z gimnazjów. uczą złych zachowań: używki, wagary, seks. czasem w tych szkołach presja jest tak wielka, że rodzice sobie z tego sprawy nie zdają. a dziecko albo się temu poddaje i ma spokój, albo opiera się, skazując na bycie na peryferiach klasy i samym dnie hierarchii.

    a wystarczyłoby zmienić tylko trochę program nauczania. więcej myślenia, mniej zapamiętywania. naprawdę tych dat czy budowy komórki nie trzeba znać. wystarczy znać procesy historyczne rządzące światem, oraz biologiczne rządzące życiem. tak samo gramatyka - same podstawy, za to więcej literatury ale nie "co autor miał na myśli", tylko "jak to odbierasz"? o wprowadzeniu do szkół ekonomii, psychologii oraz zdrowego żywienia, już dla 3-klasistów myślę, a na pewno dla gimnazjum, nie muszę chyba mówić. to są podstawy do zrobienia "natychmiast".

    no ale, młodzież głupia, z niską samooceną i wiecznie popełniająca błędy i upadlająca się, jest przecież na rękę zarówno władzom jak i koncernom (czyli też władzom), bo właśnie takimi łatwiej rządzić, tacy się nie buntują (jeszcze jak się ich ładnie "uśpi" medialną papką w TV to już hoho, pełen sukces), tacy są lepszymi konsumentami (bo niepowodzenia życiowe kompensują zakupami), no i lepszymi pracownikami (życie zniszczone kredytami bez BIK-u, niechcianymi dziećmi, beznadziejnymi partnerami.... co się wtedy robi? ucieka do pracy, a jak!)....

  • nie.mam.20

    Oceniono 51 razy 27

    traktowanie dziewczynek to pochodna polskiej mentalnosci katolickiej. wiek szkolny ma niewiele wspolnego z osiagnieciami. Szkola przystosuje sie do wieku. Nie wspominajac o tym, ze moje dzieci chodzily do szkoly z przyjemnoscia. W czasie scripture siedzialy w bibliotece.
    Moja corka poszla do szkoly w wieku 4 lat i 8 miesiecy. Mature zrobila niemal bezblednie, ukonczyla dwa fakultety i dostala forse od znanej firmy zanim jeszcze skonczyla uniwersytet. Nie wie, co to bezrobocie. Wiele jej kolezanek radzi sobie rownie skutecznie. Jeden detal - my nie mieszkamy w Klechistanie :)
    Role wybierala sobie sama, m.in. grala w pileczke kopaniutka, zamiast uczyc sie smazyc kotlety na ruszcie.
    My, jako rodzice, niemal nie ingerowalismy w jej wybory. Wyszlo fantastycznie.

  • zewszad_i_znikad

    Oceniono 39 razy 21

    Jeżeli ktoś wątpi, czy dziewczynki są wtłaczane w role uznawane za podrzędne, a w każdym razie na pewno niżej płatne, czy hamuje się ich ambicje - proponuję przyjrzeć się zabawkom "dziewczęcym" i "chłopięcym".

  • tomek.54321

    Oceniono 74 razy 20

    A co ma oznaczac to stwierdzenie "Są lepiej wykształcone od mężczyzn..."? Wykształcenie nie zależy od płci i własnie takimi opiniami umacnia sie podziały ze względu na nią. Wyszktałcenie powinno byc rozpatrywane indywidualnie dla każdego kandydata na dane stanowisko a nie pod kątem tego czy jest to kobieta czy mężczyzna. W niektorych zawodach patrząc statystycznie to faktycznie kobiety mają lepsze wykształcenie, a w niektorych mężczyźni wiec nie wiem czemu ma służyć to sformuowanie.
    Na koniec wygrzebane gdzieś w internecie:
    "Równoupranienie wg mężczyżn:
    K=M
    Równouprawnienie wg kobiet (szczególnie tych podających się za feministki):
    K>M"
    pozdr,

  • anmanika

    Oceniono 22 razy 16

    Obserwując rodziców dzieci już od ponad 17 lat jestem w stanie stwierdzić jedno:" nikt tak nie jest w stanie skrzywdzić własnego dziecka w imię jego dobra jak jego rodzice".

  • gonz0

    Oceniono 37 razy 13

    To nie rodziców trzeba stawiać do kąta a MEN ... to Oni i ich reformy są winne wszystkiemu co się tyczy dzieci. Czasme odnoszę wrażenie, że wszelkie sprawy u góry załatwiają ludzie, któryz NIGDY przenigdy nie mieli dzieci i nawet z nimi do czynienia...

    ---
    mebledladziecka.com.pl

  • brian123

    Oceniono 41 razy 11

    Pierwszy raz w Wyborczej jakiś artykuł na ten temat, który zachowuje jakieś pozory bezstronności. Ja nie zamierzam powierzać swoich dzieci w całości Pani Szumilas, bo edukacja nie polega na tym, żeby dzieci uczyły się z podręczników, w których roi sie od błędów merytorycznych i logicznych. Proces edukacyjnych nie może być prowadzony przez osoby, które zostały nauczycielami tylko dlatego, ze nic innego nie potrafiły robić. I wreszcie psychologii dziecięcej nie będzie mnie uczyła pani, która sama nie miała dzieci i która dzieci się boi i brzydzi - tu mówię o dyrektor jednej z warszwskich podstawówek.
    Ambicje kobiet - obecnie jak się chce można robić wszystko - jednak wszystko ma swoją cenę. Każda kobieta musi coś wybrać - nikt nie zabrania kobietom robić karier.
    Stwierdzenie "kobiety sa lepiej wyskształcone od mężczyzn" pachnie seksiszmem i dyskryminacją. Zresztą chyba nie wszystkie - skoro tak wiele z nich podpisało sie pod acją Ratuj Maluchy...

  • andrzejto1

    Oceniono 17 razy 5

    W Australii przeprowadzono badania, z których wynika, że dzieci uczone w klasach jednopłciowych osiągały statystycznie lepsze wyniki niż w klasach koedukacyjnych. Bo pomimo plecenia nawiedzeńców kobiety i mężczyźni różnią się od siebie. Innaczej reagują na bodźce i innaczej się uczą. To powoduje, że proces nauki idzie po najmniejszej linii oporu, czyli przedmiotów humanistycznych uczy się w sposób, dzięki któremu łatwiej uczą się ich dziewczynki, a przedmiotów ścisłych wręcz odwrotnie. I jak się okazuje na przykład dziewczynki uczone w klasie jednopłciowej miały na studiach lepsze wyniki z matmy niż te z klas koedukacyjnych. Różnica wynosiła mniej więcej 15%.
    Ale jak zwykle w imię chorej ideologii stosuje się urawniłowkę z krzywdą dla dzieci. Co dziwne osobne lekcje WF nikogo nie dziwią, a na przykład polskiego już tak...

  • aghrra

    Oceniono 35 razy 3

    Misja naprawić rodziców Niech w ramach równouprawnienia uczą chłopców sikania na siedząco jak w Skandynawii

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX